16.06.2015

Rozdział 20

Po obiedzie dzwonię do Cath. Długo rozmawiamy i z entuzjazmem opowiada mi o jakimś nowym chłopaku, którego poznała dzisiaj na plaży. Jest taka radosna, podekscytowana. Cała ona!
Catherine była również bardzo zaskoczona faktem, iż Justin wrócił. Na początku była zła, bo stwierdziła, że nie powinien. Jednak kiedy widziała na własne oczy, jak Justin troszczy się o mnie, opiekuje i pomaga, zmieniła zdanie. Stwierdziła tylko, że ten chłopak jest we mnie szalenie zakochany i powiedziała, że jak jeszcze raz mnie skrzywdzi, to skopie mu tyłek. Tak... zdecydowanie mam najlepszą przyjaciółkę na świecie!

Kiedy oglądamy z Justinem telewizję, do domu wchodzi mama. Uśmiecha się do nas szeroko i zdejmuje buty.
- Cześć, dzieciaki! Jak się macie? - przysiada obok nas i odkłada teczkę na stół.
- W porządku, a Ty? Koniec pracy na dzisiaj? - wygląda na zmęczoną.
- Chciałabym! - prycha rozbawiona - Firma idzie do przodu, jest tyle klientów, że nie nadążamy! To niesamowite! Ale to bardzo dobrze... jachty sprzedają się rewelacyjnie! A zgadnijcie, który najbardziej?
- Ehm, nie wiemy? - spoglądam na Justina, który uśmiecha się do mnie.
- Model, który kupił Justin - no tak. Mój chłopak jest znany, skoro ma taki jacht każdy chce mieć taki sam.
- Naprawdę? - pyta dziwnie zaskoczony Justin - No proszę... chyba nie powinno mnie to dziwić.
- No dobrze, dzieci. Ja tylko się przebiorę i uciekam do firmy. Ach, zapomniałabym... dzisiaj wieczorem jest impreza dla pracowników i rodzin. Macie ochotę wpaść? - mama spogląda niepewnie na chłopaka.
- Oczywiście, chętnie - Justin odpowiada pierwszy, a mnie lekko przytyka.
- Super, zaczyna się o dwudziestej. Do wieczora! - mama podnosi się i znika na górze.
- Naprawdę chcesz iść ze mną? - pytam niepewnie i spoglądam na niego.
- No pewnie, Skarbie. Dlaczego miałbym nie chcieć? - odwraca się w moją stronę i przytula mocno.
- Wiesz, ogólnie tam będą fotoreporterzy. Takie imprezy cieszą się ogromnym zainteresowaniem mediów. Nie wiem czy masz ochotę na tego typu rozgłos.
- Mam to w nosie, Cami. Chcę być przy Tobie i jeśli myślisz, że będziemy się ukrywać to jesteś w błędzie. Nie ma nawet takiej opcji - uśmiecha się i pociera mój policzek - Niech wszyscy widzą, jak bardzo jestem szczęśliwy.
- Awww... - wtulam się w jego ciało i nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę...

Całe popołudnie spędzamy razem. Justin ucieka do hotelu lekko po osiemnastej, ogarnąć się i przebrać. Przyjedzie po mnie o dziewiętnastej trzydzieści, więc mam czas dla siebie.
Biorę długą, odprężającą kąpiel z mnóstwem piany i uśmiecham się do siebie szeroko. Nie wiem jakim cudem ten chłopak jest obok mnie, ale jest wspaniały i nie wierzę, że dzisiaj przeżyłam z nim mój pierwszy raz. Tak nagle, niespodziewanie... jednak niczego nie żałuję. Przecież kocham go i jestem jego dziewczyną, pragnę dać mu od siebie mnóstwo miłości, bo zasługuje na nią. Jest naprawdę niesamowitym człowiekiem... czy mamy w ogóle szansę na normalny związek? Nie mogę zapominać, że Justin nie jest zwykłym chłopakiem, jest światową gwiazdą i prędzej czy później wróci do swoich obowiązków. Co wtedy z nami będzie? Ja tutaj, on w LA... jak damy sobie radę? Czy  dotrwamy aż tak daleko? Wyrzucam z głowy te przygnębiające myśli... nie chcę się tym zadręczać.
Niespodziewanie mój relaks przerywa dzwonek do drzwi, marszczę czoło, bo nikogo się nie spodziewam. Wychodzę z wanny, owijam się szczelnie puchatym ręcznikiem i idę otworzyć. Nie mam pojęcia kto to, ale liczę, że szybko sobie pójdzie. Uchylam delikatnie drzwi i przede mną ukazuję się Liam, boże! Tego się za cholerę nie spodziewałam!
- Cześć, Skarbie - uśmiecha się uroczo i oblizuje usta - Cudownie wyglądasz, nie liczyłem na takie powitanie - mruga zadziornie okiem i opiera się o futrynę - Nie zaprosisz mnie do środka?
- Nie bardzo mam czas, Liam - odpowiadam i staram się nie okazać strachu. Jednak boję się go! Po jego ostatnich słowach nie chcę przebywać z nim sam na sam.
- Och, czyżbyś wybierała się na imprezę do "Future"? - mruży oczy i skanuje moje ciało.
- Tak, wybieram się. To firma mojego taty... chyba nic w tym dziwnego?
- Oczywiście, że nie! - uśmiecha się szeroko - Wychodzi więc na to, że się na niej spotykamy.
- Co takiego? - jestem w szoku! - Idziesz? - to nie jest dobra wiadomość.
- Tak, Twój ojciec zaprosił całą naszą rodzinę - no tak! Przecież mój tata i tata Liama się znają!
- Ehm... w porządku, fajnie - chrząkam niezręcznie. Justin plus Liam w jednym pomieszczeniu? To nie wróży nic dobrego! Jeden nie cierpi drugiego, jak to pogodzić? - Coś jeszcze? Chciałabym dokończyć kąpiel.
Jednak Liam nie odpowiada, wchodzi do środka i zamyka drzwi. Cofam się zaskoczona i mocno ściskam w dłoniach ręcznik. Strach od razu strzela w moje żyły. Czego ten człowiek ode mnie chce?!
- Mogę Cię pocałować, Cami? - podchodzi, układa dłonie na moich plecach i dociska mnie do siebie, nie!
- Nie, Liam. Nie możesz - odwracam głowę w prawą stronę i jego usta trafiają na mój policzek - Proszę, zostaw mnie w spokoju - próbuję uwolnić się z jego uścisku, ale nie daje za wygraną - Nie dręcz mnie, nie dotykaj, ani nie całuj. Nie życzę sobie tego, zrozum to wreszcie! Dlaczego nie dociera do Ciebie nic, z tego co mówię?
- Och... jesteś taka urocza kiedy się złościsz, wiesz? - co takiego?! Przekręca moją głowę i uśmiecha się szeroko. Czy on jest normalny? - Nie podoba mi się to, że nie mogę Cię pocałować... pragnę Cię, Camille. Tylko dla siebie, rozumiesz mnie? - opiera swoje czoło o moje i od razu mój oddech przyśpiesza. Jest blisko mnie, zdecydowanie ZA blisko!
- Przepraszam, Liam. Ale niestety to się nie uda, nie kocham Cię. Mówiłam Ci to wiele razy.
- Wierzę w to, że Ty również mnie pokochasz, Skarbie. Potrzebujesz na to tylko więcej czasu, ale dam Ci go.
- Nie pokocham Cię, ponieważ kocham Justina... bardzo. To się nie zmieni, mogę Cię zapewnić.
- Gówno prawda! - podnosi nagle głos, aż się wzdrygam - Nie pozwolę na to!
- Co masz przez to na myśli? - wreszcie spoglądam mu w oczy i widzę, że jest zły i mocniej zaciska szczękę.
- Tylko to, że u
szczęśliwię Cię, Camille. Dam Ci wszystko, czego zapragniesz - oblizuje usta i całuje mnie w czoło. Boże! Co on wygaduje?! - Obiecuję, Skarbie - przenosi usta na moje i całuje delikatnie. 
- Przestań!! - wrzeszczę i wyrywam się z jego objęć - Wynoś się z mojego domu! Nie chcę Cię widzieć, Liam! Nigdy! Zniszczyłeś naszą przyjaźń, dociera to do Ciebie?! Nie chcę Cię znać, jesteś chory!
- Nic nie zniszczyłem! - krzyczy na mnie i cholernie się go boję. Chwyta mnie za ramiona i przybliża do siebie - Przekonasz się o tym, Skarbie... niebawem - puszcza mnie i po prostu wychodzi.
Stoję sparaliżowana i chociaż bardzo chcę, nie mogę zrobić kroku. Przetwarzam w głowie jego słowa, ale nie mogę zrozumieć czego on ode mnie chce. Co on sobie w ogóle wyobraża? Nachodzi mnie, dręczy i całuje. Nie chcę tego, nie chcę dotyku jego dłoni na moim ciele. Dlaczego nie może zostawić mnie w spokoju?!
Przebieram się w białą, krótką sukienkę z baskinką. Włosy suszę i delikatnie faluję, robię mocniejszy makijaż i jestem gotowa. Wkładam do małej torebeczki najpotrzebniejsze rzeczy i czekam na Justina. Przyklejam na twarz uśmiech i staram się zachowywać normalnie, chociaż w środku jestem roztrzęsiona po wizycie Liama. Boję się tej imprezy i tego, co może zrobić kiedy zobaczy mnie z Justinem. Jeśli zrobi aferę... nawet nie chcę o tym myśleć!
Słyszę dzwonek do drzwi i idę otworzyć. Przede mną ukazuje się odpicowany w garnitur Justin. Aż uchylam usta w szoku, bo tego się nie spodziewałam! Wygląda obłędnie! 
Jak zwykle pieprzony ideał!
- Kurcze, Skarbie... - podchodzi i porywa mnie w swoje ramiona - Wyglądasz cudownie! Ta sukienka idealnie do Ciebie pasuje, wiesz? - oblizuje usta i uśmiecha się seksownie.
- A do Ciebie idealnie pasuje garnitur - mrugam zadziornie i czuję jego usta na swoich. Składa na nich delikatny pocałunek, ale szybko się ode mnie odrywa - Idziemy?
- Tak, idziemy. Im dłużej tutaj jesteśmy i na Ciebie patrzę, tym mam mniejszą ochotę na imprezę.
- Justin! - karcę go jak dziecko, wbijam zęby w wargę i uśmiecham się pod nosem.
- To nie moja wina, że tak na mnie działasz. Specjalnie ubrałaś taką krótką sukienkę? - sunie nosem po mojej szyi i odchylam ją delikatnie w lewą stronę. Ciepło rozchodzi się po moim ciele i przymykam oczy. To tylko pieszczota, ale moje ciało dziwnie na to reaguje - Musimy iść... naprawdę zaraz nie będę mógł się powstrzymać - odchyla się, bierze mnie za rękę i opuszczamy mieszkanie.

Na miejsce docieramy w niecałe piętnaście minut. Justin prowadzi samochód, ale cały czas ściska moją dłoń. Zabiera ją tylko wtedy, kiedy musi zmienić bieg. Spoglądam na nasze splecione palce i w moje serce uderza ogromna fala szczęścia. Tak cholernie mocno go kocham i nie wiem jakim cudem jest moim chłopakiem.
- Jesteśmy na miejscu, Kotku - jego głos wyrywa mnie z zamyślenia. Podnoszę głowę i widzę jego dłoń, którą wystawia w moim kierunku i pomaga mi wysiąść z samochodu. Staram się to zrobić z gracją i kiedy mi się udaje, Justin posyła mi zadziorny uśmiech. Kręcę głową, chwyta mnie za rękę i kierujemy się w stronę wejścia. Niestety już widzę, jak na każdą stronę błyskają flesze i nas też to nie omija. Dodatkowo jeszcze krzyczą do nas, czy jesteśmy razem i podobne rzeczy. Justin uśmiech się szeroko, ale nic nie odpowiada. Ja również milczę i przyklejam uśmiech na twarz - O nic się nie martw, jestem przy Tobie - mówi cichutko do mojego ucha, kiedy przepuszcza mnie w drzwiach. Spoglądam na niego i oblizuję usta, od razu mruży oczy. Och... czyżby podziałał na niego taki zwykły trik? - Chcesz szampana? - podaje mi już kieliszek i biorę go od niego. Upijam łyk i naprawdę cudownie smakuje - Ale dużo ludzi - Justin rozgląda się z zaciekawieniem na wszystkie strony - Nie sądziłem, że takie imprezy cieszą się takim powodzeniem.
- Są tutaj grube ryby, Kochanie. Wszyscy, którzy współpracują z moim ojcem, robią z nim interesy i ludzie z branży. Dzisiaj także tata pokaże nowy model jachtu, dlatego jest jeszcze większe zainteresowanie.
- No to wszystko jasne - prycha z rozbawieniem - Hmm.. nowy model? Nie mogę się doczekać!
- Camille, Justin! - nagle słyszę głos mojego ojca, który pojawia się obok nas.
- Cześć tato - przytula mnie do siebie i wita się z Justinem uściskiem dłoni.
- No, no... - spogląda na nas i uśmiecha się szeroko - Wyglądacie niesamowicie!
- Dzięki, tatku - mocniej ściskam dłoń Justina i od razu na mnie spogląda.
- No dobrze, teraz was zostawię. Życzę wam miłej zabawy! - i znika w tłumie gości.

Impreza mija w niesamowitej atmosferze. Ludzie świetnie się bawią... piją, tańczą na sali dyskotekowej i głośno rozmawiają. Prezentacja jachtu wypada wspaniale! Robi ogromne wrażenie na gościach i czuję, że to będzie hit tego sezonu. W wakacje jachty sprzedają się dwa razy bardziej, więc tata będzie miał pełne ręce roboty.

- Zatańczymy? - Justin pyta, kiedy kończę jeść truskawkę.
- Jasne - uśmiecham się i chwytam jego dłoń. Przechodzimy na salę, gdzie bawi się mnóstwo ludzi! Światła strzelają na każdą stronę i jest bardzo dużo młodzieży. Przepychamy się i znajdujemy nieco mniej zatłoczone miejsce. Justin przytula mnie mocno do siebie i układa dłonie na moich biodrach. Uśmiecha się zadziornie - Jak się bawisz?
- Świetnie, bo jestem tutaj z Tobą - porusza zabawnie brwiami - Impreza jest niesamowita i ten jacht! - kręci głową z uznaniem - Chyba wymienię swój na nowszy model - aż uchylam usta. On tak na poważnie?!
- Serio?! Przecież Twój jest cudowny, Justin! Ekskluzywny, wypasiony, koszmarnie drogi i ogromny! No i pomagałam Ci go wybrać, więc... - mrugam do niego i natychmiast czuję jego dłonie na moich pośladkach.
- Masz rację... jest wyjątkowy! Zostaje! - chichocze radośnie i mocniej mnie do siebie przytula.
- Nie mogę uwierzyć, że nazwałeś go moim imieniem! - tak, zrobił to. Kiedy jeszcze leżałam w szpitalu, porwał mnie na chwilę i zawiózł 
na przystań. Zasłonił mi oczy i nie wiedziałam o co mu chodzi, dopóki nie zobaczyłam na jachcie swojego imienia. Szczęka opadła mi na samą podłogę, a w prasie dosłownie wrzało!
- To chyba oczywiste, prawda? - ogarnia kosmyk włosów z mojej twarzy i przybliża się - Jesteś dla mnie najważniejsza... - wpija się w moje usta gwałtownie i mocno. Wczepiam się w jego szyję i oddaję pocałunek. Trzymam go za kark i przysuwam jeszcze bliżej siebie. Jego usta są cudowne... miękkie, gładkie takie delikatnie. Wdziera język do środka i pociera nim zmysłowo o mój. Podnieca mnie ten pocałunek... jest cholernie namiętny, seksowny i czuję to w całym ciele! - Camille... - odrywa się ode mnie i mówi do mojego ucha - Zostań dzisiaj u mnie na noc - och!
- Nie wiem co powiedzą na to moi rodzice... - mówię niepewnie. Kurcze, nigdy nie nocowałam u chłopaka.
- Porozmawiam z nimi, nie martw się - co?! - Chcę się obudzić jutro obok Ciebie. Chcę Cię mieć przy sobie, najbliżej jak to tylko możliwe. Dzisiaj, jutro, zawsze! - o mamuniu! Zaraz się rozpłynę - Chodź, muszę ich poszukać.
- Och, już teraz? - jestem zaskoczona, ale działa bardzo szybko.
- Dochodzi trzecia rano, Kochanie - mruga zadziornie - Nie jesteś zmęczona?
- Trochę... bolą mnie stopy od wysokich szpilek - krzywię się nieco, bo faktycznie nogi mi odpadają.
- No widzisz - ciągnie mnie w stronę sali jadalnej i kiedy tylko wchodzimy, w oczy rzucają nam się moi rodzice, którzy siedzą przy stoliku. Rozmawiają z przyjaciółmi i widać, że świetnie się bawią - Przepraszam... - Justin odzywa się, kiedy przystajemy obok nich - Możemy porozmawiać? To zajmie dosłownie minutkę.
- Oczywiście! - mama uśmiecha się szeroko, wstaje razem z tatą i odchodzą kawałek.
Ja zostaję... nie jestem pewna, czy chcę to wszystko słyszeć. Siadam na krzesełku i sięgam po winogrono. Spoglądam ukradkiem w ich stronę i widzę, jak Justin gestykuluje rękami. Rodzice śmieją się szeroko i marszczę czoło. Jak to możliwe, że oni reagują na niego tak jak ja? To jakieś czary? Urok? Owinął ich sobie wokół małego palca, pff.
- Wszystko załatwione - słyszę nagle jego głos - Hej... zawiesiłaś się, Kotku - mruga okiem i kuca obok mnie - Twoi rodzice się zgodzili - uśmiecha się szeroko i widzę, że jest z siebie dumny.
- Och, serio? - wywracam oczami, ale wcale mnie to nie dziwi - Nie macie nic przeciwko? - zwracam się do rodziców.
- Nie, Kochanie. Jesteś przecież dorosła, ufamy Ci. Zresztą... Justin to Twój chłopak - mama mruga okiem, och!
- Powiedział wam?! - jestem w lekkim szoku. Ten chłopak serio mnie zadziwia.
- No jasne! Cieszę się, Kochanie. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Jesteś dla nas najważniejsza, pamiętaj o tym.
- Wiem... - posyłam im uśmiech i tulę jeszcze tatę - Mam najlepszy rodziców na świecie.
- No dobrze, my będziemy się zbierać - podnoszę się z miejsca i Justin od razu chwyta mnie za rękę - Odstawię ją jutro całą i zdrową, obiecuję! - Justin wystawia dwa palce na znak obietnicy. Jest taki uroczy!
- Wiemy! - rodzice wybuchają śmiechem. Mama tuli Justina, a tata wymienia z nim uścisk dłoni.
Macham im i kierujemy się powoli do wyjścia. Mam ochotę zdjąć buty, tak okropnie bolą mnie nogi!
- Nie wierzę, że tak udobruchałeś sobie moich rodziców - mówię cicho i kręcę głową z rozbawieniem.
- Są po prostu w porządku, bardzo ich lubię - posyła mi szeroki uśmiech.
- Oni Ciebie też... ale z tego się akurat cieszę - szczerzę się jak wariatka.
- Cami! - słyszę nagle swoje imię i odwracam się za siebie. To Liam biegnie w naszą stronę i już zaciska szczękę. Och... zapomniałam o nim kompletnie i dziwię się, że nie spotkaliśmy się przez całą imprezę. Dlaczego akurat teraz nas znalazł?! - Co on tu robi? - spogląda na Justina i marszczy czoło.
- Jestem jej chłopakiem. To chyba oczywiste, że tutaj jestem. Czyż nie? - Justin jest bardzo pewny siebie.
- Po moim trupie ona będzie Twoją dziewczyną! - podnosi głos i dziwnie boję się tego co mówi.
Chłopcy stoją naprzeciwko siebie i mierzą się spojrzeniami. Justin mocno ściska moją dłoń i jeśli zaraz stąd nie wyjdziemy, to się pozabijają!








15 komentarzy:

  1. O jeeju lepiej żeby sobiee nic nie zrobili, Justin jest taki kochanyy *-*
    Czekam na nn!^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabijaj mnie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże mogę wykastrować i zabić Liama ?! jaki on jest upierdliwy. Nie daje jej spokoju. dziwoląg jeden,
    świetny rozdział ! czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu bd spiecie w następnym rozdziale :) cudowny

    OdpowiedzUsuń
  5. Cholerny Liam
    Rozdział świetny:) <3

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo rozkręca się akcja, uwielbiam twoje jbff ale musisz mi wybaczyć, że rzadko komentuje :( CHCE JUŻ NEXTA DZIEWCZYNO <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O luju dziewczyno ubostwiam to opowiadanie i ciebie...masz ogromny talent i mega to wykorzystujesz...jeju cudasny rozdzial nie wiem co powiedziec...nie moge doczekac sie kolejnego..kocha, <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Oby tego calego zdarzenia nie widzieli fotoreporterzy! Nieech Justin poluzuje majteczki i się uspokoi, najlepiej to wyjść szybko i pierdolic głupiego Liama! Nie znoszę gooo! Takich to od razu poszatkować i spalic ;-;
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No ten Liam jest nie do wytrzymania. Zawsze musi wszystko zepsuć. Palant jeden -.- Niech on sie raz na zawsze odwali i od Cami i od Justina bo już nie można z nim wytrzymać. Wszystko psuje, nie da Cami chwili spokoju idiota -.- Rozdział cudo <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ah ten Liam,jak zwykle musi wszystko zepsuć..No cóż,trudno :D
    Jestem ciekawa co w następnyn będzie się działo:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow . No to się porobiło. Czy Liam tak na serio musi wszystko psuć? Nienawidzę go.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojojoj...czuje ze nie bedzie dobrze...rozdzial cudowny! :**

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine