27.06.2015

Rozdział 24

- Kochanie! - słyszę głos Liama i moje ciało natychmiast się spina. Podnoszę się z fotela, gdzie czytałam książkę i podążam do kuchni, gdzie siedzi chłopak - Zrobiłem Ci obiad - uśmiecha się szeroko.
- Obiad? Przecież niedawno jadłam śniadaniem - mówię niepewnie.
- To było cztery godziny temu, Cami - kręci głową rozbawiony - Dochodzi czternasta, więc trzeba zjeść obiad - stawia talerze na stole, ale ja wcale nie jestem głodna. Wciąż jestem pełna po śniadaniu.
- Wiesz... chyba nie mam apetytu... - mówię cicho i już widzę, jak jego twarz tężeje.
- Chcesz mi powiedzieć, że robiłem to wszystko na marne? - kiwa głową na stół.
- Nie! Oczywiście, że nie! Przecież mogę zjeść później, prawda? Odgrzeję sobie.
- Nie, teraz jest obiad i zjemy razem - mówi surowo i odsuwa dla mnie krzesło, świetnie! - Nie każ mi długo czekać, Camille - niecierpliwi się i mocno zaciska dłonie na oparciu krzesła.
- Dobrze - spuszczam głowę i siadam. Nie chcę się z nim kłócić, bo od rana jest dziwnie nerwowy.
- Smacznego, Skarbie - uśmiecha się promiennie, a ja jestem skołowana jego zachowaniem.
- Dziękuję, wzajemnie - odpowiadam cicho, biorę widelec i nabieram kęs kurczaka. Smakuje naprawdę dobrze i jestem zaskoczona, że Liam tak świetnie gotuje. Każdy posiłek dla naszej dwójki, przygotowuje sam. 
W kuchni panuje niezręczna cisza, skupiam się na jedzeniu, ale opornie mi to idzie. Przeżuwam powoli i czuję, że Liam na mnie patrzy. Palą mnie policzki i doskonale znam to uczucie. Obserwuje mnie bacznie i krępuję się. 
- Marnie Ci to idzie, wiesz? - kręci głową niezadowolony - Nie smakuje Ci?
- Smakuje, jest naprawdę pyszne - posyłam mu słaby uśmiech.
- Gdyby było pyszne, zjadłabyś raz dwa. A bawisz się z tym jak dziecko! - podnosi ton, czym mnie zaskakuje.
- Przepraszam... - spuszczam głowę i nic więcej nie mówię. Po prostu się go cholernie boję!
- Nie musisz przepraszać, po prostu zjedz wszystko. Tylko tyle od Ciebie oczekuję.
- Wszystko? - od razu na niego patrzę - To dla mnie za dużo - nie zjem tyle, to pewne!
- Czekam, Cami. Nie denerwuj mnie - mój brzuch zaciska 
się, ale jem bez dyskusji. Wciskam w siebie jedzenie siłą, ale jeśli Liam się zdenerwuje znowu mogę oberwać, a moje ciało ma zdecydowanie dość - No widzisz! - uśmiecha się szeroko, kiedy zjadam "prawie" wszystko - Jednak dałaś radę, grzeczna dziewczynka - wstaje, cmoka mnie w głowę i wkłada naczynia do zmywarki. Upijam łyk soku i czuję, jak bardzo jest mi niedobrze z przejedzenia - Chodź, Skarbie. Poleniuchujemy teraz trochę - mruga okiem i wystawia swoją dłoń. Chwytam ją niepewnie i przechodzimy do salonu. Siadamy na kanapie, Liam przytula mnie do siebie mocno, włącza telewizor i oglądamy jakiś nudny serial. 

Przysypiam w jego ramionach, kiedy nagle dzwoni telefon. Zrywam swoje ciało i przykładam dłoń do serca. Mój oddech szaleje i cholernie się przestraszyłam. Niech to szlag, prawie dostałam zawału!
- Nie bój się, maleńka. To tylko telefon - przekręcam głowę w prawo i napotykam zatroskany wzrok Liama. Uśmiecha się i pociera kciukiem mój policzek - Zaraz wracam, muszę odebrać - całuje mnie w usta i wychodzi z salonu.
Dopiero teraz, kiedy patrzę na stolik widzę na nim włączonego laptopa. Aż uchylam usta w szoku i korci mnie bardzo, żeby z niego skorzystać. Oglądam się za siebie, ale nigdzie nie widzę chłopaka. Kucam obok stolika i szybko wchodzę na pierwszą, lepszą stronę. Od razu w oczy rzucają mi się nagłówki, na których widok ściska mnie za serce...

"Dziewczyna Justina Biebera zaginęła"
"Camille Roberts, poszukiwana. Ktokolwiek ją widział, pilnie proszony o kontakt"
"Justin Bieber wynajmuje prywatnego detektywa" 
"Kto uprowadził Camille Roberts?"
"Najnowsze wieści... Liam Cooper, kolega Camille Roberts również zniknął. Czy to on porwał dziewczynę?"


Zaciskam usta, bo cholernie chce mi się płakać. Szukają mnie! Justin wynajął detektywa? Rany! Tak bardzo za nim tęsknię! Kompletnie nie wie co się ze mną dzieje, na pewno się martwi... mój kochany!
Od razu wystukuję stronę Facebook'a. Chcę napisać cokolwiek na swoim profilu, może wpadną jakoś na mój ślad? Namierzą? Jednak kiedy wpisuję adres, wyskakuje błąd i komunikat "strona niedostępna". O co chodzi do cholery?! Jakim cudem? Przecież jest internet. Próbuję jeszcze dwa razy, ale to na nic! Dlaczego nie działa?
- Chcesz mi powiedzieć, co robisz? - słyszę nagle głos Liama i zamieram. Odwracam głowę w jego stronę i widzę jak opiera się o futrynę. Ma założone ręce na piersiach i bacznie się we mnie wpatruje. Przełykam ślinę, bo mam solidne kłopoty! - Czyżbyś chciała dać komuś znać, gdzie jesteś? - złości się, zaciska szczękę i rusza w moją stronę, nie! Zrywam się na równe nogi i czuję serce jest w gardle! - Jesteś taka nieposłuszna, wiesz? - przystaje naprzeciwko i układa dłonie na moich ramionach. Ściska je mocno i przyciąga mnie gwałtownie do siebie - Naprawdę jesteś taka głupia, Kochanie? - rzuca okiem na laptopa i widzi na jaką stronę chciałam wejść - Hmm... Facebook? - prycha z kpiną - Nie ma opcji, Skarbie... zablokowałem wszystkie portale - co takiego?! Więc dlatego nie działają!- Naprawdę sądziłaś, że byłbym na tyle głupi aby zostawić laptopa przed Tobą i pozwolić Ci kogokolwiek zawiadomić? - uśmiecha się szeroko i kręci głową - Jesteś taka naiwna, Camille - przytula mnie do siebie, jedną dłoń układa na mojej głowie, a drugą na plecach - Zabezpieczyłem się na każdą ewentualność. Skoro mam Cię przy sobie, na pewno nie pozwolę abyś mi się wymknęła - mój oddech przyśpiesza i bardzo chce mi się płakać. Chcę wrócić do domu, do Justina! 


Wieczorem biorę ciepły prysznic i odprężam nieco moje spięte ciało. Mam dość Liama i muszę znowu coś wymyślić. Jednak to trudne, bo pilnuje mnie i nie zostawia. Opieram czoło o płytki i wzdycham ciężko... Justin wynajął detektywa, może mnie znajdą? Skoro szuka mnie również policja, chyba są na to jakieś szanse? Tylko kiedy to się stanie? Tak cholernie za nim tęsknię... codziennie przywołuję w głowie jego twarz, uśmiech, oczy. Wyobrażam sobie, że ramiona Liama to Justin... tylko to trzyma mnie przy zdrowych zmysłach i jakoś funkcjonuję. Ale moje serce codziennie pęka na myśl, że tak naprawdę nie wiem kiedy się uwolnię. Co jeśli to nie będzie za tydzień, za miesiąc? Jak mam żyć bez mojej rodziny, przyjaciółki, Justina? Chyba Liam nie zamierza trzymać mnie tutaj do końca życia? To przecież niemożliwe i nie ma szans aby się udało. Ktoś na pewno mnie znajdzie... prędzej, czy później. Prawda?

Następnego dnia nie czuję się najlepiej. Jestem zmęczona. Boli mnie ciało, warga i łeb mi pęka.
- Kochanie? Jesteś głodna? - do pokoju wchodzi Liam i przysiada na łóżku - Wszystko w porządku, maleńka? Marnie wyglądasz - marszczy czoło, odgarnia moje włosy i uważnie się we mnie wpatruje.
- Boli mnie warga... - mówię smutno, a Liam posyła mi współczujące spojrzenie.
- Hmm... może skoczę do apteki po jakąś maść? Na pewno coś polecą.
- Mógłbyś? - podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają.
- No pewnie, Skarbie. Dla Ciebie wszystko - pochyla się i całuje mnie w czoło - Moja mała - okrywa mnie szczelniej kocem i wstaje - Bądź grzeczna, dobrze? - posyła mi poważne spojrzenie i to niesamowite jak może zmienić się w przeciągu sekundy ze słodkiego, czułego chłopca w surowego psychola - Nie będzie mnie góra dwadzieścia minut.
- Dobrze... poleżę sobie. Jestem zmęczona - odpowiadam i ziewam przeciągle.
- Jesteś taka słodka, Skarbie - znowu się uśmiecha i mam ochotę przewrócić oczami.
Chłopak wychodzi, a ja od razu zrywam się na równe nogi i podchodzę do okna. Liam wsiada do samochodu, odpala i wyjeżdża z podwórka. Nie czekam na nic więcej. Zakładam buty, biorę sweter i wychodzę z pokoju. Zbiegam na dół i chcę otworzyć drzwi, ale są zamknięte. Czego ja się spodziewałam? To oczywiste, że je zamknął, jest ostrożny. Rozglądam się na wszystkie strony i muszę poszukać innego wyjścia. Wchodzę do kuchni i widzę okno, tak! Podchodzę, już sięgam do klamki, ale nie ma jej tutaj! Co?! Odkręcił wszystkie klamki w oknach? W moim pokoju również jej nie było. Zabezpieczył się. Jednak biorę do ręki nóż i uderzam w okno drewnianą rączką. Rozbijam całe, ale spotykam dziwną siatkę. Co to za cholerstwo? Dotykam dłonią, ale nie wydaje się być zbyt mocna. Wbijam w nią nóż i rozcinam. Jest z dziwnego tworzywa i wcale nie jest to takie łatwe. Dopiero po kilku minutach przestaję z nią walczyć i 
ostrożnie staję na parapecie. Jest nisko i skok nie sprawia mi żadnej trudności. Biegnę przed siebie i po chwili dom znika z zasięgu mojego wzroku. Nie mam żadnego planu, nie wiem gdzie jestem, ani w którą stronę iść. Jednak nie obchodzi mnie to! Najważniejsze, że uciekłam i muszę dotrzeć do miasta. To moja wielka szansa i muszę ją wykorzystać!

Dzielnie idę przed siebie, ale dopada mnie zmęczenie. Jestem głodna, chce mi się pić i czuję, jak słabe jest moje ciało. Warga pulsuje nieprzyjemnie i przy każdym ruchu siniaki na brzuchu dają o sobie znać. 
Cholera... gdzie ja w ogóle jestem? Rozglądam się, ale nie ma tutaj nic oprócz ulicy. Niestety ruch jest bardzo mały, więc to nie może być główna droga. To naprawdę kompletne zadupie! Czy Liam już wrócił? Zorientował się, że mnie nie ma? A co jeśli już mnie szuka? Panika uderza w moje ciało i wiem, że muszę wykrzesać z siebie więcej siły.

Dochodzę wreszcie do drogi, na której panuje większy ruch. Tak! To szansa na złapanie stopa. Uśmiecham się do siebie i w moje serce przedostaje się nadzieja, że jednak uda mi się stąd uciec. Patrzę w lewo, w prawo i ku mojemu zaskoczeniu dostrzegam chłopaka. Siedzi na przystanku i bawi się telefonem. Telefon! Tak! 

- Cześć - przysiadam obok niego, posyłam mu niepewny uśmiech i podnosi głowę. Nasze oczy się spotkają i widzę szok na jego twarzy. Uchyla usta i gapi się na mnie, jakbym miała dwie głowy. Jednak wiem co widzi... moją wciąż posiniaczoną twarz. Jednak nie mam na to czasu, muszę działać - Mam prośbę.
- J-jasne, mów - jąka się trochę, ale niecodziennie widzi się tak poobijaną twarz.
- Mogłabym zadzwonić? - wbijam zęby w wargę i naprawdę liczę, że mi pomoże. Marszczy czoło i wiem, że kompletnie nie rozumie całej sytuacji - Okej widzę, że jesteś zdezorientowany. Nie mam za dużo czasu, bo muszę iść dalej. Po prostu, ktoś mnie porwał - uchyla usta i chyba nie tego się spodziewał - Uciekłam i muszę zadzwonić po pomoc. Nie mam telefonu, pieniędzy, niczego! Jesteś w tej chwili moją jedyną deską ratunku.
- Oczywiście, nie ma sprawy. Proszę - od razu podaje mi telefon.
- Dziękuję, ratujesz mi życie! - biorę go do ręki i szybko wystukuję numer Justina. Nie wiem dlaczego akurat jego, a nie rodziców lub policji. Ale tak bardzo chcę usłyszeć jego głos. Czekam trzy sygnały i zaczynam się niecierpliwić - No dalej! Odbierz, Skarbie - mówię do siebie i nerwowo podryguję nogą.
- Halo? - słyszę jego głos, a moje serce natychmiast przyśpiesza, boże!
- Justin... - ledwo jego imię przechodzi mi przez gardło, tak bardzo tęskniłam.
- Camille? - pyta z niedowierzaniem - To naprawdę Ty?! Kurwa, Kochanie! - czuję łzy na policzkach i zasłaniam usta dłonią - Gdzie jesteś na boga! Szukam Cię wszędzie, Twoi rodzice, policja, ale jakbyś zapadała się pod ziemię! Powiedz mi gdzie jesteś, będę tam natychmiast, Kochanie! Boże, nie wierzę! Tak bardzo się o Ciebie bałem! Tęsknię!
- Wiem! Ja też! - wybucham płaczem i cała się trzęsę. Chłopak, który siedzi obok obejmuje mnie ramieniem i pociera je pocieszająco. Zaskakuje mnie jego gest, ale to miłe z jego strony. Chyba widzi w jakim jestem stanie.
- Nie płacz, powiedz mi gdzie jesteś. Już wsiadam w samochód i jadę po Ciebie.
- Nie mam pojęcia, momencik - podnoszę głowę i patrzę na chłopaka - Możesz mi powiedzieć, gdzie jesteśmy?
Jesteśmy w La Condamine, osiem kilometrów od miasta. Powiedz, że zostaniesz tutaj i może zadzwonić na ten numer.
- Kochanie... musisz kierować się w kierunku La Condamine to osiem kilometrów. Zostanę tutaj gdzie jestem, możesz dzwonić na ten numer gdybyś miał jakieś problemy, dobrze? Siedzą na przystanku, przy drodze.
- Już wsiadam do samochodu, będę niedługo. Bądź dzielna, maleńka.
- Staram się, ale bardzo się boję. Przyjedź szybko, jestem przerażona!
- Nie bój się, Kotku... jeszcze chwila i będę przy Tobie. Będziesz bezpieczna.
- Czekam na Ciebie, pośpiesz się - mówię cicho, ale wciąż się boję.
- Już jadę, nie ruszaj się stamtąd. Kocham Cię tak cholernie mocno, Skarbie.
- Ja Ciebie też kocham... - rozłączam się i płaczę. Trzęsę się i nie wierzę, że słyszałam jego głos.
- Hej... będzie w porządku, nie płacz - chłopak przytula mnie i klepie po plecach. Jest naprawdę miły i zaskakuje mnie jego troska - Jednak mówiłaś prawdę - zaczyna cicho, kiedy się uspokajam - Myślałem, że to jakaś ściema.
- Chciałabym, uwierz mi... - mówię to praktycznie szeptem i spuszczam głowę.
- Camille!! - słyszę wrzask i aż się wzdrygam, to Liam! Zatrzymuje samochód z piskiem opon i wyskakuje na zewnątrz. Płonie z wściekłości i nie wierzę, że mnie znalazł. Jakim cudem? - Ty mała, nieposłuszna dziwko! - krzyczy, a ja zrywam się na równe nogi. Nie dane jest mi zrobić nawet kroku, już mocno chwyta mnie za ramię, odwraca i od razu jego dłoń spotyka się z moim policzkiem. Krzyczę, płaczę i zasłaniam twarz rękami. To jednak na nic, odciąga mnie od drogi, gdzie jest więcej drzew i znowu mnie bije. Cios jest dwa razy mocniejszy i nieco mnie omamia. Mrugam oczami i nie mogę stracić przytomności, muszę być dzielna! - Nie sądziłem, że to zrobisz! - przybliża się do mnie, ale ledwo go widzę. Jestem zamroczona po jego ciosach i czuję, że leci mi krew z wargi - Teraz wrócimy do domu i poniesiesz surową karę, za to co zrobiłaś. Nie podaruję Ci tego, rozumiesz mnie?! - wrzeszczy w moją twarz i jest po prostu wkurwiony! - Mam ochotę zlać Cię na kwaśne jabłko i zrobię to! Możesz być pewna! Za bardzo Cię niańczyłem!
- Pieprz się, Liam! Jesteś popieprzony, rozumiesz to?! - krzyczę resztką sił i walczę, chociaż nie ma to sensu.
- Zamknij się!! - robi zamach i policzkuje mnie po raz trzeci, boże! Piszczę, bo boli jak jasna cholera! Wiem, że robi to z całej siły i nie ma dla mnie za grosz litości - Możesz płakać ile chcesz, będzie o wiele gorzej. Przygotuj się na to!
- Zostaw ją! - słyszę nagle głos chłopaka, który pożyczył mi telefon. Co on wyprawia?!
- A Ty to kto? - Liam odwraca się w jego stronę i marszczy czoło. Jest zaskoczony widokiem chłopaka.
- To nie jest ważne, puść ją w tej chwili! - jego głos brzmi poważnie i surowo.
- Ani mi się śni, to moja dziewczyna - Liam prycha z kpiną - Mogę z nią zrobić cokolwiek będę chciał, a Tobie nic do tego. Prawda, Kochanie? - odwraca się w moją stronę i mocno wpija się w moje usta. Odpycham go od siebie, chociaż nie mam siły. Moja warga bardzo boli i jego pocałunek wcale mi nie pomaga.
- Zaraz będzie tutaj policja - chłopak mówi nagle, a Liam sztywnieje.
- Co takiego?! - gapi się na niego i nie wierzy w to, co powiedział - Zadzwoniłeś po gliny?!
- Tak, zadzwoniłem. Będą tutaj za parę minut, masz mało czasu stary.
- Zbieramy się, Kochanie - szarpie mnie, ale ledwo stoję na własnych nogach - No już!
- Nie dam rady... - mówię cicho i moja głowa opada do przodu. Gdyby mnie nie trzymał, z pewnością bym upadła.
- Jesteś takim słabym człowiekiem - mówi z wyrzutem i bierze mnie na ręce.
- Ona nigdzie z Tobą nie pojedzie - chłopak staje nam na drodze i zakłada ręce na piersiach.
- Serio? Kto mnie powstrzyma? Ty? - Liam śmieje się radośnie i kpi z niego. Jednak ku mojemu zaskoczeniu słyszę odgłos syren, jakim cudem? Przecież to była ściema, nie dzwoniliśmy po policję - Kurwa!
- Możesz uciekać, zdążysz... ale bez niej - kiwa na mnie głową.
Liam rozważa słowa chłopaka i spogląda na mnie. Nie mam siły, zamykam oczy i moja głowa opada do tyłu. Jestem taka zmęczona, obolała i nie marzę o niczym innym, jak zasnąć.
- Jebać to! - Liam mówi surowo i przekazuje moje ciało chłopakowi, co?! Tak łatwo się poddał? - Do zobaczenia, Skarbie. Będę tęsknił... - cmoka mnie w czoło, wsiada do samochodu i odjeżdża.
Chłopak mocno przytula mnie do swojego ciała, opieram głowę na jego ramieniu i nawet nie uchylam powiek. Jest mi tak dobrze, wygodnie i czuję się wreszcie bezpiecznie. Liam odjechał, przestraszył się i zostawił mnie w spokoju... jakim cudem do tego doszło? Odgłos syren jest bardzo blisko i gdy uchylam powieki, mija nas właśnie radiowóz.
- Mieliśmy szczęście, mała - słyszę głos chłopaka i kiedy na niego spoglądam, posyła mi lekki uśmiech - Nie dzwoniliśmy po policję, a tu proszę. Fart życia, co? Kiepsko wyglądasz - kręci głową zrezygnowany - Leci Ci krew z wargi i będą spore siniaki, ale nie martw się tym. Najważniejsze, że ten pojeb już sobie pojechał - tuli mnie do siebie i kołysze w swoich ramionach. Boże... jestem mu tak bardzo wdzięczna.

Przysypiam, kiedy robi się małe zamieszanie. Słyszę pisk opon, jakieś głosy, krzyki i nagle ktoś delikatnie szarpie moim ciałem. Chcę uchylić powieki, ale jestem taka słaba. Opuściły mnie wszelkie siły, chcę spać.
- Camille, Kochanie... - boże! To jego głos! - Maleńka... błagam, otwórz oczy.
- Justin... - wypowiadam jego imię szeptem. Znalazł mnie, jest tutaj!

- Wszystko będzie dobrze, jesteś już bezpieczna... - przytula mnie do siebie i czuję łzy na policzkach. Czuję jego dotyk, ciepło - Nie płacz, Skarbie. Jestem przy Tobie... - łamie mu się głos i czuję, jak jego ciało się trzęsie. 





******************************************************************* 
Camille uciekła... wow! Nareszcie! :)

Następny rozdział pojawi się we wtorek.

Miłego weekendu. 
Ściskam was mocno!

Kasia.



28 komentarzy:

  1. Świetny rozdział czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże kocham to :***
    Proszę dodaj szybko :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie ją znalazł ^.^ Już myślałam, że będzie przetrzymywana jeszcze przez jakiś czas. Camille miała dużo szczęścia, że udało jej się uciec, a później przypadkowo pojawiła się policja. Liam szybko odpuścił, ale nie zrezygnował i aż strach co on jeszcze wymyśli ;-; Ale najważniejsze, że Justin ją znalazł i jest bezpieczna ♥

    We wtorek kolejny :D Jak wrócę bd mieć co czytać xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie Justin ma przy sb Camillie i mam nadzieję że już tak zostanie :) super do następnego

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepszy ! Wkoncu uciekla od tego skurwiela... Czekam na nastepny z niecierpliwoscia. Kocham to..uggg 😱❤

    OdpowiedzUsuń
  7. JEZUS MARIA SJSHQJZKANX GENIALNY ROZDZIAŁ, TYLE NA NIEGO CZEKAŁAM!!!!!!
    błagam Cie, dodaj następny szybciej błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam błagam, zrób to dla mnie błagam <3 j

    OdpowiedzUsuń
  8. No nareszcie. Już myślałam, że nie doczekam jej ucieczki. Jezu tak sie ciszę, że ona w końcu jest bezpieczna!!!! AAAA Genialny rozdział. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  9. nareszcie jest z jb . coś czuje ze jak justin dorwie liama to go zamorduje . koniecznie muszą złapać tego psychola liama i zamkną go w psychiatryku

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak !!! Tak !!!! JUSTIN JUZ JĄ MA PRZY SOBIE !!! CZEKAM NA NASTĘPNY

    OdpowiedzUsuń
  11. Taak udało jej się uciec. Dobrze że jest już bezpieczna i że Justin jest przy niej. Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże udało się :* aż się popłakałam <3 idealny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  13. Wreszcie uciekła! Rozdział mega buduje napięcie, czekam na nn i mam nadzieję że może dodasz go wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nareszcie!! Świetny rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Nareszcie!!! Jak ja mam wytrzymać do wtorku?!?

    OdpowiedzUsuń
  16. doczekałam się omg sjshahsba ❤ genialny rozdział, czekam ma kolejny!!!
    ps. dodaj szybciej plissssss

    OdpowiedzUsuń
  17. cudowny rozdział, co ja gadam jest ZAJEBISTY!!! szkoda, że dopiero we wtorek nowy :( nie mozesz dodać szybciej?

    OdpowiedzUsuń
  18. O jeju...wreszcie sie.jej udalo..kocham to <3 nie.moge doczekac sie kolejnego...szczescie, ze ten chlopak jej pomogl..oby Liama znalezli i go za kraty dali! On jest jakis popieprzony! Biedna Camill..wspolczuje jej..nie mg doczekac sie kolejnego..kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  19. oooo supii supii w końcu <333

    OdpowiedzUsuń
  20. od wczoraj czytam to jbff i powiem szczerze... MASZ OGROMNY TALENT!!! uwielbiam to jbff, dodaj już następny bo nie moge sie doczekać

    OdpowiedzUsuń
  21. Jezu nareszcie! Wreszcie sie uwolnila, dobrze ze ten chlopak pomogl bo juz by moglo byc po niej...biedna cami...

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine