13.06.2015

Rozdział 17

Wpatrujemy się w siebie, ale żadne z nas nie wypowiada nawet słowa. Właśnie wyznaliśmy sobie miłość... co dalej? Skoro Justin ma zakaz bycia obok mnie, nasze uczucie trzeba po prostu zdusić, nie dać mu szansy aby rozwinęło się jeszcze bardziej. Na samą myśl, moje serce roztrzaskuje się na milion kawałków. Poznałam cudownego chłopaka, z którym mam świetny kontakt. Mój błąd, że od początku traktowałam go jak zwykłego chłopaka, którym nie jest. Nie powinnam dopuszczam go do siebie, ale był taki natrętny! Sam nie chciał zostawić mnie w spokoju, a teraz? Jesteśmy tutaj i mimo iż się kochamy, nie możemy być razem.
- Powinieneś wrócić do LA... - pierwsza przerywam ciszę i mówię szeptem.
- Co takiego? - w jego głosie wyczuwam dziwne zaskoczenie - Dlaczego tak mówisz?
- To proste, Justin. Nie możesz tutaj być, masz zakaz. Narobisz sobie niepotrzebnych kłopotów.
- Pieprzyć to! - zaciska szczękę i widzę, że jest zły - To moje życie, nikt nie będzie za mnie decydował.
- Nie możemy być razem, przykro mi - zamykam oczy i czuję łzy na policzkach.
- O czym Ty mówisz, Cami? - gapi się na mnie i uchyla usta - Jak to nie możemy być razem? Przecież Cię kocham, tak? A Ty kochasz mnie! Właśnie, że możemy być razem i będziemy! - mówi surowo.
- Justin... cierpiałam kiedy Cię nie było - zaczynam cicho - To były dla mnie naprawdę ciężkie, długie, dwa tygodnie. Bolała mnie myśl, że wyjechałeś i nawet się nie pożegnałeś. Po prostu wróciłam z naszego umówionego spotkania i wiesz co zobaczyłam? Twoje zdjęcia w necie, jak wsiadasz do swojego prywatnego samolotu i podpis "Justin Bieber wraca do LA i zostawia swoją dziewczynę!" - na samo wspomnienie, coś przewraca mi się w brzuchu - To tak, jakbyś dał mi w twarz - nic nie mówi, tylko wpatruje się w moje oczy - Zostawiłeś mnie samą, a już nie jestem anonimową osobą. Paparazzi nie dawali mi spokoju, wciąż za mną chodzili, nękali. Nie mogłam tego znieść.
- Przepraszam... - szepcze cichutko - Wybacz mi. O niczym wtedy nie myślałem, Camille. Byłem w szoku, że postawili mi takie warunki, nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewał. Wytrzymałem dwa tygodnie, więcej nie dam rady. Chcę być przy Tobie, Skarbie - wybucha płaczem i ja robię to samo. Przytula się do moich piersi i mocno go tulę. Wiem, że też to przeżył. Dopiero teraz to do mnie dociera, kiedy widzę w jakim jest stanie - Zrobię dla Ciebie wszystko, Kochanie tylko wybacz mi to co zrobiłem - podnosi głowę i patrzy na mnie - Żałuję tego, wiesz? Nigdy nie zrobiłbym tego po raz drugi. Tak bardzo mi Ciebie brakowało, nawet nie masz pojęcia! - widok jego zapłakanej twarzy mnie łamie.
- Mam pojęcie, Justin. Akurat przechodziłam dokładnie to samo - posyłam mu smutny uśmiech, podnosi dłoń i ociera moje policzki z łez - Nie wiem co mam Ci powiedzieć, wiesz? - wzdycham ciężko. Niby jak to ma teraz wyglądać? Ot tak, wraca i mamy być razem? - Nie mam pewności, że nie uciekniesz znowu...
- Nie uciekłem, Cami! Byłem pod cholerną presją! Zrobili mi niezłe pranie mózgu.
- Więc jak chcesz to rozegrać? Skoro nie możesz tutaj być, doskonale wiesz, że się o tym dowiedzą.
- Wiem, ale mam to w dupie. To chore, że postawili mnie w takiej sytuacji. Chcę tylko żebyś wiedziała, że cierpiałem kiedy nie mogłem być obok Ciebie. Czekałem, chociaż sam nie wiem na co. Wiesz, kto uświadomił mi, że powinienem do Ciebie wrócić? - spogląda na mnie i kiwam przecząco głową - Moja mama - och, zaskakuje mnie tym - Dużo rozmawialiśmy, widziała jak się męczę i to ona kazała mi wrócić. Zrobiłbym to, jeśli nie teraz to zapewne za kilka dni, ale mama zmusiła mnie do wyjazdu tak jak stałem. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny, bo bardzo mnie wspierała przez ten czas - spuszcza głowę i widzę, że naprawdę nie chciał wyjechać. Emocje, żal, rezygnacja, tęsknota wszystko to jest wypisane na jego twarzy i nawet nie potrzebuję żadnych słów. Jest tak samo złamany, jak ja -  Rozmawiałem też z moim menadżerem, który przekonywał mnie to tego, abym zerwał z Tobą wszelkie kontakty. Wydawca moich płyt również naciskał. Twierdzą obaj, że to zaszkodzi mojej karierze ale to gówno prawda! Nie mam najmniejszego zamiaru zrezygnować z Ciebie, ze względu na karierę. Pogodzę jedno z drugim, Camille. Nie martw się.
- Jak mam się nie martwić, hmm? Przecież tutaj chodzi o Twoją karierę, przyszłość! Nie mogę tego zepsuć.
- Niczego nie zepsujesz, zabraniam Ci tak mówić! - złości się, ale podnosi dłoń i głaszcze mnie czule po policzku. Tak bardzo tęskniłam za jego dotykiem! Czuję, jak pali mnie skóra w miejscu, gdzie stykają się jego opuszki palców. Mam ochotę zamknąć oczy i po prostu delektować się tym uczuciem - 
Do wydania mojej płyty jest jeszcze dobre siedem miesięcy - posyła mi cudowny uśmiech i widzę jakąś ulgę na jego twarzy - Zresztą... w samolocie przestudiowałem całą umowę z wytwórnią. Nie ma tam nawet słowa o moich związkach, więc chyba ich nieco poniosło. 
- Więc... co teraz będzie? - pytam cichutko i i nerwowo skubie skórę na wardze.
- Zostanę tutaj z Tobą, tak długo jak będę mógł. Na pewno na te siedem miesięcy, dobrze? Może w wakacje będziesz chciała polecieć do LA na parę dni, lub tygodni? Spędzimy ze sobą trochę czasu, poznasz moją rodzinę.
- Chcesz przedstawić mnie rodzinie? Woohoo, szybki jesteś - kręcę głową z rozbawieniem.
- Kocham Cię, chcę żeby każdy o tym wiedział... - o boże! Znowu to powiedział - Tylko musisz zrobić jedną, jedyną rzecz i to zależy tylko od Ciebie, Kochanie... musisz mi wybaczyć, że wyjechałem bez słowa.
- Taaa... - i tu zaczynają się schody. Kocham go, ale czy mam siłę na to, aby "w razie czego" znowu to przechodzić? Nie wiem, czy Justin znowu mnie nie zostawi bez pożegnania, już raz to zrobił.
- Hej... - przerywa moje rozmyślenia i spoglądam na niego - Nie myśl o tym, co by było "gdyby" - cholera, czyta mi w myślach?! - Pomyśl o tym, co do mnie czujesz. Liczy się nasze uczucie, tylko ono. Nic więcej, Skarbie - głaszcze mnie czule po policzku i pociera usta kciukiem - Proszę, wybacz mi. Nie dam rady żyć bez Ciebie - jezu! Zaraz chyba pęknie mi serce. Wygląda na smutnego i widzę w jego oczach przebłysk strachu - Obiecuję, że już Cię nie opuszczę.
- Nie obiecuj, Justin... nie masz takiej pewności - wypowiadam to niemal szeptem i wzdycham ciężko.
- Mam! Chcę być z Tobą, do cholery. Wróciłem, rzuciłem wszystko i zaryzykowałem. Dla Ciebie! Bo cholernie mi na Tobie zależy i liczysz się dla mnie tylko Ty - trzyma mnie za rękę i mocniej ściska palce - Błagam Cię, Cami... nie chciałem Cię skrzywdzić, wiesz to. Prawda? - widzę ból w jego oczach i moje serce znowu pęka na milion kawałków. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Przecież doskonale wiem, że to nie ma żadnych szans na powodzenie. Justin nie należy do mojego świata, jest znanym na cały świat chłopakiem. Jak on to sobie wyobraża? - Hej... - przekręca moją głowę i nasze oczy się spotykają - Wiem co robisz... myślisz o przyszłości, prawda? - przytakuję tylko głową - Nie rób tego, daj mi szansę, bo liczy się tu i teraz. Nic więcej, Kochanie.
- Mylisz się, Justin. Kocham Cię, wiem to na pewno, ale boję się tego co będzie. Naprawdę sądzisz, że mamy jakiekolwiek szansę na udany związek? Według mnie nie mamy, niestety.
- Nie mów tak! Zrobię wszystko, żeby nam się udało, Camille. Przysięgam, Skarbie!
- Justin, proszę... - zaciskam usta, ale znowu czuję łzy na policzkach.
- To ja proszę, Cami... nie skreślaj mnie. Błagam Cię! Wynagrodzę Ci każdą sekundę od mojego wyjazdu, obiecuję. Nie zostawię Cię nawet na chwilę! Tylko wybacz mi i daj nam szansę. Zrobię dla Ciebie wszystko!
- Nie chcę znowu cierpieć, wiesz? - patrzę na niego, ale wiem, że się łamię.
- Wiem, Kotku. Ale nie będziesz, tylko musisz mi zaufać. Dobrze? - ufałam Ci...
- Żeby to było takie proste... - mówię smutno i naprawdę mam cholerny mętlik w głowie.
- Nie odpuszczę, tego możesz być pewna - mówi surowo i zaciska szczękę - Już raz zjebałem, drugiego razu na pewno nie będzie, a wiesz dlaczego? Bo znalazłem wreszcie dziewczyną, na której cholernie mi zależy, bratnią duszę. Jesteś cudowna, normalna, urocza, troskliwa i masz cudowne serce. Kocham Twój uśmiech, trzymać Cię za rękę i kiedy Twoje policzki oblewają rumieńce. Kocham, kiedy wiatr rozwiewa Twoje długie włosy i to, jak splatasz swoje palce z moimi. Uwielbiam z Tobą rozmawiać! Nie pozwolę, aby ktokolwiek mi to odebrał. Chcę, żebyś to wiedziała - kończy mówić, a ja wybucham płaczem. To dla mnie zbyt wiele... nie tego się spodziewałam. Nigdy nie usłyszałam od żadnego chłopaka czegoś takiego i ciężko uwierzyć mi, że Justin obdarzył mnie uczuciem. Jednak jest tutaj, rzucił wszystko i wrócił do mnie. Czy to nie dowód na to, że zależy mu na mnie? Nagle układa się obok mnie i mocno przytula do siebie - Ciii... nie płacz. Nienawidzę widzieć, kiedy jesteś smutna - głaszcze mnie po plecach i całuje w głowę - Wszystko będzie dobrze, Kochanie... obiecuję - szepcze cichutko do mojego ucha i leżymy wtuleni w siebie.

Rano budzi mnie pocałunek na czole. Uchylam powieki i ziewam przeciągle. Podnoszę nieco głowę i widzę Justina, och...
- Dzień dobry, Kotku... - mówi cichutko i cmoka mnie w nos - Jak się spało?
- Cudownie - posyłam mu niepewny uśmiech i wbijam zęby w wargę - Bo byłeś obok...
- Zawsze będę - odgarnia włosy z mojej twarzy i posyła mi cudowny, uroczy uśmiech.
Dochodzi dziesiąta i szybko ogarniam się w łazience. Biorę prysznic, przebieram się w świeżą piżamę, którą wczoraj przywiozła mi mama i wracam do Justina. Od razu czuję się lepiej i moje ciało dzisiaj nie jest już tak słabe. Głowa dała mi odpocząć i przestała boleć, tak... to zdecydowanie dobry poranek.

Po śniadaniu, które przywozi Justin i zaskakuje mnie tym niesamowicie, wychodzimy przed szpital gdzie jest przyjemny park. Siadamy na ławce, ale Justin nie puszcza mojej dłoni nawet na chwilę. Nie wiem nawet, czy mu to wszystko wybaczyłam, ale po jego wczorajszych słowach, chyba nie powinnam mieć wątpliwości. Jednak boję się cholernie, że to się powtórzy i znowu będę cierpieć. To było bardzo bolesne i nie chcę znowu przez to przechodzić.
- Ile będziesz musiała zostać w szpitalu? - ciszę przerywa Justin.
- W sumie to nie wiem, lekarz wspominał coś o kilku dniach.
- Twoja mama mówiła mi, że masz wstrząśnienie mózgu.
- Moja mama? Rozmawiałeś z nią? - jestem lekko zaskoczona.
- Oczywiście. To ja przywiozłem Cię do szpitala i od razu się z nią skontaktowałem. Niestety nie miałem numeru telefonu, więc pojechałem do domu i przekazałem jej wiadomość. Wróciliśmy tutaj razem i zadzwoniła do Twojego taty. Była bardzo zaskoczona moim widokiem, ale rozmawialiśmy dosyć długo.
- Rozmawialiście? O czym? - spoglądam na niego i marszczę czoło.
- Ogólnie... - drapie się nerwowo w kark. Unoszę brew i czekam, żeby powiedział coś więcej - Wiesz, ochrzaniła mnie za to, że wyjechałem bez pożegnania. Powiedziała mi, że zraniłem Cię tym. Wytłumaczyłem jej wszystko dokładnie, dlaczego to zrobiłem i takie tam - wzdycha ciężko i spogląda na nasze splecione dłonie - Jednak Twoja mama to super kobieta, bo zrozumiała mnie. Nie robiła mi żadnych wymówek i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Naprawdę? - no proszę, cała mama! Nawet nie powinno mnie to dziwić.
- Też się zdziwiłem. Liczyłem bardziej na to, że zabroni mi się do Ciebie zbliżać. Jednak miło mnie zaskoczyła. Za to Twój tata ucieszył się na mój widok i nie robił mi żadnych wyrzutów. To dziwne.
- Nie dziwne, Justin. On po prostu nic nie wiedział... - mówię cicho, ale taka prawda.
- Co takiego? Dlaczego? - jest tym bardzo zaskoczony i wpatruje się we mnie.
- Wiesz... odkąd pojawiłam się obok Ciebie w mediach wrzało, a jego firma nagle zaczęła przynosić podwójne dochody. Przypuszczam, że ma to związek z Tobą - patrzę na niego niepewnie, a on wywraca oczami - Był cholernie zajęty, od rana do wieczora w firmie i chyba nawet nie zauważył, że dzieje się coś takiego. Mama jedynie powiedziała mu, że musiałeś już wyjechać, bo miałeś zobowiązania - wzruszam ramionami.
- To lepiej, że nie wiedział. Teraz wróciłem, więc mógłby być solidnie wkurzony gdyby o wszystkim wiedział.
- Mogę Ci to zagwarantować - posyłam mu szeroki uśmiech - Jestem córeczką tatusia, nigdy o tym nie zapominaj.
- Jesteś taka urocza, Cami - kręci głową i przenosi mnie na swoje kolana. Mocno przytula mnie do siebie i pociera moje plecy - Tak bardzo za Tobą tęskniłem, wiesz? - szepcze cichutko do mojego ucha - Nie mogłem znaleźć sobie miejsca, ciągle miałem Twoją śliczną buzię przed oczami - o rany! - Jesteś dla mnie najważniejsza, zawładnęłaś moim życiem. Nie chcę być z dala od Ciebie nawet na minutę, wiesz? - odchyla głowę i patrzy mi w oczy.
- Wiem... ja też nie chcę - uśmiecham się, opieram czoło o jego i przymykam oczy.
- Jesteś cudowna, Skarbie. Nie mogę uwierzyć, że spotkałem tak cudowną dziewczynę i to przez zupełny przypadek - uśmiecha się delikatnie i pocieram swoim nosem o jego - Zrobię wszystko, aby nam się udało. Możesz być tego pewna, za nic w świecie nie odpuszczę! - rany! Na jego słowa mój żołądek wywraca się na drugą stronę. Jednak cieszę się, że tutaj jest, wrócił. Boję się, bardzo! Wciąż w moim ciele szaleje niepokój, ale kiedy tuli mnie do siebie uderza mnie mnie potężna fala szczęścia. Czy tego chcę, czy nie... kocham go z całego serca, taka jest prawda - Camille?
- Wiesz, że tylko Tobie pozwalam mówić do mnie pełnym imieniem? - odchylam się od niego i pocieram kciukiem jego usta - Wszystkich poprawiam, bo tylko w Twoich ustach moje imię brzmi wyjątkowo.
- Naprawdę? - wzdycha ciężko i składa na moich ustach czuły pocałunek. Delikatnie muska moje usta, liże językiem i delikatnie wślizguje go do środka. Uczucie jest cholernie przyjemnie i bardzo tęskniłam za jego dotykiem. Wystarczy, że mnie przytuli a ja czuję, jakbym była w odpowiednim miejscu - Kocham Cię - szepcze cicho.
- Kocham Cię - patrzę w jego cudowne, karmelowe oczy i uśmiecham się delikatnie.
- Cami? - słyszę nagle swoje imię i gwałtownie przekręcam głowę w prawą stronę.
Przed nami stoi zszokowany Liam z lekko uchylonymi ustami. W dłoni trzyma ogromny bukiet kwiatów i białego misia. Wpatruje się w nas i marszczy czoło. Doskonale wiem, że jest zaskoczony tym co widzi... Justin wyjechał i na pewno się go nie spodziewał. Przełykam ślinę i czuję, że nie będzie miło...






*****************************************************************************
Hello!
No to zaczynamy "weekend z ALAYLM" :)
Od dzisiaj do poniedziałku będą pojawiać się rozdziały. A może przedłużę? Kto wie.
Zbliżamy się do akcji, więc będzie działo się nieco więcej :D


Buuuuziam was i życzę miłego dzionka :)
Kocham!
Kasia.





15 komentarzy:

  1. Tak pobudzają moja wyobraźnię że na pewno bd musiała przedłużyć weekend z ALAYLM :) Justin wrócił wszystko super a tu nagle Liam.... Świetny rozdział czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Justin taki kochany <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Vtjiywwyolbftu omggg Justin jest słodki! !!! Tak przedłuż :D kocham to opowiadanie. Jest takie normalne a nie to co od innych osob ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Takie wyznania z ust Justina? No proszę! Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu ze się myliłam co do niego... :/

    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki romantyczny rozdzial *.* jeszcze to jak Justin sie staral...awww tez bym chciala takiego chlopaka <3 nie moge doczekac sie kolejnego...bedzie sie dzialo...ciekawe co.na to wszystko Liam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Boziu jak dobrze, że Justin juz jest przy Cami *0*

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda mi czasami Liama tak mu zależy:( ale rozdzial super:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Serio Liam musiał spieprzyć tak cudowną i słodką chwile? Zero wyczucia. Boski rozdział! Błagam przedłuż weekend.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale pech haha musiałas dodać tego misia i kwiaty ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Oooooo bedzie sie dzialo! :D lece czytac dalej!

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine