18.07.2015

Rozdział 30

Budzę się bardzo powoli... najpierw docierają do mnie głosy. Są ciche i nie rozpoznaję tego drugiego głosu. Jednak słyszę mojego chłopaka, a w moje serce wlewa się ciepło. Oznacza to, że jest cały i zdrowy. Uśmiecham się lekko, chociaż nie wiem czy robię to naprawdę, czy tylko mi się wydaje. Czy ja w ogóle żyję? Może umarłam w tym pokoju?
- Camille - słyszę swoje imię z ust Justina i czuję dotyk na policzku - Kochanie... - uchylam powieki i mrugam kilka razy, aby wyostrzyć wzrok. Widzę przed sobą jego twarz, wpatruje się we mnie niepewnie i marszczy swoje grube brwi. Cień uśmiechu przebiega przez moją twarz, a chłopak oddycha z ulgą. Pochyla się i dotyka ustami mojego czoła. Przytrzymuje na chwilę pocałunek i kiedy się odrywa, patrzy na mnie z czułością - Cześć, Kotku.
- Hej... - mówię cicho i dopiero teraz czuję, jak bardzo moje gardło jest wyschnięte. Oblizuję usta i krzywię się przy tym. Jak na zawołanie Justin nalewa wody do kubeczka i upijam kilka małych łyków. Wzdycham, bo ulga jest cudowna.
- To głupie pytanie, ale... jak się czujesz? - widzę, jak bardzo jest zmęczony i zmarnowany.
- Dobrze, jestem w szpitalu? - rozglądam się po pokoju i przewracam oczami - Dlaczego? Nic mi nie jest.
- To tak na wszelki wypadek. Jednak nie masz żadnych obrażeń fizycznych, gorzej z psychicznymi.
- O czym Ty mówisz, Justin? - gapię się na niego i nie bardzo rozumiem.
- Przeżyłaś koszmar, Cami - wzdycha ciężko i masuje czoło - Niebawem przyjdzie do Ciebie psycholog - co?!
- Zwariowałeś?! - to jakiś żart?! - Nie chcę żadnego psychologa! Nie jestem wariatką! - podnoszę się, spuszczam nogi w dół i wychodzę z łóżka. Justin próbuje mnie powstrzymać, ale od razu posyłam mu surowe spojrzenie - Chcę wrócić do domu, natychmiast! - widzę swoje rzeczy, które leżą zwinięte w równą kostkę na parapecie. Od razu je chwytam i przebieram się raz dwa. Mój oddech szaleje i nie wierzę, że mam rozmawiać z psychologiem.
- Kochanie! Uspokój się, dobrze? - czuję dłonie Justina na ramionach i przytula mnie do siebie od tyłu. Opieram plecy o jego tors i próbuję unormować oddech - Wszystko jest w porządku, nie denerwuj się. Nikt nie chce zrobić z Ciebie wariatki, taka rozmowa może Ci pomóc. Przeszłaś przez ciężkie chwile ostatnio.
- Wiesz, co może mi pomóc? - pytam cicho - Twoje silne ramiona, Twoja opieka i obecność. Tylko to, Justin. 

- Jestem przy Tobie, Cami - odwraca mnie w swoją stronę i mocno przytula. Unosi delikatnie i od razu owijam nogi wokół jego bioder - Wszystko będzie dobrze, Kochanie... - wczepiam się w jego ciało jak rzep, ale tylko tego pragnę. Być blisko niego, najbliżej jak tylko się da! Chyba dopiero teraz dociera do mnie, co tak naprawdę się wydarzyło. Szlocham głośno, tulę głowę w szyję mojego chłopaka i od nowa rozpadam się na kawałki...

- Camille? - słyszę zszokowany głos mamy, kiedy przekraczam próg domu - Co Ty tutaj robisz na boga?! Powinnaś leżeć w szpitalu, właśnie miałam do Ciebie jechać! - mówi spanikowana i przytula mnie do siebie.
- Nic mi nie jest mamo, nie mam zamiaru leżeć w szpitalu. Chcę być w domu, tutaj czuję się najlepiej.
- Rozmawiałaś z psychologiem? - och, boże! Ona też?! Od razu przewracam oczami.
- Co wyście się tak uparli na tego psychologa? Zmówiliście się? Nie potrzebuję go, dajcie mi spokój.
- Kochanie... to przecież dla Twojego dobra, tak? Nikt nie chce zrobić Ci krzywdy.
- Wiem, mamo. Naprawdę dziękuję za troskę, ale poradzę sobie. Jestem dużą dziewczynką, dam radę.
- Jesteś taka uparta - mama mówi zrezygnowana i wzdycha ciężko. Wiem, że jest podłamana.
- Mamciu - podchodzę do niej i obejmuję ramieniem - Jestem cała i zdrowa, żyję. Wszystko będzie dobrze.
- Tak bardzo się o Ciebie bałam - wybucha płaczem, a moje serce zaciska się na ten widok. Głaszczę ją po plecach, ale sama również płaczę. Wiem, że było blisko i mogłoby mnie tutaj teraz nie być. Jednak uszłam z życiem i tylko to się liczy. Jakoś poradzę sobie z tym, co się wydarzyło. Przejdę przez to... wrócę do normalności.
- Nie płacz, mamo... - pociągam nosem i odklejam się od niej - Jestem tutaj, z wami.
Zaciska usta i znowu mnie do siebie dociska. Po chwili czuję, jak przytula się do nas również Justin. Obejmuje nas dwie ramionami i trwamy tak przez kilka długich, cichych minut. Ale żadne słowa nie są tutaj potrzebne...

Biorę prysznic, przebieram się w spodnie dresowe i bluzę Justina. Wdycham jej cudowny zapach i uśmiecham się do siebie. Przeczesuje włosy i szybko je suszę. Kiedy wchodzę do pokoju widzę mojego chłopaka, który siedzi na kanapie, opiera łokcie na kolanach i ma spuszczoną głowę. Podchodzę, siadam mu na kolanach i pocieram swoim nosem o jego. Blady uśmiech pojawia się na jego ślicznej twarzy, ale to nie jest mój ulubiony uśmiech...
- Wiesz co wydarzyło się w tamtym domu? - pytam cicho, ale muszę to wiedzieć - Co z Liamem?
- Trafił tam, gdzie jego miejsce. Najpierw zabrała go policja, ale jeszcze dzisiaj po wstępnych badaniach mają go przenieść do zakładu psychiatrycznego. Będzie pod kluczem przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Rozumiem... - zaciskam usta, bo żal wkrada się do mojego serca. Mój najlepszy przyjaciel zamknięty w psychiatryku... to bolesna myśl. Jednak wiem, że tak trzeba. Nie ma innego wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji.
- Kiedy widziałem, jak go pocałowałaś... - zaczyna i wygląda tak, jakby miał się zaraz rozpłakać - To było dla mnie zbyt wiele. Może nie powinienem był tego robić, naraziłem Cię na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Ale byłem cholernie wściekły, bo policja stała tam i nic nie zrobiła! - złości się i zaciska szczękę. Wsuwam palce w jego włosy i przeczesuję delikatnie - Kiedy ich o to później zapytałem powiedzieli tylko, że nie mogli nic zrobić, bo Liam trzymał pistolet przy Twojej głowie. Jeden ich ruch i mógł Cię zastrzelić i wiesz co? - przerywa i wpatruje się w moje oczy - Kiedy zobaczył mnie, również mógł to zrobić. Jestem taki głupi, Camille! Jak mogłem dać ponieść się złości i tam wejść?
- Cii... nie zadręczaj się tym teraz. To już za nami, wszystko skończyło się dobrze.
- Na szczęście... gdyby było inaczej, nigdy bym sobie tego nie wybaczył - widzę ból w jego spojrzeniu i samej chce mi się płakać - Policja wkroczyła zaraz za mną, kiedy tylko zaczęłaś walczyć z Liamem o broń, rzucili granat dymny i wkroczyli do akcji. Obezwładnili Liama, zabrali Ciebie i po wszystkim.
- Więc wychodzi na to, że dzięki Tobie cała akcja ruszyła do przodu - opieram czoło o jego i zamykam oczy - Gdyby nie Ty, nie wiem ile jeszcze siedziałabym tam z Liamem. Jednak rozmawiałam z nim, zapewniałam, że nigdy go nie zostawię, że jest moim najlepszym przyjacielem i bardzo mi na nim zależy... źle mi z tą myślą, bo go okłamałam. Nie kocham go, ale nie mogłam inaczej. Tylko w ten sposób mogłam załagodzić sytuację.
- Jesteś taka dzielna, wiesz? - odchyla mnie od siebie i wpatruje w moje oczy - Nie mogę uwierzyć, że siedzisz tutaj i po prostu o tym rozmawiasz. Jak to możliwe? Przecież najpierw Cię zabrał, potem groził bronią! Powinnaś płakać, być załamana... nie rozumiem tego, Skarbie - pociera moje plecy i odprężam się pod jego dotykiem.
- Chyba do końca jeszcze nie dotarło do mnie, co tam się wydarzyło. Jestem bardzo zmęczona tym wszystkim, przestraszona i nie marzę o niczym innym, tylko o odrobinie spokoju.
- Od tej chwili będziesz miała tylko spokój, Kochanie. Obiecuję... - szepcze cichutko i całuje mnie w czoło.


Popołudniu jedziemy na komisariat. Nie mam na to najmniejszej ochoty, ale policja chce znać szczegóły. Na samą myśl coś przewraca mi się w brzuchu, znowu muszę do tego wracać? Pragnę zapomnieć i wrócić do normalności.
- Kochanie - słyszę głos Justina, kiedy czekamy na korytarzu - Nie mogę wejść z Tobą, jednak jeśli powiedzą o jedno słowo za dużo, po prostu nie odpowiadaj. Dobrze? - wpatruje się we mnie uważnie i marszczy brwi.
- Wiem - posyłam mu słaby uśmiech, ale we mnie szaleje tornado strachu i niepokoju. Otwierają się drzwi i stoi w nich kobieta. Gestem dłoni zaprasza mnie do środka i posyłam Justinowi jeszcze przerażone spojrzenie. Nie chcę tutaj być!
- Proszę usiąść. Jestem Rosaline Perez i to ja będę z Panią rozmawiać. Proszę się nie obawiać.
- Dobrze. Proszę mi mówić po imieniu - zaciskam usta i nerwowo bawię się palcami.
- W porządku, tak będzie nam chyba wygodniej - uśmiecha się i wygląda na miłą - No dobrze, zaczynajmy. Więc... musisz powiedzieć mi o zachowaniu Twojego przyjaciela. Od kiedy tak dziwnie się zachowywał?
- Od jakiegoś czasu, nie pamiętam dokładnie. Dałam mu kosza i bardzo się tym zdenerwował. Jednak wydaje mi się, że pojawienie się przy mnie Justina podziałało na niego jak płachta na byka. Zaczął mnie nękać.
- Dlaczego nie zgłosiłaś tego na policję, Camille? Wiesz, że powinnaś była to zrobić?
- Wiem... - odpowiadam cicho i spuszczam głowę. Gapię się na moje dłonie, a w gardle pojawia się nieprzyjemna gula - Ale Liam był moim przyjacielem. Znałam go od przeszło dwóch lat i nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Był dobry dla mnie, troskliwy i opiekuńczy. Lubiłam go... - zwijam dłonie w pięści i odganiam napływające do oczu łzy - Jak miałabym donieść na niego policji? Czułabym się z tym potwornie...

- Domyślam się. Jednak jak sama widzisz, granice zostały przekroczone. Twój chłopak, Pan Justin Bieber opowiedział mi własną wersję - och, więc Justin też przez to przechodził? - Rozumiem, że jest to dla Ciebie ciężkie ze względu na przyjaźń z Panem Liamem. Pan Justin twierdził, że prześladował Cię, miał niekończące się pretensje, był potwornie zazdrosny, zaborczy i wywierał na Tobie ogromną presję. Czy to wszystko się zgadza?
- Tak... niestety tak - te słowa ledwo przechodzą przez moje gardło. Boże, Liam! Coś Ty zrobił?!
- Co mówił, kiedy Cię zabrał? Jak się zachowywał? Był brutalny, zmienny?
- Tak. Mówił jak bardzo mnie kocha, że chce być ze mną i pragnie, abym została jego żoną - widzę zaskoczenie na twarzy policjantki, ale sama byłam w szoku kiedy Liam to powiedział - W jednej chwili był czuły, słodki, dobry. Jednak wystarczyła sekunda, a jego nastrój diametralnie się zmieniał. Był przeczulony na punkcie Justina... chyba nawet bardziej niż na moim punkcie. Nie mogłam wspominać o nim przy Liamie, bo wpadał w szał. To właśnie przez to mnie bił - mój oddech przyśpiesza, w moją głowę uderza fala przerażających wspomnień. Chcę to powiedzieć i nigdy więcej nie wracać do tego - Co się teraz stanie z Liamem? Gdzie on jest? - sama nie wiem, dlaczego chcę to wiedzieć.
- Jest przesłuchiwany, ale rokowania nie są dobre - policjantka zacina się, jakby nie była pewna czy powiedzieć mi resztę - Rozmawiał z nim psychiatra, niestety Liam ma obsesję na Twoim punkcie. Wciąż powtarza Twoje imię, oskarża nas o to, że zabraliśmy Cię od niego, że chcemy zrobić Ci krzywdę - boże! Dlaczego bolą mnie jej słowa? Dlaczego jest mi żal mojego przyjaciela mimo, iż przecież przystawiał mi pistolet do głowy?! Jednak moje serce kurczy się boleśnie, bo nie chcę takiego losu dla Liama - Niebawem zostanie przewieziony do szpitala psychiatrycznego. Tam będą prowadzone dalsze badania i lekarz zaleci leki. Jednak nie wiemy, jak Pan Liam na nie zareaguje. Nie wiemy też, ile tam zostanie i czy kiedykolwiek opuści szpital - kurwa! To za dużo dla mnie. Czuje łzy na policzkach i przykładam dłoń do ust. Dlaczego akurat Liam musi być chory? Przecież jest dobrym człowiekiem! Spędzałam z nim mnóstwo czasu i nigdy nie zrobił mi krzywdy! - Camille, nie płacz. Wszystko będzie w porządku - policjantka podchodzi, układa dłoń na moim ramieniu i ściska je pocieszająco - Myślę, że już skończyłyśmy. Proszę, podejdź ze mną do gabinetu i podpisz jeden dokument. Będziesz wolna, możesz wrócić do domu odpocząć - tak, właśnie tego potrzebuję.
Przytakuję głową, ocieram łzy i podnoszę się z fotela. Wychodzimy z małej sali i kiedy tylko Justin mnie widzi, zrywa się na równe nogi. Mocno tuli mnie do siebie, głaszcze po plecach i uspokaja mnie tym gestem. Uśmiecham się do niego lekko i idę za policjantką. Otwiera drzwi kluczem, przepuszcza mnie i szybko przybija pieczątkę na świstku papieru. Podpisuję go i opuszczam pokój. Wracam do Justina i pragnę być już w domu. Czuję dziwny uścisk w brzuchu i to, jak bardzo jestem zmęczona. Przeczesuję włosy i dochodzę do końca korytarza. Już mam skręcać w prawo, kiedy nagle z pokoju wychodzą dwaj policjanci, którzy trzymają za ramiona Liama. Przystaję zszokowana, uchylam usta i zamieram w połowie ruchu. Moje serce tłucze się w piersi, gapię się na niego i on robi dokładnie to samo. Nie mogę ruszyć nawet małym palcem i nie wiem co mam ze sobą zrobić! Policjanci czekają na chłopaka i dopiero po chwili orientują się, że stoi jak wmurowany. Popychają go delikatnie, ale on zapiera się i nie rusza.
- Camille... - wypowiada szeptem moje imię i prawie wyczuwam ból, który kryje się w tym krótkim słowie. Zwijam dłonie w pięści, czuję jak w moje ciało uderz fala gorąca, ale nie mogę ruszyć nogą. Nie wiem co czuję... patrzę na mojego przyjaciela i przypominam sobie wszystkie nasze fajne chwile. Imprezy, wypady na plażę, wygłupy z Cath. Było naprawdę cudownie i nasza trójka była praktycznie nierozłączna. Jednak po chwili przypominam sobie to, jak mnie zabrał po raz pierwszy. Okładał moje ciało, dotykał i więził. Moje przerażenie, strach i tęsknota za bliskimi. A potem jak tona cegieł uderza we mnie fakt, iż Liam trzymał broń przy mojej głowie. Oddycham głęboko, policjanci patrzą na nas zaskoczeni i mocno szarpią Liama. Burczą, że nie mają czasu na jego fanaberie i zmuszają go do ruchu. Zapiera się nogami, patrzy na mnie z bólem, strachem, przerażeniem i wystawia ręce w moją stronę. Nim się orientuję, mocno mnie do siebie przytula, chowa głowę w moją szyją, a ja stoję zszokowana - Kochanie! Wybacz mi, przepraszam! - robi się zamieszanie i policjanci próbuję oderwać ode mnie chłopaka - Kocham Cię, jesteś dla mnie wszystkim, Camille! Nie chcę żyć bez Ciebie, maleńka! Nie chcę! - krzyczy i walczy z policjantami. Dobiega do nas jeszcze dwóch i wreszcie odklejają ode mnie Liama - Błagam! Nie zostawiaj mnie, Cami! Błagam! - krzyczy i widzę łzy na jego policzkach. Szlocha żałośnie, a moje serce rozpada się z trzaskiem na drobne kawałeczki...
 






16 komentarzy:

  1. I dobrze mu tak,Liam zasłużył sam sobie na to zasłużył:')
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde,bez tego pierwszego zasłużył😹

      Usuń
  2. wreszcie go zamkną :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział. Z jednej strony myślę, że Liam zasłużył na to by go zamkną', ala zd dtugiej troche mi go żal. No cóż. Przynajmniej dobtze że nikomu nic sie nie stalo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej już sama nie wiem czy to dobrze,że Liama chcą zamknąć czy to zle. Biedna Camille,cały czas coś w jej życiu się dzieje :C Mam nadzieję,że troche od tego odpocznie. Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Liam sobie na to zasłużył i nie chce widziec ze jej jest jego zal ! LIAM TO PSYCHOPATA !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba, chybaa trochę jest mi szkoda Liama, ale trochę XD I zaczynam powoli bardziej przekonywać sie do Justina.. chociaz będę ostrozna bo nadal czuje ze jeszcze wywinie jakiś numer!;-;

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja nie lubie tego Liama !!! Zabije goscia, Justin dlaczego nic nie zrobiles??

    OdpowiedzUsuń
  8. Chcialabym by Liam zniknął tak "puff" i po sprawie :|

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie nie podoba mi się zachowanie Liama i jakoś za nim nie przepadam . Boski rozdział ❤️

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurwa. Tego sie nie spodziewalam. ! Cudowny ! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. O luju..ta konowska :( mimo iz taki byl Liam okropny to szkoda mi go...nie mg doczekac sie kolejnego

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochammm :***

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku...biedna cami..dobrze ze zamykaja go w psychiatryku..

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine