21.07.2015

Rozdział 31

Tylko kątem oka widzę, jak w moją stronę biegnie przerażony Justin. Pojawia się również policjantka i jeszcze dwóch innych policjantów. Mój chłopak porywa mnie w swoje ramiona, unosi i mocno wtula w swoje ciało. Jednak ja jestem sparaliżowana tym, co się przed chwilą wydarzyło. Gapię się tępo przed siebie, w moim ciele szaleje ból, przerażenie i strach. Dlaczego musiałam go spotkać?! Dlaczego widok jego złamanego spojrzenia musiał dobić mnie jeszcze bardziej? Przecież sama ledwo żyję, a jego wyraz twarzy będzie mnie prześladował. 
- Skarbie - słyszę cichutki głos Justina, ale mimo wszystko wzdrygam się przestraszona - Ciii, jestem przy Tobie. Wracamy do domu - bierze mnie na ręce, wtulam głowę w jego szyję i zamykam oczy. 

Uśmiecham się szeroko, moje włosy rozwiewa delikatny, ciepły wiatr i spoglądam na chłopaka, który idzie obok mnie. Patrzy na mnie z czułością, miłością i przytulam głowę do jego ramienia. Całuje mnie we włosy i obejmuje. Czuję pod stopami ciepły piasek, podziwiam przepiękny zachód słońca, a w moje serce uderza niesamowita fala szczęścia. Kocham go... jest przy mnie, całuje, dotyka. Splata swoje palce z moimi i głaszcze mnie kciukiem po wierzchu dłoni. Podnoszę głowę aby na mnie spojrzeć, ale zaskakuje mnie ten widok. Marszczę brwi i zaskoczona wpatruję się w jego rozluźnianą twarz, na której widnieje uroczy, słodki uśmiech. Rozglądam się na wszystkie strony, ale nie ma tutaj nikogo oprócz nas. W moje ciało uderza strach, a oddech przyśpiesza.
- Camille... jestem przy Tobie, najdroższa - szepcze cicho, przybliża się i bierze moją głowę w swoje dłonie. Patrzy na mnie z miłością i przesuwa kciukiem po moim policzku - Jesteś taka śliczna, Kochanie... - jego ciepły oddech odbija się od moich ust i składa na nich lekki pocałunek. Ledwo to wyczuwam... jest delikatny, słodki i czuły. Uchylam powieki, spoglądam na niego, ale nie widzę już miłości na jego twarzy. Płonie ze złości, mruży oczy i mocno ściska moje ramiona. Cichy jęk bólu opuszcza moje usta, ale on nie zwalnia uścisku. Boję się... jestem przerażona i prawie przestaję oddychać. Próbuję się wyrwać, ale to na nic... jestem zbyt słaba, abym poradziła sobie z jego siłą - Camille!! - wrzeszczy nagle, aż wzdrygam się pod wpływem jego surowego głosu - Kochanie, wybacz mi! - krzyczy prosto w moją twarz, dlaczego? Przecież dzieli nas zaledwie kilka centymetrów - Kocham Cię, jesteś dla mnie wszystkim, Camille! Nie chcę żyć bez Ciebie, maleńka! Nie chcę! - jego głos przeraża mnie do szpiku kości. Przesiąknięty jest cierpieniem, aż mam ciarki na całym ciele. Boże! - Błagam! Nie zostawiaj mnie, Cami! Błagam!


- Camille! - słyszę krzyk i czuję uścisk na ramieniu. Krzyczę ile mam sił w płucach i trzęsę się - No już, obudź się! - ktoś klepie mnie po policzku, ale to na nic. Jestem zszokowana i tak bardzo się boję! - Otwórz oczy, Skarbie! Błagam! - rozpoznaję "ten" głos. Jest inny, spokojny, czuły. Oddycham głęboko i powoli uchylam powieki. Mrugam kilka razy, ale to Justin się nade mną pochyla, nie Liam. Gapię się na niego, ale ledwo go widzę. Poruszam ustami, chcę coś powiedzieć jednak żadne słowa nie przechodzą mi przez gardło - To był tylko zły sen, maleńka... jestem przy Tobie. Nic złego się nie dzieje, cii... - układa swoje ciało obok mojego i mocno tuli mnie do siebie. 

Nie wiem ile tak leżymy... czas mija, nie śpię i mocno ściskam w dłoniach jego koszulkę. Rodzice zaglądają do nas kilka razy i widzę ból wypisany na twarzy mojej mamy oraz taty. Żal mi ich, bo muszą przechodzić to razem ze mną. Może powinnam wyjechać? Po prostu oddzielić się od nich, aby nie musieli mnie takiej oglądać? Przecież to żałosne! Jestem dorosła, silna więc dlaczego użalam się nad sobą?! Powinnam być dzielna i unieść to na swoich barkach. 

Wieczorem Justin wmusza we mnie miseczkę płatków. Jem, bo jestem głodna jednak nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Czuję spojrzenia rodziców na sobie, ale uśmiecham się do nich lekko aby nie dać po sobie poznać, jak bardzo jestem złamana. Nie mogę patrzeć na ich ból... przez to sama czuję się jeszcze gorzej.

Nazajutrz, lekko po dwunastej w południe, słyszę dzwonek do drzwi. Siedzę w salonie, otulona w koc mimo, iż jest cholernie gorąco i wtulona w Justina jak rzep. Do salonu nagle wchodzi kobieta, ale obrzucam ją tylko obojętnym spojrzeniem i ponownie zamykam oczy. Kto to jest? Po co przyszła?
- Witaj, Camille - uchylam powieki, marszczę brwi i wpatruję się w nią. Posyła mi uroczy uśmiech i przysiada obok - Jestem Sophia Russo - i co w związku z tym? - Jestem psychologiem - co takiego?!
- Psychologiem? Nie potrzebuję psychologa! - złoszczę się i zaciskam szczękę - Kto Panią wezwał?
- Czy to ważne? - pyta, ale ja posyłam jej spojrzenie przepełnione mordem - Twoi rodzice, martwię się o Ciebie.
- Mamo! - patrzę na nią i kręcę głową zrezygnowana - Dlaczego to zrobiłaś?! Nic mi nie jest.
- Po prostu porozmawiaj z Sophią, dobrze? To chyba nic wielkiego, prawda? Zwykła pogawędka.
- Oczywiście! - prycham z kpiną - Nie jestem wariatką, nie chcę rozmawiać. Z nikim, mamo. 

- Kochanie... - słyszę cichy głos Justina i przekręcam głowę w jego stronę - Proszę, zrób to.
- Co? - uchylam usta i jestem w szoku! - Ty też 
jesteś przeciwko mnie ?! - krzyczę i zrywam się na równe nogi - Super! Po prostu rewelacja! - wyrzucam ręce w powietrze i uśmiecham się z niedowierzaniem - Może jeszcze zamkniecie mnie w psychiatryku, co?! Najlepiej razem z Liamem! - wrzeszczę i biegnę do pokoju. Trzaskam drzwiami, chowam się pod kołdrę i wybucham płaczem. Dlaczego to zrobili?!



Justin POV:
Wzdycham ciężko i chowam głowę w dłoniach. Sam nie wiem co mam jeszcze zrobić, aby pomóc Camille. Wiem, że gra twardą, ale to gówno prawda. Jest w szoku po tym wszystkim co się wydarzyło i nie chce dać sobie pomóc. Chcieliśmy dobrze... taka rozmowa na pewno by jej pomogła, jednak zareagowała zupełnie inaczej. Jak moglibyśmy chcieć dla niej źle? Jej rodzice cholernie to przeżywają, jej matka popłakuje po kątach, a ojciec po prostu milczy. Przeraża mnie to wszystko i jeśli coś z tym nie zrobię, to chyba sam kurwa zwariuję! Tak bardzo się o nią martwię, rozpieprza mnie od środka i chciałbym wziąć to wszystko na siebie, aby nie musiała cierpieć.
- Przepraszam, Sophie - słyszę głos jej mamy i podnoszę głowę - Nie spodziewałam się, że tak na to zareaguje - oddycha głęboko, a w jej oczach znowu pojawiają się łzy - Nie wiem co mamy dalej robić. Jak jej pomóc?
- Camille jest w szoku, potrzebuje kilku dni aby się z tym uporać. Nie naciskajcie na nią, nie namawiajcie na rozmowy. Sama to zrobi, jeśli będzie już gotowa. Reaguje złością, bo myśli, że chcecie zrobić z niej wariatkę. To wszystko z troski, ale w tej chwili do niej to nie dociera. Potrzebuje więcej czasu. Nie obawiajcie się... opiekujcie się nią, aby czuła wasze wsparcie i miłość. Dojdzie do siebie i otworzy się przed wami - posyła nam lekki uśmiech i żegna się z rodzicami Cami - Do widzenia - zwraca się do mnie i ściska moje ramię - Bądź dzielny, ona bardzo Cię teraz potrzebuje.
Kiwam głową, ale czuję gulę w gardle. Coś przewraca mi się w żołądku, bo czuję, że Camille wcale tak szybko się z tym nie upora. Dopiero teraz dociera do mnie, jak wielką krzywdę wyrządził jej Liam. 

- Jak w ogóle do tego doszło, że spotkała tego chłopaka na pieprzonym korytarzy komisariatu? - ciszę przerywa głos ojca Camille i spoglądam na niego. Zaciska szczękę i jest wściekły! - Czy oni powariowali?!
- Sam chciałbym to wiedzieć. Jednak Camille była z policjantką, poszła podpisać papierek i miała wrócić. Nie wiem jakim cudem dopuścili do takiej sytuacji. Chyba cholerny zbieg okoliczności.
- Nie dość, że była złamana to przez widok Liama dobiła się jeszcze bardziej. Kiedy to się skończy? - patrzy na mnie z bólem w oczach, aż mam ochotę się kurwa rozpłakać! - Kiedy moje dziecko znowu będzie szczęśliwe? Kiedy będzie się uśmiechała, będzie radosna i wesoła? - spuszcza głowę i chowa twarz w dłoniach.
Ten widok mnie łamie... wzdycham ciężko, wstaję ze swojego miejsca i idę do jej pokoju. Delikatnie uchylam drzwi, podchodzę do łóżka i kucam. Wpatruję się w jej twarz, ale ona również patrzy na mnie. Przełyka nerwowo ślinę i zaciska usta, jakby na nowo chciała się rozpłakać. Podnoszę dłoń i bardzo powoli przybliżam ją do jej policzka. Przymyka oczy pod wpływem mojego dotyku i wygląda tak beztrosko i ślicznie. Jest zmarnowana, zmęczona i ma zasinienie na policzku. Mimo tego wygląda cudownie... mój mały aniołek. Kocham ją jak nikogo na tym świecie, zrobiłbym dla niej wszystko. Dlaczego ten złamas wyrządził jest taką krzywdę? Jak mogłem do tego dopuścić, nie przewidzieć tego? Skoro zachowywał się tak od początku, czy nie powinienem nabrać jakichś podejrzeń? Oddycham głęboko, ale poczucie winy zalewa mnie od środka. Camille otwiera oczy i ku mojemu zaskoczeniu, posyła mi słaby uśmiech. Serce tłucze się w mojej piersi na ten widok i mam ochotę schować ją przed całym światem.
- Przytulisz mnie? - pyta tak cicho, że ledwo ją słyszę. Ma zachrypnięty, zmęczony głos, ale natychmiast układam się obok niej. Wtula głowę w moją szyję i kiedy głaszczę ją po plecach czuję, jak odpręża się pod moim dotykiem - Dziękuję... - szepcze, cmoka mnie w obojczyk i mocniej się do mnie dociska.
- Dla Ciebie wszystko, Kochanie - całuję ją w głowę i uśmiecham sam do siebie. Tak bardzo obawiałem się tego, że nie pozwoli mi się dotknąć, że nie zniesie mojego dotyku. Oddycham z ulgą, bo bardzo się myliłem. Wiem, że to rozpieprzyłoby moje biedne serce na kawałki. Jednak Cami wręcz potrzebuje mojego dotyku i się go domaga, co przeogromnie mnie cieszy - 
Prześpij się, Kruszynko. Będę przy Tobie...

Mija dzień za dniem. Przeniosłem się do Camille, bo jej rodzice sami to zaproponowali. Jednak szczerze? W tym momencie było mi to bardzo na rękę. Chciałem być obok mojej dziewczyny przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie opuszczałem jej nawet na chwilę, wciąż tuliłem do siebie, pocieszałem, wspierałem. Widziałem zmiany w jej zachowaniu... po tygodniu zamknęła się w sobie całkowicie. Mało mówiła, mało jadła i piła. Przesypiała większość dnia, chociaż nie raz budziła się z krzykiem. Jednak potrzebowała moich ramion i praktycznie cały czas trzymałem ją blisko siebie. Czy otworzyła się przed nami? Ani trochę. Nie odzywała się praktycznie w ogóle, tylko raz powiedziała, jak bardzo mnie kocha. Rozpłakałem się jak dziecko, a ona płakała razem ze mną.
Po dwóch tygodniach zaczęła wychodzić ze swojej skorupy. Nieco więcej ze mną rozmawiała, a nawet kilka razy się uśmiechnęła. Zabrałem ją na spacer i na lody. Była przestraszona i nawet na sekundę nie puściła mojej dłoni. Obejmowałem ją ramieniem, tuliłem i zapewniałem, że nikt nigdy już jej nie skrzywdzi. Wciąż była z nami ochrona, ale nie zamierzałem z tego zrezygnować. Chciałem, aby czuła się bezpieczna.
Po trzech tygodniach zaczęła wracać do świata żywych. Jakby narodziła się od nowa i wróciły jej chęci do życia. Nawet nie umiem opisać tego, co wtedy czułem. Jej rodzice również odetchnęli z ulgą i ogromny ciężar spadł im z barków. Camille uśmiechała się... nie był to jeszcze jej cudowny, szeroki uśmiech jednak była na dobrej drodze. Na nowo zaczęła cieszyć się z małych rzeczy i bardzo dużo czasu spędzała na skype rozmawiając z moją... mamą. Byłem zaskoczony jak dobrze się dogadywały. Jednak moja mama jest cudowną kobietą i postawiła Cami na nogi. Wiele razy powtarzała jej twardo, jak dzielną i silną jest kobietą. Że poradzi sobie ze wszystkim, przezwycięży trudności, strach i lęk. Tak wiele razy śmiała się uroczo, aż coś ściskało mnie za serce. Wiele razy jednak płakała, a moja mama razem z nią. Camille nie potrzebowała psychologa, moja mama nim była...


Wiele razy odwiedzała ją Cath. Te wizyty również dobrze wpływały na Camille, chociaż Catherine przypominała jej o tym co się stało. To przecież z domu jej najlepszej przyjaciółki zabrał ją ten psychol. Jednak Cami starała się odrzucić te myśli, ponieważ Cath nie była niczemu winna. Padła jego ofiarą tak samo, jak moja dziewczyna.

Kiedy nadszedł sierpień, wpadłem na pewien pomysł. Już wcześniej o tym wspominałem i Camille w sumie już się zgodziła. Mianowicie, chciałem zabrać ją na "trochę" do siebie, do LA. Może zmiana otoczenia jeszcze bardziej pomogłaby jej dojść do siebie? U mnie w domu nic nie przypominałoby jej tego koszmaru, przez który musiała przejść. Chciałem pokazać jej tyle cudownych, przepięknych miejsc. Chciałem, aby poznała wreszcie moją mamę, tatę oraz rodzeństwo. Chciałem, aby posłuchała moich piosenek, a nawet pośpiewała razem ze mną. Miała cudowny głos i nuciła moją piosenkę, którą bardzo lubi. Chciałem, aby była wreszcie szczęśliwa tak, jak dawniej.
- Naprawdę uważasz, że ona jest na to gotowa? - pyta mnie jej mama. Siedzimy na tarasie, Camille bierze prysznic, ale nie chcę aby słyszała tą rozmowę. Sam jej o tym powiem - Wiesz... minął zaledwie miesiąc.
- Zapytaj ją co o tym myśli. Jeśli nie będzie chciała, zrozumiem to. Jednak wydaje mi się, że Cami potrzebuje zmiany otoczenia. Nowe miejsce pomoże jej zapomnieć o tym wszystkim. Odpocząć.
- Jakkolwiek głupio to zabrzmi... - nagle do rozmowy włącza się jej tata, który do tej pory nie wypowiedział nawet słowa - Zgadzam się z Justinem. Nie ważne ile czasu minęło, Camille wciąż to przeżywa. Ten dom będzie jej o tym przypominał i sądzę nawet, że powinniśmy się przeprowadzić - co?!
- John... - w głosie jej mamy od razu wyczuwam zaskoczenie - Przeprowadzić? Skąd ten pomysł?
- Sama widzisz, co dzieje się z naszym dzieckiem. Owszem, Camille wreszcie wróciła do żywych, ale najmniejszy szczegół przypomina jej o tym wszystkim. Przecież zmiana domu to nic wielkiego, prawda? Po prostu wyjedzie z Justinem na trochę, a my w międzyczasie wszystko zorganizujemy. To dobry plan.
- Pójdę z nią porozmawiać - mówię cicho i uśmiecham się delikatnie. Podnoszę się i przechodzę do pokoju. Camille właśnie wychodzi z łazienki, ubrana w letnią, białą, krótką sukienkę. Wygląda prześlicznie! Rozczesuje swoje długie włosy, które dla odmiany lekko pofalowała. Ten widok to balsam na moje serce. Nie pamiętam, kiedy tak wyglądała. Przez ostatnie tygodnie widziałem tylko ból wypisany na jej twarzy, nic więcej - Cześć, Kotku - mówię cicho i natychmiast przekręca głowę w moją stronę. Uśmiecha się szeroko, podchodzi i cmoka mnie w usta. Obejmuję ją i dociskam do siebie jeszcze mocniej. Brakowało mi tego... nie narzekam, ani nie marudzę, jednak nie dotknąłem jej w "ten" sposób od miesiąca. Wiem, że cierpiała i nie potrzebowała tego. Nie mogłem na nią naciskać i nie miałem zamiaru tego robić - Jak się masz? - odklejam się od niej i pocieram kciukiem jej policzek. 

- Dobrze. Chociaż jestem potwornie głodna! - chichocze beztrosko i tak cholernie uwielbiam ten dźwięk.
- To już idziemy na śniadanie, ale chciałbym Cię jeszcze o coś zapytać - marszczy brwi i chyba nieco ją zaskoczyłem - Pamiętasz, kiedyś wspominałem o tym, że chciałbym zabrać Cię do siebie - przytakuje głową, ale chyba wciąż nie wie o co chodzi - Chciałbyś pojechać? Jutro, pojutrze?
- Och... - robi dziubek z ust i wygląda jak mała, słodka dziewczynka. Myśli chwilę, szarpie za dolną wargę i skupia się. Czekam z niecierpliwością, ale bardzo mi na tym zależy - Chcę - odpowiada nagle i na jej twarzy pojawia się ogromny uśmiech. Tak! Porywam ja w swoje ramiona, a z jej ust ucieka cichy pisk. Chwyta moją głowę w swoje dłonie i opiera czoło moje - Kocham Cię... - mówi cichutko, a moje serce kurczy się przyjemnie na te słowa.
- Ja Ciebie też kocham, najmocniej na świecie... - i właśnie taka jest prawda. 















26 komentarzy:

  1. Jak super ze on sie tak o nia martwi i troszczy ! Jestem ciekawa jak tam ich pobyt w LA

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju...ciesze sie, ze wszystko wreszcie wraca do normy...mam nadzieje, ze w L.A Cami zapomni juz o tych wspomnieniach ....czekam na NN :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję że ten wyjazd dobrze jej i Justinowi zrobi super i do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg omg kocham to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  5. Cami to wybuchowa dziewczyna, moja krew!:D
    Czekam na nastepny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piekny !!! Biedna Cami :/
    LUDZIE JAK CZYTACIE TO KOMENTUJCIE !!!!! POD OSTATNIM ROZDZIALEM TYLKO 15 KOMENTARZY ? NAPRAWDĘ? PRZECIEZ ROZDZIAL BYS ŚWIETNY! KASIA ZASLUGUJE NA DUZO WIECEJ KOMOW

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział! Nie mogę doczekać sie następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział wspaniały<3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowny<33333333

    OdpowiedzUsuń
  10. Boziuuuu oni są tacy kdnkaksnkahsbsnsj *0* <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Cami, jest silną babką ! Co do Justina, wytrzymał z nią, chyba serio ją kocha XD No co no, ja zawsze mam jakieś wątpliwości :/ Ale dzisiejsze zachowanie Justina utwierdziło mnie w przekonaniu ze jednak jest spoko :D Ciekawe co wydarzy się w LA...

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział boskkii, mam nadzieje że s LA się nic nie wydarzy :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział :) czuje, że w LA będzie kolejna drama :0 Czeeekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Bosz! GENIALNY! Serio, strasznie się cieszę, ze Camile wróciła do żywych.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wyobrażam sobie przejść przez to co Cami , straszne...Ale cieszę się że dała sobie radę
    Cudowny rozdział i czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  16. TO NIE FER ŻE NA TAKIM ŚWIETNYM OPOWIADANIU NIE MOŻECIE NAPISAĆ KRÓTKIEGO GŁUPIEGO KOMENTARZA ! SAMA PISAŁAM FF I WIEM ŻE NAWET NAJKRÓTSZY KOMENTARZ TAKI JAK "♥" MOTYWUJE.... MOŻECIE PRZECIEŻ NAPISAĆ TYLKO "CZEKAM NA NASTĘPNY"
    PROSZĘ PRZEMYŚLCIE TO ! NAM KOMENTARZ ZAJMUJE DO 1 MINUTY A PISANIE ROZDZIAŁU ZNACZNIE DŁUŻEJ !

    OdpowiedzUsuń
  17. Boski rozdział! Ciesze się ze Cami powoli wraca do siebie ;-)
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze że Justin chce ją zabrać do LA , tam się porządnie zregeneruję :-) Justin jest cholernie słodki <3
    Wspaniały rozdział <3 Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  19. cudo <3 nareszcie cami jest spokojna :) do sb xoxo

    OdpowiedzUsuń
  20. Wspaniały <3 Biedna Ellie tyle przeszła...dobrze że już wraca do siebie.
    Justin taki kochany awwww hehehe
    Czekam na nn xx

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny rozdział <33 Biedna Cami, dużo przeszła przez Liam'a, ale dobrze, że powoli dochodzi do siebie :) Justin naprawdę musi ją bardzo kochać skoro jest z nią, przeżywa i wspiera cały czas. Myślę, że w LA będzie drama, albo będą mieć już spokój.. nie wiem hi hi :D Ja chyba jestem po prostu uzależniona od Twoich opowiadań Kaśka i tych wszystkich dramatów :D W końcu nie ma dobrego ff bez dram, prawda? :0 :D
    Jakoś tak mnie wzięło na komentarz :)
    Z utęsknieniem czekam na kolejny rozdział i proszę nie przejmuj się małą liczbą komentarzy, ja obuecuję, że od dzisiaj będę komentować każdy rozdzialik <3 xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam Twój komentarz i mam ogromnego banana na buzi!
      Dziękuję :*

      Usuń
  22. Jejku..czekalam na ten moment! Biedna cami...tak bardzo mi jej szkoda

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine