07.07.2015

Rozdział 27

Justin gwałtownie podrywa się na równe nogi i pomaga mi wstać. W moje ciało uderza potężna dawka strachu, oddech szaleje i czuję serce w gardle! Skoro Liam wie, jak jestem ubrana to znaczy tylko jedno... jest tutaj i obserwuje nas! Boże! W każdej chwili może stać się coś złego, może skrzywdzić Justina!
- Jest tutaj! - Justin warczy wściekły, kiedy podchodzimy do jednego z trzech ochroniarzy - Obserwuje nas.
- Proszę się nie martwić, zajmiemy się tym - postawny, napakowany mężczyzna przytakuje głową i prowadzi nas do samochodu. Jest poważny, rozgląda się i mówi coś do krótkofalówki.
- Nie bój się, Skarbie - tuli mnie mocno do siebie, kiedy siadamy na tylnych siedzeniach samochodu. Jednak jak mam się nie bać? Liam zwariował i jest tak blisko mnie! Ta myśl rozwala moje serce od nowa! - Mamy ochronę, nic złego się nie wydarzy. Rozumiesz mnie? - bierze moją głowę w swoje dłonie i bacznie wpatrujemy się w siebie. Przytakuję tylko, bo żadne słowa nie przejdą mi teraz przez gardło. Jestem sparaliżowana strachem - Zaraz będziemy w domu - dodaje i obejmuje mnie ramieniem. Wtulam głowę w jego szyję i próbuję uspokoić mój szalejący oddech. Dlaczego Liam nie może odpuścić? Czy wyrządził mi za mało krzywd, skoro wciąż mnie dręczy? Kiedy go złapią? Mam dość... potrzebuję spokoju, zapomnieć o tym co mnie spotkało, ale to znowu do mnie wraca! - Jesteśmy - głos Justina wyrywa mnie z moich myśli. Otwiera drzwi, chwyta mnie za dłoń i ochrona prowadzi nas do apartamentu. Rozglądam się nerwowo i mocno ściskam dłoń Justina. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, pod budynkiem jest kilku paparazzich - Jeszcze tylko ich tutaj brakowało - burczy wściekły i kręci głową niezadowolony. Zdejmuje swoją czapkę i zakłada na moją głowę. Schylam ją, aby nie mogli sfotografować mojej posiniaczonej twarzy. Mieliby niezłego newsa na pierwszą stronę, chociaż jest mi to teraz obojętne. Szybko wchodzimy do klatki, wjeżdżamy na moje piętro i wchodzimy do mieszkania. Dopiero tutaj oddycham z ulgą i nieco się odprężam - Wszystko w porządku? - pyta, kiedy przystaję przy drzwiach.
- Tak... - odpowiadam cicho i zamykam cztery zamki, w tym tym jeden z alarmem.
- Camille - czuję jego dłonie na moich biodrach, aż się wzdrygam - Kotku... - mówi cicho i trochę się uspokajam - Jestem przy Tobie, nic złego się nie stanie. Jesteś bezpieczna, przed drzwiami czeka trzech ochroniarzy.
- Wiem... - zaciskam usta i nie pozwalam wypłynąć łzom, które czuję pod powiekami. Muszę być silna.
- Chodź, powinnaś się położyć - zmusza mnie do ruchu i idziemy do pokoju gościnnego, który służy tymczasowo za "mój" pokój. Układam się na łóżku, Justin obok mnie i tuli mocno do siebie. Nagle zaczyna cichutko śpiewać jedną ze swoich piosenek, wsłuchuję się w jego cudowny głos i zamykam oczy.



Hopefully you'll give me a chance
All I want is love and romance
I wanna give it all, give it all to you

I wanna dream what you dream
Go where you're going
I only have one life
And I only wanna live it with you
I wanna sleep where you sleep
Connect with your soul
The only thing I want in life
I only wanna live it with you
Oh yeah, oh yeah
I only wanna live it with you
Only wanna live it with you


Podnoszę głowę i czuję łzy na policzkach. Patrzę na niego i widzę wszystko w jego oczach... miłość, wsparcie, bezpieczeństwo, siłę. Posyła mi delikatny uśmiech, ociera moje łzy i całuje w czoło. Tuli do siebie, nuci nadal i mocno wtulam się w jego ciało. Potrzebuję go w swoim życiu bardziej, niż cokolwiek innego...

Przesypiam spokojnie całą noc, czuję obok siebie Justina i to pozwala mi się odprężyć. Kiedy budzę się rano, przecieram oczy i rozglądam się po pokoju. Tak bardzo żałuję, że nie jest to "mój" pokój. Liam wszystko zniszczył i nie wierzę, że tak idealnie odzwierciedlił pokój w tamtym domu.
- Camille... - słyszę głos mamy i przekręcam głowę w stronę drzwi. Podchodzi do mnie, głaszcze po policzku i uśmiecha się smutno - Jak się czujesz? - pyta troskliwie i widzę zmartwienie na jej ślicznej twarzy.
- Dobrze, mamciu. Tylko jestem trochę głodna, nie zjadłam wczoraj kolacji.
- Och... - chyba nie tego się spodziewała - No to raz, dwa! Zejdź na dół i wspólnie zjemy śniadanie.
- Podoba mi się ten pomysł - uśmiecham się lekko i przeciągam. Jednak krzywię się, bo moje ciało nie doszło jeszcze do siebie. Siniak na brzuchu zmienił kolor, ale kopniak był naprawdę mocny i brzuch nieprzyjemnie się zaciska. Wychodzę z ciepłego łóżka, biorę szybki prysznic i ogarniam twarz. Robię delikatny makijaż i zakrywam paskudnego siniaka. Warga wygląda trochę lepiej, ale wciąż pulsuje kiedy się zapomnę i ją zagryzę. Wzdycham, związuję włosy w koka i zakładam na siebie bieliznę, czarne jeansy i białą bluzeczkę z długim rękawem. Schodzę na dół i w oczy rzuca się tata, który rozmawia z Justinem. Jestem nieco zaskoczona, bo dzisiaj jest zwykły dzień tygodnia i powinien być w pracy. Od razu podnoszą na mnie głowy i spoglądają niepewnie. Uśmiecham się lekko, ale nie chcę aby zadręczali się moim stanem. Przecież muszę normalnie funkcjonować.
- Cześć, córeczko - tata obejmuje mnie ostrożnie, kiedy siadam obok niego - Jak się masz?
- W porządku - wzruszam ramionami i patrzę na mojego chłopaka. Marszczy czoło jakby doskonale wyczuwał, że staram się grać twardą - Nie jesteś w pracy, tato? - odkłada gazetę i przewraca oczami.
- Och, Cami... praca w takim momencie? Nie ma opcji! Jesteś dla mnie najważniejsza, praca poczeka.
- Śniadanie gotowe! - słyszmy głos mamy z kuchni i od razu się lekko uśmiecham. Umieram z głodu!
- Idziemy? - patrzę na chłopców i podnosimy się z kanapy. Podchodzę do Justina i wtulam się w jego ciało. Od razu mocno mnie do siebie przytula i całuje w głowę - Jak Ci się spało?
- Jak zawsze wspaniale, bo byłaś obok mnie - uśmiecha się i pociera swoim nosem o mój.
- Dzieciaki, chodźcie jeść! - mama nas upomina i chichoczę pod nosem.
Justin chwyta mnie za rękę i idziemy od kuchni. Jemy wspólnie śniadanie i czuję ten spokój, którego tak bardzo potrzebuję. Moi bliscy otoczyli mnie opieką, wsparciem i miłością. 

Popołudniu przychodzi do nas policja. Chcę odpocząć, oderwać myśli od Liama, ale jak mam to zrobić, skoro wciąż ktoś mnie nachodzi? Jestem zła, Justin widzi to i posyła mi współczujące spojrzenie.
- Macie jakiś ślad? Cokolwiek? - dopytuje tata - Jest tutaj, widział Camille i Justina! Zróbcie coś!
- Spokojnie, John... - mama kładzie dłoń na ramieniu ojca i wzdycha ciężko.
- Jak mam być spokojny, skoro ten człowiek jest w pobliżu? Nie wiemy co może jeszcze zrobić!
- Robimy co w naszej mocy - odzywa się młody policjant - Szuka go specjalny oddział, prywatny detektyw również. Jednak jak na razie nie mamy żadnych śladów. Chłopak doskonale się ukrywa, wie co robi.
- To akurat nie jest dobra wiadomość, nie uważa pan? - ojciec się złości, ale rozumiem go. 

- Przed drzwiami jest ochrona, nawet gdyby chciał tutaj wejść, to nie da rady - słyszę cichy głos Justina, który siedzi obok mnie - Camille jest bezpieczna w domu, nic jej tutaj nie grozi.
- Chłopak na pewno popełni jakiś błąd, odkryje się bardziej i wtedy zaatakujemy. Złapiemy go, mogę to Panu obiecać - policjant mówi surowo i jest bardzo poważny - To nasza priorytetowa sprawa.
- Mam taką nadzieję, ten człowiek jest chory i nie może być na wolności! Trzeba go zamknąć.
Mam dość słuchania o Liamie... jestem zmęczona, a ta rozmowa dobija mnie jeszcze bardziej. Podnoszę się z kanapy i po prostu opuszczam salon. Idę do pokoju i układam swoje zmęczone ciało na łóżku. Oddycham głęboko i wyrzucam z głowy twarz mojego byłego przyjaciela. Kiedy tak właściwie to się skończy? Kiedy będę mogła normalnie żyć? Kiedy ten strach, który siedzi we mnie odejdzie i wrócę do mojego codziennego życia?
- Kochanie... - słyszę cichy głos Justina, który kładzie się obok mnie - Wszystko ok?
- Tak, po prostu mam dość tego tematu. Chcę o tym zapomnieć, ale wszystko kręci się wokół Liama.
- Nie obawiaj się, niebawem cała sprawa się skończy. Ten czubek trafi do więzienia albo do psychiatryka, a my stąd wyjedziemy. Odpoczniesz, zapomnisz o tym wszystkim i będziesz szczęśliwa - uśmiecha się uroczo i przejeżdża opuszkiem palca po moim nosie. Marszczę go, a Justin chichocze cichutko, och. Od razu się uśmiecham, bo tak bardzo uwielbiam kiedy się śmieje - Wiesz... może chciałabyś porozmawiać z moją mamą na skype? Przed chwilą napisała mi sms'a, czy miałabyś na to ochotę - o rany! Nie spodziewałaś się czegoś takiego!
- J-jasne... czemu nie? - cieszę się, bardzo chcę poznać mamę Justina. Na pewno jest cudowna!
- No to załatwione! - chłopak podrywa się i biegnie do mojego pokoju. Przynosi laptopa, włącza i nie mija minuta a już dzwoni na skype do swojej mamy. Kiedy odbiera i na monitorze pokazuje się jej twarz, aż wzdycham. Jest prześliczna! - Cześć, mamo! - Justin krzyczy wesoło, aż w moim brzuchu coś się zaciska. Na pewno bardzo za nią tęskni - Chciałbym Ci kogoś przedstawić - uśmiecha się i wystawia swoją dłoń. Chwytam ją i siadam mu na kolanach - To Camille, moja dziewczyna którą cholernie mocno kocham! - o, mamuniu!
- Och, synku... jakbym tego nie wiedziała, wiesz? - prycha rozbawiona i przewraca oczami - Cześć, Kochanie - wita się ze mną i patrzę w jej śliczne oczy. Wygląda bardzo młodo, wręcz jak nastolatka.
- Dzień dobry, Pani... - mówię cichutko i nieco się zawstydzam.
- Och, nie bądź taka oficjalna. Po prostu mówi mi Pattie - o rany! Tak od razu?
- W porządku. Jak się miewasz, Pattie? - pytam i staram się być po prostu sobą.
- Dobrze, dziękuję. Lepiej powiedz mi, jak Ty się czujesz? Jak zapewne wiesz, Justin opowiedział mi o wszystkim, ba! W prasie nie mówi się teraz o niczym innym - co?! Jestem zaskoczona, chociaż chyba nie powinnam?
- Już lepiej... jestem trochę obolała, ale jakoś daję sobie radę. Justin cudownie się mną opiekuje.
- Ma szczęście! Inaczej skopałabym mu tyłek - od razu śmieję się głośno na jej słowa, jest taka zabawna!
Rozmawiamy bardzo długo, dobre trzy godziny. Jednak mama Justina jest cudowną osobą, wyluzowaną, uśmiechniętą i taką... normalną. Już wiem skąd w Justinie takie wspaniałe cechy. Odziedziczył to wszystko po swojej mamie, ona również jest troskliwa, dobra i czuła. Mimo tego, jak wielki Justin osiągnął sukces, oni nadal pozostali "sobą". Ogromne pieniądze, sława, rozgłos nie uderzyły do głowy mojemu chłopakowi, a jego mama twardo stąpa po ziemi.

Kiedy wieczorem siedzimy na tarasie, wtuleni w siebie, okryci puchatym kocem, pijemy gorącą czekoladę i wpatrujemy się w cudowny widok przed sobą, nagle do głowy wpada mi pewna myśl.
- Justin... - zaczynam niepewnie - Co dzieje się w prasie? Co z Twoimi fanami?
- Cóż, w prasie jest prawdziwe zamieszanie. Chociaż nie chciałem tego, jesteś na pierwszych stronach gazet. Jednak kiedy Cię szukaliśmy, było to nasze zbawienie, bo ktoś mógł Cię gdzieś widzieć. Teraz trąbią o tym na okrągło, ale to dobrze. Może dzięki temu, ktoś wyda Liama? - spogląda na mnie niepewnie, ale mówi dalej - Co do moich fanów - chrząka i drapie się w kark - Zaglądałem ostatnio na Twittera i tam to dopiero się dzieje - kręci głową rozbawiony - To był naprawdę szok, Cami. Takie rzeczy nie dzieją się codziennie - tu akurat ma rację - Każdy zastanawia się nad tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło. 
Ale masz pełne wsparcie, moi fani są najlepsi na świecie i bardzo nas wspierają.
- To miłe z ich strony... - mówię cichutko i mocniej się do niego przytulam.

- Tak, moi fani są naprawdę niesamowici - uśmiecha się i całuje mnie w czoło.
- To prawda, chociaż zapewne większość z nich nie akceptuje naszego związku.
- Kotku... mówiłem Ci. Nic nie liczy się oprócz nas. Kocham to co robię, kocham uszczęśliwiać moich fanów i tworzyć muzykę. Ale w tym momencie jesteś dla mnie najważniejsza, wiesz? - odgarnia moje włosy i głaszcze po plecach.
- Nie chcę oddzielać Cię od fanów. Oni bardzo Cię kochają i nie chcę żeby czuli zagrożenie z mojej strony.
- Camille... kariera, karierą... ale jestem normalnym człowiekiem i też muszę ułożyć sobie życie. Muszą to po prostu zrozumieć. Gdybym mógł się sklonować, zrobiłbym to i każda moja fanka miałaby mnie dla siebie - uśmiecham się szeroko, przewracam rozbawiona oczami, a Justin chichocze radośnie.

Rano budzi mnie mama, która wchodzi do mojego pokoju i podaje mi słuchawkę od telefonu domowego. Marszczę czoło, ale mama bezgłośnie wymawia imię mojej przyjaciółki, och.
- Cath! Co tam, mała? Przepraszam, że się nie odezwałam. Marna ze mnie przyjaciółka.
- N-nie przejmuj się tym - jąka się i szlocha. Mój żołądek od razu podskakuje.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - pytam i siadam. Dopiero teraz widzę, że nie ma obok mnie Justina.
- Tak bardzo mi źle, Cami - jej głos załamuje się i bardzo chciałabym ją przytulić - Czuję się potwornie!
- Dlaczego, Catherine? Co się takiego stało? Powiedz mi - podnoszę się z łóżka i jedną ręką zakładam stanik, krótkie spodenki i bluzkę. Jednak moja przyjaciółka milczy i zastanawiam się, co się dzieje - Przyjadę zaraz, dobrze?
- Nie powinnaś. Sporo przeszłaś, odpocznij. Dam radę, chciałam usłyszeć tylko Twój głos.
- Zaraz będę, Cath - rozłączam się i odkładam telefon na szafkę. Zakładam baleriny i schodzę do salonu, w którym widzę rodziców - Gdzie jest Justin? - spoglądam na nich i wiążę włosy w kucyka.
- Och... pojechał do hotelu zabrać swoje rzeczy, zostanie u nas - o rany!
- Naprawdę?! - uśmiecham się szeroko i nie wierzę, że rodzice nie mają nic przeciwko.
- Tak będzie dla Ciebie najlepiej - mama podchodzi i przytula mnie do siebie - To Twój chłopak, powinien być przy Tobie. Widzimy jak dobrze wpływa na Ciebie jego obecność, czujesz się przy nim bezpieczna.
- To prawda... - uśmiecham się do mamy i jestem taka szczęśliwa, że będzie obok mnie cały czas! - Ach, muszę wyjść na chwilę - tata od razu podnosi głowę i posyła mi zdezorientowane spojrzenie - Cath dzwoniła, potrzebuje mnie.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Nie powinnaś wychodzić, Camille. To zbyt niebezpieczne. Zaproś ją tutaj.
- Płakała, mamo. Może coś się stało? Muszę do niej pojechać, jest moją przyjaciółką. Nie martw się, pojedzie ze mną jeden z ochroniarzy. Też dzięki temu będę czuła się lepiej. Może tak być?
- Ale wróć szybko, dobrze? Nie chcę, abyś była zbyt długo poza domem. Nie teraz... - dodaje smutno.
- Nie martw się, mamciu - przytulam ją i głaszczę po plecach - Pogadam z nią, dowiem się o co chodzi i będę z powrotem - mrugam do niej i macham do taty. Wychodzę z mieszkania i pytam ochroniarza, czy pojedzie ze mną. Uśmiecha się i odpowiada, że nawet gdybym mu tego nie zaproponowała i tak pojechałby ze mną. Justin wydał polecenie, aby nie spuszczać mnie z oka. Mój kochany, tak bardzo się o mnie troszczy.


Do domu mojej przyjaciółki docieramy parę minut później. Wyskakuję z samochodu i biegnę w stronę jej domu. Pukam, ale nikt nie otwiera. Niepokój obejmuje moje ciało i zaczynam się o nią martwić. 
- Cath? Gdzie jesteś? - wchodzę, ale w domu panuje idealna cisza. Marszczę czoło i jestem zdezorientowana. Nie ma jej rodziców, ani brata więc kieruję się do jej pokoju. Uchylam delikatnie drzwi i widzę ją, jak siedzi na parapecie z podkulonymi pod brodą kolanami - Hej, mała - podchodzę i spoglądam na nią. Jest smutna, zapłakana i nie poznaję własnej przyjaciółki - Co się stało? Dlaczego płaczesz? - odgarniam włosy, które przykleiły jej się do twarzy.
- Zrobiłam coś złego, Camille... - mówi praktycznie szeptem i patrzy na mnie obojętnie - Nie wybaczysz mi tego nigdy.
- Boże, Cath! O czym Ty mówisz? - jestem zaskoczona i kompletnie nic z tego nie rozumiem - Co zrobiłaś?
- Witaj, Kochanie... - kiedy słyszę jego głos, natychmiast sztywnieję. Uchylam usta w szoku, moje serce praktycznie się zatrzymuje i wstrzymuję oddech. Gapię się na moją przyjaciółkę, która ma łzy w oczach i mocno zaciska usta. Czy to jest właśnie to, o czym przed chwilą mówiła?! To jest ta "zła" rzecz?! Boże! - Tęskniłaś?






************************************************************

Helllo! :)
Chyba nie myślałyście, że to już koniec? ;)

Buuuuuuuuuuuuuziam!






Ps. Next w sobotę





17 komentarzy:

  1. O kurna myślałam że złapie ja w drodze powrotnej a nie ze Cath ja zaciągnie do domu i bd tam ten skurwysun o cholera jestem totalnie zaskoczona w sumie jak zawsze kiedy czytam twoje rozdziały czy opowiadania KAŚKA ja przez ciebie umrę za niedługo hahahah genialny rozdział do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. niech spieprza od nie !!!!! oby skonczylo sie dobrze :) szkoda ze w sb dopiero xxox

    OdpowiedzUsuń
  3. What the fuck !???!! Co z niej za przyjaciółka ?!?

    OdpowiedzUsuń
  4. O mamusiu, o kurwa :O Przy końcówce normalnie jebłam :O Ty Kaśka, jak ty możesz tak długo trzymać nas w niepewności!? *zła mina*
    *grozi palcem* Jak Cami się coś stanie to przyjdę tam i osobiście walne Liam'a i Cath patelnią w łby.
    Świetny rozdział <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Idę się zabić, nie wytrzymam do soboty!!! Nikt nie wytrzyma !

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego nam to robisz? Dlaczego nie dodasz wczesniej ? A tej niby ,,przyjaciółce'' Cath i Liamowi tak przywale, że się nie pozbierają. Mam tylko nadzieję,że Cami nic się nie stanie. Rozdział wspaniały<3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  7. JA PIERDOLE CO ZA PRZYJACIÓŁKA...............

    OdpowiedzUsuń
  8. O nie....ja pitole co to niby za przyjaciolka? Nakopalabym jej do dupy za to...ja pitole...co ona zrobila...biedna Cam...ciekawe co Liam jej zrobi...oby ten ochroniarz ja uratowal...ptosze kolejny, bo nir wytrzymam! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. JaPierdolęKurwaMaćCholera tylko nie to tylko nie Liam
    Ugh.... Nie moge wszystką zaczęło sie powoli układać a tu znowu on
    Wgl co z niej za przyjaciółka ����

    Rozdział genialny Jak zawsze czekam na next ❤️

    OdpowiedzUsuń
  10. Ozeszcholera :o Przy koncowce czuje sie jakbym dostala patelnia w twarz :ooo Mam ochote mocno pierdzielnac tego Liama aka gowno w ten pusty rudy i cholera wie jaki jeszcze leb.... Co za dupek. Tak mi jej szkoda. Mam nadzieje ,ze ten ochroniarz uslyszy jak wola o pomoc ,albo cos podobnego. Jak on ja gdzies znow zabierze to mnie chyna kurwica zlapie. A z tej przyjaciolki to zadna przyjaciolaka.... Mam ochote ja teraz zdzielic jakims gownem zeby sie osrala. Jak ona mogla zrobic cos takiego swojej przyjaciolce ? No jak? Ta przyjezdza do niej kiedy ona placze jakby miala zaraz umierac ,a naj psiapsiolka ja od tak wyprowadza w las sprowadzajac tego skurwiela do siebie do domu w ktorym ona ma byc. No ja cie kurwa pierdole. Niech on jej cos kuzwa zrobi to go chyba wlasnorecznie wykastroje. Obsedyjny dupek. Justin oczywiscie slodki jak zwykle w kazdym rozdziale. Cami mi jest cholernie szkoda. Strasznie slodkie bylo to kiedy oni tak wspolnie rozmawiali z mama Jussa ❤ Tak bardzo opiekunczy rodzice Cami. A ta przyjacioleczke najchetniej zrobila to samo co Liam Cami. Zeby poczula sie tak samo jak ona. A tego popieprzonego skurwiela najchetniej powiesila bym za jaja. Jak czytalam ta koncowke to mialam podejrzenia co do tego ze moze on tam byc za sprawa ten malej suki,albo jej cos zrobil lub zmusil do tego. No nic dowiem sie dopiero w nastepnym rozdziale ktory bedzie za 2 dni ❤💕💓💗✌👍👌 Czekam na nastepny z niecierpliwoscia i mam nadzieje ,ze w nastepnym rozdziele wsadzisz go do pudla,ale cos mysle ,ze ta checa tam szybko sie nie skonczy ;) Kocham i zycze weny do nastepnych jakze wspanialych rozdzialow ❤💋 Buziii ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najdluzszy komantarz z moich wszystkich napisanych komentarzy :D I z gory przepraszam za bledy xd

      Usuń
  11. Jestem mega do tylu ale postaram sie nadrobic! Kurde nie! Co to ma byc? Gdzie ochroniarz kurwa!

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine