05.04.2015

Rozdział 4

Przełykam ślinę, ale sytuacja jest cholernie krępująca. Nie wiem, dlaczego Justin trzyma mnie za rękę, ale nie specjalnie mi to przeszkadza. Miły gest, to wszystko. Jednak doskonale wiem, co teraz myśli sobie Liam i nie chcę, żeby doszedł do mylnych wniosków. Mimo wszystko wyraz jego twarzy wyraża więcej, niż tysiąc słów.
- Cześć, Liam - odzywam się w końcu i przerywam tę krępującą ciszę, która panuje między naszą trójką.
- Co Ty tutaj robisz? Myślałem, że nie miałaś ochoty iść na wyścig - mówi z dziwnym wyrzutem.
- Właściwie tak było, ale zmieniłam zdanie w ostatniej chwili - chrząkam i mocniej ściskam dłoń Justina.
- Widzę - patrzy na chłopaka, który stoi obok mnie i zaciska szczękę. Wiem, że jest na mnie zły i tego na pewno się nie spodziewał - Więc... spławiłaś mnie, żeby wyjść z nim? - kiwa głową w stronę Justina i mierzy go spojrzeniem.
- To nie tak, Liam. Po prostu... - zacinam się. Naprawdę brak mi słów, nie chciałam go zranić.
- Dobra! - nagle głos zabiera Justin, czym kompletnie mnie zaskakuje 
- Nie psujmy sobie wszyscy nastroju. Z tego, co wiem Cami nie jest Twoją dziewczyną, więc nie ma obowiązku Ci się tłumaczyć - o kurwa! Opada mi szczęka! - Tak, więc proszę oszczędź sobie i nie rób jej wyrzutów - słowa Justina mają jednak sens. Taka prawda.
- Fakt, nie jest moją dziewczyną, ale właśnie wczoraj ją o to poprosiłem. Czekam na odpowiedź.
- W porządku, stary. Rozumiem to, ale jak na razie Ci jej nie dała. Cami jest wolna, może robić, co chce, więc przestań zachowywać się jak zazdrosny gówniarz!  - boże! Nie sądziłam, że stanie w mojej obronie!
- Dlaczego w takim razie Ty trzymasz ją za rękę? To chyba mogę wiedzieć, prawda?
- Tak, w zasadzie tak. Trzymam ją za rękę, bo jest ze mną na randce i mam na to ochotę - jezu!
- Na randce? Jak to? Cami? - spogląda na mnie i marszczy czoło. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, dlaczego nie mogę być w innym miejscu?! - O co tutaj chodzi, do cholery? - Liam wkurza się jeszcze bardziej.
- O nic, Liam. Nie złość się, bo nie masz do tego powodu. Justin to mój kolega - którego znam drugi dzień!
- Och, serio? Proszę Cię abyś została moją dziewczyną i co widzę następnego dnia? Spławiasz mnie tylko po to, żeby spotkać się z jakimś frajerem?! - jestem w szoku! Co się z nim dzieje?! - Co jest z Tobą nie tak, dziewczyno? 
- Hej! Hamuj się kolego! - Justin podnosi głos i widzę, że zaczyna się denerwować - Cami może robić, co jej się podoba, a Tobie gówno do tego. Rozumiesz? - mierzą się spojrzeniami, ale Justin nie puszcza mojej dłoni nawet na moment. 
- Porozmawiamy jutro, dobrze? Teraz już musimy iść - patrzę na niego smutno, ale żal mi go.
Pociągam Justina i mijamy Liama. Nawet nie odwracam się za siebie, po prostu chcę być jak najdalej od tego miejsca. Co za popieprzona sytuacja! Liczyłam po cichu, że go tutaj nie spotkam. Przecież to ogromny tor, jest kilka wyjść, więc jakim cudem spotkaliśmy się akurat przy tym? Ja i moje szczęście. 

Justin zabiera mnie do mojej ulubionej restauracji na pyszne lody i koktajl. Na chwilę zapominam o Liamie i znowu uśmiecham się jak wariatka. Jestem szczęśliwa i dobrze czuję się w jego towarzystwie. Zawsze mamy, o czym porozmawiać i powoli zaczynam przyzwyczajać się do jego obecności. Mniej się czerwienię i to fajne uczucie. 
- O czym myślisz? - głos Justina wyrywa mnie z rozmyśleń, kiedy zapada między nami chwila ciszy.
- Tak się zastanawiam... to niesamowite, że spotkaliśmy się zupełnie przypadkiem. Prawda? 
- Myślę dokładnie tak samo - wbijam zęby w wargę i spoglądam na niego. Naprawdę jest fajny i byłby wspaniałym przyjacielem. Na dodatek zachowuje się tak swobodnie, a nie jak prawdziwa gwiazda znana na całym świecie - Ale nic nie dzieje się przypadkiem, Skarbie - marszczę czoło, ale jestem ciekawa, co miał przez to na myśli - No wiesz, pewne rzeczy w naszym życiu dzieją się z konkretnego powodu - wow! Zaskoczył mnie - Bardzo się cieszę, że Cię poznałem. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną i traktujesz mnie normalnie. To zajebiście fajne uczucie, bo mam obok siebie zdecydowanie zbyt mało takich osób. Liczę na to, że będziemy utrzymywać ze sobą kontakt. Co Ty na to?
- Chętnie, ale właściwie kiedy wracasz do LA? - na samą myśl, robi mi się dziwnie smutno. Polubiłam go. 
- Mogę zostać tyle, ile będę chciał - hmm, to ciekawe. Nie ma żadnych obowiązków? - Wspominałem Ci, że mam przerwę. Rok beztroskiego życia, słodkiego lenistwa i robienia tego, na co mam tylko ochotę. Super, nie?
- Nie ukrywam, faktycznie - uśmiecham się, ale chyba jest szczęśliwy z tego powodu - Więc? Ile zostaniesz?
- Tydzień? Miesiąc? Pół roku? Cały rok? Ile chcesz? - wzrusza ramionami, jakby to zależało ode mnie.
- Ile ja chcę? Nie rozumiem, Justin. Co masz przez to na myśli? - gapię się na niego, ale zaciekawił mnie.
- Rozumiesz, Cami. Jesteś cholernie inteligenta i doskonale wiesz, co mam na myśli - kręcę przecząco głową, ale niby skąd miałabym wiedzieć? Mimo to, zdaję sobie sprawę, że muszę być bardzo ostrożna. Justin jest uroczy, przystojny i to mogłoby mnie zgubić - Dobrze mi tutaj - opiera się o oparcie kanapy i obejmuje mnie ramieniem - Myślę, że zostanę jeszcze trochę, chcę spędzić z Tobą więcej czasu. Poznać Cię, porozmawiać. Nie masz nic przeciwko? - on pyta serio?!
- Jasne, że nie. Cieszę się, ponieważ rozmowa z Tobą to czysta przyjemność. Lubię Twoje poczucie humoru.
- Mmm, mów mi jeszcze - porusza zabawnie brwiami i wygląda jak nieogarnięcie dziecko! Boże! Chichoczę, ale jest taki zabawny - Jesteś urocza Cami i mimo, iż poznaliśmy się zaledwie wczoraj czuję, jakbym znał Cię kawałek czasu. To niesamowite, kiedy poznajesz kogoś i masz wrażenie, jakbyś znał go całe życie. 
- To prawda. Też się tak czuję, ale jest to bardzo miłe uczucie. Może jesteśmy podobni i dlatego tak jest?
- Może - mruga zadziornie i odgarnia kosmyk moich włosów - Masz ochotę wybrać się jutro na plażę? Jestem tutaj ze znajomymi, zaproś kogoś i spędzimy miły, leniwy dzień pluskając się w morzu. Podoba Ci się ten pomysł?
- Jasne, czemu nie? Brzmi super! A tak w ogóle... gdzie się dokładnie zatrzymałeś? Gdzieś w pobliżu?
- Tak, zaledwie dwie ulice dalej. W Grand Hotel del Mare Resort, cudownie miejsce! Robi wrażenie.
- Tak, wiem. Ten hotel jest na najwyższym poziomie. Byłam tam tylko raz, na imprezie z firmy ojca.
- Więc musisz mnie odwiedzić - o jezu! Płonę w środku, ale mój brzuch przyjemnie się zaciska - Chociaż, kiedy odprowadzałem Cię do domu wbiłem się w szok! Mieszkasz w tym apartamencie? Jest niesamowity!
- Tak, to apartament moich rodziców. Jeśli chcesz, możesz wpaść jutro na obiad - boże, naprawdę to powiedziałam?
- Zapraszasz mnie do swojego domu, Skarbie? - szepcze cicho, aż ciarki przebiegają mi po plecach.
- T-tak, to chyba nic wielkiego. Prawda? To tylko obiad, Justin - prycham rozbawiona - Więc, jak?
- Chętnie. Dziękuję za zaproszenie - pociąga łyk koktajlu i oblizuje usta - Czym zajmują się Twoi rodzice?
- Właściwie mają własną firmę "Future". Zajmują się jachtami. Sprzedażą, wynajmem i takie tam.
- Twój tata jest jej właścicielem? Wow, nie wiedziałem! Ale jacht, który wynająłem jest właśnie z tej firmy. 
- Wiem. Mój tata ma najlepszą firmę w tym mieście, każdy wynajmuje od niego jachty. Ty również.
- Ty cwaniaro! - szturcha mnie w ramię i śmiejemy się jak wariaty. Jak to możliwe, że czujemy się w swoim towarzystwie tak swobodnie? - Cami? - słyszę jego głos i spoglądam na niego - Pytałem, kim jest ten chłopak? - och! 
- To właśnie Liam, o którym wspominałam Ci wczoraj. Przepraszam za tą całą sytuację, nie spodziewałam się, że go spotkamy. Zaprosił mnie na ten wyścig, ale byłam na niego wściekła i nie chciałam z nim iść. 
- Nie przepraszaj, nic się nie stało. Mimo wszystko zachował się jak ostatni dupek! Był zazdrosny, wiesz?
- Wiem i zupełnie tego nie rozumiem! Przecież jeszcze się nie zgodziłam, więc nie powinien się złościć.
- A zgodzisz się? - pyta cicho, pochyla się i przykłada dłoń do mojego policzka. Jezu, jest tak blisko!
- Nie - szepczę, uchylam usta, gapię się na niego jak zahipnotyzowana i wstrzymuję oddech.

W restauracji siedzimy dobre cztery godziny. Rozmawiamy o życiu Justina i o moim. Opowiadamy sobie, co lubimy robić, jeść i trochę o moich studiach. Przebywanie z Justinem jest takie normalne, naturalne. Nie patrzę na niego jak na gwiazdę, tylko na zwykłego chłopaka. Może, dlatego, że po prostu nie interesowałam się nim wcześniej? Nie śledziłam jego kariery na bieżąco, nie oglądałam zdjęć. Po prostu wiem, kto to jest Justin Bieber i to mi wystarczy. 

Kiedy Justin odprowadza mnie do domu, czuję jakieś dziwne ciepło w sercu. Czy dzisiaj też mnie pocałuje? Dziwnie tego chcę, chociaż nie powinnam do tego dopuszczać. On wyjedzie, mogę też nigdy więcej go nie zobaczyć i nie powinnam się do niego przywiązywać. Jednak to na nic, bo kiedy tylko wchodzimy do klatki Justin gwałtownie opiera moje plecy o ścianę i całuje mnie mocno. Jestem zaskoczona jego ruchem, ale oddaję pocałunek niemal od razu. Wsuwam palce w jego włosy, czuję jego ciepły język, który pieści mój zmysłowo, szybko, namiętnie. Moje serce tłucze się w piersi, sama nie wiem, co właśnie wyprawiam, ale pieprzyć to! On naprawdę niesamowicie całuje i w tej chwili liczy się tylko to. Jego pulchne gładki usta, które czuję na swoich. Dyszy głośno, chwyta moje nadgarstki i układa po bokach mojej głowy. Nie przerywa pocałunku, napiera na mnie swoim ciałem, a z moich ust ucieka cichy jęk. Rany, jak on to robi?! 
- Cami - szepcze moje imię, ale w jego ustach brzmi cudownie i czule. Puszcza mój nadgarstek, ale chwyta moją szczękę i przygryza wargę. Serce zaraz wyskoczy mi z piersi, ale to coś niesamowitego i w życiu nikt mnie tak nie całował! Drugą dłoń układa na moim biodrze i zaciska palce. Niestety! Dobiega nas hałas i odskakujemy od siebie jak poparzeni. Próbuje uspokoić oddech, a w korytarzu pojawia się sąsiad. Grzecznie mówimy "dobry wieczór", ale kiedy wychodzi z klatki wybuchamy śmiechem jak dwa wariaty! - Och, Cami! Polubiłem Cię, wiesz? - przytula mnie do siebie i dotyka kciukiem mojego policzka. Wpatruje się w moje oczy, ale jego oddech wciąż jest przyśpieszony.
- Ja Ciebie też polubiłam - uśmiecham się lekko i ku mojemu własnemu zaskoczeniu, cmokam go niewinnie w usta. Natychmiast przenosi dłoń na tył mojej głowy i przytrzymuje pocałunek. Jednak tym razem nic więcej się nie dzieje, ale to bardzo przyjemne uczucie, kiedy jego usta stykają się z moimi. Są takie gładkie i ciepłe.
- Do jutra, Skarbie. Napisz, o której mam przyjść - prześlizguje językiem po mojej wardze i pociąga za nią. Och!
- J-jasne - odrywa się ode mnie i czuję, jak pali mnie cała twarz - Tylko wiesz, nie mam Twojego numeru. Więc...
- Daj mi swój telefon - wyciągam go z torebki, a Justin szybko wklepuje numer i zapisuje - Teraz już masz.
- Bardzo dziękuję. Jutro na pewno do Ciebie napiszę - zerkam na wyświetlacz, ale kiedy widzę nazwę kontaktu "Boski, Justin" przewracam oczami - Nie ukrywam, bardzo oryginalna nazwa, wiesz? Panie Boski!
- Wiem - porusza zabawnie brwiami i posyła mi zadziorny uśmieszek - Z niecierpliwością będę czekał na wiadomość od Ciebie - aww, czyż on nie jest uroczy? - A teraz uciekaj, bo jest późno. Do zobaczenia jutro, śliczna - pochyla się, całuje mnie w czoło i salutuje. Wychodzi z klatki, a ja stoję jak wmurowana i nie mogę przestać się uśmiechać. Rany!

Kiedy wchodzę do domu, jest cicho i ciemno. Dochodzi północ i rodzice z pewnością już śpią. Cichutko idę do swojego pokoju i zrzucam z siebie ciuchy. Daruję sobie prysznic, wezmę go jutro rano. Ogarniam szybko twarz, myję zęby, przebieram się w piżamę i wskakuję do ciepłego łóżka. Moje myśli od razu uciekają do Justina. Nie wiem, dlaczego w ogóle mnie całuje i trzyma za rękę... czy to normalne? Owszem, ledwo się znamy, ale nie o to tutaj chodzi. Nie chcę, żeby moje serce zaczęło szybciej bić na jego widok, nie chcę się w nim zakochać, bo doskonale wiem, że nie byłoby to dla mnie dobre. To w ogóle nie miałoby jakichkolwiek szans i muszę wybić to sobie z głowy. Sama jestem zaskoczona swoim zachowaniem i tym, że pozwalam mu na to. Skupiam całą uwagę na nauce, nie mam czasu na chłopców i teraz, kiedy tak nagle się pojawił, dziwnie się czuję. Żaden chłopak nie poświęcał mi tyle uwagi, no oprócz Liama, ale to tylko mój przyjaciel. Jednak Justin jest naprawdę niesamowitym chłopakiem i boję się tego, co może się wydarzyć. Na dodatek on sam mi w tym nie pomaga... jego czułość i pocałunki skutecznie mnie rozpraszają....



 


13 komentarzy:

  1. Ohohohoo Justin jak zwykle umie wybrnąć z nieprzyjemnej sytuacji BOHATER hahahhaha ;) rozdział cudny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny<3 te opowiadanie bedzie mega <3 <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. JUSTIN CHŁOPIE, KOCHAM CIE!
    Ten rozdział mnie taak rozczulił ze ojejej! Justin jest taki ahabwuwjwkanbsuwnqiwnjskab! Idealny!
    Ciekawie co zrobi Liam;)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Nie mogę się doczekać, aż Cami pokaże mu jej pokój ;) Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  5. super ten rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam do mnie ! KOCHAM twoje opowiadania mam nadzieję że poczytasz mojego
    http://newlife-jbff.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko...to opowiadanie bedzie cudowne! Swietny rozdzial, buxiaki:*

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine