02.06.2015

Rozdział 13

Następnego dnia po zajęciach, które na szczęście mam tylko do dwunastej, umawiam się z Cath w kawiarni. Nie mam na to najmniejszej ochoty, ale to moja przyjaciółka. Nie chcę jej od siebie odsuwać, nawet w takim momencie.
- Hej, Cami - wita się od razu, kiedy przysiadam na welurowej kanapie w naszej ulubionej kawiarni.
- Cześć, przyjaciółko. Co tam? - zdejmuję okulary i odkładam je na stolik.
- Cholera... nie wyglądasz dobrze - kręci głową i marszczy czoło. Tsa, powiedz mi coś, czego nie wiem.
- Dziękuję za komplement - mrugam do niej, ale momentalnie przypomina mi się Justin. Zawsze mówiłam tak do niego, kiedy mnie zawstydzał. Zaciskam usta i wyganiam go z mojej głowy.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło - mówi naburmuszona, kiedy kelnerka spisuje moje zamówienie - Martwię się, tak? Ostatnio w ogóle się nie odzywasz - kiedy to mówi, poczucie winy od razu zalewa moje ciało.
- Przepraszam... moja wina - to prawda. Zaniedbywałam ją nieco - Poprawię się, obiecuję.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że Justin wyjechał? - pyta niepewnie i zaciska usta.
- Widziałaś zdjęcia? - wpatruję się w nią. Chyba każdy je już widział.
- Nie, Liam mi powiedział... - co takiego?! Od razu złość strzela w moje żyły! Dupek!
- Dlaczego do cholery?! Widzę, że nie może sobie podarować tematu - zaciskam szczękę i płonę ze złości.
- Nie bądź na niego zła... martwi się o Ciebie tak samo, jak ja! - prycham z kpiną, dobre sobie! - Co się z Tobą dzieje?
- Nic? - odpowiadam pytająco, opieram się o oparcie kanapy i zakładam ręce na piersiach - Liam to dupek, Cath i wcale się nie o mnie nie martwi. Cieszy się, że Justin wyjechał i teraz już się obok mnie nie kręci. To tylko pozory troskliwego przyjaciela. Zachowuje się jak obłąkany i chce mieć władzę nad moim życiem. Nie pozwolę mu na to.
- Widzę, że porządnie zalazł Ci za skórę - Cath kręci głową i wzdycha ciężko.
- Niestety. Jednak sam sobie na to zapracował, ja nic nie mogę na to poradzić. Doskonale wiesz co wyrabiał i nie mam najmniejszego zamiaru być w jego pobliżu. Kiedy się z nim widziałaś?
- Wczoraj wieczorem. Wyskoczyliśmy na szybkiego drinka do klubu. Jednak cały czas mówił o Tobie... - wzdycha ciężko - O tym, że zakochałaś się w Justinie, a on złamał Ci serce.
- Pfff... nie jego zakichany interes! Niech da mi święty spokój, tylko tyle od niego chcę.
- Mówił też... - Cath na chwilę się zacina i unoszę brew, aby mówiła dalej - Że ma zamiar teraz bardziej o Ciebie walczyć. Skoro nie ma już Justina, ma większe szanse. Chyba dopiero teraz nie da Ci żyć, Cami.
- Ja pierdole - prycham rozbawiona i uśmiecham się szeroko - On naprawdę ma coś z głową, wiesz? Nic do niego nie dociera, NIC! Rozumiesz to? Zachowuje się dziwnie i wcale mi się to nie podoba.
- Wiem... odniosłam wrażenie, że tak łatwo się od Ciebie nie odczepi. Nawet pomyślałam, że ma na Twoim punkcie lekką obsesję - przygryza wargę i wygląda jakby sama w to nie wierzyła.
- Lekką? To zdecydowanie za mało powiedziane, Cath! Uparł się i to, że nic do niego nie czuję ma kompletnie w dupie. Irytuje mnie swoich zachowaniem. Jest natrętny, nachalny i mam go serdecznie dość!
- Widzę... ale co poradzisz? Na dodatek studiujesz z nim, co utrudnia sprawę.
- Żebyś wiedziała, to mnie najbardziej martwi. Muszę codziennie na niego patrzeć, a niekoniecznie mam na to ochotę. A to dopiero pierwszy rok, kurwa! Nie wiem, jak dam radę. On mnie wykończy psychicznie.
- Nie martw się, coś na to poradzimy. Jak będzie bardzo źle, to się przeniesiesz do innej grupy.
- Wiem, ale mogę to zrobić tylko na początku roku akademickiego. Dobrze, że jutro zaczyna się sesja. Muszę ją tylko zaliczyć i wreszcie będę miała mój upragniony święty spokój - wzdycham ciężko i przecieram twarz rękami.
- No widzisz! To zawsze jakiś pozytyw, nie? - Cath mruga okiem i uśmiecham się pierwszy raz od wczorajszego popołudnia - Będzie dobrze, mała. Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Zawsze!
- Dziękuję... jesteś kochana, Carth - przytulam się do niej i czuję, jak głaszcze mnie po plecach...

Siedzę z Cath jeszcze dobre trzy godziny. Wybieramy się jeszcze na spacer, na molo. Rozmawiamy o całej sytuacji z Justinem, ale kiedy tylko o nim myślę, moje serce na nowo się rozpieprza. 

W domu ląduję przed siedemnastą. Jestem dziwnie zmęczona, przybita i na nic nie mam ochoty. Jednak czeka mnie mnóstwo nauki na jutrzejszy, ustny egzamin. Zaczyna się sesja i muszę wszystko zaliczyć, nie chcę zostawić nic na później. Ale po sesji - wakacje! Muszę namówić Cath, abyśmy wyskoczyły gdzieś razem. Może do Hiszpanii, lub Paryża? Chociaż na tydzień, dwa? Taki wypad dobrze by nam zrobił, a ja potrzebuję zapomnieć i zacząć żyć od nowa.

Zjadam szybki obiad i kiedy siadam przed laptopem, zaglądam na stronę. Nie wiem po co to robię i doskonale wiem, że katuję się od nowa. Ale nie umiem inaczej... to zbyt świeża dla mnie rana, abym mogła ot tak zapomnieć o wszystkim. Prycham... od razu na pierwszej stronie w oczy rzuca mi się Justin. Wychodzi z budynku, ubrany na czarno z Ryanem którego poznałam na plaży. Uśmiecha się szeroko, rozmawiają i zmierzają do samochodu. Flesze błyskają na każdą stronę, ale Justin zdaje się tym kompletnie nie przejmować. No tak... jest przecież do tego przyzwyczajony, nie to co ja. Patrzę na niego i czuję łzy na policzkach... tęsknię za jego głosem, który uwielbiam! Za jego przepięknymi oczami, uśmiechem i dłońmi, kiedy trzymały moje. Za jego bliskością, przytuleniem i rozmową. Jak mam zacząć znowu żyć? Tak cholernie przyzwyczaiłam się do tego, że "jest". W mojej głowie dźwięczy tylko jedno pytanie... dlaczego?

Nad książkami siedzę do dwudziestej pierwszej i mam serdecznie dość. Ubieram długą sukienkę w biało-szare pasy i idę na spacer na plażę. Potrzebuję chwili oddechu od nauki, bo to dopiero początek.
Ludzi nie ma prawie wcale... spaceruję po piasku, w ręce trzymam sandały a delikatny wiatr rozwiewa moje włosy. Zatrzymuję się i patrzę na przepiękny widok, który mam przed sobą... wzdycham ciężko i znowu czuję łzy na policzkach. Naprawdę nie chcę się wciąż zadręczać, ale nie umiem inaczej. Ten chłopak zawrócił mi w głowie, ale sama jestem sobie poniekąd winna. Co ja sobie właściwie wyobrażałam? Że może uda nam się stworzyć związek? Jakim cudem?! To światowa gwiazda! Zaciskam szczękę, bo jestem wściekła! Dlaczego nie zostawił mnie w spokoju, kiedy go o to poprosiłam? Nie pozwolił mi odejść, przerwać tego co się między nami działo, a teraz? Wyjechał i zostawił mnie tęskniącą... nie wiem dlaczego tak mnie potraktował. Ale to bolesna myśl, że byłam dla niego tylko na "chwilę".
Ocieram łzy i wracam powoli do domu. Kiedy dochodzą pod moją klatkę, nagle dopada mnie czterech paparazzi, jestem zaskoczona ich widokiem, ale oni od razu robią zdjęcia. Flesz mnie oślepia i zasłaniam dłonią oczy. Krzyczą, dlaczego Justin wyjechał, zostawił mnie. Zagradzają mi drogę, mój oddech szaleje i zaczynam panikować. Znowu płaczę i nienawidzę ich tak samo, jak jego! Chyba widzą mój wybuch i po prostu odsuwają się na bok. Szybko otwieram drzwi klatki i wbiegam do środka. Jestem roztrzęsiona, zraniona a oni mi jeszcze dokładają? Po prostu świetnie!
Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego w ogóle Justin pojawił się w moim życiu?

Następnego dnia, jestem rozbita jeszcze bardziej. To trzeci dzień bez Justina i besztam się, że w ogóle to liczę! Muszę wyrzucić go z mojej głowy raz na zawsze, jego już nie ma i nigdy nie będzie. Najwyższy czas się z tym pogodzić. Wrócił do swojego życia, moje jest tutaj i taka jest kolej rzeczy. Tak musiało być...
Biorę prysznic, robię makijaż i prostuję włosy. Przebieram się w dopasowane, czarne jeansy do tego zakładam białą koszulę z krótkim rękawem... elegancko. Biorę torebkę, szpilki i schodzę na dół. Dochodzi dziewiąta i widzę rodziców, którzy siedzą w jadalni i rozmawiają. Od razu przyklejam lekki uśmiech na twarz.
- Cami... - odzywa się tata i spoglądam na niego - Wszystko w porządku, Kochanie?
- Tak, tato. Właśnie zaraz mam pierwszy egzamin. Super, nie? - mrugam do niego.
- Dasz radę, wierzymy w Ciebie. Wiesz o tym, prawda? - mówi cichutko mama.
- Oczywiście, że wiem... - podchodzę i przytulam się do rodzicielki.
- Będzie dobrze, Skarbie. Głowa do góry - tata mnie dopinguje, a ja przewracam oczami.
- Mam nadzieję - posyłam im słaby uśmiech, cmokam i wychodzę z apartamentu.

Kiedy wysiadam z samochodu przed uczelnią, w oczy rzuca mi się Liam. Od razu zaciskam szczękę, bo jest ostatnią osobą, z którą chcę rozmawiać. Ale oczywiście podchodzi do mnie uśmiechnięty i cmoka w policzek. 
- Liam, nie rób tego. Rozmawialiśmy o tym, prawda? - mówię ze złością i zamykam samochód.
- Przepraszam, Cami. Po prostu... jesteś moją przyjaciółką, od zawsze się tak witamy. Prawda?
- Właściwie tak, ale nieco się pozmieniało. Nie zauważyłeś? - pytam go, kiedy idziemy na uczelnię.
- Nawet to chcesz mi zabrać? - mówi nagle z wyrzutem, aż na niego spoglądam - To tylko całus, tak? 
- Tak, ale nie chcę tego. Uszanuj to - odpowiadam pewnie, ale taka jest prawda. Nie chcę jego dotyku. 
Nagle podbiega do mnie Amy i pyta o notatki. Ulga wkrada się do mojego serca, bo Liam daje mi spokój i ulatnia się. Całe szczęście! Chwila spokoju przed egzaminem na pewno mi się przyda...

Na uczelni spędzam większą część dnia. Na swoją kolej czekam prawie cztery godziny i cholernie się denerwuję. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, egzamin okazuje się być dość prosty. Wszystko to, czego uczyłam się wczoraj. To mi się podoba! Liama wyczytują zaraz po mnie, więc mam szansę spokojnie wrócić do domu. Wychodzę z budynku, ale widzę już jak kilka metrów stąd, stoją Ci sami mężczyźni co wczoraj. Boże! Czego oni ode mnie chcą, do cholery?! Czy to legalne kogoś tak prześladować? Idę do samochodu i nie zwracam na nich uwagi, dopadają do mnie kiedy go otwieram i zasypują falą pytań... tych samych co wczoraj. Mam dość, jestem na granicy i pytam ich.
- Czy to legalne tak kogoś nękać? - zakładam ręce na piersiach i patrzę na nich - Jeśli nie, możecie być pewni, że zgłoszę się do odpowiednich służb o specjalny papierek, który zakazuje zbliżania się. Jasne? Dajcie mi święty spokój i przestańcie mnie śledzić! To chore co robicie! Nie życzę sobie tego!
- Powiedz nam, jesteś dziewczyną Justina? Damy Ci spokój.
- Nie mogę wam tego powiedzieć, ponieważ jest to moje życie prywatne.
- Więc jesteś jego dziewczyną! - co?! Czy on jest głuchy?!
- Nic takiego nie powiedziałam - prycham z kpiną - Więc proszę sobie niczego nie dopowiadać. Do widzenia - wsiadam do samochodu, odpalam i wracam do domu.

Kiedy wchodzę do domu, akurat dzwoni mój telefon. Rzucam klucze na szafkę, odkładam żakiet i grzebię w torebce. Gdzie ten telefon?! Nie przestaje dzwonić i wreszcie znajduję go pod książką. Zsuwam buty i odbieram.
- Słucham? - pytam cicho, biorę rzeczy i kieruję się do swojego pokoju. W słuchawce panuje dziwna cisza i jestem tym nieco zaskoczona - Kto mówi? - cholera... czyż to nie dziwne? Przystaję na środku pokoju, odchylam telefon od ucha i dopiero kiedy widzę kto dzwoni... zamieram. Dosłownie przestaję oddychać. Przykładam telefon do ucha, ale osoba po drugiej stronie również nic nie mówi. Słyszę tylko jego oddech i swój, który szaleńczo przyśpiesza. Łzy lecą ciurkiem po moich policzkach i mam ochotę wyrzucić telefon przez okno. Jednak nic się nie dzieje... ani ja, ani on nic nie mówimy. Trwamy w tej ciszy, która zaczyna być krępująca, dziwna i dręcząca. Chciałabym usłyszeć jego głos, skoro już zadzwonił, ale nie powiem mu tego. Nie ma szans! Ale czy w ogóle powinnam cokolwiek powiedzieć? Będziemy tak trwać w tej ciszy? Przykładam dłoń do ust i mam ochotę wybuchnąć głośnym płaczem. Tak bardzo za nim tęsknię, a zrobił mi takie świństwo! Nigdy nie spodziewałabym się po nim czegoś takiego mimo, iż zdążyłam go nieco poznać. Wiem, że miesiąc to zbyt mało, ale przez ten czasy był taki dobry, kochany, troskliwy. Nie! Nie myśl o tym, Cami! Chrząkam, biorę się w garść chociaż w środku jestem rozpieprzona na milion małych kawałków - Więc... - oddycham szybko, ale wciąż płaczę - Dzwonisz i nie masz zamiaru się odezwać? - mówię to prawie szeptem, nawet nie wiem czy mnie usłyszał. Milczy nadal... może to nie on? Ktoś wziął jego telefon i zadzwonił do mnie? Tylko po co? W jakim celu?
- Camille... - nagle słyszę jego cichy, zachrypnięty głos i wybucham głośnym płaczem.
Nie mogę... po prostu łamie mnie jego głos i tęsknota którą odczuwałam, potęguje się. Nie marzę o niczym innym tylko o tym, żeby mocno mnie do siebie przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Niczego więcej w tej chwili nie chcę. Ale on nie mówi już nic... znowu panuje między nami cisza i słyszę tylko jego przyśpieszony oddech. Zaciskam szczękę ze złości, robię zamach i telefon ląduje na ścianie. Roztrzaskuje się na kawałki, zupełnie tak jak ja...












24 komentarze:

  1. Nadal jestem ciekawa czemu kurwa Justin tak nagle wyjechal, tak bez pożegnania?! Tak się nie robi :/ Przez niego Cami cierpi, jeszvze ten telefon! Jakim prawem kurwa on dzwoni co? Chyba jest już za późno :")
    Buziaki :v

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Cami ;c
    Dlaczego Justin wyjechał tak nagle, bez pożegnania ?
    Świetny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział już nie mogę się doczekać kolejnego: )

    OdpowiedzUsuń
  4. Ughhh jeju. Biedna

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu Justin się nie odzywa ?? Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za dupek z tego Justina. Nie dość że zostawił Cami bez pożegnania, to jeszcze dzwoni i nie raczy się odezwać. Czy on nie rozumie jak Cami cierpi :( Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pierdole! Justin ty dupku! Jak mogłeś zrobić coś takiego? Naprawę szkoda mi Camile. Justin na nią nie zasługuje. Jak w ogóle można zrobić coś takiego? On chyba w ogóle nie ma czegoś takiego jak sumienie. Rewelacyjny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. O boże ;( Niech oni się pogodzą ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. ciekawe o co chodziiiiii

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurwa ! Cudowny ! O japierdole. Kocham ! Moze tydzien z ALAYLM ? ? PRosze !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak na razie ten rozdział należy do moich ulubionych! Ta końcówka jest genialna, czekam na kolejny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. nareszcie sie odezwał <3 ale chuj ciekawe czemu wyjechał, niech w next się wyjaśni :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Biedna Cami...:((( po co dzwonil? Nawet sie nie odzywal..no jedno slowo dzieki ktoremu ona jeszcze bardziej sie zalamala...porazka! Ale nadal mam wrazenie ze on nie chcial wyjezdzac, ze nie chcial jej zranic..rozdzial ogolem super, kocham cie:* czekam nn:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Serio,niczego jej nie powiedział?nawet głupiego przepraszam?dupek

    OdpowiedzUsuń
  15. Nareszcie sie coś rozkreca ! Dodaj jutro rodział ! Prosze ? :-*

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział zdecydowanie mój ulubiony :D końcowka mistrzowska :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Nareszcie się odezwał ciekawe ci bd w następnym rozdziale świetny i do następnego

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeju, nareszcie sie odezwał.
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  19. O chu :o..mega rozdzial, a jeszcze ta koncowka :o kocham i czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine