27.07.2015

Rozdział 33

Nawet nie wiem kiedy to robię, ale już biegnę w jej kierunku i wpadamy sobie w ramiona. Łzy spływają po moich policzkach i chlipię cichutko. Mimo, iż widzę ją na żywo pierwszy raz czuję, jakby była moją najlepszą przyjaciółką. Tak bardzo pomogła mi, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Co z tego, że były to wyłącznie rozmowy na skype? Najważniejsze jest to, jak bardzo Pattie podniosła mnie na duchu, dodawała otuchy, wsparcia i siły.
- Na żywo jesteś jeszcze piękniejsza - mówi z uczuciem, kiedy odklejamy się wreszcie od siebie. Ociera moje policzki z łez i odgarnia włosy - Tak bardzo się cieszę, że tutaj wreszcie jesteś - dodaje ze smutkiem.
- Tak... ja też się cieszę - posyłam jej słaby uśmiech i aż ciężko uwierzyć, że wyszłam z tego cało.
- To był prawdziwy koszmar, Cami... chciałam wsiąść w samolot i przylecieć - co takiego?! - Ale Justin mi na to nie pozwolił... wiesz, stwierdził po prostu, że jest za wcześnie. Byłaś w rozsypce i musiałaś odpoczywać.
- Trzeba była go olać i przyjechać - szepczę cicho, żeby nas przypadkiem nie usłyszał. Pattie chichocze i ja również uśmiecham się przez łzy - Twoja obecność akurat bardzo by mi pomogła. Dziękuję za wszystko, naprawdę.
- Nie masz za co dziękować, Skarbie. Wszystko dobrze się skończyło, zmieniłaś otoczenia a my pomożemy Ci dojść do siebie. Będziesz szczęśliwa, uśmiechnięta i wszystko będzie tak jak dawniej.
- Właśnie na to liczę - odpowiadam, spuszczam głowę i bawię się palcami. Chcę zapomnieć...
- Z tego co wiem, Justin zaprosił dzisiaj znajomych abyście się trochę rozerwali. Ci sami, którzy byli razem z nim w Monaco - och! Nic nie wspominał - A w weekend ma przyjechać Jeremy z Jazzy i Jaxo.
- Naprawdę?! - jestem zaskoczona, ale bardzo podoba mi się ten pomysł. Justin wiele raz opowiadał mi o swoim rodzeństwie i czułam, jak bardzo ich kocha. Cieszę się na spotkanie z nimi... ciekawa jestem, jak na mnie zareagują.
- Widzę, że mama zdradziła wszystkie moje plany - słyszę głos Justina, który właśnie wchodzi do holu - Dlaczego tutaj stoicie? - gapi się na nas dziwnie i kręci głową rozbawiony - Chodźcie, usiądziemy - obejmuje mnie ramieniem, przechodzimy przez szklany korytarz i wchodzimy do salonu. Okna, okna, okna... wszędzie okna! Będę musiała się do tego przyzwyczaić. Siadamy na wygodnym narożniku i opieram plecy o oparcie. Jak dobrze! - Co tam, mamo?
- Oprócz tego, że nawet się ze mną nie przywitałeś? To nic - Pattie burczy niezadowolona.
- No już, już... nie gniewaj się na swojego kochanego syna - szczerzy się jak wariat, podnosi i mocno ściska mamę. Pattie klepie go po plecach i wyglądają razem tak uroczo! Widać, jak bardzo się kochają i rozczula nie ten widok.
- Więc... ile zostaniesz z nami, Kochanie? - pyta mnie, ale sama tego nie wiem.
- Jak to ile? Na zawsze! - Justin krzyczy zadowolony i uśmiecham się pod nosem. Jednak wiele razy namawiał mnie, abym przeniosła papiery z uczelni do LA. To nic trudnego, a mogłabym być przy nim cały czas. Myślałam nad tym, ale jak to ma niby wyglądać? Przecież w Monaco jest mój dom, rodzice i nie wiem, czy to dobry pomysł - Nie myśl o tym teraz, maleńka... - słyszę jego głos i podnosi palcem moją głowę - Na wszystko przyjdzie czas. Teraz masz odpoczywać, cieszyć się, uśmiechać i być moją słodką Cami - tuli mnie do siebie i całuje w głowę.

Wieczorem Pattie się ulatnia, za to powoli schodzą się znajomi Justina. Pojawia się Fredo, który mocno mnie przytula. Za nim wchodzi Ryan, Chaz, Maejor i mnóstwo innych osób. Jest również była dziewczyna Justina, siostra Christiana i jestem nieco skrępowana. Jednak mój chłopak nie odstępuje mnie nawet na krok i obejmuje opiekuńczo ramieniem.
Atmosfera jest świetna... siedzimy nad basenem, pijemy piwo i Fredo pilnuje kiełbasek na grillu. Oddycham głęboko, przekręcam głowę i podziwiam cudowny zachód słońca. To miejsce jest wyjątkowe... tak samo, jak przyjaciele Justina. Nikt nie jest szalony i nie mierzy do mnie z pistoletu. Każdy się śmieje, gra głośno muzyka i wiem, że odpocznę tutaj.
Lekki wiaterek rozwiewa moje długie włosy i zaciągam się świeżym powietrzem. Zamykam na chwilę oczy i moje ciało fajnie się odpręża. Alkohol rozchodzi się w moich żyłach i koi to moje nerwy. Chciałabym wierzyć, że naprawdę to wszystko jest już daleko za mną i nigdy nic podobnego nie będzie miało miejsca. Wiem, że Liam nie wydostanie się z zakładu psychiatrycznego... nie ma takiej możliwości. Więc dlaczego wciąż się tego obawiam? Boję się, że pewnego dnia stanie w drzwiach i zapyta, czy tęskniłam. Wiem, że to złamałoby moje serce na kawałki i nie zniosłabym tego po raz trzeci. Jednak nie umiem pozbyć się strachu, który zagnieździł się głęboko w moim ciele. Staram się... każdego dnia zakładam maskę i gram twardą dziewczynę. Nie chcę użalać się nad sobą, nie jestem słaba. Jednak miesiąc to zbyt mało czasu, abym mogła całkowicie wymazać wspomnienia z mojej głowy.
- Kochanie - słyszę głos Justina, który siada obok i przytula mnie do siebie - Co się dzieje?
- Nic, wszystko jest w porządku. Siedzę sobie tutaj i delektuję się przepięknym zachodem słońca.
- Tak... robi wrażenie, nie? - uśmiecha się czule i całuje mnie w głowę - Pisałaś do rodziców?
- Tak, wysłałam im sms'a że lot przebiegł bez problemów i jesteśmy cali i zdrowi. Ta różnica czasu jest ogromna! U nas jest dwudziesta pierwsza, a u nich dopiero południe. Niezły czad. Będę się musiała do tego przyzwyczaić.
- Nie martw się o to... za dzień lub dwa, nie będziesz zwracała na to uwagi.
- Hej, Camille! - słyszę głos Fredo i odwracam głowę w jego stronę - Patrz co dla Ciebie mam! - pokazuje mi wbitą na widelec kiełbaskę i uśmiecha się szeroko. Zaciskam usta, a Justin przewraca rozbawiony oczami.
- Nie przejmuj się nim. Od zawsze wiedziałem, że ma coś z głową - Justin chichocze cicho i robię to samo.
- No to chodźmy zjeść tą pyszną kiełbaskę - poruszam brwiami, wstajemy i podchodzimy do reszty ekipy.

Następnego dnia dzwonię do rodziców. Dochodzi dwudziesta pierwsza, więc u rodziców jest jedenasta.
- Cześć, mamusiu! - krzyczę wesoło, kiedy słyszę jej głos w słuchawce.
- Camille! Jak się masz, córeczko? Wszystko w porządku? - od razu wyczuwam troskę w jej głosie.
- Tak, w jak najlepszym. Właśnie niedawno wróciliśmy z miasta i teraz odpoczywamy. Co słychać?
- W sumie nic nowego, powoli do przodu. Praca, dom, praca, dom i tak w kółko. Jednak pusto w domu bez Ciebie i tak smutno. Tęsknimy z tatą bardzo! Jest Ci tam dobrze, Kochanie? Niczego Ci nie potrzeba?
- Ja też tęsknię, mamo... dziwnie mi bez was. Ale nie martw się, mam wszystko. Justin bardzo o mnie dba i obchodzi się ze mną jak z jajkiem - mama chichocze cicho - Wiesz... chciałabym się dowiedzieć, co z Liamem. Wiesz coś więcej?
- Tata widział się ostatnio z Samanthą, spotkali się całkiem przypadkiem na mieście. Opowiadała o Liamie... - mama zacina się, jakby nie była pewna tego, czy mi to powiedzieć - Cóż, nadal przebywa w ośrodku zamkniętym, podają mu leki, ale Liam nie jest w najlepszej formie. Wciąż powtarza Twoje imię i czasami wpada w szał. Krzyczy, że tęskni, że zabrali mu Ciebie - boże! Mój brzuch natychmiast się kurczy, a żal chwyta mnie za serce - Nie powinnam Ci tego mówić, Skarbie... po prostu... to już jest za Tobą, tak? Nie zadręczaj się tym, tak musi być nie ma innego wyjścia z tej sytuacji.
- Wiem, mamo... mimo wszystko, to jest bardzo bolesne. Przecież ten chłopak był moim przyjacielem! - spuszczam głowę i przymykam oczy - Dawniej spędzaliśmy ze sobą tyle czasu... był taki normalny, kochany.
- Tak... jednak choroba dała o sobie znać i widzisz, do czego to doprowadziło - mama mówi smutno...
- Jest mi źle, że Liam musi przez to przechodzić. Mimo tego, co zrobił... jest człowiekiem i też cierpi...
Zaciskam usta, chociaż pojedyncza łza i ta spływa po moim policzku. Widok złamanego, krzyczącego Liama natychmiast przedostaje się do mojej głowy i wybucham głośnym szlochem... 

Kiedy nadchodzi piątek, jestem podekscytowana. Czekamy ja tatę Justina i jego rodzeństwo. Justin gra na konsoli razem z Ryanem, który do nas przyjechał, a ja z Pattie siedzimy przed domem i pijemy kawę.
- Camille, spokojnie! - upomina mnie i kręci głową rozbawiona - Nie możesz usiedzieć na tyłku, co jest?
- Nie wiem, chyba trochę się denerwuję. Wiesz... nie wiem jak dzieci na mnie zareagują. Nie znają mnie.
- Uwierz mi, znają - przewraca oczami i chichocze cicho - Justin dużo im o Tobie opowiadał, pokazywał zdjęcia.
- Cami!! - jak na zawołanie słyszę piskliwy, dziewczęcy głosik i przekręcam głowę w prawą stronę. W naszym kierunku biegnie śliczna dziewczyna, ubrana w sukienkę w kwiatki. Podnoszę się ze swojego miejsca, kucam i wpada z impetem w moje ramiona. Mocno ściska mnie za szyję, tulę ją do siebie i jestem bardzo zaskoczona! Nie takiej reakcji się spodziewałam... przecież jestem dla niej obcą osobą, jak to możliwe - Jesteś śliczna! Justin miał rację! - odrywa się ode mnie i skanuje moją twarz - Wow... ale masz długie włosy! - ogląda je i przeczesuje palcami.
- Dzień dobry! - słyszę teraz męski głos i na taras właśnie wchodzi tata Justina, razem z małym chłopcem, moim chłopakiem i Ryanem - A więc to Ty jesteś dziewczyną mojego syna, miło Cię poznać - uśmiecha się i przytula mnie do siebie delikatnie. Trwamy tak przez chwilę i myślę sobie, jakie podejście do tego wszystkiego co się wydarzyło, ma tata Justina. Czy ma żal do mnie o to, że naraziłam jego syna na niebezpieczeństwo? Przecież Liam mógł go skrzywdzić.
- Pana również bardzo miło poznać - uśmiecham się zawstydzona, kiedy wypuszcza mnie z ramion.
- Mów mi po imieniu, Camille - mruga rozbawiony i zerka na chłopczyka - Przywitasz się z Cami, Jaxo?
- Cześć - znowu kucam i uśmiecham się do Jaxona. Jest tak bardzo podobny do Justina! Ma jasne włoski, śliczne oczy i jest cholernie uroczy! - Jestem Camille... - mówię cicho i biorę go za rękę.
- Wiem, Justin ciągle o Tobie mówił - odpowiada i nieco bardziej się zawstydza. Jednak robi coś, czego się nie spodziewam... szybko cmoka mnie w policzek. Ledwo to czuję i gdybym mrugnęła, mogłabym to przegapić.
- Uuuuuuu, chyba Cię polubił - Ryan śmieje się głośno - Jaxo nigdy nie całuje żadnych dziewczyn.
- Oj tam! Nie zawstydzaj dziecka, Ryan - kręcę głową i uśmiecham się do Jaxo. Jazzy wciąż uwieszona jest na moim ramieniu i z tej dwójki to raczej ona jest śmielsza - Więc? Co robimy? - pytam i spoglądam na Justina.
- Może pociapiemy się w basenie? Ma ktoś ochotę? - Jaxo od razu podskakuje i klaszcze wesoło w dłonie.

Przebieram się w strój kąpielowy i pomagam Jazzy. Jest urocza i nie odstępuje mnie nawet na krok! Jednak cieszę się, bo uwielbiam dzieci! Przy nich wszystko wydaje się być łatwiejsze i nawet trochę im zazdroszczę. Niczym nie muszą się martwić i dorosły świat jest im bardzo odległy. Fajnie byłoby móc znowu być dzieckiem. Chociaż na jeden dzień.
- Gotowa? - pytam małej, a ona energicznie przytakuje głową. Chwyta mnie za rękę i schodzimy na dół, do reszty - Jesteśmy! - krzyczę, kiedy wchodzimy do ogrodu. Justin spogląda na mnie i oblizuje usta. Skanuje moje ciało i przygryza wargę, o cholera! Wygląda niesamowicie seksownie i muszę się szybko ogarnąć. Przełykam ślinię i podchodzę do niego - Co tam, Skarbie? - uśmiecham się niewinnie, a Jazzy biegnie do basenu.
- Wyglądasz cholernie seksownie, wiesz o tym? - obejmuje mnie w talli i przyciąga do siebie. Składa pocałunek na mojej szyi i dmucha na nią delikatnie - Moja śliczna... bardzo Cię kocham - szepcze cichutko do mojego ucha, a ja uśmiecham się na jego słowa. Wiem... czuję to od niego niemal na każdym kroku.
- A ja kocham Ciebie, mój wariacie! - chichoczę, odklejam się od niego i cmokam w nos - Idziemy do basenu?
- No ba! - porusza zabawnie brwiami i jednym ruchem przerzuca mnie przez ramię. Piszę, a dzieciaki krzyczą radośnie. Justin ostrożnie wchodzi do wody, ale nie wypuszcza mnie ze swoich objęć. Kręcę głową, ale nie mogę przestać się śmiać. Jestem szczęśliwa i wreszcie chociaż na chwilę, pozbywam się niepokoju z mojej głowy - Pełne zanurzenie! - słyszę krzyk Justina i nim się orientuję, zanurza się we wodzie razem ze mną w ramionach.
Wieczorem kiedy dzieciaki leżą już w łóżkach, siedzę w salonie razem z rodzicami Justina i moim chłopakiem. Popijam drinka i chyba zapomniałam już, jak smakuje alkohol. Jednak cudownie rozluźnia moje spięte mięśnie i jest to fajne uczucie. Ciepło rozchodzi się w moim ciele i uśmiecham się na tą myśl.
 
Następnego dnia Justin zabiera mnie do studia. Jestem zaskoczona tym pomysłem, ale jak sam powiedział, chce abym posłuchała jego nowych piosenek. Jestem wzruszona, ale nie mogę się doczekać. Uwielbiam jego głos! Wtedy kiedy śpiewa i wtedy, kiedy po prostu mówi. Jest niski, zachrypnięty i mogłabym słuchać go godzinami. Jego piosenki są jak balsam na moje serce... przepełnione uczuciami, miłością i wiem, że kocha to robić. To, że ktoś znalazł go w sieci to pieprzone przeznaczenie. Tak miało być, bo Justin nie znalazł się tutaj przypadkiem. To jego miłość i tak miało być. Świat miał o nim usłyszeć, pokochać go takim, jakim jest. Usłyszeć jego anielski głos i to, jak oddaje swoje serce muzyce. On musi to robić, bo Bóg tak chciał. Wybrał go, bo wiedział, że odda się temu w całości.
- Gotowa? - słyszę jego głos i przytakuję głową. Mruga zadziornie i włącza pierwszą piosenkę. Siada obok, przytula mnie do swojego ciała i opieram głowę na jego ramieniu. Wsłuchuję się w słowa i czuję coś dziwnego w środku. Serce kurczy się na dźwięk jego głosu, a oddech przyśpiesza. To niesamowite... - Powiesz coś?
- Kocham Twój głos - szepczę cicho, ale mam gulę w gardle - Kocham Twoje piosenki - podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć i muszę zacisnąć usta, aby się nie rozpłakać - Kocham Ciebie...
- Och, Cami! - mówi z dziwnym bólem i porywa mnie na swoje kolana. Bierze moją głowę w dłonie i mocno całuje. Zaskakuje mnie tym, ale wcale się nie sprzeciwiam. Ten chłopak jest dla mnie całym życiem i sama nie wiem, jak to się stało - Uwielbiam Cię, Skarbie... - szepcze i prześlizguje językiem po mojej wardze.
- Myślisz, że nam się uda? - pytam cicho i spoglądam na niego smutno.
- Już nam się udało, maleńka... - odgarnia włosy z mojej twarzy i uśmiecha się czule - Tyle przeszliśmy... Ty przeszłaś! Mimo tego wciąż jesteśmy razem, kochamy się. Co jeszcze mogłoby nam rozdzielić?
- Tylko śmierć... - taka prawda. Tylko na to nie mamy żadnego wpływu.
- Tak, tylko śmierć. Jednak dożyjemy cudownych lat starości. We dwoje, z naszymi dziećmi, wnukami. W uroczym domku z ogrodem i psem. Będziemy siwi, ale cholernie szczęśliwi - o mamuniu!
- Podoba mi się ten pomysł, wiesz? - wbijam zęby w wargę i nie wierzę, że to dzieje się naprawdę.
- Mnie też, Kochanie. Ale tak właśnie będzie. Już ja się o to postaram - mruga i znowu mnie całuje.

Po pysznym obiedzie, który przygotowaliśmy wspólnie, siedzimy na ogromnej kanapie w salonie. Oglądamy telewizję, chociaż oczy same mi się zamykają. Najadłam się, jest gorąco i jestem dziwne zmęczona. Jednak Justin odchyla się ode mnie i posyła mi rozbawione spojrzenie. Marszczę czoło, ale za cholerę nie wiem o co mu chodzi. Wychodzi na chwilę, a kiedy wraca trzyma coś na rękach. Jestem ciekawa co to takiego, ale praktycznie nic nie widać.
- Mam coś dla Ciebie, Kochanie - mówi cicho i przysiada obok. Odkrywa kocyk i moim oczom ukazuje się prześliczny szczeniaczek. O boże! Uśmiech natychmiast pojawia się na mojej twarzy, a Justin podaje mi pieska. Jest uroczy i patrzy na mnie swoimi maleńkimi ślepkami - To Esther, nasz nowy domownik. Co Ty na to?
- Tak! Jestem zachwycona, jest prześliczna! - przytulam ją do siebie i całuję w łepek. Od razu otrzepuje się, a ja chichoczę na ten słodki widok - Skąd ten pomysł, misiu? - spoglądam na niego i kręcę głową rozbawiona.
- Pomyślałem, że przyda się w domu coś, co będzie biegało i szczekało. Wiesz, żeby nie było nam smutno, czy coś.
- To cudowny pomysł, jesteś kochany! - przytulam się do niego i czuję, jak całuje mnie w głowę - Zawsze chciałam mieć szczeniaka, ale jakoś rodzice nie byli zbytnio przekonani do tego pomysłu.
- Cieszę się, że sprawiłem Ci tym radość... - obejmuje mnie i razem wpatrujemy się w Esther, która wędruje z moich kolan, na kolana Justina. Merda wesoło ogonkiem i wywala jęzorek na wierzch. Rany, jest niesamowicie urocza i pokochałam ją od pierwszego wejrzenia! - Musisz nauczyć ją dobrych manier.
- Mówisz to tak, jakbym się nad tym znała - odchylam głowę, patrzę mu w oczy i uśmiecham się szeroko. Pochyla się i całuje mnie w usta. Są miękkie, gładkie i ciepłe. Uwielbiam kiedy mnie całuje... zawsze robi to delikatnie, z uczuciem.
- Może przeniesiemy się do łóżka, hmm? - mówi między pocałunkami i schodzi ustami na szyję. Przytakuję głową, Justin odkłada Esther na kanapę i bierze mnie na ręce. Owijam nogi wokół jego bioder i szybko przechodzi do naszej sypialni na górze. Jednak nawet na chwilę nie przestaje mnie całować... 

Wieczorem kiedy leżę w łóżku i czekam na Justina, przeglądam mój kalendarz. Sprawdzam kiedy zaczynają się zajęcia, jakie dochodzą w tym roku przedmioty i kiedy sesja. Wiem, że Justin jest niepocieszony faktem, iż nie chcę przenieść się do LA, ale jak miałoby to wyglądać? Chociaż na samą myśl, że będę z dala od niego coś ściska mnie w brzuchu, nie umiem inaczej. Przecież Justin w styczniu wraca do swoich obowiązków. Wydaje płytę, zajmie się promocją, a potem rusza w trasę koncertową. Boże... jak wtedy będzie wyglądał nasz związek? Kiedy w ogóle będziemy się widywać i na jak długo? Zaciskam usta, bo jest to bardzo przygnębiająca myśl. Nie wyobrażam sobie tego, abym była z dala od niego chociażby na chwilę! Uzależnił mnie od siebie, a przede wszystkim czuję się przy nim cholernie bezpiecznie.
- Co robisz, Kotku? - słyszę jego głos i wracam na ziemię. Zmuszam się do lekkiego uśmiechu i odganiam obawy - Wszystko w porządku? - marszczy brwi i uważnie się we mnie wpatruje.
- Tak, jest ok. Właśnie przeglądam kalendarz. Rok akademicki zaczyna się dziesiątego października.
- Serio?! Przecież to za dwa miesiące! - podchodzi i przysiada naprzeciwko mnie - Nie chcę, abyś stąd wyjeżdżała - mówi smutno i ja również tego nie chcę - Przecież możesz studiować tutaj, prawda? Co to za różnica? 
- Żadna, ale musiałabym się przeprowadzić. Nie wiem, czy jestem na to gotowa.
- Och, Kochanie... - uśmiecha się uroczo i porywa mnie w swoje ramiona - Nie martwmy się o to w tej chwili, dobrze? Cieszmy się dobą i tym, że jesteśmy razem. Będziemy myśleć kiedy skończą się wakacje, dobrze?
- Okej - cmokam go w usta i pocieram swoim nosem o mój. Przewracam kartki w kalendarzu i nagle natrafiam na czerwone krzyżyki, hmm... marszczę czoło i wbijam zęby w wargę - Dzisiaj jest czternasty sierpnia, tak? - Justin przytakuje głową i posyła mi zdziwione spojrzenie. Jednak we mnie uderza nagle przerażająca myśli.
- Camille? Co się dzieje, Skarbie? Jesteś blada jak ściana, hej! - podnosi moją głowę palcem, ale mój oddech szaleje a serce przyśpiesza. Cholera jasna! - Powiesz mi o co chodzi? Zaczynam się martwić, Cami.
- Skoro dzisiaj jest czternasty... powinnam dostać okres dwanaście dni temu, Justin.
- Och... - jest zaskoczony i chyba nie tego się spodziewał - Sporo ostatnio przeszłaś, Skarbie. Miałaś mnóstwo stresu, może to jest tego powodem? Czasami okres się spóźnia, tak? Tylko nie panikuj, dobrze?
- Yhym... - mruczę cicho, ale jestem przerażona. Tak naprawdę bardzo rzadko spóźnia mi się okres, dostaję go praktycznie co do dnia. Jednak to co mówi Justin ma sens. Przeszłam przez piekło, może to ma na to wpływ? - Jutro muszę zrobić test, inaczej umrę z niepokoju - spoglądam na niego, ale on wygląda całkiem spokojnie.
- Nie martw się, zrobimy. Nie bój się, Skarbie... jestem przy Tobie. Wszystko będzie w porządku - przytakuję niepewnie głową, Justin odkłada kalendarz na stolik i gasi światło - Już późno. Śpij, Kotku - całuje mnie w głowę i przytula. 








19 komentarzy:

  1. Wow Justin jaki znawca od spraw kobiecych: ( cudo czekana nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww ! Słodki *.* do następnego. ! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. OMGGGG JA CHCE ŻEBY MIELI JUSTINA JUNIORA !
    CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Och świetne bardzo mi się podoba choć fanką Justina nie jestem :D
    Pozdrawiam ♥
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czułam, że ona będzie w ciąży! :D Słodziaki na maxa no i Jazzy i Jaxon aww <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Aww jakie słodziaki ^^ Rozdział wspaniały<3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaaa czemu akurat w takim momencie dawaj szybko nowy rozdzial ! Jestem ciekawa czy stres czy ciaza !?

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj nowy?? Dzisiaj nowy! Czemu ja nic o tym nie wiedziałam, zawsze wydawało mi się, że nowe rozdziały dodawałaś we wtorki. :O Nie żebym narzekała, o co to to nie! ;) bo oczywiście bardzo się cieszę :D

    Tak! :) Ja po prostu wiedziałam, że prędzej czy później będą mieć Baby <33 W sumie to jeszcze nie jest pewne, ale ja i tak wiem, że to na pewno to :D
    Esther <33 też chcę taką psinkę od Jusa! I ta urocza gromadka - Jazzy i Jaxon <3 Boże, Justin jest taki fdvhgccdfhjjvv, Cami jest ggjtdxvhkiycv i oboje po prostu są hrcbhutfnjjf ( moja logika) XD cudaśni, słodcy <33
    Pattie jest kochana i sama prawie płakałam z Camille, jak się witały :))
    Ogólnie rozdział oczywiście niesamowity, jak zawsze :))
    Czekam na next i mojego Baby Jusa :D
    Weny i żeby Ci nienormalni, niekomentujący ludzie nareszcie się nawrócili i zaczęli komciać to zajebiste opowiadanie <33 #PokójWam
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow. Justin jest taki kochany. Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  10. TO BĘDZIE MAŁA CAMI HELOŁ! Chce żeby ona była w ciązy no! *-* Znowu taki milusi rozdział, takie są najlepsze :D

    Buzi ♡

    OdpowiedzUsuń
  11. Typowe opowiadanie :/ Pieprza się do upadłego, a później autorka postanawia że główna bohaterka będzie e ciąży...... No cóż. Nie jestem fanką ciąży w wieku 18 lat czy coś takiego,ale nic na to nie poradzę �� Ogólnie rozdział świetny gdyby nie "to". Czekam na następny i mam nadzieję, ze to tylko przez stres

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okey.. wiem, że każdy ma prawo do wyrażenia własnej opinii, ale nie uważasz, że trochę przesadziłaś? "Pieprza sie do upadlego", no błagam troche kultury.

      Usuń
    2. Zgadzam się. Szczególnie, że nie ma tutaj "pieprzenia" a po prostu miłość.

      Usuń
  12. O.jejku jak bd dzidzius to bd slodko!! Uwielbia, to opowiadanie..czekam na Nn <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Będzie dzidziuś :D

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine