10.06.2015

Rozdział 16

Powoli uchylam powieki i próbuję przyzwyczaić oczy do światła. Mrugam kilka razy i cichy jęk ucieka z moich ust. Bardzo boli mnie głowa, zaschło mi w gardle i czuję, jak moje usta są spierzchnięte. Rozglądam się po pokoju, ale nie rozpoznaję tego miejsca. Podnoszę dłoń, aby przetrzeć oczy i dostrzegam w jej wierzchu wbity wentflon, z którego odchodzi przeźroczysta rurka, och. A to po co? Jak ja się tutaj znalazłam? Co się w ogóle stało?
- Camille - słyszę nagle głos mojej mamy, która wchodzi do pokoju - Jak się czujesz, Skarbie?
- Dziwnie... - odpowiadam słabo i próbuję poruszyć zdrętwiałymi ramionami - Boli mnie głowa.
- Leż spokojnie, musisz uważać. Uderzyłaś się, masz wstrząśnienie mózgu.
- Co? Dlaczego? - gapię się na nią i nie wiem, o czym ona w ogóle mówi.
- Zemdlałaś, kiedy wychodziłaś z uczelni. Nie pamiętasz tego?
- Właśnie nie za bardzo... - przykładam dłoń do czoła i wzdycham cicho.
- Lekarz mówił, że może tak się dziać. To na skutek uderzenia, ale nie martw się. Na pewno sobie wszystko przypomnisz - głaszcze po mnie głowie i posyła mi lekki uśmiech - Przestraszyłaś mnie, Kochanie... - widzę troskę w jej spojrzeniu - Jesteś odwodniona, wiesz? - kręci głową i zaciska usta - Na dodatek w kiepskiej formie.
- Córeczko! - nagle do pokoju wpada tata. Podchodzi do łóżka i delikatnie mnie przytula - Jak się czujesz? Prawie wyskoczyło mi serce, kiedy zadzwoniła do mnie mama. Jak do tego doszło?
- Spokojnie, tato. Nic mi nie jest - dotykam jego dłoni i ściskam lekko palce - Jestem tylko zmęczona.
- Musisz dużo odpoczywać. Nie możesz się denerwować, Cami.
- Już po egzaminach, więc nie muszę - uśmiecham się lekko - Ile będę musiała tutaj zostać?
- Przynajmniej kilka dni, Kochanie. Niestety musisz zostać na obserwacji.
- Nie lubię szpitali... - burczę niezadowolona. Świetnie! Jeszcze tego mi brakowało.
- Dobry wieczór! - nagle słyszę obcy głos i do pokoju wchodzi lekarz. Uśmiecha się pogodnie i ma urocze dołeczki w policzkach, jest przystojny! - Jak się czujesz, Camille? - sprawdza coś w karcie i robi dzióbek z ust.
- W porządku, chociaż boli mnie głowa i jestem trochę skołowana.
- To całkowicie normalne objawy przy wstrząśnieniu mózgu. Zrobiliśmy rezonans magnetyczny, ale wszystko jest w porządku. Musisz niestety zostać tutaj przez kilka dni, na obserwacji. Ale poza tym, niczym nie musisz się martwić. Podajemy Ci również kroplówkę na wzmocnienie, jesteś solidnie odwodniona, dziewczyno! - lekarz kręci głową, ale mimo wszystko uśmiecha się - Ale doprowadzimy Cię do porządku, możesz być pewna - mruga okiem i wpisuje coś w papiery - A teraz powinnaś odpocząć. Sen jest jak najbardziej wskazany.
- Oczywiście Panie doktorze, my już się zbieramy - mama od razu zrywa się na równe nogi. Spoglądam na zegarek, który wisi na ścianie... dochodzi dziewiętnasta - Wpadniemy jutro, Skarbie. A teraz prześpij się, dobrze?
- Dobrze... do jutra - posyłam im słaby uśmiech, całują mnie i po chwili zostaję sama.

W pokoju jest przyjemnie ciemno i oddycham z ulgą. Głowa nadal mnie boli i czuję się dziwnie słaba. Próbuję przypomnieć 
sobie wydarzenia z przed uczelni, ale opornie mi to idzie. Męczy mnie to i głowa pulsuje jeszcze bardziej. Daję sobie z tym spokój, przytulam się do poduszki i powoli zasypiam.

Budzę się gwałtownie w nocy... podnoszę ciało do pozycji siedzącej i oddycham ciężko. Przykładam dłoń do serca i jestem cała spocona. Włosy przykleiły mi się do twarzy i nawet nie wiem czemu, ale płaczę. Jestem roztrzęsiona, spanikowana i rozglądam się po pomieszczeniu. Świeci się tylko mała lampka, która daje słabe światło i boję się. Dlaczego jestem tutaj sama? Przykładam dłonie do twarzy i czuję się jak mała, opuszczona dziewczynka.
Nagle ku mojemu zaskoczeniu, drzwi pokoju cichutko się uchylają i wchodzi chłopak. Gapię się na niego i marszczę czoło... odwraca się w moją stronę, ale ma spuszczoną głowę. Skrada się na palcach, tak aby nie narobić żadnego hałasu i siada na kanapie po przeciwnej stronie mojego łóżka. Uchylam usta w szoku i nie wierzę, że to on! Jakim cudem się tutaj znalazł? Przecież wyjechał, zostawił mnie. Dlaczego wrócił?
- Justin? - wypowiadam jego imię praktycznie szeptem, ale natychmiast podnosi głowę i spogląda na mnie. Boże... moje serce się zatrzymuje i nie wierzę, że siedzi przede mną! Tak bardzo za nim tęskniłam! Nie marzyłam o niczym innym, żeby tylko mnie do siebie mocno przytulił, pogłaskał po plecach i żeby spojrzeć w jego śliczne oczy. A teraz jest tutaj... wpatruje się we mnie, jakby zobaczył ducha i widzę ból w jego spojrzeniu - Co Ty tutaj robisz? - ledwo te słowa przechodzę mi przez gardło. Próbuję przełknąć ślinę, ale moje gardło jest wyschnięte.
- Jestem, Camille... - czuję świeże łzy na policzkach i moim ciałem wstrząsa dreszcz - Nie, nie płacz! - od razu zrywa się na równe nogi i podchodzi. Bierze mnie w swoje ramiona, mocno tuli i głaszcze po plecach, och. Właśnie tego najbardziej potrzebowałam przez te cholerne dwa tygodnie... jego dotyku - Ciii... nie płacz, Skarbie - kołysze mnie delikatnie na boki i uspokaja. Układamy się na łóżku, ale nie wypuszcza mnie ze swoich objęć... wczepiam się w niego jak rzep, obejmuję mocno jego szyję i wreszcie czuję, jakby wszystko było na swoim miejscu. Nie myślę teraz o tym, że wyjechał i mnie zostawił, jestem na to zbyt zmęczona. Liczy się, że tuli mnie do siebie, a właśnie teraz tego potrzebuję - Jestem przy Tobie... - pociera moje plecy, całuje w czoło i zasypiam mocno w niego wtulona.

Budzi mnie jakiś hałas, otwieram oczy i widzę pielęgniarkę która odczepia kroplówkę od wenflonu.
- Przepraszam, Kochanie... nie chciałam Cię obudzić - posyła mi przepraszający uśmiech.
- Nic się nie stało. Która godzina? - ziewam przeciągle.
- Dochodzi dziewiąta trzydzieści, przegapiłaś śniadanie.
- Nie jestem głodna - odpowiadam cicho i rozglądam się po pokoju. Gdzie jest Justin?
- Powinnaś coś zjeść, musisz nabrać sił. Nie martw się, zaraz powiem aby przyniesiono Ci posiłek.
- Czy był tutaj jakiś chłopak? - cholera... a może to mi się tylko przywidziało? Przyśniło?
- Tak, był tutaj całą noc - och, więc to jednak nie był sen! - Pojechał do hotelu.
- Yhym... - mruczę cicho i oddycham z ulgą. Justin naprawdę tutaj jest!
Kiedy pielęgniarka wychodzi, powoli podnoszę swoje ciało. Nadal jestem słaba i głowa nie przestaje boleć. Odkrywam się, spuszczam nogi w dół i wstaję. Nieco kręci mi się w głowie, ale czekam chwilkę i powoli człapię do łazienki.

O dwunastej odwiedzają mnie rodzice... widzę zmartwienie na ich twarzach, jednak uspokajam ich, że wszystko jest dobrze. Jestem cała i zdrowa, parę dni i dojdę do siebie. Nic wielkiego się przecież nie stało. Posyłają mi niepewne uśmiechy, ale doskonale wiem, że bardzo się martwią.

O piętnastej zostaję sama, jestem nieco zmęczona i marzę o drzemce, jednak nie jest mi to dane, bo do pokoju wchodzi moja przyjaciółka z Liamem, cholera. Na widok Cath bardzo się cieszę, niestety na rozmowę z chłopakiem nie mam chęci. Jeśli znowu zacznie się mnie czepiać czuję, że dzisiaj wybuchnę chociaż ledwo trzymam się na nogach.
- Hej, Cami... - Cath tuli się do mnie i głaszcze po plecach - Jak się czujesz? Martwiłam się!
- Niepotrzebnie, jest dobrze - uśmiecham się i ściskam jej dłoń.
- Kiedy Twoja mama do mnie zadzwoniła myślałam, że serce mi wyskoczy! Jak to się stało?!
- Normalnie, nic wielkiego. Wychodziłam z uczelni i po prostu zrobiło mi się słabo. Ale nic więcej nie pamiętam... chyba spadłam ze schodów, bo mam wstrząśnienie mózgu. Od rana czułam, że nie będzie to dobry dzień.
- O cholera! Grubo - Cath kręci głową i widzę lekki szok na jej twarzy.
- Mogłem nie zostawiać Cię samej - odzywa się cicho Liam - Pytałem, czy odwieść Cię do domu, to nie! Jesteś taka uparta, Cami! - och... marszczę czoło i jestem zdziwiona - Przepraszam... mogłem bardziej naciskać.
- Jestem dużą dziewczynką, wiesz? - mrugam rozbawiona - Naprawdę potrafię się sama o siebie zatroszczyć. Skoro nie chciałabym żebyś mnie odwoził, to nie pozostało Ci nic innego jak to uszanować.
- Znowu nie dopuszczasz mnie do siebie? - o nie! Nie mam dzisiaj na to siły.
- Daj mi spokój, Liam. Jestem zmęczona i na pewno nie będę z Tobą rozmawiać na ten temat.
- Ona ma rację - odzywa się cicho Cath, spogląda na niego i wzdycha ciężko - Powinieneś nieco wyluzować. Cami nie jest Twoją dziewczyną i nie zapominaj o tym. Może robić co chce i nie naciskaj na nią.
- Ty też jesteś przeciwko mnie? - pyta z wyrzutem i robi naburmuszoną minę.
- Oczywiście, że nie! Ale Cami jest moją przyjaciółką, tak? Znam ją od dziesięciu lat i widzę, co robisz. Nie podoba mi się to i czas, abyś nieco przystopował z kontrolowaniem jej. Nie masz do tego prawa.
- Nie kontroluję jej, tylko się martwię. To chyba różnica, prawda?
- Możliwe... ale to nie jest czas na takie rozmowy. Camille potrzebuje odpoczynku, więc zaraz uciekamy - posyła mi uroczy uśmiech i dziękuję jej spojrzeniem - Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku, mała. Wracaj szybko do zdrowia i gdybyś czegoś potrzebowała to daj znać, ok?
- Yhym... nie martw się, wszystko jest dobrze - przytula mnie i pocieram jej plecy.
- Trzymaj się, wpadnę jutro - mruga zadziornie.
- Super! Wtedy porozmawiamy na spokojnie.
- A ja? Nie mogę Cię odwiedzić? - a ten znowu swoje!
- Chodź, Liam. Przestań zachowywać się jak smarkacz - Cath wywraca oczami i pociąga go do wyjścia. 

Chichoczę cichutko i wystawiam kciuk ku górze. Kocham ją!

Przysypiam, kiedy czuję dotyk na policzku. Mam wrażenie, że to tylko sen i uśmiecham się lekko. Nie wiem czy naprawdę, czy tylko w śnie ale przytulam się bardziej do ciepłej dłoni. Palce delikatnie przesuwają się i jest to bardzo przyjemne uczucie. Czuję teraz dotyk na czole, przesuwa powoli palce na mój nos, a potem na usta.
- Och, Camille... - słyszę jego głos i jestem zaskoczona, więc to nie sen? To on dotyka mojej twarzy? Czuję, jak układa głowę na moim brzuchu, mocno obejmuje mnie w talii i nie rozumiem jego zachowania. Dlaczego wrócił?
- Justin... - otwieram oczy i wymawiam jego imię szeptem. Podnosi głowę i nasze oczy się spotykają. W jego widzę dziwny ból i łzy, och... nie tego się spodziewałam. Gapimy się na siebie, jakbyśmy się nie widzieli wieczność, a nie dwa tygodnie. Jednak ja właśnie tak się czuję... jakby wyjechał i wrócił po dziesięciu latach - Co Ty tutaj robisz?
- Przyjechałem? - odpowiada pytająco i posyła mi niepewny uśmiech.
- Po co? Jeśli mogę wiedzieć? - odsuwa się ode mnie i marszczy czoło.
- Do Ciebie? To chyba oczywiste, prawda? - prycha z kpiną.
- Nie chciałam, żebyś wracał... - te słowa wychodzą z moich ust, zanim zdążę nad nimi pomyśleć.
- Co takiego? - uchyla lekko usta i jest w szoku - Dlaczego?
- Jeszcze pytasz? Wyjechałeś bez słowa pożegnania, ot tak po prostu! Na dodatek umówiłeś się ze mną i wystawiłeś mnie! - wzdycham ciężko i przykładam dłoń do czoła. Chce mi się płakać, bo nadal nie wierzę, że siedzi przede mną - Cholernie tęskniłam, nie mogłam sobie znaleźć miejsca... a Ty wracasz po dwóch tygodniach, jak gdyby nigdy nic?
- Musiałem wyjechać... - mówi cicho i wpatruje się w moje oczy.
- Rozumiem to, naprawdę. Nie zatrzymywałabym Cię, Justin. Przecież wróciłeś do swojego domu, tam gdzie jest Twoje miejsce. Ale rozczarowało mnie Twoje zachowanie... trudno było się pożegnać? Po prostu mnie przytulić do siebie i wyjechać? - patrzę na niego i czuję pierwsze łzy. Jednak on nic nie odpowiada, wpatruje się we mnie tępo - A potem zadzwoniłeś, wypowiadając jedynie moje imię. Tylko na to było Cię stać? Po tym wspólnie spędzonym miesiącu, nawet nie zasłużyłam na jedno słowo wyjaśnienia? Do tej pory zastanawiam się, kim tak naprawdę dla Ciebie byłam przez ten czas. Ale teraz nie ma to już znaczenia, bo nic dla Ciebie nie znaczyłam, skoro mnie zostawiłeś i nie miałeś odwagi się nawet pożegnać... - kończę i zaciskam usta. Odwracam głowę i nie chcę na niego patrzeć... jego smutne oczy dobijają mnie jeszcze bardziej, a ja nie chcę się tym dodatkowo katować.
- Przepraszam, nie chciałem tego - zaczyna w końcu - Musiałem to zrobić, to zaszło za daleko. Rozumiesz mnie? - co takiego?! Przekręcam głowę i marszczę czoło - Zakochałem się w Tobie... - o boże! O czym on do cholery mówi? Mój oddech momentalnie przyśpiesza i nie wierzę, że to powiedział! Zaciskam usta, ale i tak płaczę... - Po prostu zmusili mnie, żebym wyjechał - spuszcza głowę i wiem, że jest mu ciężko mówić dalej - Nie chcieli, abym tutaj z Tobą był. Należę do innego świata. Jestem piosenkarzem, nie zawsze mogę robić sobie co chcę, jestem związany umową - bawi się palcami i wzdycha bezradnie - Nie spodobało im się to, że umawiam się z dziewczyną. Ich argumenty do mnie nie trafiały... miałbym z Ciebie zrezygnować, bo im się tak podobało? - prycha i kręci głową - 
Byłem rozbity na kawałki, Camille... - podnosi głowę i widzę łzy na jego policzkach - Miałem zakaz kontaktowania się z Tobą, jakiejkolwiek rozmowy czy nawet wyjaśnienia. Tak, umówiłem się z Tobą tamtego dnia, zaplanowałem dla nas coś cudownego, ale zadzwonili i kazali mi natychmiast wsiąść w samolot i wrócić do LA, inaczej mój kontrakt idzie się pieprzyć - zaciska szczękę i złości się. Jednak do mnie dociera nagle, że wyjechał bo musiał. To nie była jego decyzja. 
- Kto kazał Ci wyjechać? Jacy oni? - pytam, bo nie mam bladego pojęcia o kim mówi.
- Mój menadżer i wydawca moich płyt - wzdycha ciężko i przykłada dłoń do czoła.
- Rozumiem... - mówię cicho i wszystko staje się jasne. Więc to oni podjęli za niego tą decyzję, nieznani mi ludzie spieprzyli wszystko! 
Jak mogli w ogóle zrobić coś takiego? To podłe! - Dlaczego więc wróciłeś?
- Musiałem! - odpowiada niemal natychmiast i nieco podnosi ton - Miałem dość, nie mogłem dłużej wytrzymać! Te dwa tygodnie to była dla mnie prawdziwa męka, Camille... - kiedy wypowiada moje imię, moje serce przyjemnie się zaciska. Cudownie brzmi w jego ustach... - Tak bardzo za Tobą tęskniłem, Skarbie - mówi cichutko i ociera policzki - Nawet nie wiedzą, że tutaj jestem - co takiego?! - Wsiadłem w samolot i przyleciałem, musiałem Cię zobaczyć - posyła mi smutny uśmiech - I kiedy już Ty mnie zobaczyłaś, zemdlałaś! Serce prawie wyskoczyło mi z piersi! - wstaje, podchodzi do łóżka i chwyta moją dłoń. Tuli ją do swojego policzka i przymyka oczy - Kocham Cię, Camille - boże! Nie wierzę w to wszystko! Jak mógł się we mnie zakochać? W zwykłej nastolatce, który nie ma nic wspólnego z show-biznesem? Którą spotkał przypadkiem i zagadał?! Jak do tego doszło?
- Ja Ciebie też kocham... - mówię cichutko i nasze oczy się spotykają.





*************************************************************************************
BUM! I wszystko jasne! :D
Justin wyjechał, bo musiał. Auć, nie ładnie Scooter. Nu, nu! :P
Wyznali sobie miłość dhsjfhsdj, co dalej?! :D

Btw... ostatnio pisałam, że muszę dokończyć to opowiadanie. Więc, zrobiłam to! Alleluja! Wczoraj nagle mnie oświeciło i wpadł mi do głowy pomysł na koniec. Jednak szczerze? Nie wiem czy się na nie zdecyduje. Jest bardzo... "nie w moim stylu", zupełnie inne. No nic, pomyślę :)

Aaaaaa dziękuję za komentarze! Byłam zaskoczona, bo jest ich naprawdę sporo! Jednak bardzo mnie to cieszy, bo wiem, że ktoś to czyta i warto dodawać kolejne rozdziały :)
Jesteście kochane i jak ZAWSZE niezawodne!

Kocham mocno!
Kasia.






23 komentarze:

  1. Justin wyznał jej miłość no nie wierzę a już uważałam gi za totalnego dupka :) Troszkę się boję jak mówisz że zakończyła to opowiadanie nie w twoim stylu bo wszystkie twoje opowiadania kończyły się szczęśliwie i nw co przyszykowalas nam na koniec no ale świetny rozdzial do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże w końcu jej to wyjasnil

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, nie w twoim stylu to na pewno nie będzie happy endu! Ja się nie zgadzam! Nie, nie i NIE! Jestem na maksa wkręcona w to opowiadanie i nie wyobrażam sobie złego zakończenia chociaż nie lubiŁAM Justina no ale cóż.... Myliłam się, w chuj się myliłam. Myślałam ze Bieber chce ją wykorzystać a tu proszę... Łzy, smutek w oczach i miłość! WOWOWOW! *-* Jestem mega zaskoczona, MEGA! :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu ten blog jest cudowny :) czekam na następne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezuuuu!!! Wiedziałam!!! Wiedziałam, wiedziałam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaa ! Cudowny ! Justin wyznał jej milosc ! Nareszcie. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. jeśli jest nie w twoim stylu to znaczy,że jest smutne
    każde twoje ff kończyło się szczęśliwie, aż normalnie teraz nie chce końca:(przestałam być ciekawa hahah
    rozdział jest świetny,nie spodziewałam się,ze zostanie i do niej przyjdę,potrafisz zaskakiwać!

    myślisz może o jakimś kolejnym ff?:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że napisałam "nie w moim stylu" nie oznacza, że nie smutne :P
      W tej chwili nie myślę o nowym FF. Teraz piszę drugą część IMM, chociaż nie wiem jeszcze czy ją opublikuję. Ale mam chęć do pisania więc piszę. Mogłabym napisać coś nowego, ale nie mam na to żadnego pomysłu... na razie :D

      Usuń
    2. Kasiu zobaczysz bedziesz miec pomysl. I jak zwykle wymyslisz najlepsze opowiadanie ;)

      Usuń
    3. Wiesz co mi przyszło do głowy? Jak wpadnie ci jakiś pomysł to może zrobisz np taki konkurs między nami kto będzie główną bohaterką kto jakąs przyjaciółką, siostrą albo co. Nie wiem czy wiesz o co mi chodzi ale pamiętam że kiedyś czytałam takie opowiadanie w którym czytelniczki grały główną rolę. Autorka wymyślała opowiadanie i zamiast tworzyć nowe postacie, organizowała konkurs gdzie wygrani występowali w jej opowiadaniu. Nie wiem czy ci się to spodoba ale tak napisałam bo może NASUNIE CI SIĘ jakiś POMYSŁ na nowe OPOWIADANIE :D

      Buuuzi

      Usuń
  8. świetny kocham jeśli zakończenie jest szczęśliwe to znaczy że to dobre zakończenie hahaha ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. kurwa Kaśka kocham cie <3

    OdpowiedzUsuń
  10. O jeju wrocil *,* jaka romantyc na ta koncowka...kocham to <3 nie.moge doczekac sie na kolejny..oby byl szybko..jestem ciekawa co na to Liam..bedzie drama :D :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny !!! Jeszcze tylko na imm i bede w siodmym niebie

    OdpowiedzUsuń
  12. Super ! Uwielbiam Cie za to że tak czesto Dodajesz rozdziały :) czekam na kolejny :D to chyba moje ulubione opowiadanie z wszystkich Twoich ktore przeczytałam :D
    xoxo :-*

    OdpowiedzUsuń
  13. Pisz drugą część proszę :0

    OdpowiedzUsuń
  14. jezu jak słodko <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Boski rozdział to po pierwsze. A mówiąc pomysł w nie moim stylu mam dziwne przeczucie że nie będzie happy end. Mam nadzieje że przeczucie mnie tym razem zawiedzie bo chyba bym tego nie przeżyła. To opowiadanie jest rewelacyjne i nie mogę sobie wyobrazić jakie tragedii pod koniec.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aaaaaaaaaa ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Chwilke mnie tu nie bylo,ale BUM wrocilam hihi :) nareszcie sie wszystko wyjasnilo...lece czytac dalej rozdzial super! Buxiaki

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine