27.05.2015

Rozdział 12

Kiedy rodzice wracają z pracy, nawet się z nimi nie witam. Nie wychodzę z pokoju i powoli przetrawiam to wszystko w swojej głowie. Wyjechał... ot, tak. Jak na pstryknięcie palca zniknął z mojego życia tak szybko, jak się w nim pojawił. Sama powinnam sobie teraz strzelić w twarz za swoją naiwność. Omamił mnie, zauroczył i co mi z tego przyszło? Cierpienie. Liczyłam się z tym. Każdego dnia powtarzałam sobie, że powinnam przestać się z nim widywać. Jednak nawet on mi na to nie pozwolił... powtarzał, jak bardzo mnie uwielbia, chce być tutaj ze mną. Patrzeć na mój cudowny uśmiech, śliczne oczy i urocze dołeczki w policzkach. Kurwa! Jestem taka głupia! Jak mogłam w to wszystko uwierzyć?! Przecież to były kłamstwa, skoro wyjechał i nawet się ze mną nie pożegnał! Nie zatrzymywałabym go przecież... wrócił do domu, to normalne. Ale chciałam go chociaż przytulić ten ostatni raz, popatrzeć mu w oczy i życzyć powodzenia.
- Cami? - słyszę głos mamy, który wyrywa mnie z moich myśli - Co się stało? Marnie wyglądasz, córeczko.
- Wyjechał... bez słowa - mówię obojętnie, ale nawet na nią nie patrzę. Gapię się tępo w ścianę.
- Co takiego?! - słyszę szok w jej głosie - Jak to bez słowa? Nie wierzę...
- To uwierz. Umówił się ze mną, nie przyszedł na spotkanie a gdy wróciłam do domu, zobaczyłam jego zdjęcia w necie, jak wsiada do swojego samolotu. Już po wszystkim, mamo - uśmiecham się do niej, a po moich policzkach płyną łzy.
- Boże, Cami... - mówi cichutko, układa się obok i przytula mnie do siebie - Tak mi przykro.
- Niepotrzebnie, mamusiu... tak musiało być - ledwo te słowa przechodzę przez moje gardło.

Kiedy rano otwieram oczy wiem już, że ten dzień będzie totalnie do bani! Jestem nieprzytomna, pęka mi głowa od przepłakanej nocy i nie wiem jakim cudem dam radę dzisiaj na zajęciach. Wzdycham, podnoszę się i idę do łazienki. Zdejmuję z siebie koszulkę, bieliznę i wchodzę do kabiny. Odkręcam ciepłą wodę, która ogrzewa moje ciało. Nie chcę o niczym myśleć i myję się raz dwa. Wychodzę, owijam się ręcznikiem i robię makijaż, aby zasłonić worki pod oczami. Wyglądam fatalnie i muszę zacisnąć usta, aby znowu się nie rozbeczeć. Muszę być dzielna...
Wchodzę do pokoju i przebieram się. 
Nie wiem dlaczego, ale wchodzę jeszcze na plotkarskie strony. Jak na zawołanie widzę zdjęcia Justina na lotnisku, jednak tym razem w LA. Ma na sobie szarą bluzę, granatowe spodnie i czapkę na głowie. Obok niego idzie człowiek, którego nigdy w życiu nie widziałam, ale widzę uśmiech na twarzy Justina. Wbijam zęby w wargę i trzaskam klapką od laptopa.

Na zajęciach jest jeszcze gorzej. Liam wierci mi dziurę w głowie swoim spojrzeniem i muszę się powstrzymać, żeby nie wstać i po prostu nie przywalić mu przy wszystkich. Na pewno jest szczęśliwy... przecież mówił mi, że Justin wyjedzie i mnie zostawi. Nie sądziłam tylko, że będzie to tak szybko. Jednak to moje życie i skoro dopuściłam do siebie Justina, to tylko i wyłącznie była moja decyzja. Jemu nic do tego!

Wychodzę z sali, ale od razu podbiega do mnie Liam. Mocno zaciskam usta, bo nie mam najmniejszej ochoty wysłuchiwać jego kazań. Niech sobie daruje! Nie potrzebuję dodatkowo jego pieprzenia.
- Cześć, Camille... - kiedy tylko wypowiada moje pełnie imię, coś przekręca mi się w brzuchu.
- Cami, Liam - poprawiam go. Tylko w ustach Justina moje pełnie imię brzmiało wyjątkowo.
- W porządku... jak się miewasz? - och, serio go to obchodzi?
- Dobrze, nie widać? - nie patrzę na niego, nie mam ochoty.
- Właśnie nie za bardzo... - mówi cicho i idzie obok mnie. Mój oddech szaleje i tak bardzo chce mi się płakać! Zatrzymujemy się i siadamy przed salą, w której mamy kolejne zajęcia - Widziałem zdjęcia, Justin wyjechał.
- I co w związku z tym? - jestem chamska. Nie chce mi się bawić w uprzejmy ton.
- Cierpisz, Cami. Wiedziałem, że tak będzie. Czułem, że Cię zostawi. Dupek z niego!
- Daj mi spokój, Liam. Nie mam ochoty na rozmowę o nim.
- Co on z Tobą zrobił... jesteś smutna, załamana. Nie chcę tego!
- Odpieprz się! Rozumiesz mnie? - mówię przez zaciśnięte zęby i wstaję.
Po raz pierwszy od początku roku akademickiego, idę na wagary. Opuszczam ostatnie zajęcia i wychodzę z budynku... nie dam rady przebywać z Liamem, nie ma szans! Nie dzisiaj...

Idę do parku, siadam na ławce i beczę jak małe dziecko! Jestem rozwalona na kawałki i naprawdę nie mogę zrozumieć zachowania Justina. Dlaczego nie powiedział chociaż, że wyjeżdża? Zostawił mnie bez jebanego słowa wyjaśnienia! Tak się do cholery nie robi! Traktowałam go jak przyjaciela, opiekował się mną! To nic dla niego nie znaczyło? Ale chwila... przecież nie uprawialiśmy nawet seksu! Jedynie mnie całował, przytulał nic więcej. Najdalej posunęliśmy się do prostych pieszczot u niego w hotelu, kiedy oglądaliśmy film i zajadaliśmy lody. Nigdy nic więcej między nami nie było, więc nawet nie mogę powiedzieć, że mnie wykorzystał. Był i zniknął, z dnia na dzień. Po prostu muszę się z tym pogodzić i żyć tak, jakby w ogóle go w moim życiu nie było. Wiem, że to wcale nie będzie takie proste, ale co innego mam zrobić? Nie oddzwonił do mnie, więc i ja więcej nie zadzwonię, nie napiszę. Nie mogę tego zrobić... nie mam najmniejszego zamiaru narzucać mu swojej osoby. Trudno... widocznie tak musiało być, skoro on się nie odezwał ma do tego jakiś powód. 
Szkoda tylko, że zostawił mnie z jednym problemem... już nie jestem anonimowa i doskonale wiem, że teraz zacznie się prawdziwe piekło...

Kiedy tylko przekraczam próg swojego pokoju, przebieram się w krótkie spodenki i szarą bluzę Justina. Nie wiem dlaczego to robię, ale sama mam ochotę sobie przywalić. Jestem taka głupia! Jednak siadam na tarasie, oddycham głęboko i zaciągam się zapachem bluzy. Wciąż czuję jego perfumy, które uwielbiam. Uśmiecham się lekko i przypominam sobie moment, kiedy zostawił tą bluzę u mnie.


*wspomnienie*
- Camille... - słyszę głos Justina i przekręcam głowę w prawo. Wpada zdyszany do mojego pokoju, a wyszedł z niego zaledwie dwie minuty temu - Zapomniałem bluzę - przewraca oczami i podchodzi do fotela, gdzie leży.
- Hej! - zrywam się na równe nogi, patrzy na mnie zaskoczony i marszczy czoło - Przykro mi, ale nie oddam Ci jej. Podoba mi się - wystawiam mu język i jednym ruchem zakładam ją na siebie.
- To moja ulubiona bluza, oddawaj! - mówi naburmuszony i mruży oczy.
- Nie ma opcji, misiu. Ona zostaje u mnie i możesz jedynie dotknąć i się pożegnać.
- Och, serio? - unosi brew, oblizuje usta i zaczyna iść w moim kierunku. Od razu się cofam, ale po chwili moje plecy zderzają się ze ścianą. Cholera! - Ups, chyba nie masz dokąd uciec, maleńka - uśmiecha się szeroko i opiera łokcie po bokach mojej głowy - Więc jak? Oddasz ją? - mruczy cichutko i przejeżdża nosem po mojej szyi. Kręcę przecząco głową i czuję, jak jego policzki unoszą się do góry - To może sam ją sobie wezmę, hmm? - przygryza skórę i wysyła przyjemne ciepło do mojego ciała. Mocno zaciskam usta, aby przypadkiem nie wydostał się z nich jęk przyjemności.
- N-nie oddam... - dyszę ciężko, ale doskonale wie co zrobić, aby moje ciało na to zareagowało.
- Czyżby? - wsuwa palce w moje włosy i przechyla moją głowę w prawo, czym robi sobie lepszy dostęp. Teraz muska ją językiem i mocniej ściskam dłonie na jego ramionach. Czuję, jak w moje ciało bucha gorąco i nogi robią się jak z waty. O rany! - Lubię Twój zapach, Skarbie... - szepcze do mojego ucha i przesuwa usta na moją szczękę. Prześlizguje po niej językiem i nagle wpija się zachłannie w moje usta, aż mnie przytyka. Pocałunek jest cholernie zmysłowy, czuły i niesamowicie podniecający. Nasz języki łapią wspólny rytm, przenoszę dłonie na jego szyję i mocniej się do niego dociskam. Cichy jęk ucieka z jego ust i jednym ruchem podnosi mnie i po chwili rzuca na łóżko. Całuje mnie szybko, z pożądaniem i napiera swoim ciałem na moje. Boże! Nie wiem jak on to robi, ale pragnę go w tej chwili tak mocno! Nigdy nie posunęliśmy się dalej, ale tak bardzo jestem w tym momencie podniecona - Kurwa, Kotku... - oddycha głęboko, jego pierś gwałtownie podnosi się i opada. Opiera swoje czoło o moje i zamyka oczy. Uspokajam oddech i przesuwam dłońmi po jego plecach. Niestety... naszą czułą chwilę przerywa dzwonek jego telefonu. Marszczy brwi, wyjmuje go z kieszeni i przewraca oczami - Muszę odebrać, to ważny telefon. Wpadnę później, Kochanie. Na razie możesz zatrzymać moją bluzę, ślicznie w niej wyglądasz - mruga zadziornie, składa na moich ustach soczystego buziaka i podnosi się z mojego ciała. Odbiera telefon i wychodzi z mojego pokoju.
*Koniec*


Pamiętam to jak dzisiaj, chociaż minęło już trochę czasu. Ta bluza to jedyne, co w tej chwili mi po nim pozostało. Tęsknię... chociaż bardzo chcę nic nie mogę na to poradzić. Nie wiem tak naprawdę co się stało, nawet nie zadzwonił. Jedynie w internecie mogę sprawdzić, co się u niego dzieje. Oddycham z ulgą, bo żyje i jest bezpieczny.
Słyszę pukanie do drzwi i ledwo mówię "proszę". Wciąż siedzę na balkonie i wpatruję się w widok przede mną. Wiatr roziewa moje włosy i cisza która panuje, koi moje zszargane nerwy.
- Cześć, Cami... - słyszę głos Liama i natychmiast się spinam.
- Co Ty tutaj robisz? - spoglądam na niego, kiedy przysiada obok mnie na wiklinowym krzesełku.
- Cóż... wpadłem zobaczyć jak się czujesz. Nasza dzisiejsza rozmowa nie była zbyt miła.
- Mam Cię przeprosić? - marszczę brwi i wpatruję się w niego.
- Nie! Oczywiście, że nie! Przecież nie po to tutaj przyszedłem. Wiem, że jest Ci teraz bardzo ciężko i poniekąd rozumiem Twoje zachowanie. Ale jestem przy Tobie, Cami... pamiętaj o tym. Możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję, Liam. To naprawdę miłe z Twojej strony, ale nic mi nie jest.
- To nie prawda. Widzę co się z Tobą dzieje, jesteś zupełnie inna. Boli mnie to, że cierpisz.
- Tak to już jest w miłości, prawda? - uśmiecham się smutno, ale nie mam zamiaru mu się zwierzać.
- Tak... coś o tym wiem - wzdycha ciężko i spuszcza na chwilę głowę - Też cierpię, bo nie odwzajemniasz moich uczuć. Nawet nie dajesz mi szansy, aby coś się zmieniło w tym kierunku. Ale poczekam, Cami. Wiem, że warto.
- Nie chcę żebyś czekał, Liam. Po prostu znajdź sobie dziewczyną, która Cię pokocha i zasłuży na Twoją miłość. Ja nią nie będę, przykro mi. Traktuję Cię jak przyjaciela i nie potrafię dać Ci tego, czego ode mnie oczekujesz.
- Skąd to wiesz, Cami? - wpatruje się we mnie surowo i mruży oczy - Wciąż to powtarzasz, ale nie masz pojęcia jak ułożyłoby się między nami, gdybyś dała mi szansę. Może pokochałabyś mnie tak samo mocno, jak ja kocham Ciebie?
- Moje serce już do kogoś należy... nie mogę Cię pokochać, nawet gdybym tego bardzo chciała.
- Zakochałaś się w pieprzonym Justinie Bieberze! Jak do tego doszło, co? - prycha z kpiną i uśmiecha się gorzko - Przecież dzieli was przepaść. Jesteś zwykła dziewczyną, a on piosenkarzem. To nie mogło się udać.
- Jak widać masz rację. Nie mogło się udać i się nie udało. Co nie zmienia moich uczuć do niego.
- To chore! Masz mnie przy swoim boku, jestem Ci oddany, wierny jak pies! Dlaczego tego nie widzisz, co? Co mam jeszcze zrobić, abyś wreszcie otworzyła oczy i zobaczyła, że jestem w stanie zrobić dla Ciebie wszystko?! - podnosi głos i nie bardzo rozumiem jego wybuch. Jednak mój oddech przyśpiesza i wcale nie podoba mi się zachowanie Liama. Nie lubię kiedy się złości, obawiam się go wtedy zdecydowanie bardziej - Kocham Cię, Camille... po prostu spróbuj spojrzeć na mnie inaczej, niż jak na przyjaciela. Uda nam się! Wierzę w to z całego serca!
- Ale ja nie wierzę, naprawdę mi przykro. Jesteś fajnym facetem, spędziliśmy razem wiele fajnych chwil. Imprezy, wypady na wakacje, robienie głupich rzeczy - uśmiecham się pod nosem na wspomnienie pewnej sytuacji, kiedy byliśmy pijani razem z Cath. Włamaliśmy się na prywatny basen, a ktoś wezwał policję. Chyba nigdy wcześniej tak szybko nie biegłam - Ale nic więcej między nami nie będzie i proszę... zrozum to wreszcie. Nie chcę Cię ranić.
- Ale robisz to! - złości się i zaciska dłonie w pięści. Tylko spokojnie! - Sprawiasz mi ból, bo walczę o Ciebie a Ty masz to w dupie! - posyła mi dziwne spojrzenie, aż muszę przełknąć ślinę. Wygląda cholernie groźnie.
- Powinieneś już iść... - mówię cichutko, spuszczam głowę i nerwowo bawię się palcami.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Chyba należy mi się trochę więcej, co?
- Nie wiem co jeszcze mogę dodać. Nie czuję się najlepiej, po prostu chcę się położyć.
- I beczeć za nim, tak? Wylewać morze łez, bo pieprzona gwiazdka wyjechała i zostawiła Cię jak rzecz!
- Boże, Liam... - mój oddech szaleje, a łzy na siłę cisną się do oczu - Dlaczego tak mnie męczysz? Nie widzisz w jakim jestem stanie? Twoje słowa wcale mi nie pomagają, wręcz przeciwnie! Mam wszystkiego dość!
- Ciii... nie chciałem, spokojnie - podnosi mnie za ramię i przytula do swojego ciała. Jestem zaskoczona jego zachowaniem i natychmiast próbuję się od niego oderwać. Wzmacnia uścisk i nie pozwala mi na to - Nie bój się, nie zrobię Ci krzywdy. Po prostu chcę Cię tylko przytulić - głaszcze mnie po plecach, a ja pozwalam łzom wypłynąć. Jestem załamana, zagubiona i Liam swoim gadaniem dobija mnie jeszcze bardziej. Dlaczego wciąż mnie męczy? - Wszystko będzie dobrze, Kochanie. Zaopiekuję się Tobą... - mówi cichutko i całuje mnie w głowę. Tylko ja wcale tego nie chcę...







23 komentarze:

  1. myślałam że Justin chociaż zadzwoni ... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze o co tutaj chodzi dlaczego tak nagle justin wyjechał !! super czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  3. Luju *0*
    Musisz szybko dodać next.
    Jeeju prawie sie poryczałam, on MUSI wrócić.:")

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie! To są chyba jakieś żarty! Co ten Justin sobie myśli? Co to ma w ogóle być? Co za debil. A do Liama nie mam już słów. Jeden i drugi są siebie warci. Super rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. niech juss wróci i jej wyjaśni ale ona go zleje, upije sie i z liamem coś teges <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zwariuje ! O co chodzi ? Szybko daj next ! Czekam !

    OdpowiedzUsuń
  7. udfrfcgvhbjnkiuygtrf

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogę się doczekać aż sprawa z Justinem się wyjaśni! Rozdział jak zwykle świetny, czekam na kolejny :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Juz mialam taka nadzieje, ze Justin sie pojawi i wetnie w ich rozmowe, ale i bez tego rozdzial idealny...Liam znowu swoje niech to zrozumie i odczepi sie...czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlaczego Bieber tak nagle wyjechał? I czemu zostawił Cami bez słowa? Oby miał jakieś dobre wytłumaczenie bo inaczejjjjjjjjj, PO TOBIE JUSTIN!

    OdpowiedzUsuń
  11. Liam ty psycholu spierdalaj do wariatkowa:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Justin ma solidne przechlapane... jak mógł zostawić Cami bez słowa wyjaśnienia!? Jeszcze Liam się przypałętał bohater od siedmiu boleści -.- Niech on w końcu zostawi Cami w spokoju!! Się trochę zdenerwowałam xd Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Haloo justin, obudz się chłopie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Justin ty dupku!! Wracaj mi tu! Już!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurwa. Co tu sie dzieje ? Gdzie Justin?!. To Justin powinien z nia byc, a nie Liam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Swietny rozdzial na serio...glupi liam...mam nadzieje ze juz za niedlugo wyjasni sie czemu justin tak zniknal !

    OdpowiedzUsuń
  17. Jprd on mnie irytuje -,- rozdział super <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudo!!!! Czemu Justin wyjechał bez słowa? Cami powinna juz przestać okazywać jak bardzo za nim tęskni tak było by dla niej lepiej. Czekam na next !!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem dlaczego ale mam przeczucia ze Justin po nia wroci i ja zabierze ze soba. Bo niby po co sie pytal czy ma lek wysokosci. Ale to, ze nie zjawil sie bylo chamskie. Ten Liam mnie strasznie denerwuje mam ochote urwac mu jaja. Czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine