04.07.2015

Rozdział 26

Stoimy naprzeciwko siebie, ale żadne z nas nic nie mówi. Justin jest w szoku i gapi się na mnie, jakbym miała dwie głowy. Wiem, że tego na pewno się nie spodziewał. Jednak co innego mogę zrobić w tej sytuacji? Liam jest przecież na wolności, co jeśli skrzywdzi Justina? Ma na jego punkcie obsesję, wcale nie potrzeba mu dużo, aby zrobić coś strasznego. Samo wypowiedzenie imienia mojego chłopaka, doprowadza go do szału w przeciągu sekundy. To nie skończy się dobrze. Zaciskam usta, zrzucam z siebie ciuchy i po prostu wchodzę pod prysznic. Zostawiam Justina zszokowanego, ale im dłużej na niego patrzę, tym gorzej się czuję. Oczywiście, że nie chcę go stracić! Nie pragnę niczego innego, jak tego aby był przy mnie. Wspierał mnie w tym trudnym okresie, przytulał i po prostu "był". Ale to byłoby samolubne z mojej strony, jego bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze i tylko o tym muszę myśleć.
- Camille... - słyszę za sobą jego cichy głos i czuję, jak obejmuje mnie w talii. Jego dotyk jest taki delikatny, czuły... zupełnie inny od dotyku Liama - O co tu chodzi? Powiesz mi? - spuszczam głowę i przytulam plecy do jego piersi. Od razu obejmuje mnie mocniej i układa dłonie na moim brzuchu. Oddycham ciężko i sama nie wiem od czego powinnam zacząć - Powiedz mi, Kochanie. Jestem zdezorientowany, zagubiony. Wracasz do domu, nagle nienawidzisz swojego pokoju, chcesz abym wyjechał. Czy Liam zrobił Ci większą krzywdę? - odwraca mnie w swoją stronę i wpatrujemy się w siebie. Widzę strach w jego oczach i to łamie moje serce - Zgwałcił Cię? - mówi to praktycznie szeptem.
- Nie - przełykam ślinę i biorę się w garść - Ale bardzo chciał to zrobić. Codziennie powtarzał jak bardzo mnie pragnie - na samo wspomnienie chce mi się wymiotować - Gdybym nie uciekła, może zrobiłby to nawet dzisiaj? Nie chciał czekać... chciał moje ciało i nie zapytałby mnie o zgodę - oddycham głęboko i próbuję się nie rozpłakać.
- Boże, Skarbie... - Justin tuli mnie do siebie, głaszcze po plecach i mocno wczepiam się w jego ciało. Jak mam bez niego żyć?! Przecież jest moim szczęściem, radością, sensem... - Ciii... proszę, nie płacz. Jestem przy Tobie, zaopiekuję się Tobą. Nie skrzywdzi Cię nigdy więcej - odchyla się ode mnie, całuje czule w czoło i bierze buteleczkę żelu z półki. Wyciska trochę, szybko myje moje ciało i spłukuje pianę wodę. Sam myje się jeszcze szybciej i wychodzimy z kabiny. Owija mnie puchatym ręcznikiem, owija drugim moje włosy, zakłada na siebie bokserki i bierze mnie na ręce. Przechodzimy do pokoju gościnnego i układamy się na łóżku. Okrywamy nasze ciała ciepłą kołdrą i Justin wtula mnie w swoje ciało - Odpocznij, maleńka. Jesteś zmęczona, ale będę przy Tobie.
- Justin... musisz stąd wyjechać, jak najszybciej - ledwo te słowa przechodzą przez moje gardło. Boli mnie ciało, dusza i serce. Jednak muszę go chronić, musi być bezpieczny.
- Dlaczego to mówisz, Camille? Dlaczego miałbym wyjechać? - odchyla mnie od siebie i bacznie wpatruje się w moje oczy. Marszczy czoło i wiem, że nic z tego nie rozumie. Jak mam mu kazać wyjechać, skoro sama tego nie chcę?
- Liam ma na Twoim punkcie obsesję, nie wiem do czego mógłby się posunąć, rozumiesz? Może zrobić Ci coś złego, nie mogę do tego dopuścić. Nigdy nie wybaczyłabym sobie tego, gdyby stało Ci się cokolwiek z mojego powodu - na samą myśl, coś boleśnie przekręca mi się w brzuchu - Proszę... wróć do LA, najlepiej jeszcze dzisiaj.
- Naprawdę tego chcesz, Kochanie? - pyta cicho i wyczuwam ból w jego głosie.
- Nie chodzi o to, czy tego chcę. Po prostu Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze, a to jest najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji. Nie wiemy przecież, co może mu strzelić do głowy.
- Doceniam, że troszczysz się o moje bezpieczeństwo, ale nie ma opcji, że się stąd ruszę - mówi surowo i jestem zaskoczona jego słowami - Nie patrz tak na mnie... naprawdę myślałaś, że tak po prostu wyjadę, zostawię Cię i zapomnę? Przecież Cię kocham, dziewczyno! Nie chcę być z dala od Ciebie! Umierałem codziennie ze zmartwienia, szukałem Cię z policją, z detektywem... nie mogłem usiedzieć na miejscu, spać, jeść... a Ty mówisz mi coś takiego?
- Boję się, Justin... - mówię cicho i czuję łzy na policzkach.
- Nie bój się, jestem przy Tobie. Wynająłem ochronę, nie spuszczą z nas oka. Liam nie dostanie się do nas.
- On jest sprytny, Justin. Tak łatwo zabrał mnie z klubu.
- Wiem. To była sekunda, a już Cię nie było. To co wtedy przeżyłem - wzdycha ciężko i na moment zamyka oczy. Po chwili uchyla powieki, opiera swoje czoło o moje i szepcze cicho - Myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi - wtula mnie w siebie mocniej i głaszcze po plecach - Nie wyjadę stąd, nie zostawię Cię i nie wracajmy do tego tematu. Nie boję się tego zjeba, chętnie stanąłbym w nim twarzą w twarz. Jestem ciekawy, czy wtedy byłby taki odważny - prycha z kpiną.
- Nie mów tak! Nie zbliżaj się do niego, jasne? Mówię poważnie, Justin.
- Wiem, Kotku... - posyła mi lekki uśmiech, a moje wnętrzności wywijają salto - Spokojnie.
- Tak bardzo tęskniłam za Twoim uśmiechem, wiesz? - pocieram kciukiem jego policzek i zahaczam o usta - Codziennie przywoływałam w myślach Twój głos, nasze wspólne chwile, splecione dłonie i to, jak mocno tuliłeś mnie do siebie. Wyobrażałam sobie, że to nie Liam mnie dotyka, tylko Ty - uśmiecham się przez łzy.
- Boże, Camille... tak bardzo Cię kocham! - mówi cichutko i widzę łzy na jego policzkach - Jesteś moim wszystkim!
- Nie płacz, misiu... - ocieram jego łzy, cmokam delikatnie w usta i przenoszę dłoń na jego kark. Przysuwam go bliżej siebie i czuję, jak bardzo jestem teraz szczęśliwa - Ja Ciebie też kocham... najmocniej na świecie...

Popołudniu siedzimy razem z moimi rodzicami. Jemy pyszny obiad, rozmawiamy i atmosfera jest luźna i przyjemna. Staram się o niczym nie myśleć i po prostu rozluźnić. Jednak czuję spojrzenia rodziców na sobie.
- Jak się masz, Kochanie? - pyta tata i podnoszę głowę.
- W porządku... - odpowiadam cicho i posyłam mu lekki uśmiech.
- Kiedy na Ciebie patrzę... - jego głos dziwnie się załamuje i widzę w ból w jego oczach - Jeśli dorwałbym tego chłopaka w tym momencie... udusiłbym go własnymi rękoma. Nawet nie drgnęłaby mi powieka! - och!
- Tato! Daj spokój, dobrze? Nic nie możesz zrobić, to sprawa dla policji.
- Mam nadzieję, że go złapią. Już ja się postaram o to, aby nie wyszedł z więzienia do końca swojego życia!
Nagle naszą rozmowę przerywa dzwonek do drzwi. Marszczę czoło, bo nie mam pojęcia kto to. Tata idzie otworzyć, a Justin splata swoje palce z moimi... cieszę się, że tutaj jest. Nie wyjechał, nie zostawił mnie...
- Dzień dobry - słyszę cichy głos i moje ciało natychmiast się spina. Tego się nie spodziewałam! - Camille - podnoszę głowę i patrzę na kobietę, która stoi przede mną. Puszczam dłoń Justina, podnoszę się ze swojego miejsca i podchodzę do niej - Kochanie... - zaciska usta i widzę łzę, która spływa po jej policzku - Tak bardzo mi przykro - przytula mnie delikatnie do siebie i głaszcze po plecach. Jestem zaskoczona jej zachowaniem - Naprawdę nie wiem, jak mogło do tego dojść! - odrywa się od mojego ciała i teraz się złości - Przepraszam za wszystko, za niego.
- Przecież to nie Pani wina, to sprawka Liama... - odpowiadam cicho.
- Ale to mój syn! Nie wierzę, że mógł to zrobić! Co się z nim stało? Jestem zszokowana jego zachowaniem.
- Zakochał się... - tym razem odpowiada Justin, staje obok mnie i obejmuje ramieniem - Bez wzajemności. To choroba, obsesja i trzeba to leczyć - mówi pewnie - Wie Pani, gdzie jest Liam?
- Nie mam pojęcia! Nie odezwał się do mnie i sama chciałabym to wiedzieć!
- Szuka go policja, oraz prywatny detektyw. To kwestia czasu, a na pewno go znajdą. Wtedy nie będzie miło.
- Domyślam się... - mówi cicho i spuszcza głowę. Wiem, że czuje się winna i jest przygnębiona całą sytuacją. Nikt nie przypuszczał, że Liam może zrobić coś takiego - Jednak to moje dziecko i martwię się o niego.
- Rozumiem Panią, ale zrobię wszystko żeby zgnił za kratkami! - Justin złości 
się i nieco bardziej ściska moje ramię. 
- Boże... to brzmi strasznie! - kobieta przykłada dłoń do ust i wybucha płaczem, och! - Nie chcę takiego losu dla mojego syna! Popełnił błąd, na pewno tego nie chciał! To dobry chłopak - coś przekręca mi się w brzuchu na jej słowa.
- Tak, z pewnością tego nie chciał. Bił Camille... porwał ją! Zrobił to z premedytacją, wszystko dokładnie zaplanował. Był świadomy tego co robi, więc nie ma tutaj żadnych wątpliwości w jego winę.
- Samantha... - słyszę głos taty, który podchodzi do kobiety - Spokojnie, dobrze? Musimy się skupić i znaleźć Liama. Nie wiemy, co siedzi mu w głowie i co chce jeszcze zrobić. Musimy być bardzo ostrożni.
- Na pewno nie skrzywdziłby Camille... przecież ją kocha, tak?
- Obsesyjnie - odpowiada Justin - A to nie jest miłość, to choroba którą się leczy.
- Naprawdę nie wiesz, gdzie może być Liam? To dla nas bardzo ważne, musimy go odnaleźć.
- Nie mam bladego pojęcia! - wzdycha ciężko i garbi ramiona - Dzwonię do niego, ale telefon jest wyłączony. Sam również nie nawiązał ze mną kontaktu.
- W porządku... gdybyś coś wiedziała, koniecznie daj nam znać. Dobrze?
- Oczywiście! Nie obawiaj się, Johnie. Dobrze, pójdę już. Trzymaj się, Kochanie - przytula mnie mocno do siebie i klepie po plecach - Bardzo mi przykro, naprawdę.
Uśmiecham się blado, ale nie wiem co mogłabym jej powiedzieć. To w końcu nie jej wina, tylko Liama... mimo wszystko to jego matka i czuję się nieswojo. Tata odprowadza ją do drzwi, dziękuję rodzicom za obiad i idziemy z Justinem do mojego pokoju. Muszę odpocząć, nie mam teraz sił do tego, aby martwić się Liamem. Mam nadzieję, że policja i prywatny detektyw naprawdę go odnajdą.

Wieczorem Justin zabiera mnie na spacer, na plażę. Nie jest zbyt daleko od mojego domu, ale ochrona podąża za nami jak cień. Nieco mnie to krępuje, ale mój chłopak zapewnia, że tak trzeba. Musimy mieć oczy dookoła głowy, bo Liam jest na wolności. Skoro powiedział mi "do zobaczenia" czuję, że na pewno będzie chciał się ze mną spotkać. Boję się go i na samą myśl, moje wnętrzności nieprzyjemnie się kurczą. Nie chcę mieć z tym chłopakiem nic wspólnego, tak bardzo mnie przecież skrzywdził. Do tej pory nie pojmuję, jak udało mi się uciec. Jednak jestem wdzięczna chłopakowi, który nie pozwolił mu mnie zabrać. Uratował mnie, a przecież jestem dla niego zupełnie obcą osobą.
- Kochanie? - słyszę cichy głos Justina i spoglądam na niego. Posyła mi delikatny uśmiech i jestem tak bardzo szczęśliwa, że jest tutaj ze mną - Usiądziemy sobie? - pyta i przytakuję głową. Siadamy na ciepłym piasku, przytulam plecy do torstu chłopaka i czuję, jak mocno obejmuje mnie w talii - Jak się czujesz?
- W porządku. Jestem nieco obolała i boli mnie warga, ale ogólnie jest dobrze.
- Jesteś taka dzielna, wiesz? - mówi cichutko i czuję jego oddech na moich włosach - Nie wierzę, że to wszystko się wydarzyło. Że Cię zabrał, bił! - czuję, jak jego ciało się spina - Jak mógł się do tego posunąć?
- Justin... jest po wszystkim, tak? Udało mi się uciec, jestem przy Tobie i to jest najważniejsze.
- Wiem, Skarbie... - wzdycha ciężko i kiedy spoglądam na niego, widzę ból w jego oczach - Ale nie udawajmy, że nic się nie stało. Wyrządził Ci ogromną krzywdę i czuję się winny, bo nie ochroniłem Cię.
- O czym Ty mówisz, Justin? - on tak na serio?! - Przecież nikt tego nie przewidział! Nawet przez myśl mi nie przeszło, że Liam może posunąć się tak daleko! Owszem, przesadzał i to grubo, ale porwanie? Kompletnie mu odbiło!
- Dorwiemy go, zapłaci za wszystko. Nie martw się, na pewno mu tego nie podaruję.
- Przeraża mnie myśl, że może wylądować w więzieniu - mówię cichutko - Jest przecież taki młody, cała przyszłość przed nim - sama nie wiem, dlaczego tak myślę. Przecież zrobić coś strasznego!
- Sam to spieprzył, Skarbie. Na własne życzenie! Za błędy trzeba płacić, a on popełnił karygodny!
- Wiem... - mocno zaciskam usta, gdy przypominam sobie jego dłonie na moim ciele, jego mocne ciosy i groźby. Jego oczy pełne gniewu i nienawiści, nachalność - Bardzo się bałam.
- Wiem... - odwraca mnie w stroją stronę i tuli do siebie. Pociera moje plecy i wiem, że jestem z nim bezpieczna - Nie pozwolę, aby stała Ci się większa krzywda. Jestem przy Tobie i nie spuszczę z Ciebie oka - odchyla mnie od siebie, odgarnia moje włosy z twarzy i całuje w nos - Moja śliczna... - uśmiecha się czule i moje kąciki ust również unoszą się ku górze - Bardzo Cię kocham, maleńka - och... tak bardzo lubię, kiedy to mówi - Moja mama wydzwania od samego rana - co takiego?! Aż uchylam usta, jestem zaskoczona - Tak w ogóle, dzwoniła cały czas odkąd zniknęłaś. Tak samo, jak mój tata, przyjaciele... wszyscy baliśmy się o Ciebie, wiesz? - przytakuję głową i chce mi się płakać. Ludzie, którzy mnie nie znają, martwili się o mnie? - Wiesz... chciałbym zabrać Cię do siebie na kilka tygodni. Chciałabyś pojechać?
- Do ciebie? Do LA? - pytam cicho, a Justin energicznie przytakuje głową - Skąd ten pomysł?
- Cóż... wspominałem Ci wcześniej, że bardzo chciałbym abyś poznała moich rodziców. Zresztą... po wydarzeniach tutaj myślę, że przyda Ci się chwila oddechu. Odpoczniesz, nabierzesz sił, zapomnisz o tym całym koszmarze. Spędzimy trochę czasu razem, pokażę Ci kawałek mojego świata. Więc? Jak podoba Ci się ten pomysł?
- Bardzo mi się podoba - mówię cichutko i uśmiecham się niepewnie - To dobre rozwiązanie w tej sytuacji - naprawdę taki wyjazd dobrze mi zrobi. Odpocznę i wyłączę myślenie.
- Naprawdę? - szczerzy się jak wariat i mocniej mnie obejmuje - Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Rodzice też się ucieszą. Mama ciągle o Ciebie pyta - przewraca oczami rozbawiony - Bardzo chciała Cię poznać, tata zresztą też. Widzieli Cię tylko na zdjęciach, ale mama zachwycała się Tobą i powtarza, jaka jesteś śliczna.
- Aww... jest kochana, prawda? - przygryzam wargę, ale nie mogę przestać się śmiać.
- Bardzo! Myślę, że się polubicie. Jest zabawna, ma świetne poczucie humoru i jest taka dobra, troskliwa. Zawsze mnie wspiera i pomaga - widzę dziwny błysk w jego oczach, kiedy wspomina o mamie - Kiedy chcesz jechać?
- O rany, nie mam pojęcia! A Ty? Chyba trzeba to jakoś zorganizować, prawda?
- Nie, Kotku. Mój samolot jest na miejscu, jedno Twoje słowo i jedziemy nawet jutro.
- Wow... - jestem nieco zaskoczona - Wciąż zapominam, że nie jesteś zwykłym chłopakiem - wzdycham ciężko.
- Jestem, Camille! Dla Ciebie jestem, Skarbie - podnosi moją głowę i patrzy mi w oczy - Jesteś dla mnie najważniejsza, wiesz? - głaszcze mnie czule po policzku i przymykam oczy pod wpływem tego gestu - Nie patrz na to, co dzieje się wokół nas. Liczymy się tylko my, nasza miłość. Nie pozwolę, aby ktokolwiek to zepsuł. Znalazłem przy Tobie szczęście, radość i codziennie zakochuję się w Tobie jeszcze bardziej. Zrobię wszystko, abyś była szczęśliwa i nie odczuła tego, kim naprawdę jestem - patrzy na mnie z uczuciem i jest tak niesamowicie uroczy!
- Ale ja to akceptuję, Justin. Rozumiem, że jesteś idolem nastolatek - mrugam do niego rozbawiona i od razu przewraca oczami - Jesteś gwiazdą, Skarbie... nie możemy o tym zapominać. Po prostu... kiedy jesteśmy razem, czuję się cudownie! Nie odczuwam tego, że jesteś znany na cały świat. Jednak wiem, że w LA będzie nieco inaczej. Tutaj w Monaco mamy więcej spokoju, chociaż paparazzi nie dawali mi żyć, kiedy wyjechałeś. Ale to nie jest ważne, mam to w nosie. Dla Ciebie zniosę wszystko - pocieram swoim nosem o jego i czuję, jak delikatnie muska moje usta. Oddaję pocałunek i wsuwam język do środka. Uśmiecha się, ale nie przerywa tego. Całuje mnie lekko, aby nie zrobić mi większej krzywdy i cudowne ciepło rozlewa się po moim ciele. Tak bardzo za tym tęskniłam! Za jego dłońmi które mocno mnie obejmują, przepięknymi oczami w które mogłabym się wpatrywać cały dzień, jego niskim, ochrypłym głosem, jego wsparciem, ciepłem, otuchą... za nim całym!
- Kocham Cię... - mówi cichutko, kiedy odrywa się od moich ust.
- Kocham Cię... - szepczę równie cicho, jak on.
Niestety... naszą chwilę czułości, przerywa dźwięk sms'a. Justin kręci głową, wyjmuje telefon z kieszeni spodni i skanuje wyświetlacz. Jego twarz od razu tężeje, podnosi głowę i rozgląda się na wszystkie strony. Podkładam palec pod jego brodę i unoszę brew... co się dzieje? Wie, o co mi chodzi i czyta na głos wiadomość:

"Cóż... Camille nie ma telefonu, więc proszę, przekaż jej wiadomość. Tęsknię za nią, za jej ciałem w moim łóżku i jej ciepłą skórą. Ślicznie wygląda, prawda? Ta sukienka podkreśla jej cudowną figurę i kiedy na was patrzę, nie mogę pojąć dlaczego to Ty ją obejmujesz, a nie ja. Ucałuj ją ode mnie..."





15 komentarzy:

  1. ale pojeb z tego Liama boże

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera jasna Liam jest niemożliwy ;/ cieszę się że Justin nigdzie nie wyjeżdża :) piękny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  3. Bożeeee Liam to jakis zjeb 0_0
    Czekam na nn! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za nienormalny człowiek...stalker:)
    Mam nadzieję,że Justin kiedyś mu przypieprzy:)))buśka

    OdpowiedzUsuń
  5. Walniety Liam !!!! Ma ktos czolga na niego ?!?!

    OdpowiedzUsuń
  6. a to kutas !!!! niech spieprza :) cudny rozdzial <3 wiedzialam ze powiedziala tak bo sie nie otrzasnela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziała tak. bo po prostu chciała chronić Justina :)

      Usuń
  7. O jezu...ale koncowka masakra...glupi Liam....niech sie wreszcie odczepi i spada...niech go zlapia i niech da spokoj Cami...jeju kocham to...ciekawa jestem co bd w LA <3 czekam na NN :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo .. Zlamany kutas z tego Liama. -,-

    OdpowiedzUsuń
  9. To on ich teraz kurwa obserwuje? JAAAAAAK..... Jezu, on jest chory, pojebany i mam ochotę użyć więcej słów by go opisać ale wyjdę na jakąs niewychowaną lale a tego nie chce! Ale.. ugh! Sama myśl ze Liam jest blisko Cami i ze ją obserwuje, że podnieca się jej widokiem... Boże! Czy jest możliwość skopania mu tego tyłka? Do śmierci...? Niech zgnije w pace, tego mu życze. Pozdrawiam gorąco Liamek! :*
    Jestem ciekawa co zrobi teraz nasz wielki superhero Justin.... I czy polecą do tego LA, przy okazji, mogliby mnie wziąć ze sobą! Chętnie im potowarzysze i np bd bronić Justina? :D

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie. Ten Liam to powinien się udać do jakiegoś ośrodka dla psychicznie chorych. Mam nadzieję, że chociaż w L.A. Camile i Justin zaznają trochę spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakim cudem? Co on jej zamontowal kamery w donu?albo ich obserwuje? Jezu to chore.... Rozdzial swoetny!:***

    OdpowiedzUsuń
  12. Co za psychol czy on nigdy nie da im spokoju ?!? Świetny rozdział czekam na następny 💓💓

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine