11.07.2015

Rozdział 28

Siedzę nieruchomo i nie jestem w stanie poruszyć nawet małym palcem! Jestem przerażona i nie wierzę, że to dzieje się naprawdę! Dlaczego moja własna, najlepsza przyjaciółka zrobiła coś takiego?! Doskonale wiedziała co zrobił Liam, jak bardzo mnie skrzywdził. Czy świadomie znowu naraziła mnie na niebezpieczeństwo?
- Och, Camille... - słyszę jego głos, który przesiąknięty jest czułością i coś przekręca mi się w brzuchu - Tak bardzo mi Ciebie brakowało, Kochanie. Chodź do mnie, chcę Cię przytulić - boże! Co mam zrobić?! Nie chcę jego dotyku, nie chcę nawet na niego patrzeć! - No dalej, Skarbie... zrób to, chcę poczuć Twój cudowny zapach. Nie każ mi się zdenerwować, proszę - dodaje surowo i wiem, że nie mam wyjścia. Posyłam mojej przyjaciółce ostatnie, załamane i przerażone spojrzenie i wstaję z miejsca. Podchodzę do niego ze spuszczoną głowę, ale nie mam odwagi na niego spojrzeć. Ten człowiek przeraża mnie do szpiku kości i nie wierzę, że to dzieje się ponownie! Czuję palce Liama, które podkłada pod moją brodę i podnoszę głowę. Kiedy tylko nasze oczy się spotykają, w mój mózg uderza fala wspomnień. Niemal wyczuwam ból, kiedy okładał mnie pięściami, mocno ściskał ramiona, dotykał - Czekałem na tą chwilę... tak bardzo czekałem, Kochanie! - obejmuje mnie, ale ja stoję jak sparaliżowana. Chcę mi się płakać, ale nawet łzy nie wypływają z moich oczu. To jest jak koszmar, z którego bardzo chcę się obudzić - Obejmij mnie, Cami... - chwyta moje dłonie i zarzuca je sobie na szyję. Muszę staną na palcach, Liam jest dużo wyższy. Unosi mnie delikatnie i odrywam nogi od podłogi. Kołysze mnie w swoich ramionach, a ja tępo wpatruję się w białe drzwi. Co się teraz ze mną stanie? Skoro jestem tutaj z nim wiem, że nie będzie dobrze - Odzyskałem Cię, nareszcie - szepcze do mojego ucha i jego ciepły oddech odbija się od mojej skóry. Boję się jeszcze bardziej - Znowu jesteśmy razem, już nie pozwolę Ci odejść - chryste! Co przez to rozumie?! - Musimy się zbierać, nie możemy tutaj zostać - co takiego?!
- Dokąd? - pytam cicho, kiedy stawia mnie na podłodze. Patrzę na niego, a on przykłada dłoń do mojego policzka.
- Do naszego domu, Skarbie - uśmiecha się, a ja uchylam usta w szoku. Do tego przeklętego domu, z którego udało mi się uciec?! Boże, tylko nie to! - Catherine, podejdź do mnie - mówi dość groźnie, czego nie rozumiem. Jednak moja przyjaciółka posłusznie wstaje i podchodzi do nas - Dziękuję za pomoc, jestem Ci bardzo wdzięczny za przysługę. Kiedyś się odwdzięczę - mruga do niej, ale Cath mocno zaciska szczękę. O co tu chodzi?
- Cami... - słyszę jej cichy głos i mocno mnie do siebie przytula. Jestem zaskoczona jej ruchem, ale nagle wybucha płaczem - Przepraszam, wybacz mi. Nie miałam wyjścia, nigdy nie zrobiłabym tego z własnej woli.
- Dość tych czułości - Liam odrywa mnie od ciała Cath i obejmuje ramieniem - Masz milczeć, nikomu ani słowa. Rozumiemy się? - Liam mruży oczy i teraz wiem, że musiał ją szantażować. Cath przytakuje głową, ale spogląda na mnie przelotnie. Widzę ból i poczucie winy w jej spojrzeniu - Do zobaczenia, mała - uśmiecha się do niej, całuje w czoło i wychodzimy z pokoju. Jestem przerażona, a na zewnątrz czeka na mnie ochroniarz. Co zrobi Liam, kiedy go zobaczy?
- Pozwól mi wrócić do domu, proszę... - mówię cicho i natychmiast na mnie spogląda. Marszczy czoło, jakby był zaskoczony moimi słowami - Wciąż dochodzę do siebie, jestem słaba i zmęczona. Błagam, nie rób tego.
- Spokojnie, Kochanie... odpoczniesz u nas w domu, będziesz miała ciszę i spokój. O nic się nie martw - mówi i docieramy pod drzwi. Uchyla je i przed nami pojawia się ochroniarz. Jest zszokowany widokiem chłopaka i natychmiast wyciąga broń - Nie robiłbym tego na Twoim miejscu, kolego - Liam mówi surowo i czuję przy uchu coś zimnego. Odwracam się i widzę, że do boku mojej głowy przytknięta jest lufa pistoletu. Mój oddech zatrzymuje się, uchylam usta i natychmiast przed oczami przelatuje mi całe moje życie. Liam mnie zabije, wiem to. Czuję, jak moje ciało słabnie, kręci mi się w głowie, przytyka mnie w klatce i nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Liam wzmacnia uścisk na moim brzuchu, ale do mnie już nic nie dociera. Nagle robi się ciemno i tracę przytomność...


Budzę się i powoli uchylam powieki... jestem skołowana i zdezorientowana. Na dodatek miałam koszmarny sen, że Liam wrócił i zabrał mnie ze sobą. Przystawił pistolet do mojej głowy i chciał mnie zabić!
- Justin? - szepczę cichutko i czuję łzy pod powiekami. Tak bardzo potrzebuję być w jego ramionach - J-Justin? - wołam znowu i teraz już szlocham z całych sił. Zasłaniam twarz rękami i tak bardzo za nim tęsknię.
- Nie płacz, Kruszynko - słyszę głos i moje ciało sztywnieje. Odchylam dłonie i gapię się na niego w szoku. Więc to nie był sen?! Liam naprawdę mnie zabrał?! Boże! - Obudziłaś się - uśmiecha się i przysiada obok. Przytula mnie do swojego ciała, ale ja nie wykonuję żadnego ruchu. Nawet nie mrugam, jestem przerażona - Już w porządku, nie bój się. Jesteś bezpieczna - mówi spokojnie i głaszcze mnie po plecach - Jak się czujesz? Boli Cię coś?
- Dlaczego tutaj jestem? Znowu mnie zabrałeś? Dlaczego, Liam? - spogląda mi w oczy, ale nic w nich nie widzę.
- Tęskniłem za Tobą... było mi smutno, kiedy uciekałaś - kręci głową i modlę się, aby nie wpadł w szał - Czekałem na ten dzień, kiedy Cię znowu odzyskam. Nie cieszysz się, że jesteś tutaj ze mną? - patrzy na mnie smutno.
- Ile spałam? - nie odpowiadam na jego pytanie. Nie chcę go jednak zdenerwować, bo wiem do czego jest zdolny.
- Nie długo, ponad godzinkę - uśmiecha się i odgarnia moje włosy - Jesteś głodna?
- Nie, ale bardzo chce mi się pić - krzywię się, kiedy próbuję przełknąć ślinę.
- Już przyniosę Ci trochę wody - podnosi się z miejsca i znika w kuchni. Mimo tego, jak bardzo się boję wiem, że muszę być spokojna. Liam jest chory, obłąkany i trzeba z nim łagodnie. Tak, jak ostatnio kiedy tutaj byłam - Proszę, Skarbie - podaje mi szklankę i wypijam prawie całość na raz. Jak dobrze! - Nie zagoiła się jeszcze - spogląda na moją wargę. Zaciskam usta i kręcę przecząco głową. Wzdycha ciężko i przejeżdża po niej kciukiem - A twoje siniaki? - zanim mam okazję odpowiedzieć, podwija moją koszulkę i ogląda brzuch. Zamieram, bo zaskakuje mnie jego nagły ruch. Czemu teraz 
go to obchodzi? Dlaczego nie martwił się wtedy, kiedy okładał mnie z całej siły, bez opamiętania? - Och, maleńka... nie chciałem Cię skrzywdzić, naprawdę - bierze szklankę z moich dłoni i odstawia ją na stolik. Przytula mnie do siebie i całuje w głowę. Mój oddech szaleje, boję się go, ale staram się zachować spokój - Obiecuję, że teraz będzie inaczej. Kocham Cię i będziesz tutaj szczęśliwa. Nie podniosę na Ciebie ręki nigdy więcej, wierzysz mi? - odchyla głowę i spogląda na mnie. Nie! Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo! Jesteś chory, powinni Cię leczyć... oczywiście nie wypowiadam tego na głos. Skończyłoby się to dla mnie fatalnie.
- Tak... - odpowiadam szeptem i te słowa ledwo przechodzą przez moje gardło.
- Cieszę się - uśmiecha się i całuje mnie delikatnie w usta. Chce mi się krzyczeć, bo tak bardzo tego nie chcę. Na moje szczęście szybko się ode mnie odrywa - Wiesz, tak sobie pomyślałem... chciałbym, żebyś została moją żoną - kiedy to mówi, zamieram. Szczęka opada mi prawie na samą podłogę i nie wiem, czy powinnam się śmiać, czy płakać. Czy on mówi serio?! Gapię się na niego i nie dowierzam, że coś takiego wpadło mu do głowy! - Co Ty na to?
- Liam... mamy dziewiętnaście lat. Ślub to poważna sprawa, jesteśmy za młodzi. Mamy studia!
- I co z tego? - wzrusza obojętnie ramionami - Ja czuję, że jestem na to gotowy. Chcę Cię mieć tylko dla siebie. Mieć tą pewność, że zostaniesz ze mną już na zawsze! - wolałabym umrzeć, niż zostać tutaj z nim!
- Przepraszam, ale nie mogę się na to zgodzić - mówię cicho, spuszczam głowę i bawię się palcami.
- Może ja wcale nie pytałem Cię o zdanie? - co?! - Po prostu... chcę tego i zrobimy to, Cami.
- Wiesz, że nie można nikogo zmusić do ślubu, prawda? - przewraca oczami, jakbym go rozbawiła moimi słowami - To coś na całe życie, przysięga przed Bogiem! Nie możesz mnie do tego zmusić, Liam.
- Jesteś tego pewna, Skarbie? - uśmiecha się złowieszczo, przewraca mnie na plecy i układa swoje ciało na moim, och! - Po prostu się zgodzisz, bez marudzenia, sprzeciwów, złości. Będzie nam razem dobrze, zrobię wszystko aby tak właśnie było. Zaplanuję cudowny ślub! Będziesz w prześlicznej, białej sukience.
- I co? Radośnie zaprosisz na nasz ślub rodziców i przyjaciół? Jak Ty to sobie wyobrażasz?
- Oczywiście, że zaproszę! Nie wyobrażam sobie, aby nie było na naszym ślubie rodziców i znajomych - och, boże! Chce mi się śmiać, jest taki głupi, naiwny i... chory! Justin miał rację... to trzeba leczyć w zamknięciu!
- Nie wezmę z Tobą ślubu, wybij to sobie z głowy. Nie możesz mnie do tego zmusić, a ja z własnej woli tego nie zrobię.
- Nie zmuszaj mnie do tego, abym się zdenerwował. Wiesz co się wtedy dzieje, prawda? - przekrzywia głowę i wpatruje się we mnie dziwnie - Robi się nieprzyjemnie, tak? A Twoje siniaki oraz warga jeszcze się nie zagoiły.
- Przed chwilą obiecałeś mi, że nie podniesiesz na mnie ręki. Skoro mnie kochasz, dlaczego mnie straszysz?
- Nie chcę tego, ale muszę kiedy robisz się kapryśna i nieposłuszna - kręci głową, jakbym była małym dzieckiem które nie wykonuje jego poleceń - Nie martw się... chcę się nacieszyć tym, że do mnie wróciłaś - jego nastrój momentalnie się zmienia i wraca "czuły" Liam. Tak ciężko za nim nadążyć! - Mimo tego siniaka, wyglądasz prześlicznie - pociera swoim nosem o mój i zaczynam szybciej oddychać. Jest blisko mnie, ZA blisko!
- Powiedz mi, czy zrobiłeś coś Catherine? Była bardzo smutna, załamana. Martwię się o nią - muszę z nim rozmawiać jak najwięcej. Po prostu nie dopuścić do tego, aby mnie pocałował lub się zezłościł.
- Nic wielkiego, nie obawiaj się. Po prostu... przyszedłem do niej i grzecznie poprosiłem, aby sprowadziła Cię do siebie. Nie chciała tego, wyśmiała mnie i powiedziała, że jestem chory! - zaciska szczękę i wiem, że jest zły - Ale pogadaliśmy trochę inaczej - mruga rozbawiony i uśmiecha się szeroko - Kiedy tylko zobaczyła lufę mojego pistoletu, od razu zmieniła nastawienie do całej sprawy - boże! Czułam, że zrobił coś strasznego, ale nie sądziłam, że mógłby przystawić jej pistolet do głowy... zupełnie tak jak mnie! - Kazałem jej zadzwonić i zrobiła to posłusznie. Rozpłakała się biedna... chyba naprawdę była przerażona - chichocze beztrosko i mam ogromną chęć, aby mu porządnie przywalić!
- Jest naszą przyjaciółką, Liam. Nie powinieneś tego robić, wiesz? Cath jest dobra, nie mieszaj jej w to.
- Nie miałem innego wyjścia, Cami. Miałaś wokół siebie tyle ochrony, ciężko byłoby się do Ciebie dostać. A mój plan był genialny, czyż nie? Poszło łatwiej, niż się tego spodziewałem - tak... tu akurat ma rację. Nigdy nie spodziewałabym się, że wpadnie mu do głowy coś takiego - Widziałem Cię na plaży... z nim - o cholera! Tylko nie to! - Kiedy patrzyłem, jak trzyma Cię w swoich ramionach, całuje, dotyka... bardzo cierpiałem, wiesz? - widzę smutek na jego twarzy i coś ściska mnie za serce. Robi mi się go żal, ponieważ wiem że jest chory. Na pewno nie chce robić tych wszystkich rzeczy, ale choroba sprawia, że nie panuje nad sobą. Dlaczego nigdy wcześniej tego nie zauważyłam? Przecież spędzałam z nim bardzo dużo czasu! Nigdy nie dał po sobie poznać, że cokolwiek jest nie tak. Był uśmiechnięty, zadowolony, dobry, przyjacielski i troskliwy. Jak to możliwe, że teraz zmienił się tak drastycznie? - Wiesz na co miałem ochotę? - jego głos zmienia się na groźniejszy i zamieram - Po prostu go zastrzelić... - o.mój.boże! To nie dzieje się naprawdę! - Nigdy nie powinien położyć na Tobie nawet małego palca, jesteś moja! Zawsze byłaś, Camille - szepcze bardzo blisko moich ust i tak bardzo chce mi się płakać. To chore co mówi! - Ale nie oddam Cię już nikomu, nigdy! Będziemy szczęśliwi.
Niespodziewanie słyszymy pukanie do drzwi... Liam marszczy czoło i jest bardzo zaskoczony. Ja również, bo przecież nikt nie wie gdzie jesteśmy. Podnosi się z mojego ciała, wyjmuje pistolet zza paska spodni i podchodzi do drzwi. Kurwa, jest uzbrojony! Broń plus psychiczny Liam?! To pewne, że stanie się coś strasznego!
- Kto tam?! - podnosi głos, ale nie otwiera drzwi. Jest czujny i mocno ściska pistolet w ręce.
- Policja, proszę otworzyć! - policja?! Co oni tutaj robią na boga?! Jakim cudem?
- Czego chcecie?! - już widzę, jak chłopak zaczyna się złościć. To nie wróży nic dobrego.
- Porozmawiać, proszę nas wpuścić. To nie zajmie dużo czasu, proszę się nie obawiać.
- Chodź tutaj - zwraca się do mnie i niepewnie podnoszę się z kanapy - Pośpiesz się, Camille - warczy i przyśpieszam. Od razu chwyta mnie za ramię i dociska plecy do swojego tostu. Jednak uchyla drzwi i przed nami pojawia się dwóch policjantów. Wpatrują się we mnie i spoglądają na siebie - O co chodzi?
- Pan Liam Cooper? - pyta jeden, a chłopak tylko przytakuje głową - Pani Camille Roberts?
- Tak - odpowiadam cicho i chrząkam, aby pozbyć się guli w gardle - Co się dzieje?
- Doskonale wie Pani, co się dzieje - policjant posyła mi pewne spojrzenie i rozumiem już, dlaczego tutaj są. Wiedzą! - Przyszliśmy po Panią, Camille... czy pozwoli Pan aby poszła z nami? - policjant spogląda na chłopaka.
- Nie ma mowy! To moja dziewczyna, dlaczego miałaby z wami pójść? - prycha z kpiną i mocniej mnie przytula.
- Ponieważ przytrzymuje ją Pan wbrew jej woli. To nie zgodne z prawem i grozi za to kara pozbawienia wolności.
- Co za brednie! Camille jest tutaj z własnej, nieprzymusowej woli. Prawda, Kochanie? - Liam gapi się na mnie i mruży oczy. Przytakuję głową, ale policjant doskonale wie, że kłamię - No widzi Pan? Jest tutaj szczęśliwa.
- Nalegam, aby Pani Camille poszła z nami. Jej rodzice bardzo się o nią niepokoją. Zadzwonili do nas.
- Rozumiem. Więc proszę im przekazać, że Cami jest cała i zdrowa. Nic jej nie dolega, jest bezpieczna.
- Och, naprawdę? - odzywa się nagle drugi policjant, ale jego ton głosu jest bardzo zniecierpliwiony - Wypuść ją w tej chwili, rozumiesz? Jeśli tego nie zrobisz, będziemy zmuszeni aby użyć siły. Twój wybór.
- Nie wypuszczę jej, możecie o tym zapomnieć. Jest moja! Tylko moja! Walczyłem o nią!
- Spokojnie... nie denerwuj się - drugi policjant mówi do niego łagodnie i posyła koledze mordercze spojrzenie. Z Liamem trzeba łagodnie, bez nerwów - Pozwól Cami wrócić do domu, ok? Tylko aby mogła zobaczyć rodziców.

- Równie dobrze mogą przyjechać tutaj, zapraszamy. Nasz dom jest dla nich otwarty przez całą dobę.
- Mam Cię dość dzieciaku! - drugi gliniarz niecierpliwi się i wyciąga pistolet, chryste! Mój oddech szaleje, Liam jeszcze mocniej mnie ściska i wiem, że to nie skończy się dobrze - Wypuść ją w tej chwili, masz na to trzy sekundy!
- Myślisz, że jesteś taki odważny?! - Liam wrzeszczy niemiłosiernie, a ja jestem przerażona do szpiku kości! Dlaczego go zdenerwował?! - Zobaczymy kto 
jest tutaj sprytniejszy. Cofnąć się! - teraz to chłopak wyjmuje pistolet i znowu przystawia go do mojej głowy. Cała krew odpływa mi z twarzy i naprawdę boję się, że możne mnie zastrzelić - Rzuć pistolet i kopnij go w moją stronę - policjanci są zszokowani i chyba tego się nie spodziewali. Jeden z nich posłusznie wykonuje polecenie Liama i schyla się szybko aby zabrać jego broń - A teraz wypierdalać z mojego domu!! Nie chcę was tutaj widzieć, albo stanie się coś złego! Uwierzcie mi, nie zawaham się tego zrobić!!

Zabije mnie... czuję to...








19 komentarzy:

  1. O Jezu tego się nie spodziewałam, ale.i tak świetny. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. co za popierdolny ten Liam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. znowu kurwa :o oby ja wzieli do domu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurwa Kurwa Kurwa robi się nie ciekawie ;/ super do następnego.

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG ! Boskie! Co dalej ? Niech Liam da jej spokój !

    OdpowiedzUsuń
  6. O MÓJ BOŻE !!!!!!
    LIAM JEST SZURNIĘTY !
    JAK ON TO MOŻE JEJ ROBIĆ ?!?!?!?
    @BelieberFeat1D - MadziaMajz

    OdpowiedzUsuń
  7. Myśle że Liam jej nie zastrzeli

    OdpowiedzUsuń
  8. Matko to juz sie robi nudne :D Mam tego skurwiela dosc. Niech on idzie sie kurwa leczyc... Dodaj szybko nastepny 😤 Do nastepnego ;***

    OdpowiedzUsuń
  9. JA PIERDOLE! LIAAAAAAAAAAAM! Mam ochotę cie zajebać, znowu
    Nie znosze tego psychola, nie znoszę kurwaa! Zabić to mało serio. Wiem ze on jest chory, wiem ale jakoś nie widzę dla niego usprawiedliwienia. Niech policjanci coś wymyślą i uratują Ellie bo strasznie się o nią boję a co dopiero Justin... :/

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudo!!! Dodaj jutro nastepny proszę!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurwa ! Dodaj jak najszybciej nowy ! Blagam ! Jutro ! Prosse !

    OdpowiedzUsuń
  12. O nie nie nie on nie może tego zrobić :/ Biedna Cami :C Mam nadzieję, że ją uratują. Kasiu dodaj jutro rozdział prosze tak bardzo mocno prosze. Rozdział cudowny <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Szybko następny proszę! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Japierdziele juz mam dosc tego czuna niech go zastrzela lub zamkna i niech maja spokij raz na zawsze

    OdpowiedzUsuń
  15. No i znowu nie wiem kiedy rozdzial no coz ale ten rozdzial jest chyba moim ulubionym ale nie wiem dalczego ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Boze...on jest chory! Mialam nadzieje ze ten ochroniarz ja uratuje...jezeli policja nic nie zdziala to chyba sie udusze....

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine