15.05.2015

Rozdział 10

Budzę się przed ósmą rano, dzisiaj mam zajęcia na dziewiątą trzydzieści. Szybko wyskakuję z łóżka, ale łeb mi pęka i doskonale wiem, że dzisiejszy dzień będzie prawdziwą masakrą! Po co mi to było?
Wchodzę pod prysznic i chociaż na chwilę się relaksuję. Moje myśli natychmiast uciekają do Justina... dobijał się do mnie wczoraj przez cały czas, kiedy wracałam do domu. Nie odebrałam ani jednego telefonu, nie mogłam. Płakałam i nie chciałam, aby to słyszał. Jednak nie dawał za wygraną i po prostu musiałam wyłączyć telefon. Pewnie będzie na mnie cholernie zły, ale nie mogłam inaczej. Liam mnie wczoraj dobił i na samą myśl mi niedobrze. Niestety zapewne spotkamy się dzisiaj na zajęciach i nie wiem, jak mam się wobec niego zachować. Nie wierzę, że stosunki między nami tak się popsuły. Na dodatek jego pieprzone słowa, że będzie przy mnie kiedy Justin wyjedzie. Dobre sobie! Nawet, kiedy Justin wyjedzie nie chcę, aby Liam był blisko mnie. Nie po tym wszystkim, co mi powiedział. Ceniłam naszą przyjaźń, bo zawsze być wobec mnie w porządku. Miły, uprzejmy, pomocny i dobry. Teraz? Zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni i niestety nie jest to korzystna zmiana.
Wychodzę z kabiny, wycieram się raz dwa i zakładam bieliznę. Robię delikatny makijaż i ukrywam zmęczenie oraz worki pod oczami. Kręcę głową, bo nie mam najmniejszej ochoty iść na zajęcia. Jednak teraz muszę pocierpieć, skoro zachciało mi się imprezować w środku tygodnia! Przechodzę do pokoju, zakładam szare jeansy, granatową bluzeczkę z rękawkami do łokci i adidasy na koturnie. Psikam się jeszcze moimi ulubiony perfumami, biorę torbę i schodzę na dół.
W kuchni jak zwykle zastaję mamę, która popija kawę i przegląda coś na laptopie.
- Cześć, mamo - mówię cicho i cmokam ją w policzek.
- Cześć, córeczko. Coś marnie wyglądasz... - marszczy czoło i wpatruje się we mnie - Stało się coś?
- Nie, wszystko w porządku. Jestem po prostu zmęczona. Wczoraj Justin wyciągnął mnie do klubu i dopiero teraz czuję, jak fatalny był to pomysł - przewracam oczami i biorę jabłko - Muszę lecieć, do później.
- Trzymaj się, Kochanie - mama ściska mnie i posyła mi niepewny uśmiech.

Na uczelni ląduję bez problemów, na szczęście ominęły mnie korki. Siadam przed salą i do zajęć zostało niecałe pięć minut. Wyciągam telefon i dopiero teraz go włączam. Od razu widzę mnóstwo nieodebranych połączeń od Justina i moja skrzynka odbiorcza jest cała zawalona! Wchodzę w nią i otwieram pierwszego z brzegu smsa.

"Camille, co się stało? Dlaczego zostawiłaś mnie w klubie? Za powiedział mi, że płakałaś. Cholernie się martwię!" 

"Camille, kurwa! Dlaczego nie odbierasz moich telefonów? Co się dzieje?! Chcesz, żebym zwariował z niepokoju? O to Ci chodzi? To świetnie, bo właśnie szaleję ze zmartwienia!"

O rany! Tego się nie spodziewałam. Nie sądziłam, ze aż tak się przejmie.
Otwieram jeszcze jednego, z dzisiejszego poranka.

"Jestem wściekły i chcę, żebyś to wiedziała! Nie wiem dlaczego tak się wczoraj zachowałaś i na dodatek nie odbierasz moich telefonów. Zrobiłem coś nie tak? Jeśli tak, powiedz mi to! Nie unikaj mnie, bo doskonale wiesz, że wiem gdzie mieszkasz! Jeśli coś Ci się stało, a ja o tym nie wiem... Camille, cholernie się martwię. Dziewczyno, zdajesz sobie w ogóle z tego sprawę?! Dlaczego mi to robisz"

Wzdycham ciężko i chowam telefon do torebki. Idę na salę, siadam na swoim miejscu i do środka zaczynają wchodzić pozostali studenci. Niestety... widzę również Liama, który posyła mi dziwne spojrzenie. Nie mogę rozszyfrować o co mu chodzi, ale odwracam wzrok i skupiam się na wykładowcy, która właśnie zaczyna zajęcia.

Czas na uczelni mija dzisiaj opornie. Wlecze się niemiłosiernie, a moja głowa nieprzyjemnie pulsuje. Czuję się fatalnie i naprawdę marzę o łóżku i ciepłej herbacie. Liam nie spuszcza ze mnie wzroku, co dodatkowo cholernie mnie wkurza! Gapi się jak morderca na swoją ofiarę i mam go serdecznie dość. Czego ten chłopak tak właściwie ode mnie chce? Czy to moja wina, że go nie kocham? Co mam zrobić? Zmusić się do miłości? Nawet bym nie potrafiła! Na dodatek... jego ostatnie zachowanie skutecznie mnie do niego zniechęciło i poznałam jego "drugą" stronę, które mi się nie podoba.

Kiedy wybija czternasta, pakuję książki do torebki i cieszę się, że wreszcie mogę wrócić do domu.
- Camille... - słyszę głos Liama i podnoszę głowę. Wzdycham ciężko i czuję, że nie będzie miło - Jak się czujesz, Skarbie? - co?! Przysiada obok mnie na krzesełku i wpatruje we mnie.
- W porządku - staram się zachować spokój. Wszyscy opuszczają salę i zostajemy sami, nie podoba mi się to ani trochę. Dziwnie boję się być z nim sama, chociaż dawniej mu ufałam.
- Cieszę się - uśmiecha się uroczo i kompletnie go nie rozumiem. Po jego wczorajszej przemowie naprawdę myśli, że nie jestem na niego wkurzona? Przysuwa się i odgarnia kosmyk włosów z mojej twarzy. Odskakuję od niego jak poparzona, co do cholery?! - Boisz się mnie? - marszczy czoło, jakby był zaskoczony moją reakcją.
- Nie boję, nie spodziewałam się tego - mój oddech od razu przyśpiesza - Przestraszyłeś mnie.
- Przepraszam... ale nie obawiaj się, przecież nie mógłbym zrobić Ci krzywdy. Kocham Cię, Cami.
- Liam, proszę... - to ostatnie, na co mam w tej chwili ochotę.
- Tak wiem, Ty nie kochasz mnie. Ale zobaczysz... sprawię, że to się zmieni - gapię się na niego i lekko uchylam usta w szoku - Postaram się o to, bo bardzo mi na Tobie zależy - mam dość. Nie chcę tego słuchać!
- Muszę iść, przepraszam - podnoszę się z krzesełka, ale Liam idzie obok mnie.
- Odwieźć Cię do domu? - przymykam oczy i oddycham głębiej.
- Nie, dziękuję. Jestem samochodem - otwiera przede mną drzwi i wychodzimy na zewnątrz.
- Rozumiem... - nie kumam go! Rozmawia ze mną "jak gdyby nigdy nic"! Co jest z nim nie tak?
- Okej, ja uciekam. Jestem zmęczona - otwieram drzwi od samochodu - Więc... do zobaczenia, Liam.
- Do zobaczenia, Cami - pochyla się i całuje mnie w czoło. Dosłownie przestaję oddychać, bo cholernie zaskakuje mnie jego gest - Ślicznie dzisiaj wyglądasz - mruga okiem i odchodzi w stronę swojego auta.
Kręcę głową, wsiadam do swojego samochodu i odpalam. Nie mam zamiaru przejmować się dziwnym zachowaniem Liama. Ale wiem jedno... nie nadążam za nim!

Parkuję pod domem, biorę torbę i wysiadam. Jestem dzisiaj kompletnie wykończona i moja głowa nie chce przestać boleć. Pogoda dzisiaj również nie sprzyja i zapowiada się na burzę. Spuszczam głowę i powoli idę do klatki. Rodzice są w pracy, więc będę miała chwilę spokoju. Prześpię się, wezmę proszek przeciwbólowy i za parę godzin będę jak nowa.
- Camille... - nagle słyszę jego głos i zatrzymuję się. Podnoszę głowę i widzę Justina, który opiera się o barierkę. Super! - 
Porozmawiamy? - zakłada ręce na piersiach, zaciska szczękę i wiem, że jest zły. Jeszcze tylko tego brakowało! Dlaczego nie mogę mieć chwili spokoju? Dlaczego wszyscy chcą rozmawiać akurat dzisiaj?!  
- To konieczne? Ledwo żyję, Justin... - mówię cicho i po prostu go mijam.
- Tak, to konieczne - ma mnie w nosie i otwiera dla mnie drzwi. Wchodzimy do środka, wciskam guzik windy i czekamy. Panuje między nami cisza, ale nie jest tak niezręczna jak ta z Liamem. Jest wygodna. Jednak cały czas czuję na sobie jego wzrok, pali mnie w środku i nienawidzę tego uczucia! - Och, Cami... - mówi nagle, kiedy wsiadamy do windy. Spoglądam na niego i dziwnie robi się go żal. Nie powinnam go tak wczoraj potraktować. Może faktycznie się o mnie martwił? - Tęskniłem... - szepcze cicho, podchodzi i obejmuje mnie w talii. Przyciąga do siebie i nasze usta się spotykają. Całuje mnie czule, delikatnie i przenoszę dłonie na jego ramiona. Nie powinnam tego robić, ale tęskniłam za jego ustami, za nim. Wiem, że sama robię sobie krzywdę, ale w tej chwili mnie to nie obchodzi. Odrywamy się od siebie dopiero wtedy, kiedy winda zatrzymuje się na moim piętrze. Wysiadamy,  Justin bierze moją dłoń i splata nasze palce. Podchodzimy do drzwi mojego mieszkania i to on otwiera je kluczem. Przepuszcza mnie w drzwiach, zamyka je i dodatkowo przekręca górny zamek. Odkładam rzeczy na komodę i idę do kuchni. Nalewam wody do szklanki i biorę z szafki fiolkę z tabletkami przeciwbólowymi - Co się dzieje? - czuję jego dłonie, które obejmują mnie w talii.
- Nic wielkiego, pęka mi głowa - wzdycham ciężko i popijam małą pigułkę.
- Chyba wczorajsze wyjście nie było najlepszym pomysłem, przepraszam - wzdycha ciężko i opiera czoło o tył mojej głowy - Kompletnie zapomniałem, że masz dzisiaj zajęcia i nie jesteś na wakacjach, tak jak ja.
- Nie musisz przepraszać, gdybym nie chciała to po prostu nie poszłabym.
- Mimo wszystko przepraszam... - szepcze cichutko do mojego ucha.
- Niepotrzebnie, wszystko jest ok. Muszę się położyć... zaraz chyba zwymiotuję z bólu - naprawdę rozsadzi mi czaszkę!
Justin chwyta mnie za rękę, prowadzi do mojego pokoju i od razu układam się na łóżku, jak dobrze! Widzę, jak podchodzi do okien i zasłania wszystkie roletami, a następnie zasuwa jeszcze szare zasłony. W pokoju robi się przyjemnie ciemno i od razu odczuwam niesamowitą ulgę. Światło dodatkowo potęgowało ból. Okrywa moje ciało kocem, układa się obok i przytula mnie do siebie. Pociera moje plecy i dziwnie mnie to relaksuje.

Budzi mnie jakiś dźwięk, uchylam powieki i przeciągle ziewam. Odwracam głowę w prawą stronę i przy biurku dostrzegam Justina, och... nadal tutaj jest?! Przegląda coś na moim laptopie i skupia na tym całą swoją uwagę. Uśmiecham się pod nosem, bo wygląda tak spokojnie i uroczo. Podnosi dłoń i drapie się po brodzie. Marszczy nos, robi śmieszną minę i teraz już cichutko chichoczę. Od razu przekręca głowę w moją stronę i posyła mi cudowny uśmiech...
- Hej - podchodzi i przysiada na łóżku - Jak się czujesz? - odgarnia kosmyk włosów z mojej twarzy.
- Dobrze, głowa przestała mnie boleć i czuję się jak nowo narodzona. Ile spałam?
- Zaledwie godzinkę - uśmiecha się i pociera kciukiem mój policzek.
- Cały czas tutaj siedziałeś? - spoglądam mu w oczy i zaciskam usta. To miłe z jego strony.
- Tak - mruga zadziornie - Patrzyłem jak śpisz - co?! O boże!
- Dlaczego? To dziwne, wiesz? - prycham z rozbawieniem.
- Wcale nie dziwne, tylko fajne. Chyba polubiłem na Ciebie patrzeć, kiedy śpisz.
- Nie ma w tym nic fajnego, Justin - podnoszę dłoń i opuszkiem palców przejeżdżam po jego ramieniu, gdzie ma mnóstwo tatuaży. Są niesamowite i robią ogromne wrażenie! - 
Podobają mi się - mówię cichutko.
- Naprawdę? - posyła mi cwaniacki uśmieszek, bierze moją dłoń i ściska palce - Mnie też się podobają - porusza zabawnie brwiami, a ja wywracam oczami. Poważnieje nagle i wzdycha ciężko - Porozmawiamy? - o nie!
- O czym? - wbijam zęby w wargę i zaczynam się obawiać.
- Na przykład o tym, dlaczego zostawiłaś mnie wczoraj w klubie bez słowa? O tym, że płakałaś?
- Źle się poczułam... nie było Cię przy stoliku, więc wróciłam sama do domu. Nie chciałam psuć Ci zabawy.
- Tak, oczywiście! Za powiedział mi coś zupełnie innego, wiesz? Byłaś cała zapłakana, roztrzęsiona! - już się lekko złości, oho! - Więc proszę Cię, Camille... nie wciskaj mi kitu, dobrze? Nie lubię tego. Mów prawdę, w tej chwili.
- Nie ma o czym mówić, Justin. Nie przejmuj się tym. To moje życie i pierdoły z którymi muszę poradzić sobie sama.
- Och, serio? - prycha z kpiną i zaciska szczękę - Powiedz mi, Cami. Chcę wiedzieć co się stało.
- Spotkałam Liama... to wszystko - wzruszam obojętnie ramionami i siadam po turecku.
- Co takiego?! - podnosi nagle głos - Jak to go spotkałaś? W klubie?! Dlaczego mi tego nie powiedziałaś od razu?
- Po co? Nic się nie stało, porozmawialiśmy i każde poszło w swoją stronę.
- Naprawdę? No niesamowita historia! - wyrzuca ręce w górę i kręci głową - Co Ci nagadał? Skoro płakałaś, musiały być to wyjątkowo paskudne rzeczy, wiesz? - zaciska dłonie w pięści i podryguje nerwowo nogą.
- Proszę... - biorę jego dłoń i pocieram kostki - Nie denerwuj się, dobrze? Nie ma sensu i nie chcę, abyś to robił.
- Camille... - wzdycha ciężko i spuszcza na chwilę głowę. Nie chcę, żeby się tym przejmował. Przecież to moje zmartwienie, nie jego. Czemu niby tak się denerwuje? - Co Ci powiedział? - podnosi głowę i wlepia we mnie swoje spojrzenie. Doskonale wiem, że mi nie odpuści. Nie da spokoju, dopóki wszystkiego mu nie powiem, super! Więc mówię... opowiadam wszystko to, co powiedział mi Liam. Widzę na twarzy Justina, jak wbija się w szok. Zaraz się złości, marszczy czoło i kręci głową jakby nie dowierzał w to co mówię - Naprawdę to wszystko powiedział? - pyta cicho.
- Tak... ale proszę, nie martw się. Poradzę sobie z tym - mrugam do niego okiem.
- To bzdury, Camille. Wiesz o tym? - och... jego głos jest poważny, tak samo jak spojrzenie - Nie wierz w jego słowa. Nie mógłbym się tak zachować. Wiesz o tym, prawda? - naprawdę to wiem? Jednak przytakuję głową, chociaż nie jestem pewna niczego - Jest zazdrosny i chce nas ze sobą skłócić, chyba powinienem z nim porozmawiać - co takiego?!
- Nie rób tego! Zabraniam Ci, rozumiesz? - mówię surowo, chwytam jego głowę w dłonie i przekręcam, aby na mnie spojrzał - Ani.mi.się.waż! Kapujesz?! - patrzy na mnie i widzę troskę w jego spojrzeniu - Poradzę sobie z nim, Justin.
- Nie widzisz tego, jak ten chłopak Cię szykanuje? - pyta i dociera mnie to, że ma cholerną rację! - Prześladuje Cię, wygaduje kompletne bzdury i myśli, że ujdzie mu na to sucho? Nie może tego robić! Nie jest Twoim chłopakiem.
- Wiem... ale ignoruję go. Myślę, że to najlepsza taktyka na Liama. Nie dam się sprowokować.
- Gdybyś zmieniła zdanie, powiedz mi ok? Chętnie zamienię z nim kilka słów.
- Dziękuję za troskę. Jestem dużą dziewczynką, poradzę sobie - mrugam do niego, wstaję i idę do łazienki. 

O siedemnastej z pracy wraca mama. Uśmiecha się szeroko na widok Justina i wspólnie jemy pyszne ciasto popijając kawę na tarasie. Tata dołącza do nas godzinę później i teraz już Justin popija z nim drinka. Wyglądamy jak cudowna rodzinka, ale tak nie jest i nigdy nie będzie. Jednak jest fajnie i nie mam najmniejszego zamiaru się tym teraz zadręczać. Skoro Justin tutaj jest, cieszę się tym. Korzystam z jego towarzystwa, bo bardzo go lubię. Cierpieniem po jego wyjeździe, będę martwić się później...






*******************************************************************************************************
Hello :)
Nie wiem czy ktoś tutaj jeszcze zagląda, ale obiecałam dzisiaj rozdział więc dodaję :)

Buziam!
Kasia





19 komentarzy:

  1. Jak ja nienawidze tego liama;__; Justin jest kochany:') świetny rozdział, do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  2. Justin nie wyjedzie prawda ? jestem ciekawa co się będzie dalej działo :) czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny ! Czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
  5. Liam mnie drażni i to bardzo... -,- ale Justin i Cami matko słodziaki.. czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  6. fajny :))))) czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście że ktoś zagląda :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No co mam napisać rozdział perfekcyjny i tyle w tym temacie !!! Do następnego

    OdpowiedzUsuń
  9. Rewelacja! Ten Liam doprowadza mnie do białej gorączki.
    Jedna zła decyzja może rzutować na resztę naszego życia. Nie zdajemy sobie sprawy jak ważne są dla nas pewne osoby dopóki ich nie stracimy. Czy Sam sprawi że serce Justina niegdyś skute lodem będzie ogrzewało ją za każdym raz gdy go zobaczy?
    Zapraszam na prolog
    the-shadow-of-your-heart-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Rewelacja *0*
    Czekam na ciąg dalszy ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. To słodkie, że Justin się tak martwi o Cami. Liam jest dziwny i coraz bardziej go nie lubię. Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  12. jak to nie wiesz? no ja codzoennie prawie!

    OdpowiedzUsuń
  13. O jejku jali idealny rozdział <3 Justin jak zawsze przy Cami..tak romantycznie..jestem ciekawa co bedzie sie dzialo w kolejnym..kocham i czekam na NN <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczywowcie ze zagladamy! To opowiadanie jest swietne!:* rozdzial cudowny, szkoda ze ostatnio tal rzadko sa rozdzialy :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Ekstra blog! Czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. zajebisty jak zawsze <3 jestem jak zawsze i komentuje <3 xoxo

    OdpowiedzUsuń
  17. Natknęłam się na tego bloga wczoraj i już przeczytałam wszystkie rozdziały! Nie komentowałam wcześniej, ponieważ chciałam dotrwać do końca i teraz na ostatniej notce coś napisać! Tak więc, na prawdę jestem miło zaskoczona. Masz bardzo fajny styl pisania i ciekawy pomysł. Podoba mi się to jak opisujesz uczucia bohaterów i właściwie wszystko. Mam nadzieję, że uda ci się dotrzeć do końca z blogiem! Czekam na kolejny rodział! ♥ (Justin+Camille=Jamille haha)

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine