05.08.2015

Rozdział 36

-- KLIK --

Życie tak dziwnie się układa. Jednak chwila, jeden moment, może wszystko odmienić. Właśnie ta "jedna chwila" odmieniła wszystko w moim życiu. Maj, kiedy poleciałem do Monaco i przypadkiem spotkałem Camille. Już przy pierwszym spotkaniu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jej urocze dołeczki w policzkach, cudowny uśmiech i przepiękne oczy. Jej długie włosy, które rozwiewał wiatr i słodkie usta. Była idealna. Moja. Mieliśmy dożyć starości i kupić mały domek z ogródkiem i psem. Mieliśmy słyszeć tupot stóp naszych wnuków i patrzeć na nich z radością. Mieliśmy mieć dziecko. Maleńkiego chłopczyka lub dziewczynkę. To wszystko zostało nam brutalnie odebrane i nie pozostało już nic. Ona odeszła, ja zostałem. Załamany, zmiażdżony i pusty. Nie nie czuję... nic już we mnie nie ma. Siedzę na fotelu, ubrany w czarny garnitur i czekam na godzinę "zero", aby pożegnać miłość mojego życia i moje dziecko. To nie miało się tak skończyć. Chciałem ją uszczęśliwić, pokazać jej świat. Zasługiwała na wszystko, co najlepsze i byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Jednak teraz nie ma już nic. Nic nie pozostało.
- Justin? - słyszę cichy głos mojej mamy, ale nawet nie podnoszę głowy. Nie chcę tam iść, nie chcę patrzeć na to, jak zabierają mi ją na zawsze. Chcę znowu trzymać ją w ramionach, usłyszeć jej głos i mocno przytulić. Dlaczego to zrobił? Dlaczego ten popapraniec zastrzelił najważniejszą osobę w moim życiu, tym samym odbierając życie naszemu nienarodzonemu dziecku. Nienawidzę go i mam nadzieję, że smaży się teraz w piekle! - Kochanie, musimy się zbierać - mama pogania mnie, ale mam ochotę walnąć się do łóżka i po prostu zasnąć. Tak, jak robiłem to przez ostatnie siedem dni. Nawet nie płaczę, bo nie mam łez. Jestem wypruty z wszelkich uczuć i moje życie jest mi kompletnie obojętne. Jaki ma teraz sens? - Synku, proszę... - o co prosisz, mamo? Mam ochotę zadać jej to pytanie, ale nie robię tego. Nie jest niczemu winna i bardzo mnie wspiera. Nie wiem, jakim cudem, ale podnoszę się z miejsca i wychodzę z pokoju. Idzie obok mnie. Zgarbiona, załamana i wiem, że przeżywa to równie mocno jak ja. Wchodzimy do salonu, w którym są rodzice Camille i najbliższa rodzina. Nie patrzę na nikogo, nie mam na to odwagi - Jedźmy.

Ksiądz opowiada o Camille... jak cudowną była dziewczyną, dobrą, wrażliwą i uczuciową. Opowiada jak pomagała w domu dziecka, w schronisku dla zwierząt i była wolontariuszką. Serce prawie wyskakuje mi z piersi, bo nawet tego nie wiedziałem. Wspomina, jak przychodziła pomagać biednym dzieciakom przy kościelnej świetlicy. Rysowała z nimi, zabawiała, aby miło spędzili czas. Dopiero teraz dociera do mnie, jak wspaniałym była człowiekiem. Wiem, że byłaby najwspanialszą matką na świecie. Czułą, dobrą, kochającą. Nasze dziecko byłoby najszczęśliwsze na świecie, bo obdarzylibyśmy je niewyobrażalnie silną miłością. Teraz jej nie ma. Zostałem sam. Jeden człowiek, jednym ruchem odebrał mi wszystko. Pozostawił mnie w zawieszeniu, w świecie bez dwóch najważniejszych mi osób. Jaki to wszystko miało sens? Moja miłość do Camille, miłość Camille do mnie i miłość Liama do Cami. Po co to wszystko?

Na cmentarzu ledwo trzymam się na nogach. Są tu wszyscy moi najbliżsi przyjaciele, oraz znajomi i rodzina. Przylecieli do Monaco, by mnie wspierać. A ja stoję i gapię się tępo w białą, drewnianą trumnę, która zaraz zniknie pod ziemią na zawsze. Moje marzenia, moja przyszłość, moja miłość... zamknięta w tym pudełku zabierze mnie ze sobą. Moje życie już nigdy nie będzie wyglądało tak samo. Wiem, że wszystko skończyło się w momencie, kiedy zobaczyłem jej przerażoną, martwą twarz. Nie chcę żyć, nie w taki sposób, nie bez niej i naszego dziecka.
Ksiądz odprawia modlitwę, obsypuje trumnę ziemią i na jego znak, powoli zostaje opuszczona do ziemi. Wpadam w trans, wyrywam się z uścisku Ryana i dopadam do niej. Zatrzymuje się nagle, obejmuję ją ramionami i szlocham. Pierwszy raz od siedmiu dni wstrząsa mną fala płaczu. Boże, jak dobrze. Łzy ciurkiem płyną po moich policzkach, ale nie czuję ulgi. Wręcz przeciwnie. Zalewa mnie fala niewyobrażalnego bólu, który rozdziera mnie od środka. Nigdy więcej jej już nie zobaczę, nie pocałuję, ani nie przytulę. Ta myśl rozwala, moje i tak już złamane serce.
- Kochanie... błagam, nie zostawiaj mnie - głaszczę trumnę, jakby to były jej cudowne, długie włosy - Jesteś dla mnie wszystkim, przecież wiesz... tak bardzo Cię potrzebuję - szlocham i krztuszę się łzami. Jestem wdzięczny, że nikt mnie nie odciąga, chociaż każdy na to patrzy - Jak mam bez Ciebie żyć? Bez naszego maleńkiego dzidziusia? Jak?! - krzyczę i opieram czoło o drewno - Nie zostawiaj mnie... nie teraz. Mieliśmy dożyć razem starości, pamiętasz? Obiecałem Ci to. Chcę dotrzymać tej obietnicy, dlaczego mnie zostawiłaś? - uderzam głowę o trumnę i chyba pod wpływem szoku, wpadam na popieprzony pomysł. Szukam zamknięcia i próbuję otworzyć to przeklęte pudełko. Chcę ją wyciągnąć, przytulić. Jednak natychmiast czuję, jak ktoś przytrzymuje mnie za ramiona - Nie!! Zostaw mnie!! - wrzeszczę i szarpię się na wszystkie strony - Muszę ją zobaczyć, ona nie umarła! Po prostu śpi, trzeba ją obudzić! - odwracam głowę i widzę ojca. To on mnie trzyma. Posyła mi smutne spojrzenie, ale to na nic. Jestem na skraju własnej wytrzymałości - Tato... zakop mnie razem z nią, błagam - mówię resztką sił, a na twarzy ojca pojawia się szok i przerażenie - Chcę być blisko, Camille. Jej i naszego dziecka, proszę... - gapię się na niego, ale ledwo widzę. Łzy zasłaniają mi widok i czuję, jak bardzo jest mi słabo. Podchodzi do nas mama i widzę jej zapłakaną twarz - Proszę... nie pozwólcie jej zakopać. Ona tylko śpi... nie zostawiłaby mnie. Przecież to wiesz, mamo. Zrób coś!
- Justin... powinniśmy wrócić do domu, jesteś zmęczony - przytula mnie do siebie i głaszcze po plecach.

Mija kilka dni. Wciąż jestem w Monaco z rodzicami, którzy pilnują mnie, aby nic głupiego nie strzeliło mi do głowy. Szczerze? Przez trzy dni po pogrzebie miałem myśli samobójcze. Rodzice jednak zabrali wszystko z mojego hotelowego pokoju, czym mógłbym zrobić sobie krzywdę. Chciałem nawet skoczyć z balkonu, ale zablokowali drzwi. Naprawdę dobrze się zabezpieczyli. Jednak gdybym chciał, zawsze mogłem powiesić się na swojej własnej bluzie. Próbowałem to zrobić, ale oni nawet tego nie wiedzą. Coś się wtedy stało i moja próba zakończyła się niepowodzeniem. Materiał po prostu się zerwał, chociaż nie wiem, jakim cudem. Poczułem chłód na skórze, jakby przez uchylone okno wpadł podmuch wiatru, tylko, że okno było zamknięte. Wiedziałem wtedy, że to Camille nade mną czuwa i nie pozwala na to, abym zrobił sobie krzywdę. Byłem na nią wściekły, że mi w tym przeszkodziła. Mogliśmy być razem... w innym świecie, ale razem. We dwoje. Z naszym dzieckiem. Znowu szczęśliwi i uśmiechnięci.

W pobliskiej drukarni złożyłem zamówienie na ogromne zdjęcie Camille. Rodzice krzyczeli na mnie, że zwariowałem, ale miałem to w nosie. Przywiesiłem je na drzwiach szafy,  na wprost mojego łóżka. Mogłem wpatrywać się w jej piękną twarz bez przerwy. Uśmiechała się i patrzyła prosto na mnie. Za każdym razem w moją głowę uderzały cudowne wspomnienia, nasze wspólne chwile. Katowałem się tym wciąż od nowa i doskonale wiedziałem, że rodzice mieli rację. Zwariowałem. Codziennie od nowa ból rozrywał moje serce na kawałki i wiedziałem, że to mnie wykończy. Cierpiałem, tęskniłem za nią i nie umiałem sobie z tym poradzić. Moja kochana, słodka, dobra dziewczynka była ukryta głęboko w ziemi. Może jest jej teraz zimno? A może się boi? Dlaczego to zrobili? Nie mieli prawa jej zakopać!
Nagle podbiega do mnie Esther i opiera łapki o brzeg łóżka. Podnoszę ją i mocno tulę do siebie. Nie odstępuje mnie nawet na chwilę, jakby doskonale czuła, że stało się coś strasznego. Jednak jest jedynym, co pozostało mi po Camille...

- Justin? - słyszę głos mamy i uchylam powieki. Nie mam siły na rozmowę i gapię się prosto przed siebie - Powinniśmy wrócić do LA - kiedy tylko kończy mówić czuję, jak moje serce się zatrzymuje. Czy ona naprawdę to powiedziała?! - Synku... jesteś w rozsypce, to miejsce w niczym Ci nie pomoże. Potrzebujesz psychologa - kogo kurwa?! 
- Nie ruszę się stąd, mamo. Ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy - odpowiadam cicho i wpatruję się w twarz mojej dziewczyny. Jest taka śliczna... uśmiecha się do mnie ze zdjęcia i przywołuję w głowie wszystkie jej uśmiechy. 
- Nie możesz tutaj zostać. Jaki w tym sens? Musisz dać sobie trochę czasu, synku. Wszystko się ułoży.
- Mamo... Ty nic nie rozumiesz. Nie wyjadę stąd, nie zostawię jej. Chcę być obok, móc do niej pójść.
- Przecież wrócisz tutaj, kiedy tylko będziesz chciał. Proszę, wróćmy do domu. Musisz odpocząć, dojść do siebie. Otoczymy Cię z tatą opieką i wsparciem. Nie opuścimy Cię, Skarbie.
- Nigdy nie wrócę do tego przeklętego domu, mamo. Sprzedaj go, każ zabrać stamtąd moje rzeczy.
- Wiem, synku... wiem - głaszcze mnie po ramieniu i po włosach - Sprzedamy go, kupimy inny. Ale proszę, wrócimy do LA. Monaco nie wpłynie na Ciebie dobrze. Może najlepszą terapią będzie muzyka, hmm?
- Nie dam rady, mamo. Czuję, że nie nagram już nigdy żadnej piosenki.
- Tak Ci się tylko wydaje, Kochanie. Twoje rany są jeszcze świeże, ale na pewno wrócisz do studia. Nagrasz nowy, niesamowity album. Przecież to kochasz! Muzyka jest dla Ciebie wszystkim.
- Była, mamo... była - spoglądam na nią i posyłam jej smutny, wyprany z uczuć uśmiech - Wiesz, co jest dla mnie wszystkim? - zaciska usta i widzę łzy w jej oczach - Ona... - kiwam głową na zdjęcie Camille - To moje życie, mamo. Nie ma jej, nie ma mnie. Nigdy już nie będzie. To koniec wszystkiego...



Tęsknię za Tobą
Tak bardzo za Tobą tęsknię
Nie zapomniałem o Tobie
To takie smutne

Mam nadzieję, że możesz mnie usłyszeć
Dokładnie to pamiętam
Dzień, w którym odeszłaś
Był dniem, w którym zrozumiałam
Że już nie będzie tak samo

Nie zdążyłem pocałować Cię w dłoń na pożegnanie
Marzę, żebym mógł zobaczyć Cię znowu
Wiem, że nie mogę
Mam nadzieję, że możesz mnie usłyszeć

Teraz odeszłaś
Teraz odeszłaś
Poszłaś tam
Poszłaś tam
Gdzieś, skąd nie mogę Cię przywrócić




34 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ughhhh! Ryczę, znowu ryczę jak jakieś dziecko... Boziuuu! Dlaczego akurat ta historia? Dlaczego akurat Cami? Kurwa mać! Mam ochotę podejść do Ciebie Kaśka i porządnie ci nakopać no! ;/ Jak mogłaaaaaaś...Wiem że to tylko fikcja ale jejku! Przezywam każde twoje opowiadanie jakby to działo się naprawdę.. Pewnie nie tylko ja, każdy kto czyta i jest od początku, tak ma. To jest silniejsze wiesz? Fikcja.. dobre kurwa. Jeszcze ta muzyka w tle no.. Mogłaś dać "RUUUDA TANCZY JAK SZALONA" a nie jakieś smęty co jeszcze dobijają no... Co musi czuć teraz Justin... nawet nie wyobrażam sobie tego bólu .. masakra.. Zaliczam to opowiadanie do tej rubryczki "płaczący bóbr" uwierz, mam takie coś...

      NADZIEJA MATKĄ GŁUPICH............. Jeszcze będzie happy end, BELIEVE KURWA MAĆ!

      Usuń
    2. Dziewczyno zaraz po rozdziale czytam twój komentarz i cała zalana łzami się śmieje kurwa:') ♥

      Usuń
    3. No "Ruda tańczy jak szalona" pasowałoby idealnie! Że też o tym nie pomyślałam :D :P

      Usuń
  2. Mogłabyś powiedzieć mi chociaż czy to koniec czy kolejna część snu albo czy takie będą już tylko rozdziały????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział będzie ostatnim. Tylko tyle mogę napisać.

      Usuń
    2. A będzie następna część?

      Usuń
    3. Nie, nie planuję drugiej części.

      Usuń
    4. Czekaj, czekaj... Nie planuje drugiej części? Czyli mogłaby być w takim razie..*-* Jejej, takie jedno zdanie a ociupinke zmienia humor :D

      Usuń
    5. Nie planuję jej napisać i zapewne na 100% jej nie będzie :)

      Usuń
  3. mam nadzieje ze to wszystko naprawde okaze sie snem bo to wszystko nie moze sie tak strasznie skonczyc !!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcesz zebym popadla w depresje przez Ciebie?:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ryczeeeee :'(
    Niech to okaże się tylko jednym wielkim koszmarem.
    Prosze niech Camill żyje przecież jest w ciąży.
    To nie może się tak skączyć ;'(

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak mogłaś to zrobić, dlaczego ona i ich dzidziuś. Boże nie wierze że ona umarła. Ryczałam od samego początku ;( i jeszcze Justin tak bardzo to przeżył. Jestem załamana;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pieprze!!! Jakim prawem to zrobiłaś do cholery!!! To nie tak miało się skończyć. Nie taka miała być ich dola do cholery!!! Jestem na ciebie strasznie wściekła i nie zamierzam ci tego wybaczyć. Boże rycze przez cb. Kocham cie, ale w tym momencie jestem tak zła, że aż strach. Chryste to nie może się tak skończyć. Błagam cię niech to nie ona umarła no!!! Nie mam siły już na nic. Powiem jedno. Nie wiem co się stanie jeśli nie będzie happy endu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przez cb załamana. Nic więcej nie dodam.

      Usuń
  8. Nie mogę uwierzyć że tak to się skończy... to nie może być prawda ona żyje a to jest tylko kolejny sen błagam!!! Jak ja to przeżyje kocham to ff

    OdpowiedzUsuń
  9. co to za piosenka w tle ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże, Kaśka rycze jak pojebana :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawiodlas mnie :( nie mam slow by opisac jak sie czuje....zlamalaas mnie. To musi sie okazac snem albo przestaje sie udzielac bo nie bd miala ochoty :( chodz bardzo cie lubie tak jka twoje ff to mnie zlamalas...

    OdpowiedzUsuń
  12. Płacze:((( Dlaczego to musi sie tak kończyć ? To jest wyciskacz łez mega smutny :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem że nie zdarzyło się to naprawdę ale tak mi go żal :cc

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie no Kasia... Jak mogłaś co?!
    Ja tu mam taką nadzieję że to sen był tylko a ty pogrzeb kurwa... :(((
    I ehm... Fajny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja łudziłam się ,że ona będzie żyć , że nie jest za późno. Że to co napisałas w poprzednim rozdziale to jedna , wielka pomyłka ! :( Nie wierze że to prawie koniec ...

    OdpowiedzUsuń
  16. Mo Boże...
    Szczerze gdybym wiedziała, że ona umrze to nawet bym tego nie czytała. Za bardzo przywiązuje się do głównych bohaterek.
    Mimo wszystko świetnie pisałaś tego bloga :)
    Mam nadzieję, że już wkrótce pojawisz się z jakimś świeżym ff ;)
    A teraz prawdopodobnie zaczną czytać któryś z wcześniejszych ff

    OdpowiedzUsuń
  17. Jaki to piękny a zarazem smutny rozdział. Kasiu rycze i przestać nie mogę :C Miało być szczęśliwe zakończenie!! Dlaczego to zrobiłaś !?

    OdpowiedzUsuń
  18. Kurdeeee jak to możliwe ?!?! Błagam to tylko zły sen ... ja przeżywam to ff jakbym tam była :( moje najlepsze ff które czytam najlepsze ! A tu taka niemiła okropnie straszna niespodzianka :( to musi skończyć się dobrze ktoś go obudzi i wszystko będzie okej prawda ?! Proszeee :'( cierpię :'( nawet nie wiesz jak bardzo :/

    OdpowiedzUsuń
  19. O.nie..placze...serio..kurde jaki wzruszajacy rozdzial...jak to sie stalo, ze ona umarla? Przeciez to.nie moze byc koniec....jeju ja chce dalej to opowiadanie! Camille i Justina..pliss...jeju :( :*
    Rozdzial swietny jak zawsze i smutny jak nihdy :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Masakra myslalam ze inaczej to rozegrasz bo masz cudowne opowiadanie myslam ze ona urodz dziecko wezma slub i bedzie happy end a tak to placze jak glupia i nie moge pogodzic sie dlaczego takie zakoncze blagam cie cofnij te rozdzialy lub ze to byla jej kopia a ona zyje BLAGAM NIE KONCZ TEGO OPOWIADANIA TAK !

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze nigdy w życiu nie wyplakalam tylu łez co dzisiaj ugh cudowny rozdział ale i też okropny do ostatniego

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy pojawi się ostatni rozdział??:(

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak moglas??? PrEciez ja siedze i placze jak nigdy! Bozw dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
  24. NIE! NIE ZGADZAM SIE NA TO, boże płaczę, no czemu ty to, no jak, jezu, ale czemu? mieli być szczęśliwi ;c

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine