23.06.2015

Rozdział 23

Popołudniu jemy razem obiad... raczej ja próbuję, bo mam ściśnięte gardło. Ledwo powstrzymuję łzy i bardzo tęsknię za rodzicami i Justinem. Nie marzę o niczym innym, jak być w ramionach mojego chłopaka. Móc poczuć jego silne dłonie na moich plecach, popatrzeć w jego śliczne oczy i zobaczyć jego szeroki uśmiech. Boże... co teraz ze mną będzie? Czy w ogóle wrócę do domu? Boję się, że Liam całkowicie zwariował i nigdy mnie stąd nie wypuści. Przekroczył wszelkie granice i czegoś takiego nigdy bym się po nim nie spodziewała. Co w ogóle strzeliło mu do głowy, aby to robić?! Przecież mnie porwał, do cholery! Na dodatek mój policzek boleśnie pulsuje... solidnie mi przyłożył.
- Dlaczego nie jesz? - jego głos przerywa moje rozmyślenia. Podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają. Gapię się na niego tępo i jedyne na co mam ochotę, to walnąć go w ten głupi łeb, żeby wrócił mu rozum póki nie jest za późno!
- Nie jestem głodna... - mówię cicho i odsuwam od siebie talerz.
- Nie zjadłaś śniadania, teraz też nic... tak nie można, Kochanie - och, boże!
- Nie mów tak do mnie! Nie jestem Twoim kochaniem! - unoszę się, ale mam go dość! Na dodatek uderzył mnie... pierwszy raz chłopak podniósł na mnie rękę. Nie sądziłam, że kiedyś doczekam tego momentu.
- Bądź grzeczna, Camille... - mówi surowo i robi się poważnie - Nie mów tak do mnie! Troszczę się o Ciebie, tak?
- Chcę wrócić do domu! Natychmiast, Liam! To co zrobiłeś nie mieści mi się w głowie! Dlaczego?
- Bo Cię kocham! - krzyczy, aż się wzdrygam - Poczekam, aż obdarzysz mnie uczuciem. Mówiłem Ci, że będziemy razem i jesteśmy. Długo na to czekałem, więc bądź posłuszna, zrozumiano?
- Czy Ty się słyszysz? - kręcę głową i nie wierzę w jego słowa - Masz jakąś chorą obsesję na moim punkcie!
- To miłość, Cami! - teraz już się wydziera, świetnie! - To wszystko z pieprzonej miłości do Ciebie!
- Tak nie wygląda miłość! Jesteś obłąkany! - wrzeszczę i zeskakuję z krzesełka. Chcę wyjść z kuchni, nie chcę na niego patrzeć. Jednak od razu chwyta mnie mocno za ramię i odwraca w swoją stronę. Jego oczy płoną wściekłością i moje serce przyśpiesza - Puszczaj! - odciągam jego dłonie od mojego ramienia, ale on tylko wzmacnia uścisk - To boli, Liam!
- Ma boleć! Jesteś cholernie pyskata, Camille! Dlaczego tak się do mnie odzywasz?! Chcę być dla Ciebie dobry! Zrobię wszystko co będziesz tylko chciała, tak mi się odwdzięczasz?! - szarpie mnie za ramiona, aż piszczę.
- Mam to w dupie! Jedyne co możesz dla mnie zrobić, to mnie wypuścić! Nie chcę tutaj z Tobą być!
- Nie zrobię tego... - mówi cicho i przybliża moją twarz do swojej - A wiesz dlaczego? - mruży oczy i wygląda teraz naprawdę groźnie - Bo polecisz do niego, a na pewno Ci na to nie pozwolę. Nie będziesz z nim!
- Czego Ty ode mnie chcesz?! Kocham Justina! To się nie zmieni, Liam. Nie pokocham Cię! Po tym wszystkim co zrobiłeś... nienawidzę Cię! I będę nienawidzić każdego, pieprzonego dnia! Rozumiesz to?! - krzyczę i teraz już płaczę.

- Jesteś nieposłuszną, małą dziwką! - mówi przez zaciśnięte zęby, 
podnosi dłoń i znowu mnie policzkuje... wybucham głośnym szlochem i nie wierzę, że znowu to zrobił! - Zachowuj się tak dalej, a będzie bardziej bolało. Kapujesz?!
- Pieprz się! - wrzeszczę na całe gardło i szarpię się z nim. Kopię nogami, drapię go po twarzy ale nie zwalnia swojego uścisku, wręcz przeciwnie. Natychmiast wkurza się jeszcze bardziej. Chwyta mocno moje włosy i wlecze do pokoju - Liam, to boli! - sprawia mi cholerny ból, ale ma to w dupie - Przestań!
- Będzie bolało - mówi surowo i po chwili rzuca mnie na łóżko, nie! Tylko nie to! - Spodoba Ci się to, co zaraz zrobimy - mruga okiem, a ja przestaję oddychać. Chyba nie chce "tego" zrobić?!
- Nie! Nie rób tego, nie chcę! - przygniata mnie swoim ciałem i wcale nie robi tego delikatnie.
- Pragnę Cię, Skarbie... już od dawna! Nareszcie mam Cię tylko dla siebie... - całuje mnie mocno w usta, ale szybko odwracam głowę. Jednak ma to w nosie, przekręca ją gwałtownie w swoją stronę i kontynuuje to co zaczął. Brzydzę się jego dotykiem! Nie chcę tego i wiem, że rozwali to moje serce na kawałki! Wybucham płaczem, a Liam przenosi usta na moją szyję. Liże ją językiem, a ja walczę i odpycham go od siebie. Odchyla się, zaciska szczękę i jednym ruchem zdejmuje ze mnie koszulkę i stanik, nie! - Och, tak! Jesteś idealna... właśnie taką sobie Ciebie wyobrażałem - boże!
- Proszę... nie rób tego - ledwo mówię, nie mogę przestać płakać - Nie chcę...
- Będzie Ci dobrze, nie skrzywdzę Cię... - całuje moje piersi i mocno zaciskam usta. Od razu w moich myślach pojawia się Justin. Próbuję sobie wyobrazić, że to on, ale to nie działa. Wiem, że to nie jest jego dotyk... Justin jest czuły, delikatny i stara się, aby było mi dobrze. Liam robi to mechanicznie, mocno, bez uczucia i delikatności - Mmm... masz taką cudowną skórę - przejeżdża opuszkami palców po moim brzuchu i rozpina guzik od moich spodenek, nie!
- Liam, błagam! - odciągam jego dłonie, ale posyła mi mordeczce spojrzenie. Boję się go, nie chcę żeby mnie bił. Sprawia mi tym cholerny ból i nie wierzę, że w ogóle się do tego posunął.
- Nie opieraj się, Cami... - zsuwa je razem z moją bielizną i skanuje moje ciało. Obserwuję go i widzę w jego oczach ogromne podniecenie i pożądanie. Oblizuje usta i wzdycha głośno - Boże, Camille... jesteś taka piękna, Kochanie - zamykam oczy i czuję świeże łzy na policzkach. To koniec... złamie mnie tym na kawałki.
Kiedy Liam układa się na moim ciele, czuję jego nagą skórę, och! Gwałtownie otwieram oczy i widzę, że zdążył się rozebrać, boże! To naprawdę się zaraz stanie! Co mam zrobić?! Jak się obronić, do cholery?! Znowu próbuję go odepchnąć, mocno napieram na niego ramiona ale jestem zbyt słaba na to, żeby udało mi się go zsunąć ze swojego ciała. Całuje moje ramiona, piersi i czuję przy kobiecości jego podniecenie. Strach uderza w moje ciało z podwójną siłą, zaczynam panikować, szybciej oddychać i moje ciało się trzęsie. Płaczę i myślę o moim chłopaku.
- Kocham Cię, Justin... - mówię cichutko sama do siebie. Zamykam oczy i wyobrażam sobie jego śliczną twarz. Wszystkie nasze pocałunki, czułe chwile, jego palce splecione z moimi, nasze leniuchowanie. Kocham go i doskonale wiem, że po tym co zrobi Liam już nigdy nie będzie tak samo. Ja nie będę taka sama...
- Coś Ty powiedziała?! - słyszę jego krzyk i natychmiast uchylam powieki. Ma mord w oczach i chyba wkurzyłam go moimi słowami - Jak mogłaś?! Kurwa! - jest wściekły! - To mnie kochasz! Rozumiesz?! Mnie! - wrzeszczy niemiłosiernie, robi zamach i jego dłoń znowu ląduje na moim policzku. Krzyczę, bo boli niesamowite, ale on nie przestaje. Okłada mnie z całą siłą, raz za razem i niesamowity ból strzela w moją twarz. Krzyczę, płaczę ale nie działa to na niego. Boże! Próbuję osłonić twarz, ale to na nic. Szarpie moje ręce i katuje mnie. Ledwo już kontaktuję i zaczyna robić mi się ciemno przed oczami - Jesteś moja! Tylko moja! - dyszy ciężko, ściska moją szyję i czuję, że to koniec wszystkiego. Jednak Liam na inne plany... rzuca moje ciało na podłogę i zadaje mocny cios w brzuch. Krzyczę, ale czuję jak moje wnętrzności się cofają. Szlocham z całych sił, krztuszę się łzami i nie wierzę, że naprawdę to robi! Chwyta mocno moje włosy, przybliża do swojej twarzy i mówi surowo 
- Zepsułaś tą piękną dla mnie chwilę, Camille. Ale nie martw się, wrócimy do tego - mruga okiem i opuszcza pokój. 
Układam swoje zmarnowane ciało na dywanie i podkulam nogi. Jestem naga, zimno mi, ale nie mam siły żeby się podnieść. Boli mnie cała twarz i brzuch... jestem skołowana i tak naprawdę nie dociera do mnie to wszystko, co się przed chwilą wydarzyło. Obejmuje się ramionami, ale nie mam siły nawet na płacz...

Czuję, jak ktoś podnosi moje ciało i od razu cichy jęk opuszcza moje usta. Nie uchylam powiek, nie mam na to siły.
- Camille, Kochanie... popatrz na mnie - słyszę głos Liama, ale nie robię tego co mówi. Ledwo żyję i nie czuję własnego ciała - Proszę... spójrz na mnie, Skarbie - wyczuwam dziwny ból w jego głosie i uchylam powieki. Układa mnie na łóżku i okrywa ciepłą kołdrą, jak dobrze! - Przepraszam! Nie chciałem tego zrobić! - co? Brzmi na podłamanego i wpatruje się w moją twarz. Jednak ja ledwo kontaktuję, jestem słaba i boli mnie chyba każda część ciała - Boże! Co ja narobiłem! - dlaczego teraz się tym przejmuje? Przecież bił mnie i był tego świadomy, co się z nim dzieje?! - Kurwa, jak mogłem zrobić Ci tak wielką krzywdę?! - siada i szarpie za włosy. Zamykam oczy i nic nie odpowiadam, niech dotrze do niego to co wyprawia i niech wreszcie zrozumie, że to chore i popieprzone - Przygotuję Ci ciepłą kąpiel... - wstaje i przechodzi do łazienki. Nie mam ochoty na jakikolwiek ruch. Moje wnętrzności boleśnie się kurczą, cała twarz pulsuje i ledwo utrzymuję otwarte oczy. 
Poruszam delikatnie ramionami, ale od razu się krzywię. Dociera do mnie, że Liam mnie pobił... po prostu bez żadnych skrupułów okładał moje ciało. Chce mi się płakać, bo jestem tym wszystkim przerażona. Czym tak właściwie sobie na to zasłużyłam? Co mu zrobiłam, że zmienił się w takiego potwora? Tylko dlatego, że go nie pokochałam? Czy to dobry powód do takiego zachowania? Wzdycham ciężko i uderza mnie tęsknota za Justinem. Moje serce boleśnie zaciska się na myśl o nim. Ciekawe co teraz robi... czy martwi się o mnie? Z pewnością. Gdyby tylko zobaczył w jakim jestem stanie, chyba pękło by mu serce. Tak bardzo chciałabym wrócić do domu i zobaczyć rodziców - Gotowe - moje rozmyślenia przerywa Liam, który podnosi mnie z łóżka. Jestem naga, nie chcę żeby mnie widział, ale w tym momencie jakoś wszystko mi jedno. Jestem rozpieprzona na kawałki - Gorąca kąpiel dobrze Ci zrobi, Kochanie... - mówi cicho i powoli wkłada mnie do wanny. Opieram się o jej brzeg i staram się rozluźnić wszystkie napięte mięśnie. Jest przyjemnie, ale Liam który siedzi obok mnie sprawia, że nie mogę się odprężyć. 

Po kąpieli przebieram się w czarne legginsy i granatową bluzeczkę z długim rękawem. Wszystko nowe, z metkami i w moim rozmiarze. Skoro Liam urządził to pomieszczenie na wzór mojego pokoju, skoro ma dla mnie ubrania, kosmetyki to znaczy, że zaplanował to sobie dużo wcześniej. Żyłam sobie beztrosko, cieszyłam się każdym dniem spędzonym z Justinem, a on przygotowywał wszystko na to, aby mnie zabrać. Boże! Jak to brzmi? Przecież Liam jest chory, powinien zbadać go lekarz. To co zrobił nie jest normalne. Dlaczego nie zauważyłem tego wcześniej? 

Opieram ręce o brzeg umywalki i spuszczam głowę... boże, przecież to jest obłęd! On zwariował i mogę się po nim spodziewać wszystkiego! Przecież próbował mnie zgwałcić! Czy może mnie zabić? Podnoszę głowę i spoglądam na siebie w lustrze. To co widzę... to nawet nie ja. Wydaje mi się, jakbym patrzyła na zupełnie inną osobę, której kompletnie nie znam. Moje policzki są sine, opuchnięte i wyglądam jakbym wpadła pod pociąg. Warga jest rozwalona, czerwona i widać na nich zaschniętą krew. Na brzuchu również mam ogromnego siniaka w kolorze śliwki i boję się, że może być jeszcze gorzej. Wszystko mnie boli i najmniejszy ruch sprawia, że mam ochotę krzyczeć. Liam to potwór i gdybym wiedziała o tym wcześniej, nigdy nie zbliżyłabym się do niego nawet na centymetr. Chcę do rodziców i do Justina, tak bardzo tęsknię! Błagam, niech ktoś mnie stąd zabierze...
Następnego dna budzę się w paskudnym humorze. Jestem przybita, podłamana, obolała i tęsknota uderza we mnie jak tona cegieł. Co robią moi rodzice? Pewnie umierają z niepokoju i bardzo się o mnie martwią. Na sto procent zawiadomili policję, ale czy to coś da? Skąd mają wiedzieć, gdzie zabrał mnie Liam skoro nawet ja tego nie wiem? Ale z pewnością skojarzyli fakty, że i on zniknął. Co myśli sobie Justin? Co teraz robi? Tak bardzo go potrzebuję...

Po śniadaniu Liam zabiera mnie na spacer, jestem tym okropnie zaskoczona. Jednak to szansa dla mnie na ucieczkę i muszę to wykorzystać. Nie wiem gdzie jestem, ale chrzanić to! Drugiej takiej szansy mogę nie mieć! 
- Gotowa? - uśmiecha się do mnie i bierze mnie za rękę.
- Tak... - mówię cicho i spuszczam głowę. Po wczorajszej akcji, boję się go jeszcze bardziej.
Nie mam pojęcia gdzie w ogóle jesteśmy, jednak na pewno to miejsce jest poza miastem. Panuje tu ogólny spokój, jest bardzo mało domów i mimo iż dzisiaj piękna pogoda, jest mało ludzi. Co to za miejsce do cholery? Dlaczego prawie nikogo tutaj nie ma? Alejki są puste i wygląda jakby to miejsce było opuszczone. Teraz wiem, dlaczego Liam je wybrał... aby nikt nas nie widział. Miał rację, nikt nas tutaj nie znajdzie, bo to kompletne zadupie! 
- Jak się czujesz, Skarbie? - pyta nagle, kiedy przechodzimy przez park. 
- W porządku... chociaż boli mnie całe ciało - mówię cicho, ale nawet na niego nie patrzę.
- Jeszcze raz przepraszam - zaciskam usta, mam w dupie jego przeprosiny! To chore co zrobił i nigdy mu tego nie wybaczę - Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiał tego robić.
- O czym Ty mówisz? - spoglądam na niego i widzę, że jest poważny.
- Cóż... jeśli wspomnisz o nim, nie będę miał wyjścia - wzrusza obojętnie ramionami. 
Nic nie odpowiadam... milczę i wiem, że nie mogę powiedzieć ani słowa o Justinie. Chyba, że chcę powtórki i więcej bólu. Jednak obłęd Liama jest poważniejszy niż myślałam. Czuję, że nie da mi spokoju i jeśli nie ucieknę, posunie się do gorszych rzeczy i nawet się nie zawaha. 

Kiedy po prawie dwóch godzinach wracamy do domu, rozglądam się na wszystkie strony i planuję moją ucieczkę. Nie ma tutaj za dużo miejsc aby się schować, ale muszę coś wymyślić. Nie mogę z nim zostać, boję się, że mnie zabije. Nie pohamuje się i mnie dobije. Nagle  obok nas przejeżdża samochód i zatrzymuje się, cholera. Liam marszczy czoło i widzę, że jest tym bardzo zaskoczony. 
- Przepraszam, nie wie pan może, gdzie jest numer domu 149? Szukam, jeżdżę w kółko i już mnie szlag trafia!
- Wiem, ma pan szczęście - Liam uśmiecha się szeroko i tłumaczy panu gdzie ma jechać.
Jednak ja na nic nie czekam, rzucam się do ucieczki, ale Liam odwrócony jest tyłem do mnie. Biegnę ile mam tylko sił w nogach i skręcam w prawo. Chłopak znika z zasięgu mojego wzroku, ale doskonale wiem, że to kwestia kilku sekund a zorientuje się, że uciekłam. Nie znam tego miejsca, nie wiem dokąd mam biec aby się ukryć. Jednak biegnę i nie zatrzymuję się... brak mi tchu i obolałe ciało wcale mi w tym nie pomaga. Oglądam się za siebie, ale Liam za mną nie biegnie... to dziwne. Ot tak, pozwoli mi uciec? Nie rozumiem. Odbijam w prawo i widzę przystanek autobusowy... to byłaby dla mnie szansa, ale nie będę przecież spokojnie czekała, aż przyjedzie. Liam na pewno mnie szuka i nie mogę pozwolić na to, żeby mnie znalazł. Nagle widzę młodą dziewczynę i szybko do niego podbiegam.
- Cześć! - posyłam jej słaby uśmiech i próbuję złapać oddech. Gapi się na mnie z przerażeniem na twarzy, ale zapewne widzi moje siniaki i rozwaloną wargę - Możesz mi powiedzieć jak dostać się do miasta? 
- J-jasne... - jąka się i marszczy czoło - To dobre dziesięć kilometrów - co takiego?! Cholera, tego się nie spodziewałam - Tam masz przystanek autobusowy - wskazuje dłonią - To jedyny transport do miasta - świetnie! 
- Co ile jeździ autobus? - dyszę ciężko i opieram ręce na biodrach.
- Co godzinę, właśnie odjechał kilkanaście minut temu. Spóźniłaś się - posyła mi słaby uśmiech.
- Dziękuję Ci bardzo - uśmiecham się słabo, ale chce mi się beczeć! Pieprzone kilka minut!
Dlaczego muszę mieć takiego pecha? Nie mogę czekać na następny autobus! Biegnę więc dalej, może uda złapać mi się jakiegoś stopa? Rozglądam się, ale jak na złość nie jedzie żaden samochód. Niech to szlag! Co to za wypizdówek?! 
- Camille! - słyszę swoje imię i gwałtownie przekręcam głowę. To Liam! - Zatrzymaj się! - wrzeszczy przez szybę samochodu i dodaje gazu. Wiem, że to tylko chwila i mnie dopadnie. Czuję łzy na policzkach i nie wierzę, że nie udało mi się uciec! - Cami! - słyszę go wyraźniej i wiem, że jest tuż za mną! Cholera! - Stój! - czuję, jak szarpie mnie za ramię i odwraca w swoją stronę. Płaczę głośno, trzęsę się cała i chowam twarz w dłoniach. Boję się tego, co mnie teraz spotka - Cii... - mówi cicho, ale jego głos wcale mnie nie uspokaja. Czuję, że jego ciało jest napięte jak struna, dłonie które prześlizguje po moich plecach są zwinięte w pięści - Wracajmy... - mówi cicho i wsadza mnie na miejsce pasażera, zapina pas i po chwili rusza z powrotem. 

Na miejsce docieramy w niecałe pięć minut, tyle biegu na nic! Jestem do niczego!
- Wysiadaj - mówi surowo i wiem, że jest wściekły. Posłusznie wysiadam z samochodu, wchodzimy do domu i Liam mocno trzaska drzwiami. Zamyka je na dwa zamki, a ja stoję na środku. Obejmuję swoje ciało ramionami, spuszczam głowę i przerażenie uderza w moje ciało - Masz mi coś do powiedzenia? - staje naprzeciwko mnie, zakłada ręce na piersiach i czeka. Nic nie odpowiadam... co mam mu niby powiedzieć? - Nie masz zamiaru mi tego wytłumaczyć? Co Ty odpierdalasz, huh?! - wrzeszczy nagle, aż podskakuję - Patrz na mnie! - boże! Powoli podnoszę głowę i spoglądam na niego. Jego oczy są poważne, widzę w nich wściekłość i bardzo się boję - Czekam, Camille.
- Co mam Ci powiedzieć? - mówię cicho - Chcę wrócić do domu, Liam. Proszę... - od razu mi przerywa.
- Nie wrócisz tam! Pogódź się z tym! - krzyczy i wymachuje rękami - Teraz jesteś tutaj ze mną i to się nie zmieni, rozumiesz? Mam w dupie czy Ci się to podoba, czy nie! Zabrałem Cię i teraz mam Cię tylko dla siebie, czekałem na to! Przestań się tak zachowywać i doceń to, że dobrze Cię traktuję!
- Czy Ty mówisz poważnie?! - teraz to ja wrzeszczę - Dobrze mnie traktujesz? Chyba w Twoich snach! Uderzyłeś mnie, pobiłeś! Popatrz jak wyglądam! - nie hamuję się, krzyczę ile tylko mam sił w płucach - Jak mogłeś uderzyć dziewczynę?! I Ty mnie kochasz?! Dobre sobie! Gówno prawda... ktoś, kto mnie kocha nigdy nie zrobiłby czegoś takiego! - te słowa same uciekają z moich ust. Zamieram i dociera do mnie, co powiedziałam.
- Czy Ty właśnie wspomniałaś o nim? - gapi się na mnie i widzę, jak jego twarz tężeje. Nie chciałam tego robić! Samo tak wyszło, ale działa to na niego jak płachta na byka! Niech to szlag! - Chciałem, żebyś była tutaj szczęśliwa. Skoro sama tego nie chcesz i robisz coś, przed czym Cię ostrzegałem cóż mogę zrobić? - wzrusza obojętnie ramionami. 
- Nie bij mnie, Liam... proszę. To boli, jestem dziewczyną! 
- Wiem, Skarbie... - podchodzi i obejmuje mnie mocno. Uśmiecha się dziwnie i gładzi kciukiem mój policzek - Wcale nie chcę Cię bić, chociaż zasłużyłaś na to... - mruży oczy i modlę się, żeby tego nie zrobił. Przecież ledwo żyję! - Może tym razem Ci podaruję, hmm? - co? - Ale pod warunkiem, że zrobisz coś, co mnie zadowoli.
- O czym Ty mówisz? - kompletnie nie wiem o co mu chodzi!
- Naprawdę nie wiesz? - mruga zadziornie i oblizuje usta - Spraw mi przyjemność, Camille.
- C-co? - jestem przerażona! Chyba nie mówi o tym, o czym właśnie myślę?!
- Chcę widzieć Twoje usta, jak mnie pieścisz - wypowiada te słowa wprost do mojego ucha i przygryza płatek, boże! Mam ochotę zwymiotować - Już sobie to wyobrażam i cholernie mi się to podoba.
- Nie zrobię tego, Liam... - mówię cicho i nie wierzę w to co słyszę! 
- Zrobisz, Kochanie... - sunie nosem po mojej szyi, a moje serce prawie wyskakuje na zewnątrz - Chyba, że wolisz abym się Tobą zaopiekował? Wiesz... wtedy może nie być tak miło. 
- Zostaw mnie, proszę... - czuję łzy na policzkach i jestem rozpieprzona psychicznie.
- Nie mogę, Camille. Kocham Cię, tak cholernie na mnie działasz, Skarbie. Bardzo Cię pragnę... czuć Twoją nagą skórę, widzieć jak jesteś podniecona i wijesz się pod moim dotykiem. Chcę słyszeć Twoje jęki wprost do mojego ucha... och, tak - mocniej mnie do siebie dociska i jedną dłoń przenosi na mój pośladek, który ściska zachłannie - Jesteś taka śliczna - wstrzymuję powietrze, bo jego słowa mnie przerażają. Wiem, że zrobi mi "taką" krzywdę. Skoro pragnie mojego ciała, co może mu w tym przeszkodzić? Nic! Jesteśmy tutaj sami, a ja jestem zbyt słaba aby się bronić - Moja mała, Camille... - wyczuwam podniecenie w jego głosie i wsuwa dłoń pod moje spodnie. Dotyka mojego nagiego pośladka i kiedy dociska się do mnie, czuję jego podniecenie. Niech to szlag! 
- Liam... - odchylam się od niego i spoglądam mu w oczy. Ryzykuję i przykładam dłoń do jego policzka, marszczy czoło i jest zaskoczony moim ruchem. Uśmiecham się smutno, chociaż chce mi się płakać i wrzeszczeć z przerażenia - Kochasz mnie? - gapi się na mnie i lekko uchyla usta. Tego się chyba nie spodziewał, bo mija chwila zanim odpowiada.
- Bardzo Cię kocham, Skarbie - mówi to z ogromnym uczuciem. Jego spojrzenie natychmiast się zmienia, łagodnieje i posyła mi lekki uśmiech. Wiem, że jest chory. To nie jest normalne aby był czułym, a zarazem brutalnym. 
- Jeśli naprawdę tak jest, nie naciskaj na mnie. Dobrze? - mruży oczy i nie spuszcza ze mnie wzroku - Jeśli będę na to gotowa, sprawię Ci przyjemność - gówno prawda! Mówię to tylko dlatego, aby zyskać na czasie i znowu spróbować uciec. Jednak jeśli mnie kocha, muszę zagrać na jego uczuciach - Obiecuję... - szepczę cichutko i czule cmokam go w usta. Coś przewraca mi się w brzuchu, bo wcale nie chcę tego robić, ale muszę załagodzić sytuację. To jedyny sposób, który wpada mi do głowy - Daj mi czas, tylko o to proszę... - mówię cichutko, kiedy odrywam się od niego.
- Och, Camille... - wzdycha ciężko, przytula mnie mocno do siebie i lekko unosi. Obejmuję go za szyję i wiem, że muszę zmienić taktykę. Nie mogę wspominać o Justinie, pyskować mu i być niegrzeczna. Skoro jest stuknięty, trzeba działać łagodnie. Będę miła, jeśli mnie przytuli również to zrobię, ale będę trzymać go na dystans jak tylko się da - Tak bardzo Cię kocham, maleńka - przenosi dłonie na moje uda i owijam nogi wokół jego bioder - Moja... tylko moja.
Zamykam oczy i odganiam łzy. Należę tylko do jednego człowieka i nie jest to Liam...





20 komentarzy:

  1. Ja nie mogę! Gdzie jest Justin do cholery?! Liam ogarnij się, kurwa no! Cudowny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo Cami,jesteś taka odważna!Moja krew!
    Tylko szkoda,że ponosisz takie konsekwencje..

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie jest do cholery Justin !? A z Liama to jest największy dupek świata. Mam nadzieję że znajdą w końcu Cami i że Liam zgnije w więzieniu!! Rozdział wspaniały<3

    OdpowiedzUsuń
  4. zabiłabym go za takie coś :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Liamem na serio jest coś nie tak, Boziiiu :"(
    Ona wreszcie musi sie wydostać!
    Brakuje mi punktu widzenie Justina.

    OdpowiedzUsuń
  6. jprdl masakra nie uciekla lolz mam nadzieje ze szybko wroci wszytsko do normy <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O jeny uwielbiam to! Moglabym to czytac 24/7, ale pewnie nie wyrobilabys hahaha...tyle sie dzieje..ona musi wreszcie uciec..albo niech ja znajda...to sie musi skonczyc..tak jej wspolczuje..tyle musi przechodzic...jestem ciekawa co u Justina..czy sie martwi?..niech sie spreza i ja ratuje...kocham i czekam na nn..zycze weny :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Czemu oni jej nie szukaja ?!

    OdpowiedzUsuń
  9. WOW co tu się dzieje..!? Rozdział jest świetny masz wyobraźnię skarbie i to jest genialne! :* przeczytałam wszystko ci piszesz lub co jest juz zakończone wiele razy poleciała mi łza lub uśmiechalam się jak głupia patrząc w ekran .potrafisz wciągnąć czytając twoje historie możemy poczuć się częścią i to jest genialne zawsze byłam zadowolona z tego co umieściłas w rozdziale z tego co pamiętam nigdy nas nie zawiodłas i czytając to co kilka dni temu umieściłas w notce pod rozdzialem (chodzi o drugie opowiadanie) zawiodłam się nie tobą ale czytelniczkami które jak widać potrafią tylko oceniać... nie doceniają tego ze się starasz a pisanie bloga nie jest łatwą rzeczą mogę się założyć że gdyby same zaczęły pisać szybko by odpadły... w skrócie jesteś genialna wiele osób docenia twoją pracę pamiętaj o tym!!!! Nie przejmuj się tymi co próbują ci wcisnąć! Kocham werka:* ps. Mam nadzieje ze po dokończeniu opowiadań nie przestaniesz pisać i za jakiś czas znów wpadniesz z nowymi pomysłami na kolejnego bloga ! ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  10. oooo boziu jaka akcja :O CUDO <3

    OdpowiedzUsuń
  11. O boze on jest jeszcze bardziej chory niz myslalam...oby sie to szybko skonczylo blagam!rozdzial super, czekam nn buzi!:***

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jest świetny i nie mogę się doczekać co będzie dalej! Ale mam pytanie czy w najbliższych rozdziałach pojawi sie coś z punktu widzenia justina? :*

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine