08.04.2015

Rozdział 5

Następnego dnia budzę się przed ósmą. Wyskakuję z łóżka, biorę prysznic i robię szybki makijaż. Włosy związuję w koka i wkładam na tyłek czarne jeansy i białą bluzeczkę. Szybko pakuję potrzebne książki i zbiegam na dół. W kuchni widzę rodziców, którzy akurat jedzą śniadanie, popijają pachnącą kawę i rozmawiają.
- Cześć, rodzinko - krzyczę wesoło i uśmiecham się szeroko.
- Cześć, córeczko. A Ty co taka szczęśliwa i uśmiechnięta, hmm? - mama posyła mi dwuznaczny uśmieszek.
- Och, mam dobry humor - szczerzę się jak wariatka.
- Serio? O ósmej piętnaście rano? Gdybym Cię nie znał, to może i bym Ci uwierzył - tata prycha rozbawiony.
- Oj tam! Tak w ogóle... - zaczynam nieśmiało - Zaprosiłam kogoś na obiad. Mam nadzieję, że to nie będzie problem?
- Oczywiście, że nie! To Justin? - mama od razu wlepia we mnie spojrzenie.
- Tak, to Justin - przewracam oczami na jej ekscytację, chwytam jabłko i biorę kęs.
- Widzę, że się szybko zaprzyjaźniliście. To coś poważnego?
- Nie, mamo. Po prostu... - spuszczam głowę i myślę, jak to dobrze ująć - Spotykamy się, rozmawiamy i to wszystko. Nic więcej z tego nie będzie, przecież to światowa gwiazda! Możesz być spokojna.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Jednak widzę, ile ten chłopak zajmuje Twojego czasu i na pierwszy rzut oka widać Twój ogromny uśmiech. A to znak, że podoba Ci się - tak dobrze mnie zna!
- Lubię go, jest bardzo fajny. Myślałam, że będzie zarozumiały i będzie się wywyższał. Jednak mile mnie zaskoczył, bo zachowuje się jak normalny chłopak. Którym oczywiście nie jest, ale lubię spędzać z nim czas.
- Cieszę się, Cami. Co ma być to będzie, prawda? -  tata uśmiecha się lekko.
- Dokładnie! A teraz muszę uciekać, bo za dwadzieścia minut mam zajęcia! Pa, pa!

Na uczelni ląduję o ósmej trzydzieści osiem. Wpadam do sali i zdążam w ostatniej chwili. Cholerne korki na drogach, nienawidzę tego! Siadam obok Amy i witam się z nią całusem w policzek. Spoglądam w prawo, gdzie jest miejsce Liama i faktycznie siedzi obok Lou. Rozmawiają cicho, ale nagle odwraca głowę i nasze oczy się spotykają. Jest dziwnie smutny i coś boleśnie zaciska mi się w brzuchu. Właśnie tego najbardziej się obawiałam, że nieumyślnie go zranię. Fatalnie wyszło, że akurat widział mnie z Justinem, ale teraz nic z tym już nie zrobię.

Po dwunastej zajęcia dobiegają końca. Wychodzę z sali i piszę sms’a do Justina, czy obiad pasuje mu na czternastą. Czekam na odpowiedź, kiedy podchodzi do mnie Liam. Podnoszę głowę i spoglądam na niego.
- Chcesz mi to wyjaśnić? - zaczyna od wyrzutu i jestem tym bardzo zaskoczona. Zakłada ręce na piersiach i wygląda teraz jak rozkapryszone dziecko, któremu ktoś zabrał zabawkę. Och... więc wybrał focha?
- W zasadzie nie ma co wyjaśniać, Liam - wzruszam ramionami. Dlaczego do cholery mam się przed nim spowiadać z kim się spotykam? Przecież nie jestem jego dziewczyną i wcale nie muszę tego robić.
- Serio? Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia? - przekrzywia głowę i nie daje za wygraną.
- Cóż... - skoro tego chce, niech będzie - Justin to mój kolega i spotykamy się czasami. To wszystko.
- Tylko tyle? - prycha z kpiną - Zapomniałaś wspomnieć, że Justin - tutaj robi cudzysłów z palców - To pieprzony Justin Bieber, a nie jakiś zwykły chłopak! - podnosi głos, ale od razu go uciszam.
- Jakie to ma znaczenie? Dla mnie jest zwykłym chłopakiem i właśnie tak go traktuję. Nie mam zamiaru piszczeć na jego widok, bo jest idolem nastolatek. Jest sympatyczny i lubię go. Za to jaki jest, a nie za to co robi w życiu.
- Więc wybrałaś jego, tak? Spławiłaś mnie i poleciałaś do niego? - mruży oczy i mocno zaciska szczękę.
- Nie, Liam. Nikogo nie spławiłam i nikogo nie wybrałam. Po prostu... kiedy poprosiłeś mnie o bycie Twoją dziewczyną wiedziałam, że to nie będzie dobry pomysł. Jesteśmy przyjaciółmi, tak? I nasza przyjaźń jest dla mnie bardzo cenna, nie chcę jej zepsuć za nic w świecie. Jednak nic do Ciebie nie czuję i to byłoby bardzo niesprawiedliwe, gdybym się zgodziła. Mogłabym Cię zranić, a nie chcę tego bo zależy mi na Tobie.
- I chcesz mi powiedzieć, że Bieber nie ma z tym nic wspólnego? - mówi to z dziwną nienawiścią.
- Tak, właśnie to chcę Ci powiedzieć, bo taka jest prawda. Poznałam go wtedy, kiedy poszedłeś po drinka i nie wróciłeś. Czekałam na Ciebie, ale się nie zjawiłeś. Justin zagadał do mnie z jachtu obok i tak spędziliśmy razem resztę wieczoru.
- Bzykałaś się z nim? - o kurcze! Czy on naprawdę powiedział to na głos?
- Liam... - zaczynam cicho, ale nie wiem co mam powiedzieć. Po prostu mnie zatkało! - Nie, nie bzykałam się z nim. Masz o mnie właśnie takie zdanie? Ot tak, wskoczyłabym mu do łóżka?
- Nie wiem - wzrusza obojętnie ramionami - To Bieber, wszystkie laski z pewnością to robią. Wystarczy, że kiwnie palcem - od razu gotuje się we mnie po jego słowach. Co za dupek!
- Wiesz co? - przybliżam się dosłownie na centymetr od jego twarzy i wpatruję się w jego oczy - Nie spodziewałam się czegoś takiego po Tobie. Jednak teraz mam to w dupie, bo okazuje się, że nie jesteś moim prawdziwym przyjacielem. Wiesz dlaczego? Bo prawdziwy przyjaciel nigdy nie powiedziałby czegoś takiego! - podnoszę głos i po prostu go mijam.
- Cami, poczekaj! Przepraszam! - krzyczy za mną, ale mam go w nosie! Nie chcę na niego patrzeć!
Wychodzę z uczelni, wsiadam do samochodu i odpalam silnik. Jestem po prostu wkurwiona! Jak mógł powiedzieć coś takiego?! Szanuję siebie i swoje ciało i na pewno nie wskoczyłabym do łóżka chłopakowi poznanemu trzy dni temu! Pocałunek, trzymanie za rękę to co innego, ale seks? Odpada! Boli mnie fakt, że Liam to powiedział. Nie sądziłam, że jest do tego zdolny, ale trudno. Jakoś to przełknę. Teraz jestem sobie wdzięczna, że nie zgodziłam się zostać jego dziewczyną. Skoro ma o mnie właśnie takie zdanie, nie chcę mieć z nim nic wspólnego.

Do domu dojeżdżam prawie czterdzieści minut później. Korki mnie dobijają i jestem wściekła jeszcze bardziej! Czy ten dzień mógłby być lepszy? Jednak czego ja się spodziewam? Przecież to poniedziałek!
- Cześć, córeczko! - mama krzyczy radośnie, kiedy przekraczam próg domu.
- Cześć, mamo - odpowiadam ponuro i zdejmuję buty.
- Uuuu... czyżby zły dzionek? - mówi smutno i podchodzi do mnie.
- Niestety! Jestem wściekła, bo Liam odstawił szopkę i na dodatek te cholerne korki!
- Liam? Rozmawiałaś z nim? - mama siada na kanapie i przysiadam obok niej.
- Tak, podszedł do mnie po zajęciach. Ale wiesz, zachował się jak świnia! Od razu wszystko zrzucił na Justina, że poleciałam do niego i go olałam. Na dodatek powiedział... - zacinam się i przykładam dłoń do czoła - Że wskoczyłam Justinowi do łóżka. Poczułam się jak dziwka, mamo. Zabolało mnie to! - na samą myśl, chce mi się beczeć!
- Co takiego?! - mama wbija się w szok i rozszerza oczy - Nie wierzę!
- Też nie wierzyłam. Rozczarowało mnie jego zachowanie, znamy się ponad dwa lata i takie coś? Serio przesadził i nie chcę go nawet widzieć - wzdycham ciężko i próbuję się uspokoić.
- Fatalna sytuacja. Wydawał się być w porządku, sympatyczny. Tak nie zachowują się przyjaciele.
- To samo mu powiedziałam. Tym bardziej byłam w szoku, kiedy usłyszałam od niego coś takiego.
- Nie przejmuj się tym teraz. Leć, ogarnij się bo nie wiem czy wiesz, ale niebawem będzie u nas gość.
- Och... - od razu spoglądam na zegarek i przeraża mnie, że jest lekko po trzynastej - Cholera jasna! Idę się ogarnąć, bo wyglądam jak nieszczęście - zrywam się na równe nogi.
- Ja idę dopilnować obiadu. Zrobiłam coś pysznego - mruga do mnie i znika w kuchni.
Biegnę do siebie, zrzucam ciuchy i biorę orzeźwiający prysznic. Jest cholernie gorąco i wszystko się do mnie przykleiło, nie cierpię tego! Myję się szybko i wychodzę z kabiny. Suszę włosy, robię delikatny makijaż i zastanawiam się co ubrać. Jednak nie wydziwiam, zakładam letnią, krótką sukienkę. To tylko obiad.

Kiedy pomagam mamie rozkładać naczynia w jadalni, słyszę dzwonek do drzwi. Mama posyła mi szeroki uśmiech i porusza zabawnie brwiami. Tata, który wrócił dosłownie chwilę temu kręci głową i prycha rozbawiony. Zostawiam ich i idę otworzyć drzwi... uchylam je delikatnie, opieram się o framugę i zakładam ręce na piersiach. Przede mną stoi odpicowany Justin, z kwiatami i butelką whisky. Co?! Przecież to tylko obiad, nie zapoznanie z "rodzicami".
- Cześć - uśmiecha się szeroko, przesuwa po mnie wzrokiem i oblizuje usta.
- Cześć - gapię się na niego i nie mogę oderwać wzroku. Jest cholerne przystojny, to trzeba mu przyznać.
- Nie zaprosisz mnie do środka? Mam tutaj tak stać? - unosi brew do góry.
- Proszę... - odsuwam się i chłopak wchodzi do środka. Wręcza mi śliczny bukiecik kolorowych kwiatków.
- Ślicznie wyglądasz - słyszę głos Justina i podnoszę głowę, nasze oczy się spotykają i już czuję ciepło na policzkach. Rany! Nienawidzę tego! Dlaczego moje głupie ciało tak reaguje na miłe słowa? - Ach, zapomniałem! Zero komplementów, tak? - zaciska usta, ale wygląda jakby chciał wybuchnąć śmiechem. Pff... też mi coś!
- Dokładnie - mrugam okiem - Mimo wszystko, dziękuję. Chodźmy do jadalni, obiad gotowy.
Idziemy obok siebie, ale Justin wygląda na wyluzowanego. Niczym się nie przejmuje i rozgląda się z zaciekawieniem po mijanych pomieszczeniach. Wchodzimy do jadalni i widzę, jak mamie opada szczęka, dosłownie! Stoi i gapi się na Justina, a ja rozszerzam oczy i próbuję pokazać jej żeby się ogarnęła! - Tak więc, to moja mama Sara i tata John.
- Miło mi państwa poznać - Justin uśmiecha się szeroko i wymienia uścisk dłoni z moim ojcem. Wręcza mu butelkę whisky i podchodzi do mamy. Całuje ją w dłoń i wręcza bukiet kwiatów, podobny do moich.
- Och, jesteś bardzo miły. Dziękuję, są śliczne! - mama uśmiecha się szeroko i szybko nalewa wody do dwóch flakonów. Wkładam swój bukiecik i siadamy do stołu - Mam nadzieję, że lubisz cokolwiek z tego co ugotowałam.
- Z pewnością, wygląda pysznie! - rany! Ależ jest wyluzowany! Zazdroszczę.

Obiad mija w prze sympatycznej, luźnej atmosferze. Jestem zaskoczona, że Justin tak świetnie dogaduje się z moimi rodzicami, a przecież to obcy dla niego ludzie. Jednak moi rodzice również są wyluzowani i nawiązują z Justinem wspólny język. Uśmiecham się pod nosem, bo to niecodzienna sytuacja. W moim domu siedzi najpopularniejszy dzieciak na świecie! Jakim cudem do tego doszło? Przecież to brzmi jak nierealny sen! Takie rzeczy się nie dzieją.

Kiedy po obiedzie przenosimy się na taras i pijemy kawę, Justin nagle pyta.
- Słyszałem, że ma Pan własną firmę która zajmuje się sprzedażą jachtów - och!
- Dokładnie tak. Sprzedajemy, wynajmujemy... kto co potrzebuje.
- Byłbym zainteresowany kupnem jachtu - co takiego?! - Może mi Pan coś polecić?
- Oczywiście! - tata uśmiecha się uroczo - Czego dokładnie potrzebujesz?
- Nie mam zielonego pojęcia! - Justin kręci głową i rozkłada ręce - Na pewno coś dużego i wypasionego - spogląda na mnie i mruga okiem, wow! - Jednak kompletnie się na tym nie znam i liczę na Pana pomoc.
- Się wie! Mam różne katalogi, dam Ci kilka i będziesz mógł na spokojnie coś wybrać. Jeśli coś Cię zainteresuje, pojedziemy i zobaczysz na własne oczy czy to jest to, czego oczekujesz.
- Bardzo podoba mi się ten pomysł. Byłbym bardzo wdzięczny za katalogi, jachty tutaj są po prostu niesamowite i jestem nimi zachwycony! Dlatego wpadłem na pomysł, aby sprawić sobie taki na własność.
- Tak, to prawda. W porcie jest ich mnóstwo i prawie wszystkie pochodzą z mojej firmy.
- Cami już mnie oświeciła i faktycznie wszystkie są podpisane.
- Można oczywiście nadać imię łodzi, ale nazwa firmy musi pozostać.
- To zrozumiałe! Reklama musi być - Justin mruga zadziornie.
- Widzę, że dokładnie wiesz o co chodzi. Mógłbym zatrudnić Cię w swojej firmie.
- Tato! - karcę go i wywracam oczami. On tak na serio?! Przecież Justin to pieprzona, światowa gwiazda! Jednak rodzice zdają się tym kompletnie nie przejmować. Zupełnie tak jak ja...
- Spokojnie, Cami - Justin dotyka mojej dłoni i ściska mocniej palce - Wszystko jest okej - posyła mi cudowny, szeroki  uśmiech - A co do firmy... chętnie u Pana popracuję - co?!
- Naprawdę? Tylko żartowałem, Justin. Doskonale wiemy, kim jesteś.
- Tak... jednak staram się żyć normalnie, kiedy mam przerwę. Korzystam z wolnego czasu i chętnie próbuję nowych rzeczy. A to może być całkiem fajne doświadczenie.
- Wiecie co? Pokażę Justinowi mój pokój, dobrze? Bardzo chciał go zobaczyć - posyłam rodzicom nerwowy uśmiech, chwytam go za rękę i wstajemy. Jest zaskoczony i marszczy brwi.
- Co jest, Cami? - pyta, kiedy wychodzimy z tarasu i znikamy rodzicom z pola widzenia.
- Nic, wszystko jest w porządku - wysilam się na uśmiech i poprawiam włosy.
- Och, serio? - zatrzymuje mnie i odwraca w swoją stronę - Co się stało? Powiedziałem coś nie tak?
- Nie. Oczywiście, że nie. Naprawdę wszystko jest okej - odwracam głowę i wpatruję się w ścianę.
- Hej... - od razu chwyta moją brodę w dwa palce i przekręca, abym na niego spojrzała - Powiedz mi, bo czuję, że palnąłem coś głupiego. Wiesz, że nie chciałem zrobić nic, żeby Cię urazić?
- Wiem, Justin. Ale nie przejmuj się mną, chodźmy dalej - próbuję wyswobodzić się z jego uścisku, ale to na nic.
- Nie pójdziemy, dopóki nie powiesz mi o co chodzi - mruży oczy i wpatruje się mnie mnie - Powiedz mi, Cami.
- Po prostu... - powinnam mu to powiedzieć, zachowujemy się kompletnie bezsensownie! - Jesteś gwiazdą, Justin... nie powinniśmy o tym zapominać. Tymczasem całujemy się, trzymamy za ręce. Nasze zachowanie mnie myli.
- Nie bardzo wiem, o co Ci teraz chodzi? - wzrusza ramionami, jakby nie rozumiał co do niego mówię.
- O to, że wyjedziesz stąd, wrócisz do swojego domu i możemy nigdy więcej się już nie zobaczyć - na samą myśl coś dziwnego ściska mnie w brzuchu. Lubię go i jest naprawdę fajnym chłopakiem. Jednak im więcej czasu będę z nim spędzać, tym bardziej się do niego przywiążę i kiedy wyjedzie, moje serce rozpieprzy się na kawałki. Nie chcę przez to przechodzić - Rozumiesz mnie? - mówię cicho i spoglądam w jego prześliczne oczy.
- Rozumiem, Cami - chwyta mnie za rękę i kierujemy się w stronę mojego pokoju. Kiedy tylko uchylam drzwi i wchodzimy do środka, Justin rozgląda się znowu. Ja stoję w miejscu, zamykam drzwi, opieram się o nie plecami i zakładam ręce na piersiach - Ślicznie tutaj - mówi nagle i uśmiecha się lekko - Masz świetny gust. Myślałem, że będzie słodki, różowy z mnóstwem misiów... a tu proszę! Dzieło sztuki. Podoba mi się, serio.
- Nie przesadzaj, to tylko pokój... - mówię smutno i spuszczam głowę. Chłopak od razu do mnie podchodzi.
- Nie wiem co się stało, że tak nagle straciłaś dobry humor - podnoszę głowę i patrzę mu w oczy - Bardzo chciałbym się tego dowiedzieć, wiesz? - pochyla się i składa na moich ustach czuły pocałunek.
I to jest właśnie powód, mojego spieprzonego nastroju...





**********************************************************************************************
Dodaję rozdział chociaż rano stwierdziłam, że tego nie zrobię. Komentarze pod ostatnim rozdziałem skutecznie mnie zniechęciły. Jeśli tak będzie dalej, to zacznę dodawać rozdziały raz w tygodniu, albo raz na dwa tygodnie.
Jaki sens w moich staraniach?

Dziękuję tym, którzy komentują i są ze mną ♥

Buziam.
Kasia.






23 komentarze:

  1. Oh Justin jak ty działasz na te wszystkie kobiety !!! hahahhaha genialny czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurna! Kocham ! Nie rób tego ! Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boże super rozdział! Kocham jak Justin jest taki słodki ;)
    Och, gdybym tylko mogła skopałabym Liamowi tyłek. To że nie chce być z tobą nie oznacza, że masz ją tak traktować!
    Nie jest jakąś tam tanią prostytutką (wybacz ale nie lubię słowa "dziwka" i uważam że żadna kobieta nie zasługuje by ją tak nazywać) .
    Liam zachował się teraz według mnie jak kutas. Tak się mężczyzna nie zachowuje, a tym bardziej przyjaciel Camili.
    Zawiodłam się na tobie Liam.
    A co do Justina to... O BOŻE ON JEST TAKI SŁODKI ! Kocham opowiadania w których Justin jest taki jak w tym. A nie ma ich za wiele xd.
    Jeżeli chodzi o komentowanie rozdziałów...BARDZO ,ALE TO BARDZO CIĘ PRZEPRASZAM! Mieszkam w Domu Dziecka i nie zawsze mam czas żeby to skomentować (mamy tutaj wydzielony czas, ile i kto siedzi) .Mam nadzieję że mi to wybaczysz. Będę się starała komentować od teraz każdy dodany przez Ciebie rozdział na wszystkich blogach (czytam każdy) .
    Cóż, ale się rozpisałam ;)
    No to chyba tyle.
    Kocham i pozdrawiam <3 ! /Natalia

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem że jest ci przykro z tego powodu że dużo osób nie pozostawia po sobie komentarzy ale pamietaj że większa cześć zawsze jest i komentuje. Jestesmy razem z toba i zawsze będziemy <3 Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiscie ze jest sens :/ Piszesz swietne opowiadania i grzechem jest ich nie publikowanie! No a jeszcze przeciez masz nas..My to czytamy,my to komentujemy.. Moze nie jest nas mega duzo ale zawsze cos,prawda? :/ Jakos smutno mi sie robi na samą mysl o tym ze rozdziały bedą dodawane tak rzadko :(
    Co to rozdziału.. Justin powinnien powiedziec Cami na czym stoi,pewnie na jej miejscu postąpiłabym tak samo :/
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie! Ty chcesz mnie dobić? Raz na tydzień albo dwa? Serio? A co z pozostałymi czytelnikami, którzy nie mogliby tego znieść? Na przykład ja?! Wiesz, że cię kocham... Przerwałaś jak zawsze w świetnym momencie :) (wyczuwasz ironię w tym uśmiechu?) Liam to dupek. Cami przecież z nim nie jest, a ja odebrałam to tak jakby poczuł się zdradzony. Dobrze, że nie chce z nim być. Do następnego xx Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie więcej komentarzy :*

    OdpowiedzUsuń
  7. omg raz na tydzień? na dwa tygodnie ? przecież ja się załamie :o czekam na następny
    Justin jest słooodki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej....bardzo spodobał mi się twój blog i będę go czytać. Będę codziennie sprawdzać czy pojawił się rozdział...serio. Strasznie spodobał mi się twój styl pisania mimo uz nie lubie czytac w czasie terazniejszym, ale ten blog bede czytac i powiem, ze czyta mi sie bardzo wygodnie.
    Troche sie zaczyna dziac i nie wiem co mam napisac...jestem ciekawa co sie wydarzy w kolejnym....nie mozesz dodawac rozdzialu raz na dwa tygodnie...ja nie przezyje serio...jeszcze raz na tydzien okey, ale na dwa? Prosze nie rob tego.
    Czekam na kolejny i zycze weny <3 oby sie dzialo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział ♥
    Szkoda mi Camille ;c

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny <3 Justin jak zwykle SŁODKIIII hahaha
    Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Justin chcę pracować u taty Cami ? Co co ? Hymmm to może być ciekawe :)
    Czekam na następny xoxo

    OdpowiedzUsuń
  12. Też bym chciała przyprowadzić chłopaka do rodziców gdzie całe spotkanie odbywa się tak na luzie :P
    Oh Justin co ty wyprawiasz ...mącisz już w głowie Cami ...hihihii
    Do następnego !

    OdpowiedzUsuń
  13. Moim zdaniem warto pisac choć by dla tych 15-20 osob ktore sa zawsze i czekają , czyli np Ja ;P świetny rozdział czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurwa Cami. ! Justin to mily, slodki, kochany, zajebisty, kochany, zajebisty chlopak. hahah xd nwm jak mozesz tak uwazac. Ja bym chciala chociaz spedzic z nim jeden dzien. A Ty nie. Pff. Xd cudowny rozdziaal ! <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Co za końcówka ! Justin spokojnie nooo bo Cami już całkowicie oszaleje ! Hahaha
    Boski rozdział i czekam na next ! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Co raz bardziej podoba mi się to opowiadanie ! Rozdział świetny i czekam na kolejny <3
    Nie możliwe żebyś dodawała rozdziały tak rzadko ...będziemy za bardzo płakać ...:( :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Reakcja mamy na widok justina bezcenna ahhahaha o nie ahhahaha rodzial swietnyy jak kazdy :3 buziaczki i weny :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdział naprawde swietny..nie zniechecaj sie, my kochamy twoje ff :**** i coebie tez :*** buxiak czekam nn:*

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine