25.07.2015

Rozdział 32

Camille POV:
Minął miesiąc... długi miesiąc, pełen strachu, niepokoju, przerażenia. Wyłączyłam się całkowicie, ale było mi z tym dobrze. Chciałem przejść przez to sama, nie obarczać bólem moich rodziców i Justina. Doskonale wiedziałam, że to na nic. Po ich twarzach widziałam, iż bolało ich to jeszcze bardziej. Ale skoro ja dałam radę, oni również. Doszłam do siebie, poradziłam sobie i wewnątrz siebie pogodziłam się z tym wszystkim co się stało. Chyba nawet w pewnym stopniu wybaczyłam Liamowi, bo to nie była jego wina. Jest chory. To przez to tak się zachowywał. Nigdy nie zrobiłby mi krzywdy, nie zranił. Wiem to, czuję. Był moim przyjacielem przez tyle czasu... wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem.

Pattie... ach, ta Pattie. Nigdy nie sądziłam, że mama mojego chłopaka tak bardzo mi pomoże. Jednak to wspaniała kobieta, pełna miłości, ciepła, uczucia i troski. Tak wiele razy pocieszała mnie, kiedy płakałam. Jednak nie mówiła dennych regułek, że wszystko się ułoży... bla, bla, bla. Zawsze ostro powtarzała, że muszę wziąć się w garść, że jestem silna i na pewno mnie to nie złamie. Byłam jej niesamowicie wdzięczna i chyba już zawsze będę. Uratowała mnie. Tak samo, jak jej syn. Nie opuścił mnie nawet na chwilę! Trwał przy mnie, chociaż doskonale wiedziałam jak bardzo to przeżywa. Czasami kiedy już nie dawał rady, płakał razem ze mną. Tulił mnie do siebie i po prostu płakał. Łamało to moje serce na nowo, bo widok jego takiego był dla mnie bolesny. 

- Mała, jesteś gotowa? - słyszę głos Justina, który właśnie wchodzi do pokoju - Och, a co to ma być? - przystaje w drzwiach i zaciska usta, aby nie wybuchnąć śmiechem. Wpatruje się we mnie, ale bawi go ta sytuacja. Pff.
- No co? Nie chce się zamknąć! - mówię naburmuszona i tupię nogą - Cholerna walizka, no! Pomóż mi!
- Moja mała dziewczynka - podchodzi, porywa mnie w swoje ramiona i okręca kilka razy. Schylam głowę i mocno wpijam się w jego usta. Prześlizguję po nich językiem i wsuwam go do środka. Justin przenosi dłonie na moje pośladki i ściska je zachłannie. W moje ciało uderza przyjemne ciepło i podniecenie. Nie kochaliśmy się od miesiąca... po prostu... to samo wyszło. Moje załamanie nie pozwalało mi na jakiekolwiek zbliżenie z moim chłopakiem i czułam się przez to winna. Jednak on nigdy nie narzekał i powtarzał, abym się tym nie przejmowała. Teraz, kiedy wracam do żywych budzą się we mnie wszystkie potrzeby - Mmmm... uwielbiam Cię całować - mówi cicho, kiedy odklejam się od niego.
- Tak samo, jak ja uwielbiam całować Ciebie - wystawiam mu język i uwalniam się z jego objęć - A teraz musisz mi pomóc, bo za piętnaście minut mamy samolot, tak? - Justin przewraca oczami i próbuje zamknąć walizkę.
- To mój samolot, maleńka... możemy się spóźnić - mruga zadziornie i siada na walizce - Coś Ty tam wepchała?!
- Tylko najpotrzebniejsze rzeczy, to chyba oczywiste? - unoszę brew i zakładam ręce na piersiach.
- Serio? Najpotrzebniejsze? W pięciu walizkach?! - wybucha śmiechem i upada na miękki dywan, och!
- Ej, co jest dla Ciebie takie zabawne? - patrząc na niego, ale sama śmieję się jak idiotka. Siadam na nim i zaczynam go łaskotać. Rzuca się na wszystkie strony i próbuje zepchnąć mnie ze swojego ciała - Jesteś za słaby, nie dasz rady!
- Och, czyżby? - jednym ruchem chwyta mnie w talii i teraz to ja leżę pod nim. Uśmiecha się zadziornie i unosi brodę dumny - I kto jest teraz słaby, hmm? - sunie nosem po mojej szyi i odchylam głowę, aby miał lepszy dostęp. Czuję jego oddech na mojej skórze i wzdycham ciężko... pragnę go, tu i teraz! Tak dawno nie czułam jego wędrujących dłoni na moim ciele, namiętnych pocałunków. Jego ciepłej, nagiej skóry na mojej - Musimy się zbierać.
- Wspominałeś coś, że możemy się spóźnić? - pytam i posyłam mu seksowne spojrzenie. Przygryzam wargę i sunę opuszkiem palca po jego odkrytym ramieniu. Unosi brew i obserwuje co robię. 
- Camille - szepcze w moje usta i jego głos natychmiast na mnie działa. Jest niski, zachrypnięty i cholernie seksowny! - Jakie myśli chodzą po Twojej małej główce, co? - oddycha w moje usta i przenoszę dłonie na jego pośladki. Ma na sobie tylko krótkie, sportowe spodenki i dociskam go do siebie mocniej, och... jest podniecony!
- Kochaj się ze mną... - odchyla głowę i marszczy czoło. Jakby nie wierzył, że naprawdę to powiedziałam.
- Kotku... - opiera czoło o moje i oddycha głęboko - Jesteś tego pewna? To jest ten moment?
- Tak, Justin. Jestem tego pewna... pragnę Cię całą sobą! - zaciska usta i mocniej ściska w dłoni moje włosy.
- W porządku, jeśli tego właśnie chcesz - posyła mi dziwne spojrzenie i gryzie mnie w wargę - Poczekaj jeszcze chwilę, nie mamy teraz czasu. Ale lot do LA jest bardzo długi. Myślę, że świetnie go wykorzystamy, co?
- Och, chcesz uprawiać seks w samolocie? - pytam z niedowierzaniem, ale podoba mi się ten pomysł.
- Jeśli tylko Ty tego chcesz, nie widzę żadnego problemu - prycha rozbawiony, podnosi się z mojego ciała i pomaga mi wstać - Raz, dwa zbieramy się! Czeka nas długa podróż, pełna przyjemności - szczerzy się jak wariat, pff.
Schodzimy na dół i mocno ściskam rodziców. Tulą mnie do siebie i mówią, jak bardzo mnie kochają. Mama trochę opornie przyjęła wiadomość, że lecę na jakiś czas do Justina... twierdziła, że to jeszcze za wcześnie, abym jeszcze poczekała. Ale ja czuję, że to jest odpowiedni moment. Muszę odpocząć, zapomnieć o tym wszystkim a nowe miejsce mi w tym pomoże. Bardzo cieszę się na spotkanie z Pattie i mój brzuch zaciska się na tą myśl. Wreszcie będę mogła ją przytulić i podziękować za wsparcie. Mimo, iż była daleko, bardzo mi pomogła.

Na lotnisko docieramy w kilkanaście minut, jestem nieco zestresowana i mocniej ściskam dłoń Justina. Przekręca głowę, spogląda na mnie, uśmiecha się uroczo i przepuszcza mnie, abym wsiadła pierwsza. 
- Dziękuję - mrugam do niego i wchodzę po schodkach do jego prywatnego samolotu. Aż uchylam usta, kiedy jesteśmy w środku. Jest bardzo elegancki, wypasiony i odpicowany - Wow... robi wrażenie - dodaję cicho.
- Tak, to prezent na gwiazdkę - och, serio? Unoszę brew do góry i myślę sobie, cóż to dla niego taki odrzutowiec? Kropla w morzu! Mimo tego, że również pochodzę z zamożnej rodziny, mój tata nigdy nie kupiłby sobie samolotu!
- Hmm... może ja też poproszę rodziców o taki prezent? - mrugam rozbawiona i siadam na fotelu.
- Powiedz tylko słowo, Kochanie a ja podaruję Ci samolot na urodziny, gwiazdkę czy dzień kobiet.
- Jesteś taki zabawny, Skarbie - chichoczę cicho i szturcham go w ramię.
- Mówiłem całkiem poważnie, Cami - spoglądam na niego i marszczę czoło. Czasami myślę, że jest szalony!
- Nigdy nie przyjęłabym takiego prezentu - uśmiecham się i zapinam pas.
Justin sprawdza, czy dobrze to zrobiłam i pociąga mocniej. Jest bardzo blisko mnie, czuję jego oddech na moich ustach i gapię się na niego jak zahipnotyzowana. Tak bardzo tęskniłam za nim mimo, iż nie opuścił mnie nawet przez chwilę. Jednak potrzebowałam jego wsparcia, nie seksu. Teraz, kiedy wspomnienia nieco przyblakły, wszystko wróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Mój oddech przyśpiesza, a serce chce wyskoczyć z piersi.
- Startujemy! - Justin krzyczy wesoło i wracam na ziemię. Uśmiecham się zawstydzona i spuszczam głowę. 


Lot trwa i trwa. Za nami dopiero cztery godziny, a lot ma trwać ponad trzynaście godzin. Jestem niecierpliwym człowiekiem i zaczynam się nudzić. Justin szpera coś na laptopie, a ja spoglądam przez okno. Oprócz przepięknych chmur nic tutaj nie widać... świetnie! Wyjmuję mój nowy telefon, który dostałam od Justina. Kupił go, kiedy był po swoje rzeczy w hotelu. Wtedy, kiedy Liam mnie zabrał. Jest nowy, wypasiony i błyszczący. Nie chciałam go przyjąć, bo przecież sama mogłabym sobie kupić, ale stwierdził że to prezent od niego i nie chce słyszeć żadnych sprzeciwów.
Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna wchodzę na mojego twittera. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tutaj zaglądałam. Kiedy tylko się loguję, mój telefon nie przestaje wibrować. Dochodzi mnóstwo wiadomości i powiadomień. Uśmiecham się pod nosem i sprawdzam co się tutaj dzieje. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, jest mnóstwo słów wsparcia, otuchy i powodzenia. Jestem wzruszona, bo przecież Ci ludzie nawet mnie nie znają. To miłe, że ktoś zupełnie obcy modli się za mnie lub się martwi. Uderza we mnie myśl, jak to będzie w LA... to zupełnie inny świat. Fani mojego chłopaka są szaleni i nieco się tego obawiam. Chyba nie będziemy mieć możliwości, aby wyjść tak swobodnie jak w Monaco. Tam ludzie żyją na luzie, spokojnie. Nawet fani zachowują się zupełnie inaczej. Nie raz widziałam, jak nas obserwują kiedy spacerowaliśmy po plaży. Jednak cierpliwie czekali aż Justin do nich podejdzie, nigdy nie zrobili tego pierwsi. W LA rzucą się na niego jak na przekąskę. Wzdycham ciężko i odrzucam od siebie te przygnębiające myśli.
- Coś Cię dręczy, Kochanie? - słyszę nagle głos Justina, który spogląda na mnie marszcząc czoło.
- Nie, skąd. Wszystko jest w porządku - posyłam mu lekki uśmiech i ściskam jego dłoń.
- Nie wiem, czy Ci wierzyć - wpatruje się we mnie uważnie i jego spojrzenie mnie zawstydza. Wbijam zęby w wargę i spuszczam głowę... dlaczego się wstydzę? Przecież to mój chłopak! - Camille... - chwyta moją głowę w swoje dłonie, unosi ją i nasze oczy się spotykają. Przejeżdża kciukiem po moich ustach i składa na nich czuły pocałunek. Od samego rana czekam na chwilę, aż to się wreszcie stanie! Czuję motylki, które szaleją w moim brzuchu i chyba przez to jestem taka poddenerwowana. Ciężko usiedzieć mi w miejscu i to były naprawdę cholernie nudne cztery godziny! Napieram na niego i mocniej całuję, wsuwam język w jego usta i kiedy tylko go czuję... w moje ciało uderza fala podniecenia. Przesuwam się i siadam mu na kolanach. Kanapa jest bardzo wygodna, duża i mamy mnóstwo miejsca. Przygryzam jego wargę i czuję jego dłonie na moich pośladkach. Ściska je, sunie dłońmi po moich plecach i znowu wraca na pupę - Cami... - odrywa się od moich ust i dyszy ciężko. Nie chcę czekać, nie chcę teraz rozmawiać, chcę jego! Wsuwam palce pod jego koszulkę i jednym ruchem pozbywam się jej. Podziwiam jego cudownie wyrzeźbione ciało i składam pocałunek na jego ramieniu. Justin chwyta skraj mojej krótkiej sukienki i po chwili zostaję w samej bieliźnie. Oblizuje usta i skanuje moje ciało... jego wzrok podnieca mnie jeszcze bardziej. Przerzucam włosy na lewe ramię i odpinam stanik. Rzucam go obok nas, chwytam jego dłonie i układam na moich piersiach. Widzę jego zaskoczone spojrzenie... jakby nie był pewny tego, że już jestem na to gotowa. Ale jestem! Uśmiecham się do niego i od razu zaczyna działać. Pociera sutki opuszkami palców, odchylam głowę do tyłu i uchylam usta. Jest tak dobrze, przyjemnie, delikatnie. Wiję się pod jego dotykiem, zaczynam poruszać biodrami i ocierać się o wybrzuszenie w jego spodenkach - Och, Kotku! - mówi surowo i dociska mnie do siebie jeszcze bardziej. Nasze usta zderzają się ze sobą i wszystko natychmiast przyśpiesza. Podniecenie bierze nad nami górę. Justin szybko zsuwa z siebie spodenki, odchyla moją bieliznę i ostrożnie opuszcza na siebie. Jęczymy oboje, kiedy cudowne uczucie wypełnia nasze ciała. Poruszam biodrami, czuję ciepłe dłonie mojego chłopaka, które sprawnie poruszają się po moim ciele - Kocham Cię, Camille...
- Kocham Cię, Justin... - dyszę w jego usta i czuję gęsią skórkę. Uśmiechamy się do siebie i oddajemy przyjemności.


Kiedy staję na schodkach samolotu, przeciągam się leniwie i wzdycham rozmarzona. Cudowne, słoneczne, ciepłe Los Angeles! Nie byłam tutaj od ponad dziesięciu lat. Odkąd się przeprowadziliśmy, nie wróciliśmy tutaj przez te wszystkie lata. Rozglądam się z zaciekawieniem i czuję dłonie Justina na moich biodrach, napiera na mnie mocniej i schodzę w dół. Zeskakuję z ostatniego stopnia, a chłopak śmieje się radośnie. Posyłam mu szeroki uśmiech i całuję soczyście w usta. Od razu tuli mnie do siebie, idzie do przodu tym samym ja się cofam. Jednak trzyma mnie w swoich ramionach i wiem, że jestem bezpieczna. Odrywa się ode mnie, klepie w pupę i wsiadamy do czarnego samochodu.

Do domu Justina docieramy prawie trzydzieści minut później. Wysiadam i wbijam się w szok! Jak sam wspominał w samolocie, jest to jego nowy dom który kupił całkiem niedawno. Zakładam ręce na piersiach i marszczę czoło, dom jest... dziwny? Mimo tego, że przepiękny jest okrągły, szklany i uśmiech sam wkrada się na moje usta.
- Dlaczego się uśmiechasz, Kochanie? - przytula mnie od tyłu i kołysze delikatnie na boki.
- Ten dom jest dziwny! - chichoczę cicho, a Justin odchyla głowę i patrzy na mnie.
- Dziwny? Co masz przez to na myśli? - podnosi ramiona i posyła mi pytające spojrzenie.
- Wygląda jak ufo! - kręcę głow
ą, bo to dość nietypowy kształt - Może ktoś budował ten dom po pijaku?
- Och, nabijasz się z mojej wypasionej chaty, mała?! - prycha rozbawiony, jednym ruchem przerzuca mnie przez ramię i klepie w pupę. Aż piszczę, bo zaskoczył mnie tym ruchem, to już drugi raz dzisiaj!
- Przepraszam! - krzyczę radośnie, kiedy niesie mnie do domu - Justin! Widać mi majtki!
- Serio? Pokaż! - odchyla jeszcze bardziej moją sukienkę i okładam jego plecy rękami - Faktycznie, mmm... bardzo podoba mi się ten widok. Twój tyłek jest cholernie seksowny! - masuje go delikatnie, och.
- Jesteś stuknięty! - krzyczę na niego, ale on ma to w nosie. Nuci sobie pod nosem i wchodzi po schodkach.
- Jesteśmy, Skarbie - mówi cicho i stawia mnie dopiero wtedy, kiedy przekraczamy próg jego ogromnego, luksusowego domu. Rozglądam się z zaciekawieniem, ale wnętrze robi niesamowite wrażenie. Wszędzie jest bardzo przestronnie, jasno i neutralnie - I jak Ci się podoba ten dziwny dom? - Justin szturcha mnie zadziornie ramieniem.
- Bardzo mi się podoba... - spoglądam na niego i uśmiecham się szeroko - Moje ulubione kolory, jasne i spokojne.
- Chodź, pokażę Ci naszą sypialnię - porusza zabawnie brwiami, ale w mojej głowie dźwięczy tylko jedno słowo "naszą"... będziemy spać razem, codziennie będę budzić się obok niego. Już kocham to uczucie! - Zapraszam - uchyla przede mną drzwi i aż oddycham głęboko, cudownie! Wbijam zęby w wargę i jestem zachwycona tym domem.
- Niesamowite miejsce - szepczę cicho. Jest jaśniutko i tak bardzo w moim stylu - Czy nikt nie zobaczy nas przez te okna? Są ogromne! - spoglądam na chłopaka, który bierze coś ze stolika. Klika na małym pilocie i szyby nagle robią się matowe, wow! - Pełen wypas, co? - mrugam do niego rozbawiona.
- Się wie, maleńka - podchodzi i kładzie dłonie na moich biodrach - Są jeszcze rolety, aby było przytulniej. Tutaj jest jak w twierdzy, nikt kto nie jest zaproszony nie przekroczy progu tego domu. Czuj się jak u siebie, Kochanie.
- Justin?! Jesteś już?! - nagle słyszymy z dołu obcy głos, a chłopak od razu wywraca oczami.
- N
ikt kto nie jest zaproszony nie przekroczy progu tego domu, powiadasz? - powtarzam jego słowa i śmieję się z niego. Justin mruży oczy i mocno mnie całuje, och! Zaskakuje mnie tym, ale odwzajemniam całusa.
- To Mike, mój ochroniarz. Zawsze wbija jak do siebie - prycha z kpiną - Przywitamy się? - pyta niepewnie i od razu przytakuję głową. Chwyta mnie za rękę i schodzimy na dół. W oczy rzuca mi się napakowany, wysoki mężczyzna i aż przełykam ślinę. Niezły paker! - Cześć, stary. Co tam? Dopiero przed chwilą przekroczyłem próg domu.
- Wiem, rozmawiałem z Pattie. Jednak wiesz... sytuacja jest nowa i chciałbym omówić moje nowe obowiązki.
- Tak, ja też. Ale najpierw poznaj moją dziewczynę - obejmuje mnie ramieniem i przesuwa dłonią z góry na dół - Mike, Camille. Camille, Mike - uśmiecha się z uczuciem i widzę iskierkę miłości w jego cudownych oczach.
- Miło Pana poznać - wystawiam dłoń, którą ściska delikatnie. Wygląda na miłego.
- Ciebie również. I proszę, mów mi po prostu po imieniu. Będzie nam prościej - uśmiecha się przyjaźnie.
- W porządku. Jeśli sobie tego życzysz, Mike niech będzie - już go lubię!
- Będziesz bardzo zła, jeśli zostawię Cię na parę minut? Muszę chwilę pogadać z Mikem.
- Oczywiście, że nie! Rozejrzę się po Twoim domu, mogę? Wiesz... żeby się później nie zgubić.
- Skarbie... - chwyta moją głowę w swoje dłonie i szepcze cicho - To jest teraz także Twój dom. Czuj się jak u siebie i pozwiedzaj. To zajmie nie więcej niż dziesięć minut - całuje mnie czule w usta i pociera swoim nosem o mój.
- Dobrze... leć już - delikatnie odpycham go od siebie, a ten od razu przewraca oczami. Teraz to ja klepię go mocno w tyłek i posyła mi cholernie seksowne spojrzenie. Przygryzam wargę i widzę, jak działa na niego ten ruch.
Śmieję się i ruszam przed siebie. Przechodzę korytarzem i docieram do kuchni. Jest przepiękna, duża i nie ma tutaj zbyt wielu mebli. Jedynie długi, szary blat z barowymi krzesełkami, ale bardzo mi się podoba. Wychodzę i idę dalej... trafiam do pokoju. Ponownie ukazują mi się duże okna i kanapy. Wygląda jak salon, ale jest uroczy i bardzo przytulny. Uśmiecham się i kręcę głową... ten dom naprawdę jest śliczny mimo tego, że jest naprawdę sporo okien, a mało ścian. Przesuwam szklane drzwi i wychodzę na patio... jest tutaj ogromny stół i krzesła. Wow!
- Justin! Jestem! - słyszę nagle damski głos, który przerywa moją wycieczkę. Idę w kierunku skąd dochodzi głos i przystaję w holu. Przede mną stoi niska, drobna brunetka. Kiedy tylko mnie widzi, na jej twarzy pojawia się ogromny uśmiech. Za to w moich oczach zbierają się łzy... Pattie!





15 komentarzy:

  1. Jej słodziaśny rozdział xd ;) Fajnie,że Cami czuje się już lepiej :) Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Słodkoo :)) cudowny rozdział <333

    OdpowiedzUsuń
  3. cudny <3 awww sex w samolocie XD do nastepnego xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww. Slodziutki ten rozdzial ! Do nastepnego ! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam czytać takie milusie rozdziały *-* Justin jest taki kochany! Jezu jaką ja byłam idiotka jak mówiłam ze on skrzywdzi Cami.. Jest perfekcyjny i wstyd mi jak cholera... jest w niej po uszy zakochany! *-* A co do tego domu..... UFO UFO! :'D Jak zobaczyłam go pierwszy raz (bo mam nadzieję ze nie zmysliłas tego domu)to wybuchłam śmiechem XD Serio jest dziwny..;d

    Buziaki :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zmyśliłam. To ten dom co miał wcześniej, taki dziwny. Chociaż cholernie mi się podobał i jak oglądałam zdjęcia wewnątrz, to się zakochałam. CUDO! :)

      Oj tam... musiałaś po prostu się do niego przekonać. Ale to prawda, Justin kocha Camille najbardziej na świecie :)

      Usuń
  6. Awwww piękny ! Juatin jest niezwykłym chłopakiem

    OdpowiedzUsuń
  7. Moment z Pattie bardzo uroczy aww:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny taki spokojny rozdział :) ale czekam na taką minimalną akcje :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten rozdział jest taki cudowny...... *0*

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine