08.05.2015

Rozdział 9

Kiedy dochodzi dziewiętnasta, do mojego pokoju zagląda mama i posyła mi czuły uśmiech.
- Co jest, mamo? - spoglądam na nią i marszczę czoło.
- Masz gościa - mruga rozbawiona i wzrusza ramionami.
- Gościa? - super, zero spokoju! Leżę w łóżku w majtkach i zwykłej bokserce, z laptopem na kolanach, wcinam lody i mam paskudny humor - No dawaj go tu - mówię, a mama parska śmiechem.
Wychodzi z mojego pokoju i nie moja nawet sekunda, a pojawia się Justin. No tak... wspominał, że wpadnie później, ale jakoś wyleciało mi to z głowy. Podchodzi, przysiada na łóżku i wpatruje się we mnie uważnie.
- Cześć... - szepcze cichutko i nie odrywa ode mnie wzroku.
- No hej, co tam? - pytam i odkładam laptopa na bok.
- Powiesz mi o co chodzi? Dziwnie się dzisiaj zachowujesz, wiesz?
- Mam po prostu gorszy dzień, to wszystko - wzruszam ramionami i bawię się rąbkiem mojej koszulki.
- Nie wierzę Ci, powiesz mi o co chodzi? Nie jestem głupi, Camille! Widzę, że coś nie gra.
- Okej, powiem Ci - podnoszę się i siadam po turecku. Czas na trochę szczerości - Po prostu... pojawiłeś się tak nagle w moim życiu. Całujesz mnie, trzymasz za rękę i kompletnie tego nie rozumiem, tak? Może dla Ciebie to nic wielkiego, następna dziewczyna - widzę jak marszczy czoło i jest lekko zaskoczony - Jednak dla mnie to nie jest takie "nic"... nie mogę zrozumieć Twojego zachowania i myli mnie to. Doskonale wiem, że wrócisz do swojego życia i zapewne o mnie zapomnisz. Dlatego nie chcę się do Ciebie przywiązywać, bo będę cierpieć. Lubię Cię, naprawdę fajnie spędzam z Tobą czas i uwielbiam z Tobą rozmawiać, ale... - zacinam się na chwilę jednak wiem, że muszę to zrobić. Teraz, póki nie jest jeszcze za późno - Powinniśmy przestać się widywać. Tak będzie najlepiej.
- Najlepiej? Dla kogo, Camille? - pyta cicho i kocham swoje pełne imię, kiedy on je wypowiada.
- Dla mnie? - odpowiadam pytająco i spoglądam na niego niepewnie.
- Och, dla Ciebie? - prycha z kpiną - A co ze mną? Ja się tutaj nie liczę? - zaskakuje mnie tym.
- Nie wiem jak Ty do tego podchodzisz. Jednak ja jestem uczuciową i wrażliwą osobą. Zbyt szybko przywiązuję się do ludzi. Naprawdę nie będę fundować sobie cierpienia na własne życzenie.
- Ale ja chcę się z Tobą spotykać, Cami! - mówi ze złością - I na pewno z tego nie zrezygnuję.
- Ale jak Ty to sobie wyobrażasz? Pochodzimy z dwóch zupełnie innych światów, Justin. Jesteś gwiazdą... znaną na cały świat! Ja jestem nastolatką, która przypadkiem Cię poznała. To się nie uda, zrozum to! Nie chcę żeby to zaszło za daleko a czuję, że właśnie tak będzie jeśli tego nie przerwiemy. Nie możemy do tego dopuścić.
- Nie przerwę tego, możesz być pewna - mówi surowo i zaciska szczękę.
- Więc uszanuj moją decyzję, bo ja to przerywam - mówię cicho i spuszczam głowę.
- Och, serio? - dlaczego mi to utrudnia do cholery?! Muszę to zrobić, bo nie chcę się w nim zakochać! A jego pocałunki, czułe gesty, słodkie słówka właśnie do tego doprowadzą! Jest świetnym chłopakiem co zapewne wie, ale nie mogę się do niego przywiązać - Camille? Nie rób tego, chcę spędzić z Tobą ten czas. Proszę... pozwól mi na to.
- A potem wrócisz do Stanów i tyle będę Cię widziała, tak? Łatwo Ci mówić... zapomnisz i będziesz sobie żył z dnia na dzień, a ja będę tęsknić jak wariatka! Nie, dzięki. Właśnie tego chcę sobie oszczędzić i... - nie kończę. Justin rzuca się na mnie, przewraca na plecy i mocno całuje. Och! Zaskakuje mnie jego zachowanie i dopiero po chwili orientuję się w sytuacji. Układa się między moimi nogami, chwyta moje dłonie i splata palce z moimi układając je nad moją głową. Pocałunek jest mocny, zachłanny i cholernie zmysłowy. Nasze języki pocierają się namiętnie o siebie i cichutki jęk ucieka z moich ust. Justin przenosi usta na moją szyję i składa na niej delikatne, mokre pocałunki. Przechylam głowę w lewą stronę, żeby miał lepszy dostęp. Doskonale wiem, że powinnam to przerwać, dlaczego mu na to pozwalam? Dlaczego on to robi? Przecież powiedziałam mu przed chwilą, że nie powinniśmy się więcej spotykać! - Justin...
- Skarbie... - mówi cichutko, kiedy odrywa się od mojej szyi. Przenosi usta na moje, dotyka ich delikatnie, ale nie całuje - Nie pozwolę Ci tego skończyć, wiesz? - co takiego?! - Dobrze mi z Tobą... - boże! Zaciskam usta i czuję, jak moje serce przyśpiesza. Nie wiem dlaczego, ale płaczę. Łzy spływają po moich policzkach i doskonale wiem, że będę cierpieć. Prędzej czy później tak właśnie będzie - Ciii... nie płacz, jestem przy Tobie - tuli mnie do siebie i głaszcze po włosach. Obejmuję go za plecy, wsuwam dłonie pod jego koszulkę i czuję ciepłą skórę. Cmokam go w ramię, ale nie przestaję płakać. Nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje... widocznie za dużo emocji jak na jeden dzień.

Kiedy się uspokajam, Justin posyła mi niepewny uśmiech. Ociera moje łzy z policzków i tuli do siebie.
- Co się dzieje, Skarbie? Dlaczego płakałaś? - mówi cichutko do mojego ucha.
- Bo nie chcesz dać mi spokoju i wiem, że będę przez Ciebie cierpieć - ups, cóż za szczerość!
- Auć, Camille! - przykłada dłoń do serca i udaje urażonego - Wbiłaś mi nóż w plecy! - chichocze cicho i całuje mnie w czoło - Jesteś straszną pesymistką, wiesz?
- Raczej realistką. Wiem, że to się nie uda - zaciskam usta, ale wiem, że tak właśnie będzie.
- Uda się, zobaczysz - odgarnia włosy z mojej twarzy i pociera mój policzek - Naprawdę bardzo Cię lubię, chociaż znamy się kilka dni. Ale jestem tutaj, tak?
- Ale wyjedziesz... - tylko o tym jestem w stanie teraz myśleć.
- Wyjadę, to wrócę. Nie widzę żadnego problemu.
- Tak Ci się tylko wydaje, sam się o tym przekonasz.
- Dobra, koniec tego gadania, tak? Jesteś okropna - przewraca oczami i kręci głową. Jednak uśmiecha się uroczo na co moje serce przyjemnie się zaciska - Mogę Cię gdzieś zabrać? Napijemy się i będziemy się świetnie bawić.
- Skąd ta pewność, co? - mrużę oczy i robię śmieszną minę.
- Już ja się o to postaram - mruga zadziornie i łączy swoje usta z moimi.

Justin wyciąga mnie do klubu. Na miejscu czekają na nas już jego znajomi, oraz moja przyjaciółka. Jakim cudem?! Aż uchylam usta, bo jestem bardzo zaskoczona jej widokiem.
- Cath? Jakim cudem się tutaj znalazłaś?! - krzyczę i ściskam ją mocno.
- Justin do mnie zadzwonił - co takiego?! - Z Twojego telefonu - o nie!
- Wybacz, Skarbie. Brałaś prysznic, nudziło mi się więc zaprosiłem Twoją przyjaciółkę - posyła mi szeroki uśmiech, opiera plecy o oparcie kanapy i układa ręce na głowie. Jest kompletnie wyluzowany i ma wszystko w nosie.
- Jesteś niemożliwy! - wybuchamy z Cath śmiechem. Ale cieszę się, że to zrobił.
- Hej, Justin - nagle odzywa się jak dobrze pamiętam Lil Za - My jutro wyjeżdżamy -  boże! Momentalnie moje serce przyśpiesza i aż upijam łyk drinka, który właśnie stawia przede mną kelnerka. Boję się odpowiedzi Justina, ale doskonale wiem, że musi wyjechać. Przecież tutaj nie zamieszka, bo w LA jest jego dom - Wracasz z nami, czy zostajesz? - nawet na niego nie patrzę. Cath tylko posyła mi współczujące spojrzenie i rozmawia z kolegą Justina.
- Nie wracam jeszcze - och! Teraz moje serce jest już w gardle - Zostanę jeszcze, dobrze mi tutaj - marszczę czoło i przenoszę na niego spojrzenie. Uśmiecha się szeroko, obejmuje mnie ramieniem i mruga zadziornie.
- W porzo - przybijają sobie żółwika, a ja uśmiecham się sama do siebie. Zostaje...

Czas w klubie mija rewelacyjnie. Cieszę się, że Justin jednak postanowił wyciągnąć mnie z domu... miał rację, takie wyjście dobrze mi zrobiło. Rozluźniłam się i wyrzuciłam z głowy wszystkie dręczące mnie myśli. Znowu śmiałam się, aż rozbolał mnie brzuch, ale Justin ma świetnych znajomych. Są wyluzowani, zabawni i są po prostu "sobą", nikogo nie udają. 
Justin wymęczył mnie na parkiecie i moje stopy boleśnie to jutro odczują.
Cath wywija z Ryan'em na parkiecie, a ja czuję ucisk na pęcherz. Jednak idę sama, nie chcę jej przerywać.
- Muszę do WC, zaraz wracam - mówię do Justina, a chłopak przytakuje głową.
Ruszam się ze swojego miejsca i czuję, że jestem już lekko podbita. Jednak nie ma się co dziwić... Justin wlewa we mnie alkohol jak w studnię! Chichoczę pod nosem i przykładam dłoń do ust... rany, kręci mi się w głowie!
Docieram do toalet, robię siku i poprawiam nieco fryzurę. Mam zaróżowione policzki i przykładam do nich chłodne dłonie... jak przyjemnie. Do środka wchodzą właśnie dwie dziewczyny... roześmiane, pijane i mrugają do mnie okiem. Posyłam im uśmiech i wychodzę z toalety. Wracam do chłopców i Cath, kiedy nagle czuję uścisk na ramieniu. Odwracam się powoli aby nie stracić równowagi i widzę przed sobą Liama... serio?! Będzie mnie teraz prześladował?!
- Co Ty tutaj robisz? - pytam oschle, ale jestem cholernie zaskoczona jego widokiem.
- Jestem? Przyszedłem się zabawić, zupełnie tak jak Ty - wzrusza beztrosko ramionami.
- I wybrałeś akurat ten sam klub, tak? To czysty przypadek, jak rozumiem?
- Oczywiście! Co masz przez to na myśli? - mruży oczy i drapie się po brodzie.
- To, że mnie śledzisz? - wyrywam ramię z jego uścisku i zakładam ręce na piersiach.
- Chyba zwariowałaś, Cami! Po co miałbym to robić? - prycha z kpiną.
- No dobrze... skoro tak mówisz - uśmiecham się i chcę go podejść - Jestem tutaj sama, może zatańczymy?
- Nie jesteś sama, Camille... przyszłaś z nim! - podnosi głos i zaciska szczękę.
- Skąd to niby wiesz? - spoglądam na niego i doskonale wiem, że mnie śledzi.
- Bo was widziałem! Chciałeś Cię gdzieś zabrać, odmówiłaś! Nadal się z nim widujesz, dlaczego?!
- Nie będę o tym z Tobą rozmawiać. I przestań mnie śledzić, Liam. To chore!
Odwracam się na pięcie i po prostu idę przed siebie. Nie wierzę, że potrafił tak cholernie się zmienić. To na pewno ten sam chłopak? Może ktoś go podmienił? Przecież znam go dwa lata! Nigdy się tak nie zachowywał.
- Camille! - krzyczy i obejmuje mnie od tyłu w talii, przez co się zatrzymuję.
- Puść mnie, Liam. Nie chcę, żebyś mnie dotykał - mówię spokojnie, ale czuję w sobie dziwny strach.
- Serio? Ale on może to robić, prawda? - mówi cichutko do mojego ucha, a przez moje ciało przebiega nieprzyjemny dreszcz - Co jeszcze robicie, hmm? - sunie nosem po mojej szyi i wstrzymuję oddech - Znasz go zaledwie kilka dni, a już Cię całuje. Nigdy nie sądziłem, że pozwolisz na to komukolwiek. Ale cóż... to przecież Justin Bieber, więc wszystko jasne - boże! Dotykają mnie jego słowa, bo zdaję sobie właśnie sprawę z tego, że właśnie tak to może wyglądać! Czy w prasie również tak wypisują? To Justin, może mieć każdą! - Pozwoliłaś mu już na coś więcej, Cami? - zaczynam szybciej oddychać i czuję łzy pod powiekami - Pieprzył Cię? - mówi to tak ostro, że cofają mi się wnętrzności - Jestem pewny, że tak... - liże moją szyję, a w moje ciało uderza obrzydzenie - Było Ci dobrze? Jak lubisz? Ostro, czy delikatnie? Skoro on to zrobił, może i ja mogę? - co?! O czym on do cholery mówi? Jednak nie odzywam się, bo mam gulę w gardle, a pierwszy łzy już spływają po moich policzkach - Sprawę Ci przyjemność, tak jak on albo i lepiej.
- D-daj mi spokój, Liam... - mówię cicho, a moim ciałem wstrząsa szloch.
- Nie płacz, Camille - przytula mnie mocniej do siebie, opiera moje plecy o swój tors, a ja stoję jak sparaliżowana. Dlaczego to wszystko powiedział? - Ciii... ja będę przy Tobie kiedy on wyjedzie, zostawi Cię. Wtedy, kiedy będziesz cierpiała i płakała... będę, Cami - nie mogę się uspokoić. Jestem roztrzęsiona i płaczę jeszcze bardziej. Chłopak wciąż tuli mnie do siebie, ale czuję, że gdyby tego nie robił to chyba bym upadła. Alkohol momentalnie ucieka z mojego organizmu, a serce roztrzaskuje się na milion kawałków - Nie chciałem Cię zranić, Kochanie... wybacz mi za moje słowa, ale są one czystą prawdą. Jednak kocham Cię i chcę, żebyś to wiedziała. Nie opuszczę Cię...
Wyrywam się z jego uścisku, mam dość! Ruszam przed siebie i nawet się nie oglądam. Jestem rozpieprzona psychicznie i nie marzę o niczym innym, jak tylko położyć się do łóżka, zakopać pod kołdrą i móc popłakać. Niech wszyscy zostawią mnie w spokoju! Chcę wrócić do domu... jednak orientuję się, że moja torebka została na kanapie obok Justina. Nie mam nawet gotówki na taksówkę, więc chcąc nie chcąc, muszę po nią wrócić. Ocieram łzy, doprowadzam się nieco do porządku i idę na salę. Szybko docieram do naszej loży, ale widzę przy niej tylko Lila Za, który bawi się telefonem. Całe szczęście, nie ma Justina! Uniknę tłumaczenia i po cichutku się ulotnię. Moje serce szybko bije i wiem, że zaraz na nowo się rozpłaczę. Muszę się stąd zmyć jak najszybciej.
- Och, Cami... Justin Cię szukał - chłopak odzywa się nagle i kiedy nasze oczy się spotykają, aż uchyla usta w lekkim szoku - Co się stało?! - zrywa się na równe nogi i podchodzi do mnie - Jesteś cała zapłakana!
- Wszystko w porządku, nie przejmuj się - wysilam się na uśmiech przez łzy - Źle się czuję, wrócę do domu. Przekaż proszę Justinowi, że zadzwonię jutro - biorę torebkę i krótką, jeansową kurteczkę.        
- Nie ma mowy! Poczekaj na niego, zaraz wróci. Poszedł tylko po drinka.
- Nie ma takiej potrzeby, nie chcę psuć mu zabawy. Naprawdę nie czuję się najlepiej.
- O czym Ty mówisz? Przecież on tutaj jest tylko dla Ciebie, tak? - och, boże!
- Przepraszam... muszę iść - spoglądam na niego smutno, odwracam się i po prostu odchodzę.
Szybko mijam bawiących się ludzi i docieram do drzwi. Uchylam je i wychodzę na świeże powietrze. Oddycham głęboko kiedy chłodne powietrze uderza w moje ciało i płaczę znowu. Nie wiem dlaczego, ale słowa Liama bardzo mnie dotknęły i w tym momencie nie mogę myśleć o niczym innym. Czy jestem dla Justina tylko na "chwilę"? Chce się rozerwać, zabawić kiedy ma przerwę i wykorzystuje wolny czas. Kiedy wyjedzie, zapomni jak miałam na imię...
Łapię taksówkę i szybko wymawiam nazwę mojej ulicy. Dochodzi trzecia rano, świetnie! Ciekawe jakim cudem w ogóle pójdę jutro na zajęcia. Ale nie to jest teraz ważne... moje serce zaciska się boleśnie i nie umiem poradzić sobie z własnymi uczuciami...                                                                                                 







20 komentarzy:

  1. Ehh! Biedna Cami :/ Liczę ze ten ich cały związek się uda ale... cały czas mam jakieś dziwne przeczucia i nie, nie mam na myśli Liama który co jak co jest psychiczny! ;-;
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. SWIETNY! DODAJ NOWY IMM JESLI MOZESZ KASIU!

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję jej :( Justin lec za nia

    OdpowiedzUsuń
  4. Liam, skurwielu! Ale ja go nie lubię. Justin teraz musi zapewniać Cami, że jej nie zostawi. Ale ja tego debila nie lubię! No jak mógł coś takiego powiedzieć? To niby jego przyjaciółka, a on chce coś więcej, więc tym bardziej jest skurwielem. Kompletny debil.i idiota! Uff... już mi lepiej. Rozdział jest świetny ;) Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  5. ale ten Liam miesza... jezu

    OdpowiedzUsuń
  6. O boże zaraz się zleje " wlewa we mnie alkohol jak w studnie " ha ha ha Kasia jesteś mistrzem :) świetny czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  7. Justin biegnij za nią... Liam spierdykaj

    OdpowiedzUsuń
  8. CO ZA IDIOTA ON MI DZIAŁA NA NERWY AGGHHH

    OdpowiedzUsuń
  9. O.jejku, ale jej współczuje nie chciałabym być na jej miejscu...kocham to opwiadanie..a ten Liam...gdybym była na jej miejscu przywalilabym mu i tyle...czekam na kolejny..,zycze weny <3

    OdpowiedzUsuń
  10. cudny <3 ale smutny :( lubie liama ale mnie zaczął irytować :0

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojej. :( biednaa . ciekawe co bedzie dalej. Do nastepnego :*

    OdpowiedzUsuń
  12. :( Justin, chłopie ogarnij się! Poproś ją o bycie swoją dziewczyną! Teraz!

    OdpowiedzUsuń
  13. wow :) świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko biedna cami...mam nadzieje ze justin jej nie zrani..a za to co liam powiedzial powinna mu dac w pysk...czekam nn, buzi:**

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuję Cami, a temu Liamowi od 7 boleści już dawno dała w mordę. I on się uważa za jeje przyjaciela?

    OdpowiedzUsuń
  16. znów ten głupi Liam ...,. brak słów
    :)))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  17. Szukasz czegoś dla siebie? A może chcesz zdobyć więcej czytelników? Zapraszam do zgłaszania się na http://fanfictionswpigolce.blogspot.co.uk/! Przyjmuję każdego bloga, z ''otwartymi rękoma''! :)
    Czekam na Ciebie :)
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo fajne opowiadanie, bardzo mi sie podoba lekkość. Na pewno nie raz tu wpadne xx
    http://secret-hill.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine