02.04.2015

Rozdział 3

Następnego dnia, kiedy tylko otwieram oczy uśmiecham się do siebie. Przeciągam się leniwie i szczerzę jak idiotka! Wczorajszy wieczór był wspaniały i nie mogę uwierzyć, że tak się skończył. Oczywiście nie doszło między nami do niczego „więcej”. Justin pocałował mnie i po prostu rozeszliśmy się w swoich kierunkach. Nie zmienia to jednak faktu, że pocałunek z Justinem nijak miał się do pocałunku z Liamem. Przy Justinie czułam motylki w brzuchu, podniecenie i naprawdę było to niesamowite. Przy Liamie czułam tylko, że jest to fajne i tyle. A to chyba za mało...
Wyskakuję z łóżka, robię siku, biorę prysznic i ogarniam twarz. Zakładam krótkie, szare spodenki i czarną bokserkę. Otwieram szeroko drzwi od balkonu i wychodzę na zewnątrz. Pogoda jest przepiękna! Świeci słońce, wieje lekki wiaterek i czuję, że dzisiejszy dzień będzie równie wspaniały jak wczorajszy.
Schodzę na dół, gdzie widzę mamę, która przegląda czasopismo popijając kawę.
- Cześć, mamciu - cmokam ją w głowę i wkładam dwie kromki chleba do tostera.
- No cześć, córeczko. Widzę, że wczorajsza impreza się udała, co? Wyglądasz na zadowoloną.
- Oj, tak! Było naprawdę świetnie - uśmiecham się szeroko.
- Cieszę się. A Cath się podobało? - och, żebym to ja wiedziała!
- Szczerze? Nie mam pojęcia - wyciągam kanapki, smaruję serkiem  i przysiadam obok mamy na krzesełku - Rozdzieliłyśmy się, chyba poderwała jakiegoś boskiego bruneta - prycham pod nosem.
- Naprawdę? Cała Catherine - mam kręci głową rozbawiona - A Ty? Poderwałaś kogoś?
- Poderwałam - poruszam zabawnie brwiami - A raczej on mnie. Mega przystojny i uroczy chłopak.
- Naprawdę?! To świetnie, Kochanie! To ktoś z naszej okolicy? Znam go może?
- Nie znasz, mamo. To światowa gwiazda, więc nawet nie ma chyba o czym mówić. Chociaż... zaprosił mnie dzisiaj na wyścig i zgodziłam się z nim pójść. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam.
- A dlaczego masz nie iść? Skoro Cię zaprosił, to chyba miłe z jego strony. Kto to?
- Justin Bieber... idol milionów nastolatek na świecie. Niezły hardkor, no nie?
- Uuuuuu... no nie powiem, trafiłaś córeczko! - mama śmieje się głośno.
- Tsa... żebyś wiedziała - chichoczę cicho i sama w to nie wierzę, że go spotkałam. I to całkiem przypadkiem.
- A nie było tam Liama? Z tego co mówiła Cath, to impreza była na jachcie jego rodziców.
- Tak, był tam. Nawet spędził ze mną chwilę czasu, ale wiesz co? Zostawił mnie! - cholera, nawet nie wrócił z drinkiem! Co się z nim stało? - Poszedł po coś do picia i tyle go widziałam. Wtedy zaczepił mnie Justin z jachtu obok.
- Hmm... to dziwne. Myślałam, że zależy mu na Tobie.
- Tak mówił, nawet poprosił mnie wczoraj żebym została jego dziewczyną.
- Naprawdę?! Co powiedziałaś? Zgodziłaś się?
- Nie - wzdycham ciężko - Poprosiłam o trochę czasu do namysłu, mam mu dzisiaj dać odpowiedź.
- Dlaczego mam wrażenie, że się na to nie zgodzisz?
- Bo nie mogę, mamo. To mój kumpel, przyjaciel. Zależy mi na nim, naprawdę. Niestety czy tego chcę, czy nie, nic do niego nie czuję. Nie umiem być z kimś, do kogo nic mnie nie przyciąga. Dobrze czuję się w jego towarzystwie, ale to nie jest "to". Nie chcę go skrzywdzić... tak będzie najlepiej dla nas obojgu.
- Myślę, że dobrze robisz - och... od razu podnoszę głowę i spoglądam na mamę - Po co robić mu złudną nadzieję? Skoro nie chcesz z nim być, nie możesz się do tego zmuszać. Bez względu na uczucia Liama.
- Dokładnie... mam tylko nadzieję, że mnie zrozumie. Nie chcę, żeby się obraził.
- Jeśli jest Twoim przyjacielem, na pewno tego nie zrobi - mama posyła mi uśmiech i ściska moją dłoń.
- Oby! Liam czasami dziwnie się zachowuje, zupełnie jak kobieta przed okresem - przewracam oczami, a mama śmieje się głośno - Poza tym, jego wczorajsze zachowanie było bardzo dziwne! Zniknął tak nagle.
Naszą rozmowę przerywa dzwonek do drzwi. Zeskakuję z krzesełka i idę otworzyć. Kiedy tylko uchlam drzwi, ukazuje mi się kurier. Trzyma w dłoniach ogromny bukiet czerwonych róż, och! Składam popis i odbieram kwiaty, rany! Ile ich tutaj jest?! Przechodzę do kuchni i wyjmuję karteczkę, która jest do nich dołączona.

„Cami... przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. Naprawdę nie chciałem Cię zostawić i ot tak, sobie pójść. Proszę... pozwól mi to wyjaśnić, dobrze? Nie skreślaj mnie...”

- Wow... chyba ma chłopak wyrzuty sumienia - mama mruga okiem i wtula nos w kwiaty.
- Widocznie tak, ale nie wiem czy chcę słuchać jego wyjaśnień. To i tak nic nie zmieni.
- Możliwe... ale daj mu szansę chociaż się wytłumaczyć. Zasługuje na to.
- W porządku, niech mu będzie. Ale muszę do niego zadzwonić, pierwszy zaprosił mnie na dzisiejszy wyścig, więc muszę odwołać spotkanie. Jakoś średnio mam ochotę go widzieć.
 - Idź, zadzwoń. Skoro nie chcesz z nim iść, nikt Cię do tego nie może zmusić, tak?
- Otóż to! Dzięki, mamo! - całuję ją w policzek i idę do swojego pokoju.
Biorę telefon z komody i wybieram z kontaktów numer chłopaka. Nie mam za bardzo ochoty na rozmowę, ale muszę anulować nasze dzisiejsze wyjście. I już nawet nie chodzi o Justina, ale o to, jak się wczoraj zachował.
- Cami? - słyszę jego niepewny głos, kiedy odbiera.
- Cześć, Liam - mówię cicho - Bardzo dziękuję za kwiaty, właśnie przed chwilą je dostałam.
- Cieszę się. Powiedz, że mnie nie skreśliłaś? Proszę... - o rany! Nie tego się spodziewałam.
- Właściwie dzwonię w sprawie naszego dzisiejszego wyjścia. Muszę je anulować, Liam. Przepraszam.
- Dlaczego?! - podnosi nieco ton i jest zaskoczony - Cami, nie rób tego! Chcę Cię zobaczyć.
- Niestety, muszę. Po prostu... nie wiem, czy uda nam się być czymś więcej niż przyjaciółmi.
- Daj mi szansę, proszę! Nawaliłem, ale to nigdy więcej się już nie powtórzy. Obiecuję.
- Spokojnie, dobrze? Spotkamy się jutro i porozmawiamy. Jednak z naszych dzisiejszych planów nici.
- W porządku, nie zmuszę Cię przecież. Ale obiecujesz, że jutro porozmawiamy?
- Tak, obiecuję. Zadzwonię do Ciebie i ustalimy godzinę, pasuje?
- Jasne! Dziękuję, Cami! Jesteś wspaniała - od razu jego głos się rozwesela.
- Nie przesadzaj - uśmiecham się do siebie i kręcę głową. On chyba naprawdę się zakochał i czuję, że to wcale nie będzie takie proste, jak mi się wydaje  - Okej, muszę kończyć. Do jutra.
- Do juta, pa pa - kończę rozmowę i odkładam telefon na łóżko. Nieźle poszło!

Po dwunastej biorę odprężający prysznic i nucę sobie wesoło jakąś melodię. Wcieram pachnący żel pod prysznic w ciało, a następnie golę nogi. Kiedy jestem gotowa wychodzę z kabiny i wycieram się puchatym ręcznikiem. Szybko robię delikatny makijaż, suszę włosy i zostawiam je rozpuszczone.
Wybieram strój i ubieram się raz dwa. Psikam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i myję zęby. Jestem gotowa, a na zegarku widnieje dwunasta pięćdziesiąt. Mrugam do swojego odbicia w lustrze... niezły czas, mała!
Biorę beżową torebeczkę z kokardką i przerzucam przez ramię, schodzę na dół i w salonie widzę rodziców.
- Słyszałem, że masz dzisiaj randkę, Kochanie - tata mruga rozbawiony.
- Nie wiem, czy można nazwać to randką. To chyba bardziej takie spotkanie, tato.
- I to z kim! - uśmiecha się szeroko - Gdzieś Ty go znalazła?
- Tak naprawdę, to on znalazł mnie - prycham pod nosem - I nie wiem, jak to się stało - nagle rozlega się dzwonek domofonu i wiem kto to. Biegnę i kiedy odbieram słyszę głos Justina, który czeka na dole - Okej, ja uciekam - macham rodzicom i wychodzę z apartamentu. Zjeżdżam windą na dół i kiedy tylko wychodzę na zewnątrz, widzę chłopaka, który stoi oparty o barierkę i ma założone ręce na piersiach. Wygląda super! Ubrany w czarne spodnie, czarny dopasowany t-shity i czarną czapkę z daszkiem - Cześć... - mówię cicho.
- Hej... - uśmiecha się uroczo i oblizuje usta - Wyglądasz prześlicznie - o nie! Znowu?
- Dziękuję - zawstydzam się, zaciskam usta, spuszczam głowę i bawię się palcami.
- Och, Cami - przybliża się i podnosi palcem moją głowę - Przepraszam, kompletnie zapomniałem o tych komplementach - przewraca oczami rozbawiony i całuje mnie w policzek.
- Nikt nas nie zobaczy? - pytam nagle, bo przecież ktoś może nas śledzić. Nie chcę mu zaszkodzić.
- Tego nie wiem. Jednak wydaje mi się, że jest ogromne prawdopodobieństwo, że na pewno ktoś nas dzisiaj sfotografuje. Powiedz mi teraz, jeśli przeszkadza Ci to - wpatruje się we mnie i czeka.
- Nie, nie przeszkadza mi to - posyłam mu niepewny uśmiech. Nie o siebie się martwię, tylko o niego.
- Bardzo się cieszę, Cami - mmm, moje imię cudownie brzmi w jego ustach. Chichoczę cichutko na tą myśl, a Justin od razu marszczy czoło - Co jest takie zabawne, hmm? - unosi brew rozbawiony.
- Ty - wystawiam mu język - Idziemy? Mamy nie całą godzinę do wyścigu.
- Jasne, idziemy! - krzyczy wesoło i kierujemy się na tor, który jest pięćset metrów od mojego domu.

Idziemy spacerkiem, rozmawiamy, śmiejemy się i aż boli mnie brzuch. Jego poczucie humoru jest naprawdę niesamowite i mogłabym z nim rozmawiać dzień i noc. Jak to możliwe? Przecież znam go ledwo co!
- Jaki jest Twój ulubiony kolor? - pyta nagle i przekręcam głowę w jego stronę.
- Sama nie wiem... nie mam jednego ulubionego koloru. To zależy od mojego samopoczucia.
- A jaki kolor lubisz dzisiaj? - spogląda na mnie i czuję, jak chwyta mnie za rękę. O boże! Splata swoje palce z moimi i aż spuszczam głowę, aby na nie spojrzeć. Dlaczego to zrobił? Przecież ktoś może to zobaczyć! Nie boi się?
- Czarny - odpowiadam na jego pytanie i widzę, jak mruży oczy.
- Czarny? Masz złe samopoczucie? Źle się czujesz? - och, nie sądziłam, że wpadnie na coś takiego.
- Nie, oczywiście że nie! - uśmiecham się lekko - Czuję się cudownie. Czarny dlatego, bo bardzo podoba mi się Twoja czapka - wbijam zęby w wargę i zawstydzam się. Ale ta czapka serio jest wypasiona!
- Naprawdę? - pyta rozbawiony - Więc skoro Ci się podoba, jest Twoja - co takiego?! Nagle przystaje, zdejmuję ją i zakłada na moją głowę, o rany! - Ślicznie w niej wyglądasz! Pasuje Ci - wpatruje się we mnie bacznie.
- Naprawdę? Czy mówisz tak tylko po to, żeby mnie zawstydzić?
- To też, Twoje rumieńce są cholernie urocze - pochyla się i całuje mnie w nos, o kurde!
- Jesteś okrutny, wiesz? - zakładam ręce na piersiach i robię smutną minkę.
- Aww... a Ty jesteś bardzo słodka - chwyta mnie za rękę i idziemy dalej.

Siadamy na swoich miejscach, które są naprzeciwko linii startowej. Jest to chyba najlepsza miejscówka i naprawdę ciężko ją dostać, ba! Bilety są koszmarnie drogie, chociaż tata zawsze kupuje najlepsze miejsca. Justin uśmiecha się do mnie szeroko i przelotnie ściska moją dłoń. Jest ciepła, delikatna i gładzę ją kciukiem.
- Czy Ty w ogóle lubisz F1, Justin? - pytam go, kiedy chłopak rozgląda się po całym torze.
- No ba! Pewnie! - posyła mi szeroki uśmiech.
- Serio? Nie wyglądasz na takiego, który lubiłby bolidy.
- Naprawdę? Ty też nie wyglądasz, Słoneczko - mruga, wystawia mi język i jest to taki uroczy!
- Pff... też mi coś - mruczę pod nosem i opieram plecy o oparcie krzesełka.

Cały wyścig przebiega w niesamowitej atmosferze. Tor jest cudowny i wygrywa Lewis Hamilton, za którego trzymam mocno kciuki od kilku lat. Jestem zadowolona i uśmiecham się szeroko.
- Cholera - słyszę nagle głos Justina, kiedy kierujemy się do wyjścia z toru - Ty naprawdę to lubisz, dziewczyno!
- Przecież Ci mówiłam! Nie wierzyłeś mi? - mrużę oczy i marszczę groźnie brwi.
- Szczerze? Tak średnio - drapie się nerwowo w kark - No wiesz, dziewczyny czasami bajerują, żeby przypodobać się chłopakowi. Dlatego jestem cholernie zaskoczony tym, że F1 naprawdę Cię fascynuje.
- Och, serio? - zatrzymuję się i zakładam ręce na piersiach - Myślałeś, że chcę Ci się przypodobać? Też mi coś!
- Wybacz, mój błąd - przykłada dłoń do serca i wygląda tak uroczo.
- No nie wiem, czy Ci wybaczyć. Muszę się nad tym poważnie zastanowić.
- Mam błagać na kolanach? - zerkam na niego i mam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- Hmm... - przykładam palec do brody i udaję, że myślę - Czy ja wiem, jeśli chcesz nie widzę problemu - żartuję sobie z niego, jednak nim się orientuję, Justin klęka i układa dłonie na moich biodrach - Boże, Justin! Wstawaj!
- Pod warunkiem, że mi wybaczysz - uśmiecha się szeroko i nie wierzę, że to zrobił!
- Wybaczam, ale wstawaj! - rozglądam się, czy nikt nas nie widzi i podciągam go za ramiona. Wstaje bardzo opornie - Rany! Zwariowałeś?! Jesteś szalony! - prycham rozbawiona.
- Sama chciałaś, Skarbie - och! Gwałtownie wciągam powietrze, kiedy wypowiada ostatnie słowo.
- To był żart, Justin - wzdycham ciężko i przewracam oczami.
- Wiem... wyobraź sobie, że się domyśliłem - chwyta mnie za rękę i jesteśmy przy wyjściu z toru.
Justin podczas wyścigu wymyślił, że pójdziemy na lody. Znam świetne miejsce i na pewno mu się tam spodoba. Prawie przechodzimy przez bramki, kiedy przed nami nagle wyrasta Liam. Niech to szlag!
- Cami? - marszczy czoło, gapi się na mnie i jest cholernie zaskoczony moim widokiem. Spuszcza wzrok i spogląda na dłoń, którą wciąż trzyma Justin. O boże! Mogę zniknąć?






**************************************************************************************
Dzień dobry! :)
Woohoo! Nie sądziłam, że tak chętnie przyjmiecie moje nowe opowiadanie. Dodałam rozdział tak na "próbę" jednak jestem mile zaskoczona, fajnie. Jesteście kochane, ale to na pewno wiecie :D
Nie wiem jeszcze jak często będą pojawiać się rozdziały, muszę to ogarnąć.
Napisałam już prawie całe to opowiadanie i naprawdę obawiam się o własną psychikę.... co ja tam popisałam! Boże! Jestem stuknięta :D W każdym bądź razie, nudno raczej nie będzie ;)

No i Liam przyłapał Justina i Camille... no, no. Nie dobrze :P

Okej, to tyle. Zostawiam was z rozdziałem :)
Buziaki ślę i tulę mocno! :*
Kasia.










21 komentarzy:

  1. Jeeeeeestem pierwsza haha:D rozdzial siwetby jejkuu kolejne twoje cudowne opowiadanie. CzeiamCzekam nn, buziaki:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne! Niech Liam ich zostawi. Mam nadzieję, że będziesz szybko dodawała kolejne rozdziały. Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  3. O boże ! To opowiadanie jest świetne :) Masz już stałą czytelniczkę . Już pokochałam to opowiadanie tak jak i resztę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jezu <3 kochane :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to co tam popisałas hmm moim zdaniem kolejne świetny opowiadanie ;) UPS Liam chyba niechcący przyłapal nasza Cami na kłamstwie Hahaha ! Cudowny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham to opowiadanie <3 A najbardziej cb <3 czekam z zapartym tchem na nowy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  7. KOOCHAM TO! Narazie jak na Ciebie jest nuuudno ale wiem ze się rozkręca i już nie mogę się doczekać jakiegoś ruchu ze strony Liama :D JEJU BĘDZIE BOSKO JAK ONI BĘDĄ TAK WALCZYĆ O CAMI! *-*
    Justin jest taki uroczyyyyy, kochany... idealny♡
    Buziaki:3

    OdpowiedzUsuń
  8. Omg świetny! !!
    MAM PYTANIE:

    JUSTIN BĘDZIE TYM DOBRYM CZY ZŁYM ???
    Prosze next

    OdpowiedzUsuń
  9. No i zaczyna sie akcja ;D Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze Ci idzie ! Oby tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O boziu!! Ciekawe czy będzie jakaś afera czy coś. Jejuu !!

    OdpowiedzUsuń
  12. O masakra ! Ciekawe co będzie teraz.... Ciekawe czy się wścieknie ! Oczywiście zajebisty rozdział i czekam na nn !

    OdpowiedzUsuń
  13. O masakra ! Ciekawe co będzie teraz.... Ciekawe czy się wścieknie ! Oczywiście zajebisty rozdział i czekam na nn !

    OdpowiedzUsuń
  14. super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine