30.07.2015

Rozdział 34

Rano budzę się zestresowana. Mój brzuch ściśnięty jest na supeł i nerwowo chodzę po pokoju. Czekam na Justina, którym pojechał do apteki po test ciążowy i nie mogę się już doczekać. Chcę to mieć za sobą! Esther chodzi za mną krok w krok i patrzy na mnie zdziwiona. Tak, wiem piesku. Zwariowałam! Kręcę głową i schylam się, aby ją pogłaskać. Od razu wskakuje na moje kolana i merda ogonkiem. Nie mogę być w ciąży, nie teraz! Przecież to najgorszy na to moment. Po pierwsze... jesteśmy razem tak krótko! To byłoby złe, niewłaściwe i zbyt wczesne. Na dodatek moje studia! Niebawem rozpoczyna się rok akademicki, jak miałabym pogodzić jedno z drugim? Po drugie... ledwo doszłam do siebie, wróciłam do żywych, ale nie pozbyłam się strachu ze swojego ciała. Muszę odpocząć, od stresować się i nie martwić. Ciąża to poważna sprawa, więc jak miałabym się nie martwić? Cholera! Moje serce przyśpiesza i zaczynam się denerwować jeszcze bardziej. Esther zaczyna podgryzać mój palec i domaga się zabawy. Cmokam ją w łepek, ale mogę się na tym skupić. Zaraz oszaleję! Gdzie ten Justin? Nie ma go już dwadzieścia minut!
- Camille - jak na zawołanie słyszę jego głos i gwałtownie zrywam się na nogi. Podchodzę do niego i prawie skaczę w miejscu - Hej, co się z Tobą dzieje? - marszczy czoło i posyła mi zdziwione spojrzenie - Nie bój się, będzie dobrze. Bez względu na wynik testu, świetnie sobie poradzimy - dodaje mi otuchy uroczym uśmiechem, ale to na nic. Przewraca oczami chwyta mnie za rękę i przechodzimy do łazienki - Proszę - podaje mi torebeczkę i wysypuję dwa testy, hmm - Wziąłem drugi na zapas - drapie się w kark i wzrusza ramionami. Cmokam go w usta, szybko robię siku do kubeczka, ale Justin nie opuszcza łazienki. Nawet mnie to nie krępuje, jestem zbyt zestresowana abym o tym myśleć - Spokojnie, trzęsą Ci się ręce - uspokaja mnie, kiedy wykonuję test. Wyrzucam opakowanie i czekamy na wynik. Chodzę tam i z powrotem, przeczesuję włosy i z nerwów myję zęby. Niespokojnie zerkam na plastikowe testy, które leżą na blacie. Justin obserwuje mnie uważnie, oparty o brzeg szafki z założony na piersiach rękami wygląda na całkowicie wyluzowanego. Pozazdrościć! Dlaczego się nie denerwuje? - Skarbie, chodź do mnie - wystawia dłoń i podchodzę do niego powoli - Obiecuję, że wszystko będzie dobrze. Wierzysz mi? - wpatruje się w moje oczy i trzyma moją głowę w dłoniach. Przytakuję niepewnie, ale boję się, że wynik będzie pozytywny - Kocham Cię, a Ty kochasz mnie... tylko to jest ważne. Z resztą damy sobie radę. Mamy siebie, Kotku - mówi cicho i przytula mnie do siebie. Opiera brodę na mojej głowie i głaszcze mnie po plecach. Zamykam oczy i chciałabym wierzyć w to co mówi. Ja po prostu nie jestem gotowa na tak poważny krok. Owszem, kocham go i to nie podlega żadnej dyskusji. Ale dziecko? Już teraz? Przecież jesteśmy jeszcze gówniarzami! - Ok, chyba minęło już te trzy minuty - nie! odchyla się i mruga zadziornie - Więc... - bierze dwa testy, a ja stoję przed nim zagubiona, zestresowana i przerażona. Gapię się na niego, a on spogląda na wynik. Marszczy czoło i przygryza wargę - Dwa kreski, będziemy rodzicami. Jedna kreska, nie będziemy rodzicami - och, dobrze zapoznał się z ulotkę. Nie wypowiadam słowa, ale chwytam go za nadgarstek. Podnosi głowę i patrzę na niego z nadzieją, że będzie to drugie. Wzdycha, posyła mi smutny uśmiech i mówi cicho - Będziemy rodzicami.



Justin POV:
Trzymam Camille w ramionach, a ona wciąż płacze. Nie może się uspokoić i przez jej ciało wciąż przechodzi fala płaczu. Trzęsie się jak galareta i szlocha. Moje serce kurczy się na ten widok i niemal natychmiast przypominam sobie wszystko to, co przeszła całkiem niedawno. Wtedy też płakała... tylko płakała. Wciąż od nowa i od nowa, bez końca. Kiedy myślałem, że mamy to już za sobą, znowu pojawiło się inne zmartwienie. Nie wiem jak się z tym czuję... chyba na razie jeszcze to do mnie nie dotarło. Jednak nie uważam, abyśmy byli dziećmi. Mam dwadzieścia jeden lat, jestem dorosłym facetem, tak? Wiem, że Cami jest młodsza, ale na pewno damy sobie jakoś radę. Najwyższej przełożę wydanie mojej płyty, trasę koncertową aż urodzi się dziecko. Przecież przerwa w karierze jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Jakoś pogodzę jedno z drugim. Kocham to co robię, ale tak samo mocno kocham Camille. Ona potrzebuje mojego wsparcia i wiem, że jest załamana. Nie spodziewałem się tego, byłem szczerze zaskoczony kiedy wspomniała o tym wczoraj. Zawsze się zabezpieczaliśmy, dbałem o to i tak naprawdę odpuściłem tylko jeden, jedyny raz. Czy właśnie wtedy to się stało? Wzdycham i głaszczę jej ciało, które drży w moich ramionach. Musimy pójść do lekarza, Camille nosi w sobie nasze dziecko i musimy dowiedzieć się, czy wszystko jest w porządku. Jednak jak mam jej to powiedzieć? Jest w rozsypce i znowu wpadnie w szał. Nie chcę, aby płakała. Łamie to moje serce.
- No już... nie płacz, Skarbie. Wszystko będzie dobrze, jestem z Tobą i nie dam zrobić Ci krzywdy - głaszczę ją po włosach i cmokam w głowę. Oddycha głęboko i powoli się uspokaja. Podnosi głowę i patrzy na mnie. Jest cała zapłakana i widzę, jak bardzo jest przerażona - Zaopiekuję się Tobą, dziecino. Wiesz o tym, prawda? - układam dłoń na jej policzku i pocieram kciukiem. Zaciska usta i wiem, jak bardzo próbuje nie rozpłakać się na nowo - Przyrzekam, Camille... będziesz szczęśliwa przy moim boku. Jesteś dla mnie najważniejsza, poradzimy sobie. Obiecuję... - cmokam ją w usta i odsuwam jej włosy na bok - Wiem, że nie jesteś w nastroju, ale... - zacinam się i liczę po cichu, że się znowu nie rozpłacze - Powinniśmy pojechać do lekarza, musi Cię zbadać - przytakuje głową, podnosi się z mojego ciała i znika na górze. Przecieram twarz rękami i wzdycham. Cholera... uderza we mnie myśl, że zostanę ojcem. Camille jest w ciąży, ze mną, będziemy rodzicami. Jasny gwint, jak do tego doszło?

Czekam na Camille, gotowy, przebrany i spoglądam przez okno na ogród. Mam cichą nadzieję, że z moją dziewczyną jak i z dzieckiem wszystko będzie w porządku. Nawet nie wiemy który to tydzień. Camille w ogóle nie była pod opieką lekarza i nie wiadomo czy nie dzieje się coś złego. Jednak trzeba być dobrej myśli. Nagle słyszę dzwonek mojego telefonu. Wyjmuję go z kieszeni jeansów i spoglądam na wyświetlacz - mama.
- Cześć, mamo. Co tam? - chrząkam, aby pozbyć się guli w gardle.
- Justin? Co się dzieje? Masz dziwny głos, wiesz? Coś z Camille? - tak dobrze mnie zna!
- Właściwie tak, ale nie panikuj. Słuchaj... - wpada mi do głowy dobry pomysł i może pomogę tym Camille? - Mogłabyś podjechać teraz do tej prywatnej kliniki koło centrum? Potrzebuję Cię, mamo.
- Boże, synku! Do klinki? Co się stało na boga? Chyba dostaję przez Ciebie zawału!
- Uspokój się, mamo. Nic złego się nie dzieje, naprawdę. Camille potrzebuje wizyty u lekarza, nic więcej.
- Dobrze, już się zbieram. Będę tam za parę minut, do zobaczenia.
Kończy połączenie i liczę, że dzięki niej obecność mamy podniesie Cami na duchu.

W klinice jesteśmy dwadzieścia minut później. Camille nie odezwała się słowem i doskonale wiem, że jest przerażona sytuacją. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce i stanąć na wysokości zadania. Nie mogę okazać nawet cienia strachu, zawahania czy niepewności. Muszę być twardy za nas dwoje. Pokazać jej, że będzie dobrze.
- Dzieciaki? Co się dzieje? - mama od razu zadaje pytania, kiedy do niej podchodzimy.
- Pattie? Co Ty tutaj robisz? - Cami pyta zaskoczona, ale przytula się do mojej mamy.
- Justin do mnie zadzwonił. Powiedział tylko, że potrzebujesz lekarza. Martwię się, o co chodzi?
- Zaraz się dowiesz, chodźmy - biorę Cami za rękę i wchodzimy o kliniki. Jest prywatna, wypasiona i droga. Jednak jej największą zaletą jest to, że zawsze dochowują dyskrecji. Nic, nigdy nie przechodzi do prasy. Nawet to, jakiego dana osoba odwiedza lekarza. Doceniam to - Dzień dobry - uśmiecham się do miłej recepcjonistki i raz dwa umawiam wizytę u najlepszego ginekologa. Podaje mi numerek i wracam do moich dziewczyn - Idziemy, pierwsze piętro - wchodzimy po schodach i szybko docieramy pod odpowiedni gabinet. Zatrzymujemy się, a mama uchyla usta w szoku.
- Ginekolog? - pyta cicho, jakby nie dowierzała. Wpatruję się raz we mnie, raz w Camille która ma spuszczoną głowę. Pokazuję jej oczami na ile tylko mogę, aby nie robiła niepotrzebnego zamieszania. Kiwam przecząco głową i obejmuję ramieniem Cami - Ehm... Kochanie, co się dzieje? - podchodzi do niej i chwyta za dłoń.
- Jestem w ciąży, Pattie - mówi to piskliwym głosikiem i wybucha płaczem. Boże!
- Cii... nie płacz, Skarbie. Spokojnie - mama natychmiast przytula ją do siebie i głaszcze po plecach - Camille, będzie dobrze... nie możesz się bać. Dziecko to wyczuwa, wiesz? Musisz być teraz uśmiechnięta i szczęśliwa, aby ono też takie było - mama nawija jak nakręcona, a ja kompletnie tego nie czaję - No już, głowa do góry - odkleja ją od siebie, ociera jej policzki i pociera ramiona - Bądź dzielna, Kochanie. Jesteś kobietą, tak? - mruga rozbawiona i mam ochotę wyściskać ją cholernie mocno! Jest niesamowita! - No już, wchodźcie i dowiedzcie się więcej.
- Chodź, maleńka - chwytam ją za rękę i pukam do pokoju. Słyszę ciche "proszę" i wchodzimy do środka - Dzień dobry, byliśmy umówieni - lekarz uśmiecha się przyjaźnie i gestem dłoni zaprasza nas do środka.
- Proszę sobie usiąść i powiedzieć, co państwa do mnie sprowadza - zerka raz na mnie, raz na Cami. 

-
Panie doktorze - Camille ogarnia się i mówi cicho - Dzisiaj zrobiłam dwa testy ciążowe i oba wyszły pozytywnie.
- Och, a więc ciąża. W porządku, już zrobimy badanie - uśmiecha się do niej pocieszająco, a Cami nieco odpręża swoje ciało - Zapraszam na łóżko, zrobimy USG - wskazuje dłonią na wysokie łóżka, a Camille układa się na nim ostrożnie. Podchodzę, siadam obok i chwytam ją za rękę. Odgarniam włosy z jej twarzy i całuję w czoło. Chcę być przy niej, dać jej wsparcie, którego potrzebuje - No dobrze... więc sprawdźmy co się dzieje w środku - Cami odsuwa koszulkę, lekarz wyciska przeźroczysty żel na jej brzuch i przykłada dziwną końcówkę. Sunie nią pod różnym kątem, skupia się na monitorze na którym praktycznie nic nie rozpoznaję. Tylko czarno-białe mazy, jak oni to ogarniają - O tutaj, proszę spojrzeć - zatrzymuje obraz i pokazuje na monitor - Tutaj jest wasz dzidziuś - o, boże! Ta kropeczka?! Prawie przestaję oddychać kiedy to widzę... "nasze dziecko" - To szósty tydzień, plus minut kilka dni - szósty tydzień?! Już?! Przecież to półtora miesiąca! - Sprawdzę jeszcze, czy wychwycimy bicie serduszka... hmmm... o jest 
- nagle w pomieszczeniu rozlega się głuchy, dudniący dźwięk. Mój brzuch kurczy się boleśnie, spuszczam głowę i muszę zacisnąć usta, aby się nie rozpłakać. To bijące serce naszego dziecka! Kurwa mać! - Wszystko w porządku? - słyszę głos lekarza, podnoszę głowę i widzę jego zmartwione spojrzenie. Zerkam na Camille, która przykłada dłoń do ust i szlocha.
- Kotku! Dlaczego płaczesz? - panika uderza w moje ciało, bo kompletnie nie wiem o co chodzi. Kręci przecząco głową, ale uśmiecha się uroczo, och! Mocno ściska moją dłoń i patrzy na mnie z miłością. Czyżby dotarło do niej, że będzie mamą i widzi na monitorze nasze dziecko? - To chyba ze wzruszenia, Panie doktorze - posyłam mu słaby uśmiech.
- Tak... wiele przyszłych rodziców tak reaguje. To całkowicie zrozumiałe - mruga rozbawiony - No dobrze, to wszystko. Jest w porządku, przepiszę tylko skierowanie na podstawowe badania, wypiszę receptę na witaminy i kwas foliowy. Może się Pani ubrać - lekarz podchodzi do biurka, a Camille delikatnie schodzi z łóżka i zsuwa koszulkę - Ma Pani lekką niedowagę jak na ten tydzień ciąży. Zalecam więcej warzyw i owoców. Proszę odpoczywać, unikać stresu i nie przemęczać się, dobrze? Nie chcemy, aby ciąża była zagrożona.
- Wszystkiego dopilnuję, proszę się nie martwić - obejmuję Cami ramieniem i widzę jej cudowny uśmiech.

Wychodzimy z gabinetu i od razu dopada do nas mama. Wpatruje się wyczekująco i czeka.
- I co? Wszystko w porządku? Który to tydzień? Dziecko jest zdrowe? - och, boże!
- Tak, Pattie... wszystko jest w porządku, na szczęście - Cami odpowiada cicho i uśmiecha się niepewnie - Mimo tego całego zamieszania z Liamem, braku kontroli u lekarza, dzidziuś jest zdrowy.
- Och, całe szczęście - mama przykłada dłoń do serca i wzdycha z ulgą - Który to tydzień?
- Ku naszemu zdziwieniu, już 
szósty - widzę zaskoczenie na twarzy mamy - Wiem, też się nie spodziewaliśmy.
- Wracajmy do domu, dzieciaki - mama kręci głową, przewraca oczami ale uwielbiam ją za to, jak cudowne ma serce. 


Wieczorem, po odprężającej kąpieli we dwoje, kładziemy się do łóżka. Obserwuję Camille, jak ubiera moją koszulkę i rozczesuje wilgotne włosy. Jest taka urocza i śliczna! Uśmiecham się i nie mogę uwierzyć, jak wszystko się ułożyło. Nigdy nie spodziewałbym się, że zostanę ojcem akurat w tym wieku. Jednak wiem, że co się stało to się nie odstanie. Nie mam najmniejszego zamiaru teraz nad tym ubolewać. Camille jest w ciąży, musimy wziąć za to odpowiedzialność i zmierzyć się z tym wyzwaniem. Pewnie nie raz będzie ciężko, ale mamy siebie. Zaopiekuję się nią i moim dzieckiem.
- Chodź już do mnie, Kotku - wystawiam dłoń, a ona uśmiecha się cudownie. Podchodzi i chyba wreszcie wyluzowała, bo wygląda o niebo lepiej - Wszystko dobrze, maleńka? - pytam i przytulam ją do siebie.
- Tak - wzdycha i poprawia głowę na mojej piersi - Wiesz, dzisiaj kiedy zobaczyłam na monitorze dzidziusia... - zacina się na chwilę i wiem co czuje. Miałem dokładnie tak samo - Czułam, jakby ktoś ścisnął mnie za serce. Moje obawy nagle sobie poszły, rozluźniłam się i wsłuchiwałam w bicie jego serduszka. To żywa istota, Justin - podnosi głowę i wpatruje się w moje oczy - To nasze dziecko, boże... - zaciska usta, ale widzę, że jest szczęśliwa.
- Nasze, Skarbie. Nie martw się nigdy więcej, ze wszystkim sobie poradzimy. Liczy się tu i teraz, reszta przyjdzie sama. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Skoro będziemy rodzicami, tak właśnie musiało być.
- Martwię się, wiesz? Z moimi studiami jakoś to pogodę, ale Ty? Co z Twoją karierą, płytą, trasą? 

- Nie myśl o tym teraz, dobrze? Mam jeszcze sporo wolnego, a może jeszcze to przedłużę? Sam nie wiem, muszę pogadać z moim menadżerem. Jednak nie obawiaj się, ja również to jakoś pogodzę. Jestem dużym chłopcem, Kruszynko - mrugam do niej rozbawiony i cmokam w usta. Jednak wpada mi do głowy pewien pomysł... układam ją na plecach i od razu posyła mi zdezorientowane spojrzenie. Jednak podwijam jej koszulkę i układam dłoń na jej brzuchu. Jeszcze nic nie widać, ale naprawdę czuję potrzebę aby to zrobić. Moje serce przyśpiesza, ale tam w środku jest mały człowieczek - moja córka, lub syn. Coś ściska mnie za serce i chce mi się płakać. Dzisiejszy dzień był taki niespodziewany... nagle dowiadujemy się, że będziemy rodzicami i musimy zmienić wszystkie nasze plany. Musimy ułożyć je tak, aby wziąć pod uwagę naszego dzidziusia - Kocham Cię, Camille. Zawsze będę, przyrzekam Kochanie - wypowiadam to szeptem. Wpatruje się we mnie i ociera moje policzki. Nawet nie wiedziałem, że płaczę.
- Ja Ciebie też kocham, Skarbie... i zawsze będę - uśmiecha się i całuje mnie słodko w usta. 








17 komentarzy:

  1. Myślałam że jednak nie będzie w ciąży ale ok.
    Rozdział super :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział wspaniały<3Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. JAKI CUDNY, JEJU *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg płacze. Tak sie cieszę że będzie Bieber junior :D czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskki :** coś czułam że będzie w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju tak bardzo chciałam żeby był dzidziuś i JEST! Oni są tacy słodcy... mam nadzieję, że będzie synek xD
    Oj Kasiu, Kasiu... jaki Ty masz kuźwa talent ;D tylko pozazdrościć ;*
    Kocham mocnooo i czekam na kolejny rozdział! ;* <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Super bardzo mi się podobało :)
    Pozdrawiam ♥
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale się cieszę że będą mieli dziecko mam nadzieję że jakoś fajnie to rozkręcisz :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wierze Cami naprawde jest w ciąży :O genialny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko! To takie cudowne. Oni są yacy uroczy. Ale sie porobiło!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wierze Cami naprawde jest w ciąży :O genialny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wierze Cami naprawde jest w ciąży :O genialny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciąża! *-* OMG! Chce być ciocią chrzestną! Plis ahahahahaha ogólnie mega słodki rozdział a takie lubię najbardziej :D

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
  14. Cami w ciazy... No ale wcale mnie to nie zdziwiło, a nawet to podejrzewałam wcześniej :)))
    Uroczo!:D

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine